Tonle Sap

Day 17

Tonle Sap

09/01/2010

Z kambodżańskiej wsi po Phnom Penh, pomiędzy niekończącymi się drogami, Tuol Sleng i zachodem słońca nad Mekongiem.

Kategoria
09/01/2010 1 galleries 0 Maps

Z Siem Reap do Phnom Penh

O 8:00 wyjeżdżamy z Siem Reap samochodem prowadzonym przez kierowcę, którego styl jazdy pozwala nam docenić piękno życia, zwłaszcza gdy nie mamy podstaw sądzić, że wkrótce się ono skończy. Prawdą jest, że pewne wartości docenia się szczególnie wtedy, gdy ich nie masz lub gdy grozi Ci ich utrata. Mały ruch uliczny i proste drogi zdają się upoważniać go do bezgranicznego biegania drogą wiodącą do Syzofontu.

Krajobraz jest płaski, złożony z suchych pól ryżowych, monotonny, ale odsłaniający wiejską Kambodżę. Od czasu do czasu mijamy wioski, w których życie toczy się sennie, z motocyklami załadowane wszelkiego rodzaju produktami: żywe świnie w koszach, zabite już kaczki wiszące na słupie, po cztery z każdej strony za pojazdem. Spokojne życie zakłóca jedynie nasz samochód, który pyta o drogę trąbiąc klaksonem i zdobywa go siłą. Oprócz niebezpieczeństwa, którego lekkomyślny kierowca zdaje się nie rozumieć, tracimy także doskonałe możliwości fotograficzne.

Opuszczamy NH6, która biegnie na zachód w stronę granicy z Tajlandią i skręcamy na południe w NH5, w kierunku Battambang. Jest to drugie miasto w kraju, położone na żyznej równinie, gdzie turystyka nie dotarła jeszcze zdecydowanie. Zatrzymujemy się na pół godziny, aby nasz kierowca mógł odzyskać energię wydatkowaną przy śniadaniu i zatankować LPG. Doświadczenie jest ciekawe: na zatłoczonym placu, pod wiatą bez znaków, ci, którzy wiedzą, wiedzą, że sprzedaje się paliwo. Po włożeniu węża do zbiornika pracownik stacji benzynowej włącza silnik elektryczny i gaz zaczyna płynąć. Podczas regurgitacji wydziela się LPG, który oprócz dezynfekcji naszych walizek, roznosi w powietrzu gryzący zapach. Na szczęście nic nie eksploduje.

Kontynuujemy wyścig po pięknej drodze, choć 120 km/h to wciąż za dużo jak na kontekst. Widzimy jednotorowy bambusowy pociąg jadący po jednej stronie: kiedy spotykają się dwa wagony, mniej obciążony jest demontowany i ponownie montowany po przejechaniu drugiego. Krajobraz pól ryżowych staje się bardziej zielony, ale pozostaje nieatrakcyjny z turystycznego punktu widzenia. Przejeżdżamy przez Pursat, Kompong Chhnang i Oudong. Przed Oudong zauważamy wzdłuż drogi centrum rozminowywania, w którym zaparkowane są pojazdy specjalne, co stanowi konkretny dowód na to, że miny nadal stanowią realny problem w Kambodży. Również na tej trasie spotykamy wiele osób leżących w hamakach i żebrzących dzieci. To bieda bez dumy, a porównanie z Wietnamem przychodzi naturalnie.

Ciekawostka
Bambusowy pociąg
Motocyklista przewozi towary po wiejskiej drodze w Wietnamie lub Kambodży.

O 14:30, po sześciu i pół godzinach biegu, w końcu docieramy do Phnom Penh, nawet nie jedząc lunchu. Na dzisiaj wystarczą obfite libacje z ostatnich kilku dni. Udajemy się do Hotelu Blue River, położonego w zdecentralizowanym położeniu i przez to niewygodnego w porównaniu do centrum, ale z balkonem w pokoju, z którego roztacza się widok na Mekong. Czego chcieć więcej na zakończenie tych wakacji? Żegnamy kierowcę i dziękujemy, że żyjemy i mamy się dobrze. Za 15 dolarów od razu rezerwujemy tuk-tuka na popołudnie i ruszamy na samodzielne zwiedzanie Phnom Penh: spotkanie z przewodnikiem dopiero na następny dzień.

Phnom Penh, 291 km od Battambang, położone jest u zbiegu rzek Mekong, Bassac i Tonlé Sap. Jego nazwa pochodzi od połączenia słowa Khmer phnom, „wzgórze” i imię kobiety Penh, której tradycja przypisuje założenie miasta w 1372 roku. Jest stolicą Kambodży od XV wieku, po upadku i politycznym porzuceniu Angkoru.

Tuol Sleng, pamięć i porzucenie

Od razu udajemy się do Muzeum Tuol Sleng, dawną szkołę średnią, w którą za czasów Pol Pota przekształcono siedziba policji politycznej. Należy być zdumionym okrucieństwami popełnianymi w tym miejscu. Kompleks stał się ośrodek tortur: W klasach zbudowano maleńkie cele, w których więźniowie ledwo mogli się położyć pomiędzy jedną torturą a drugą.

Ciekawostka
S-21: szkoła przekształcona w więzienie

Przygnębiający jest także stan, w jakim zachowało się muzeum. Masz wrażenie, że zrobiono wszystko, aby szanować poprawny politycznie, a następnie opuścił miejsce opuszczone. Porzucenie to słowo najlepiej opisujące to zaniedbanie: podobne muzeum powinno zachować wysoką pamięć o tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce, a także stanowić wizytówkę dla obcokrajowców, będąc jednym z najczęściej odwiedzanych w kraju. Zamiast tego wydaje się, że jest to stracona szansa, aby dać znak zerwania z przeszłością: jak gdybyśmy chcieli powiedzieć „trzeba to zrobić”, ale jeśli obraz upadnie, zostaje na ziemi z wciąż wiszącym podpisem.

Zachód słońca nad Mekongiem

Zmieniając całkowicie ton, chodźmy zobaczyć zachód słońca nad Mekongiem. Łódką wybieramy się na godzinną wycieczkę po rzece, która pozwala nam widzieć the kula ognia powoli schodź za miasto i oświetlaj wody wielkiej rzeki ciepłymi kolorami.

Wracamy na kolację, podczas której zasmakujemy amoku, wypróbowanego już poprzedniego wieczoru w Siem Reap: ryby z bardzo smacznym sosem. Następuje spacer po centrum, gdzie jest gorąco, ale można się oprzeć; temperatury wciąż godne naszych najlepszych letnich dni. Wsiadamy do czekającego na nas tuk-tuka i wracamy do hotelu na ostatnią noc.

Nocleg
Phnom Penh – Hotel Blue River

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.