Day 4
Północno-zachodni Wietnam
Mniejszości etniczne wśród wzgórz, na których rośnie ryż: między statusem wstecznym, tradycją i dumą
Pomiędzy Cat Cat, Lao Chai i Ta Van
Jest niedziela i korzystając z okazji wybieramy się na wycieczkę na targ ulicami Sa Pa. O 9.30 wyruszamy na 5,5 km spacer, aby odwiedzić wioskę Cat Cat, zamieszkiwaną przez plemię Hmong. Istnieje około dwudziestu chat rozrzuconych wzdłuż wspaniałego krajobrazu tarasowe pola ryżowe. Schodzimy w dół, aż przekroczymy potok, do którego wpadają wspaniałe wodospady Cat Cat. Jedziemy w górę omijając różnych taksówkarzy, którzy oferują podwózkę motocyklami pod górę i idziemy do restauracji na lunch. Widzimy także rośliny uprawiane w celu nadania tradycyjnemu ubraniu Hmongów typowego czarnego koloru. Przygotowanie materiału do barwienia wymaga procesu trwającego około tygodnia. Po południu schodzimy do Lao Chai, spotykamy kilka etnicznych pań Czarny Hmong wracający z targu Sa Pa, z którym rozmawialiśmy podczas naszej podróży. Z paniami nie możemy się porozumieć, ale 10-letnia dziewczynka potrafi dobrze mówić po angielsku, którego nauczyła się, podchodząc do zagranicznych turystów, próbując im coś sprzedać. Dysponuje niezbędnym, ale skutecznym słownictwem, tym bardziej szczególnym, że posługuje się nim mała dziewczynka mieszkająca w odległych rejonach Azji Południowo-Wschodniej. Docieramy do Ta Van, zamieszkanego przez mniejszości etniczne Dzi, około 3 km stąd. Rozpoznajemy tę grupę etniczną po charakterystycznych różowych i zielonych ubraniach w bardzo jasnych kolorach. Nawet budynki są inne, podczas gdy uderza nas dom rodziny, której głównym zajęciem jest budowanie rzeźb kamiennych. Wyjaśniają nam, że nie mogą mieć placówek handlowych, przez co wiele artefaktów pozostaje niesprzedanych. Wszystko w pięknym krajobrazie tarasowe pola ryżowe z których część została zalana. Jest to jednak obszar bardzo suchy, do tego stopnia, że możliwe są tylko jedno zbiory w roku.
Ludność i edukacja: dzieci z populacji reprezentujących mniejszości etniczne uczęszczają zazwyczaj wyłącznie do szkół podstawowych. Znajdują się tu budynki, w których gromadzą się wszystkie dzieci z pobliskich miejscowości, a w razie potrzeby przenoszą się także nauczyciele, spędzając na miejscu cały tydzień pracy. Po pierwszych latach nauki dzieci powinny przenieść się do innych szkół, jednak na tym etapie praca zbliża się wielkimi krokami, a konieczność pracy na wsi uniemożliwia im kontynuowanie nauki. Niskie wykształcenie sprzyja powszechnej ignorancji przesiąkniętej atawistycznymi przekonaniami. Co prowadzi np. do zaniedbywania opieki lekarskiej, zwykle powierzanej jakiemuś mędrcowi, który ogranicza terapię do doraźnych kuracji ziołami, doprawionych dużą dozą mistycyzmu. Oznacza to, że śmiertelność noworodków jest nadal bardzo wysoka i wynosi około 3%. Leczenie szpitalne stosuje się tylko w skrajnych przypadkach i często, gdy jest już za późno. W przeszłości prowadzono politykę mającą na celu zmniejszenie liczby urodzeń, po okresie względnej zamożności po wojnie. Istniały silne zachęty fiskalne, łącznie z faktycznymi sankcjami. Obecnie staramy się ograniczać liczbę urodzeń do nie więcej niż dwójki dzieci i wydaje się to mieć rozsądny efekt, gdyż z naszych informacji wynika, że średnio na osobę przypada zaledwie 1,4 dziecka. Wydaje nam się, że jest to bardzo niska liczba, zwłaszcza w porównaniu z niezliczoną liczbą dzieci biegających po ulicach. W ostatnich latach nastąpiła silna urbanizacja ludności wiejskiej. Sami Montagnardowie – jak nazywa się to mniejszość etniczna – postrzegają miasto jako szansę na łatwiejsze zarobki w porównaniu z ciężkim życiem, które zmusza ich do pracy na ziemi w głębi kraju. Staje się to poważnym problemem miejskim i społecznym, zwłaszcza w Sajgonie i Hanoi. Co więcej, wiąże się to również z ryzykiem gospodarczym: życie w mieście wiąże się głównie z drobnym handlem, natomiast mieszkańcom wsi raczej nie grozi głód, mimo że zmuszeni są do wykonywania znacznie cięższej pracy, która w krótkim okresie może wydawać się mniej opłacalna. Wydaje się, że w nadchodzących latach sytuacja ta ulegnie dalszemu pogorszeniu do tego stopnia, że czynsze i koszt gruntów w dwóch największych miastach osiągnęły poziom stratosferyczny.
Zniszczenia spowodowane wojnami i względny dobrobyt ostatnich lat spowodowały, że liczba ludności wzrosła, podczas gdy średnie pokolenie zostało zdziesiątkowane przez wojnę. W rezultacie rodzi się młoda populacja i zawód rozpoczyna się już w dzieciństwie, jako kelner lub inna lekka praca. Nie widzieliśmy dzieci wykonujących ciężką pracę. Prawdą jest również, że jeśli dochodzi do wyzysku, nie dzieje się to na oczach wszystkich. Pozostaje do omówienia, czy wprowadzanie dzieci w kulturę pracy od najmłodszych lat jest tak złe, jak byśmy tego chcieli. Wynikiem tego jest populacja, która być może nie może poszczycić się zbyt dużym zagęszczeniem intelektualistów, ale może liczyć na pokolenia ludzi znających jeden lub więcej zawodów. Podczas oceny ślubu przyszła panna młoda jest wysoko oceniana pod kątem praktycznej pracy, którą umie wykonać, zaniedbując pojęcia kulturowe. To kolejny powód, który wyjaśnia potrzebę wcześniejszego rozpoczęcia pracy.
Wietnam stał się drugim co do wielkości producentem kawy Robusta na świecie, natomiast produkcja kawy Arabica jest niewielka. Chociaż kiedyś kawę produkowano niemal wyłącznie na potrzeby krajowe, obecnie stała się jednym z głównych produktów eksportowanych dzięki znaczącym inwestycjom rządowym w obszary, które w przeciwnym razie ucierpiałyby z powodu wielkiego kryzysu.
Mniejszości etniczne i życie w górach
Mniejszości etniczne: Tajowie zamieszkują głównie niższe obszary, gdzie uprawiają herbatę i owoce oraz mieszkają w pięknych domach na palach. Zamiast tego Tzao i Hmong są osiedlone na jałowych płaskowyżach powyżej 1100 m. Najbardziej dochodowym produktem mniejszości jest opium, które nie cieszy się uznaniem rządu wietnamskiego. Dzao, plantatorzy owoców, hodowcy bydła i tkacze żywych i pięknych tkanin, nie znający języka pisanego, od pokoleń przekazują ustnie swoje dziedzictwo kulturowe.

Powrót do Lao Cai i nocleg w pociągu
Około 17:30 wracamy do Lao Cai, spacer po bardzo obskurnej okolicy, kolacja w restauracji, której kuchnię cenimy i wsiadamy do pociągu na kolejną noc stłoczeni w pryczach szytych na miarę dla Wietnamczyków. Wyjazd o 20:15, po minięciu szeregu natarczywych sprzedawców, w tym tych, którzy pięć razy z rzędu pytają, czy chcesz wypolerować swoje buty, ani razu nie zmieniając nagle zdania, sprzedawców rękodzieła i czegokolwiek innego, co może im przynieść kilka dongów.




