Day 1
Hanoi I
Noc Bożego Narodzenia w Hanoi: spotkanie przeszłości i teraźniejszości
Przyjazd do Hanoi w nocy
Nie żebyśmy spodziewali się, że wsiądziemy do samolotu lecącego do Wietnamu i na nowo przeżyjemy emocje tych, którzy lecieli tam w upalne lata. Prawdę mówiąc, nawet nie bardzo się tym przejmowaliśmy. Ale wchodząc na pokład samolotu z Seulu i słysząc w tle świąteczną muzykę, naprawdę nie spodziewaliśmy się tego. W końcu do Świąt Bożego Narodzenia zostało już tylko kilka godzin, a samo lotnisko w Seulu jest udekorowane tak odświętnie, jak to samo miejsce w zachodnim kraju nie mogłoby być. Do Hanoi docieramy w zaledwie 5 godzin lotu. Pomimo śniegu w Turynie udało nam się nie przeoczyć żadnego samolotu, choć z dreszczykiem emocji związanym z opuszczeniem naszego lotniska z prawie dwugodzinnym opóźnieniem. Z kolei samolot z Rzymu odleciał z niemal półtorej godzinnym opóźnieniem, ale na połączenie, które miało nas zabrać do Hanoi, dotarliśmy dość wcześnie. Po przybyciu do stolicy Wietnamu od razu spotykamy naszego przewodnika Hana. Formalności wizowe przeprowadzamy bezpośrednio na lotnisku, po czym następuje minimalnie inwazyjna kontrola celna. W końcu ruszyliśmy w drogę Hanoi, które na swój sposób przygotowuje się do świętowania Bożego Narodzenia. Będąc krajem buddyjskim i formalnie komunistycznym, nie ma oficjalnych uroczystości, ale jest wiele dekoracji, które tak bardzo podobają się orientalistom i jest to dla młodych ludzi okazja do wyjścia na ulice i jazdy na hulajnogach po ulicach centrum. Jednak w kolejnych dniach odkryjemy, że trend na motorowery jest wspólny dla wszystkich Wietnamczyków i dotyczy każdego dnia w roku. Jest to święto, które ma przede wszystkim naśladować świat zachodni, ale jutro dla wszystkich pozostaje dniem roboczym. Kierowca natychmiast oferuje przewodnik, który pomoże nam nie zasnąć w środku ruchu ulicznego, który wciąż jest niedopowiedzeniem, aby określić go jako chaotyczny. Tak naprawdę wiemy, że w Azji istnieją różne systemy jazdy: w Chinach po lewej stronie, w Japonii i Indiach po prawej. W Wietnamie od początku rozumiemy, że jeździmy, gdzie chcemy. Niepisana zasada jest taka, że na autostradach należy pozostać na pasie do wyprzedzania i pozostać obojętnym na światła lub trąbienie osób jadących z tyłu, którzy powodują hałas, ale nie należy się złościć, jak to ma miejsce na naszych drogach. O północy centrum miasta tętni życiem młodzi ludzie na hulajnogach z co najmniej dwiema, jeśli nie trzema lub większą liczbą osób na nim. Bezpiecznie dojeżdżamy do hotelu i to tyle na dziś. Hotel dobrze położony w stosunku do centrum choć niezbyt cichy, pokoje utrzymane są w stylu kolonialnym.
