Wietnam i Kambodża

Wietnam i Kambodża

Wietnam i Kambodża: podróż od tętniącej życiem energii Hanoi do cichych świątyń Angkor Wat, pomiędzy historią a naturą.

18 days

Szukam w myślach słów, które mogłyby rozpocząć tę relację, a ze wspaniałych wód tej podróży najczęściej wyłania się termin KONTRAST. Nigdy wcześniej nie mieszkałam w miejscach, w których kontrasty były tak ostre. Wietnam: kraj przesiąknięty pokojowymi doktrynami religijnymi i humanistycznymi, który w ciągu ostatniego stulecia, ale także przez większą część swojej historii, stanął w obliczu przytłaczających wrogów, z którymi musiał walczyć. Co więcej, zwyciężył mimo ograniczonych środków, kosztem niewypowiedzianego cierpienia i dzięki uporowi, który nie ma sobie równych na świecie. Niedawna przeszłość i teraźniejszość z czysto powierzchownym komunizmem, który pozwala kapitalistycznym spekulacjom zblednąć zachodnich spekulantów, tylko po to, by ci ostatni odzyskali bladość i opaleniznę w modnych kurortach wzdłuż ciepłych plaż oceanu. Pracowitość narodu, która niewiele lub nic nie pasuje do dominującej ideologii ostatnich pięćdziesięciu lat, gdzie przynajmniej na papierze wszyscy powinni być równi. W rzeczywistości Wietnamczycy to naród handlarzy, a ideologie służą jedynie jako spoiwo, dopóki dobrobyt nie zadecyduje o ich upadku. I to byłoby dobre. Pożądane jest, aby pozostał przebłysk nauczania Konfucjusza, które ma tendencję do spajania społeczeństwa z państwem i uznawania członków rodziny za wzajemnie wspierających się i szanujących atawistyczne hierarchie. Wartości, z których Zachód wyrzekł się na kilka pokoleń i które zmuszają go do błąkania się we mgle wobec skał obojętności, w społecznym Halongu, z którego nie ma powrotu.

Po wjechaniu do Kambodży kontrasty stają się jeszcze bardziej dotkliwe. Ludzie, którzy wciąż nie otrząsnęli się po próbie samobójczej. Tak, ponieważ ludzi, którzy próbują się zabić, nie należy klasyfikować jako ludobójczych, ale raczej samobójczych. I to była Kambodża Czerwonych Khmerów, era, która usidliła cały kraj, nie mogąc się podnieść, po wciągnięciu jednej trzeciej ówczesnej populacji do masowych grobów i opróżnieniu miast w imię najczystszego komunizmu; taki, w którym wszyscy osiągnęliby równość. W rzeczywistości wielu z nich do tego dotarło: Kambodża została przekształcona w ogromny cmentarz. Nie ma miasta bez masowych grobów i bez okrucieństw godnych pamięci. W kraju, który sam jest męczennikiem, nie ma męczenników.

Niestrudzenie powtarzam, jak niesamowita jest duma Wietnamczyków, narodu, który od dwóch tysiącleci walczy o uzyskanie lub utrzymanie niepodległości. Nie sądzę, żeby los kiedykolwiek mi na to pozwolił, a w każdym razie próbowałbym od tego uciec, ale gdybym w przyszłej reinkarnacji miałbym zostać głową państwa, z pewnością uważałbym, aby nie wypowiedzieć wojny Wietnamowi, próbując go najechać. Historia Włoch, które niemal równie długo poddane były dominacji i najazdom, od czasu do czasu oddając hołd aktualnemu najeźdźcy, wyjaśnia i usprawiedliwia jej wewnętrzne podziały oraz brak spójności charakteru narodowego.

Skończyłem pisać te strony 9 lutego 2010 roku, kiedy minął już miesiąc od naszego przybycia, ale pamięć i nauki z tej podróży z pewnością przetrwają w czasie.

Wprowadzenie

Podczas gdy Mongolia ze swoimi sięgającymi po horyzont krajobrazami jest wyraźnym symbolem wolności, tego samego nie można powiedzieć o Wietnamie, skompresowanym przez ograniczone terytorium i nadmierną populację. Wszędzie roi się od ludzi, a ulice stają się jednym strumieniem w ciągłym ruchu, który przecina się z niezrozumiałym dla nas stylem. Wygląda na to, że nie ma miejsc, w których nie byłoby Cię widać, z wyjątkiem odległych dżungli w głębi kraju. Spokój Mongołów wobec roju Wietnamczyków, cierpliwość jako ich wspólny mianownik i nieufność wobec Chin, atawistycznego, acz inwazyjnego sąsiada obu narodów. Odrodzenie buddyzmu po latach prawdziwego komunizmu, obecnie uśpionego, napełnia oba kraje nową falą duchowości i łączy je z odległą przeszłością, z której wywodzi się ich kultura. Religia ta, która zasadniczo pozostaje wielką filozofią życia, mogłaby być użytecznym środkiem umożliwiającym regulowany rozwój. Jest jednak jeszcze za wcześnie, aby to stwierdzić i nie brakuje niepokojących sygnałów. Kraje sąsiadujące z nimi z pewnością nie są dobrymi przykładami. Rygor moralny wyłania się także z religii, z ograniczeniami temporalnego kontekstualizacji. Wietnam wybrał drogę pragmatyzmu. Nominalnie jest to Republika Socjalistyczna i jedyną dopuszczoną partią jest partia komunistyczna. Aby nie zapomnieć, zwężająca się twarz Ho Chi Minha wyróżnia się wszędzie z jakimś przesłaniem politycznym napisanym na żółto na czerwonym tle, a tazebao dopełnia dzieła. W rzeczywistości system ma charakter kapitalistyczny, a tempo rozwoju i rentowność są nieznane gdzie indziej. Pracowitość jest ważnym elementem, brak praw zajmuje się resztą, aby utrzymać pokój społeczny. Jednak w obliczu świata i określonego sposobu widzenia spraw pozostaje on reżimem lewicowym, który utrzymuje swoich obywateli na równych prawach. System, który odniósł już sukces w Chinach i który jest tutaj aktualizowany w wersji lokalnej. Ci, którzy pracują w prywatnych firmach, nie znają wakacji, podczas gdy na budowach pracuje się 24 godziny na dobę przy słabym oświetleniu nocnym, co stwarza ryzyko. Inna historia dotyczy Kambodży. Pacyfikacja, która nie dożyła jeszcze dziesiątej rocznicy i odmienny naród, czyni ją nieporównywalną z sąsiadem. Wietnamski rodzic raczej nie wysłałby swoich dzieci na ulicę, żeby żebrały; duma mu przeszkodziła. Ubóstwo także zna swoje zasady i granice, czyli rzeczy, które wydają się nie istnieć w sprzecznej Kambodży. Należy wziąć pod uwagę, że być może naród Kambodży doświadczył najgorszego ucisku od zakończenia drugiej wojny światowej, być może nawet gorszego niż obecny. Nikt nie cierpiał tak jak oni podczas wojen domowych, które poprzedzały erę czystego terroru Czerwonych Khmerów i po nim. Nie minęło jeszcze zbyt wiele czasu, aby rany się zagoiły, a obecne wydarzenia stały się historią. Państwo to nic innego jak splot interesów, które czasem są zbieżne, a czasem sprzecznie rozbieżne. Przykład polityki Kambodży reprezentuje były król Sihanouk, tyrańska wersja Talleyranda, zdolna do sprzymierzenia się ze wszystkimi swoimi wrogami i dokonania niewyobrażalnych zmian politycznych w celu utrzymania władzy i bezkarności. Co mu się doskonale udało, a wraz z nim także byli przywódcy Czerwonych Khmerów. Jedynymi wartościami obecnymi w obliczu umierającej z nędzy populacji wydają się być jedynie władza i pieniądze. Nie żeby gdzie indziej rządy żywią inne pasje, ale tutaj jest to szczególnie irytujące i Krzyki ciszy (od tytułu znanego filmu, którego akcja rozgrywa się w Kambodży) stają się coraz głośniejsze. Niektórzy zmieniają nazwę Phnom Penh na Lexus City ze względu na jaskrawe SUV-y jeżdżące po mieście, podczas gdy dzieci, których nogi i nadzieje zostały wykorzenione przez miny, pełzają po chodnikach jak gady. Co roku do Angkor przybywa dwa i pół miliona turystów, a 10 pięciogwiazdkowych hoteli jest gotowych powitać panów, którzy łączą kulturę khmerską ze wspaniałymi tajskimi plażami. Jest to pewien poziom turystyki, który odwiedza zabytki Angkoru. Panie w paradzie strojów wieczorowych w modnych restauracjach Siem Reap, w tym zakątku trzeciego świata, którego ludzie mieli tylko smutne nieszczęście, że urodzili się w niewłaściwym miejscu.Noc w najlepszym hotelu w Siem Reap kosztuje 2000 dolarów, podczas gdy przeciętny nieszczęśnik mieszkający w błotnistych skrawkach jeziora Tonle ledwo jest w stanie uzbierać równowartość 500 dolarów rocznie. Kalkulacja robi się szybko: 4 lata pracy, żeby zapłacić za nocleg w hotelu! Jaskrawy kontrast jest więcej niż oczywisty i w ostatnich latach uzasadniał twierdzenia o wolnościobójstwie aż do szaleństwa Czerwonych Khmerów. Zobaczenie Angkoru nie oznacza zobaczenia Kambodży, różnice pozostają we wszystkich dowodach i niesprawiedliwości. Nawet w Wietnamie, podobnie jak na całym świecie, istnieją różne klasy i może nawet słusznie, że tak jest, ale tutaj jest to naprawdę oburzające, zarówno ze strony turystów, jak i bogatszych tubylców. Bogate dochody pochodzące z nowego imperium gospodarczego Angkorii trafiają do kieszeni nielicznych, szerzy się korupcja i tylko 10% dochodów trafia na utrzymanie stanowisk archeologicznych. Reszta jest podzielona pomiędzy lokalnych panów. Los funduszy solidarnościowych dla biednej ludności nie będzie zupełnie inny. Widocznego bogactwa nie można odebrać biednym, ponieważ oni go nie mają. I to jest dochód, który w efekcie stanowi obrazę własnej historii i powszechnej solidarności. Być może status ten to nic innego jak anarchia społeczna kraju, który nie odnajduje tożsamości w imperialnej przeszłości i musi otrząsnąć się po erze konfliktu niespotykanego w bogatym katalogu ludzkich okrucieństw. Należy jednak zwrócić uwagę na mniejszą pracowitość Kambodży, co daje się zauważyć już po przekroczeniu granicy. Najbliższe kilka lat pokaże nam, czy to geny czynią ludzi pasywnymi. Z pewnością była to przeszłość, której nie można przeboleć. I dotyczy to zarówno rządzących, jak i rządzonych.

Itinerary

Travel days

Hanoi I
Day 1 24/12/2009

Hanoi I

Noc Bożego Narodzenia w Hanoi: spotkanie przeszłości i teraźniejszości

Hanoi II
Day 2 25/12/2009

Hanoi II

Hanoi: surowe miasto na północy. Aktywny i pracowity, ale pod czujnym okiem Wujka Ho

Sa Pa
Day 3 26/12/2009

Sa Pa

Pociągiem w kierunku północno-wschodnim. Chiny o rzut beretem, na terytorium mniejszości etnicznych.

Północno-zachodni Wietnam
Day 4 27/12/2009

Północno-zachodni Wietnam

Mniejszości etniczne wśród wzgórz, na których rośnie ryż: między statusem wstecznym, tradycją i dumą

Tam Coc
Day 5 28/12/2009

Tam Coc

Ostatnia wizyta w Hanoi i magia Tam Coc: gdzie krajobraz staje się duchem.

Zatoka Ha Long I
Day 6 29/12/2009

Zatoka Ha Long I

Zatoka Halong, gdzie czar natury cierpi z powodu inwazji turystów.

Zatoka Ha Long II
Day 7 30/12/2009

Zatoka Ha Long II

Pomiędzy pływającymi wioskami w Tonkin i dalej w stronę centrum Wietnamu.

Odcień
Day 8 31/12/2009

Odcień

Barwa: stolica cesarstwa, grobowce cesarskie i sylwester w upale

Hoi An
Day 9 01/01/2010

Hoi An

Przełęcz Chmur ze słońcem i perłą Centrum: Hoi An

Mój Syn
Day 10 02/01/2010

Mój Syn

Wskakuję do wspaniałej przeszłości Mysona w Champa i lecę do Sajgonu na sobotni wieczór.

Sajgon
Day 11 03/01/2010

Sajgon

Wojna i pokój w Sajgonie. Ogromna Delta Mekongu, gdzie zbiegają się historie Azji.

Delta Mekongu
Day 12 04/01/2010

Delta Mekongu

Pływające targi na Mekongu i dalej do granicy z Kambodżą.

Phnom Penh
Day 13 05/01/2010

Phnom Penh

Phnom Penh przybywa z rzeki Grand. Kambodża: brutalna rzeczywistość.

Angkor I
Day 14 06/01/2010

Angkor I

Na północ do bram Angkoru. Witryna Roluos i Siem Reap, szykowna turystyka.

Angkor II
Day 15 07/01/2010

Angkor II

Angkor Thom, Bayon, Angkor Wat i Phnom Bakheng: khmerski mit pomiędzy kamieniem, zachodem słońca i turystyką.

Angkor III
Day 16 08/01/2010

Angkor III

Od Kbal Spean i Ta Prohm po pływające wioski Tonlé Sap, pomiędzy świętością, naturą i codzienną biedą.

Tonle Sap
Day 17 09/01/2010

Tonle Sap

Z kambodżańskiej wsi po Phnom Penh, pomiędzy niekończącymi się drogami, Tuol Sleng i zachodem słońca nad Mekongiem.

Phnom Penh
Day 18 10/01/2010

Phnom Penh

Kontrasty w Indochinach, pomiędzy Lexusem a tymi okaleczonymi przez miny

Geography

Travel maps

Komentarze

Brak komentarzy.