Tam Coc

Day 5

Tam Coc

28/12/2009

Ostatnia wizyta w Hanoi i magia Tam Coc: gdzie krajobraz staje się duchem.

Kategoria
28/12/2009 1 galleries 0 Maps

Jezioro Hoan Kiem i wyjazd z Hanoi

Do Hanoi docieramy o 5:40, jest jeszcze późny wieczór, ale miasto zaczyna ożywać. Rzeczywiście, przejeżdżając przez obszar, na którym odbywa się targ, panuje już gwar godzin szczytu. Udajemy się do hotelu, żeby wziąć prysznic, nie ulegając pokusie wygodnego i miękkiego łóżka, czego starali się nie oferować pasażerowie pociągu. W ciągu godziny byliśmy gotowi i świezi, aby ponownie wyjechać. Tym razem przywracamy to, czego nie udało nam się zobaczyć podczas naszej wizyty w Hanoi pewnego dnia. Przechodząc przez ciekawy rynek miejski kierujemy się w stronę ul Jezioro Zwróconego Miecza (Hoan Kiem), związana z legendą o mieczach, cesarzach i złotych żółwiach, otoczona wielowiekowymi drzewami. Odwiedźmy Świątynia Ngoc Son, oaza ciszy i spokoju. Stąd roztacza się piękny widok na Wieżę Żółwi (Thap Rua).

Ciekawostka
Miecz powrócił

Z Hànem rozmawiamy o religii, a on informuje nas, że w religii buddyjskiej nie ma prawdziwych ceremonii. Wierni udają się do świątyni lub pagody, aby się pomodlić lub poprosić bonze o modlitwę i wstawiennictwo za nimi. Religia taoistyczna i konfucjanizm to zasadniczo style życia inspirowane odpowiednio przez czcigodnych mistrzów i filozofów. Działają jako przywódcy duchowi, ale nie ma prawdziwych szafarzy kultu ani ceremonii. Jak zawsze w tym kraju trzy religie łączą się ze sobą, zapożyczając aspekty to z jednej, to z drugiej, w duchowym zamęcie usprawiedliwionym jedynie wiarą, który ostatecznie okazuje się komplementarny. Następnie mówimy o teorii yin i yang: oznacza to, że we wszystkim istnieje kompensacja i równowaga i że człowiek musi dążyć właśnie do tego celu. Symbol taoizmu doskonale wyraża tę koncepcję: okrąg, w którym przenikają się dwa zrównoważone kolory, ale jednocześnie znajduje się punkt jednego koloru w drugim i odwrotnie. Yin i Yang reprezentują różnice, konflikt pomiędzy dwoma uczuciami lub rzeczami materialnymi. Ale to, co jest yin w odniesieniu do pewnego yang, może stać się yang w odniesieniu do innego elementu.

Aby wejść do świątyń i pagód, drzwi zwykle mają wzniesienie, oś, na którą należy się wspiąć. Zmusza to tych, którzy wchodzą do świętego miejsca, do zwrócenia uwagi na krok, który zamierzają wykonać, i tym samym do spuszczenia wzroku. Rezultatem jest wejście ze spuszczoną głową i w konsekwencji okazanie szacunku bóstwom. Dzięki temu podstępowi nikt nie zapomni dobrego nawyku pokory i pokłonów, gdy wchodzi do świątyni i znajduje się przed boskością.

W kierunku Hoa Lu i Tam Coc

W centrum Hanoi trwają prace przygotowujące do obchodów milenijnych miasta, zaplanowanych na październik 2010 roku. Będą one upamiętniać powstanie państwa wietnamskiego. Na obrzeżach widzimy rzeźników, którzy wystawiają zwierzęta gotowane tak, aby wyglądały jak duże świnie. W pierwszej chwili myślimy, że to świnie. Zdajemy sobie z tego sprawę jak widzimy, są to psy które nie mają podwiniętych ogonów, zwłaszcza gdy widzimy je wiszące na haku. Są to dość duże zwierzęta, których wrażliwość na przyjaciela człowieka w najwyższym stopniu przyprawia nas o dreszcze. Tutaj jednak jest to całkowicie naturalne.

Kolejną osobliwością jest możliwość transportu wszystkiego na hulajnogach: dopiero dzisiaj trafiliśmy na hulajnogę załadowaną nie do uwierzenia monitorami komputerowymi, inną, która przewoziła w koszach żywe świnie, czasem nawet dorosłe świnie, które nie wiemy, jak dostały się do koszy. Nie chcemy myśleć, że dorastali właśnie tam. Niesamowitym jest także to, jak kierowcy potrafią utrzymać równowagę podczas jazdy, zwłaszcza podczas transportu żywych i przestraszonych zwierząt – jest to mistrzostwo, jakiego nie ma wiele podobnych na świecie. W Sa Pa widzieliśmy przewożone wiązki drewna grupy pni średniej wielkości.

Opuszczamy Hanoi i kierujemy się samochodem na południe, w stronę starożytnej stolicy Hoa Lu, cytadeli położonej w ciekawym otoczeniu przyrodniczym, niegdyś będącej domem rodziny królewskiej. Pierwszy odcinek to autostrada, na której każdy robi, co chce. Przemierzasz płaski krajobraz pól ryżowych i twoją uwagę przyciągają liczne grobowce rozrzucone po polach w przypadkowej kolejności i bez dokładnej orientacji. Niektóre skupione są na czymś, co może wyglądać jak cmentarz, inne znajdują się pośrodku pól ryżowych lub innych plantacji. Wyjaśniają nam, że tych, których na to stać, chuje się i buduje grobowiec w miejscu przewidzianym przez geomancję. Dlatego każdy grobowiec może mieć inną orientację niż pozostałe, nawet jeśli są blisko siebie. W Tam Coc zobaczymy cmentarz położony na wyspie pośrodku laguny. Niektóre grobowce zostały nawet zbudowane poprzez podbicie ziemi w lagunie na polecenie astralnych kombinacji, które każdy z nas powinien posiadać.

Ciekawostka
Grobowce i geomancja

Ze smutkiem widzimy, że lekkomyślność ruchu drogowego to nie tylko pomysł, który niesiemy ze sobą na ruinach wypadku dwóch ciężarówek, do którego doszło poprzedniej nocy. Niestety, jeden z dwóch kierowców nie przeżył.

Odwiedzamy dwie świątynie, w których czczeni są dwaj królowie, którzy około 980 roku założyli Wietnam, pokonując Chińczyków. Pierwsza dynastia rządząca krajem miała tu swoją stolicę około tysiąca lat. Stolicę ulokowano w tym miejscu z dwóch zasadniczych powodów: jednym jest to, że władcy pochodzili z tych terenów, drugim jest labirynt stosów, które służą jako ochrona przed ewentualnymi najazdami wroga. Mówi się nam o nietypowej cesze charakterystycznej dla kultury wietnamskiej, polegającej na tym, że wdowy zwykle nie wychodzą ponownie za mąż. W tym przypadku królowa po śmierci męża przyjęła za męża brata swego męża. Źródłem tej tradycji jest fakt, że Wietnamczycy są społeczeństwem patriarchalnym, a konfucjanizm wymaga przede wszystkim, aby kobiety były uległe mężczyznom, ale w kontekście małżeństwa. Trzeba powiedzieć, że konfucjanizm jest doktryną życia, która narzuca sztywne zasady moralne i ma bardzo hierarchiczną wizję: poddani są winni posłuszeństwo królowi, żony mężom, dzieci rodzicom i tak dalej. Teoria, która była wygodna dla władców każdej epoki, aby zamrozić społeczeństwo w porządku posłuszeństwa inspirowanym celami religijnymi, ale jednocześnie służyła jako spoiwo chroniące dumę narodową i jedność rodzinną. Schodami liczącymi 260 stopni dotrzemy na szczyt wzgórza, na którym znajduje się grób pierwszego króla. Okazja jest korzystna, aby mieć szeroki widok z góry na ten system krasowy, płaski obszar, w który wstawione są strome wzgórza ze skał krasowych i porośnięte roślinnością. Nieco dalej na południe, przez wspaniały krajobraz pól ryżowych, dotrzemy do obszaru Tam Coc. Udajemy się do hotelu, w którym będziemy nocować i wypożyczamy kilka rowerów na wycieczkę do świątyni Thai Vi. Urzekająca okolica ukazuje się przed nami pomiędzy polami ryżowymi, płytkimi jeziorami i wzgórzami wznoszącymi się nagle z równiny, czyniąc to miejsce godnym miana lądowego Halong. Odwiedzamy pagodę w odległym miejscu i dlatego nie jest ona celem turystów. Przez naszego przewodnika rozmawiamy z opiekunem, starszy mężczyzna o ascetycznym wyrazie twarzy, budzący współczucie, nawet jeśli nie możemy zamienić z nim ani jednego słowa. Prosty, spokojny wyraz twarzy i życzliwość jego zachowania robią wrażenie. Oferuje nam banany, które jak wszystkie te, które można znaleźć w tych stronach, są co najmniej o połowę mniejsze od naszych, mają bardzo cienką skórkę i są tak słodkie, jak nigdy wcześniej ich nie jedliśmy.

Krajobraz pól ryżowych i gór w Wietnamie lub Kambodży z roślinami wodnymi na pierwszym planie.

Sampanem wśród jaskiń Tam Coc

Przejazd z rowerem na wąskie ścieżki graniczących z polami ryżowymi wyruszamy w stronę powrotną, a dokładniej do małego portu, z którego wypływamy na statek przejażdżka sampanem, typową łódź wiosłową z płaskim dnem, co ma być główną atrakcją dnia, lub odwiedzić jaskinie Tam Coc, wykopane w sercu góry, w których znajdują się małe pagody. Wioślarzami są matka i córka, do których chętnie przyłączam się z powodów rycerskich i wyruszamy na dwugodzinną przejażdżkę w milczeniu, przemierzając płytkie wody tworzące lagunę. Sampanem przechodzimy przez trzy jaskinie, będące czymś w rodzaju naturalnych tuneli, które w najwyższym punkcie osiągają kilkumetrową wysokość. Ciekawe, jak miejscowi, aby mieć wolne ręce i zająć się innymi sprawami, udoskonalili umiejętność wiosłowania na nogach. Sztuka, z której zdają się być dumni, dla nas już samo wiosłowanie rękami wydaje się męczące. Gdy zwrócimy zachodzące słońce ukazuje się nam pomiędzy dwoma skalistymi wzniesieniami i odbija się w wodzie w jednej z tych wizji, które zwykle określa się jako plakatowe.

Ciekawostka
Wiosłowanie stopami

W pewnym momencie wykwalifikowani wioślarze usuwają z dna łodzi wszelkiego rodzaju tkaniny i obrusy, będące dumą lokalnego rzemiosła. Opieramy się pokusie wodnych zakupów i wracamy do mariny, gdzie czekał na nas Hàn z rowerami. Wracamy na dwóch kołach i po piętnastu minutach jazdy jedziemy w przeciwnym kierunku do Jadeitowej Pagody, zwanej także Bich Dong. Pagoda jest podzielona na trzy poziomy, wszystkie umieszczone w tunelu w skale, który wije się w górę. Żałuje tylko, że jest już 17:30 i zmierzch wyłącza naturalne światło.

Wracamy do hotelu i od razu udajemy się na kolację w okolicę, gdzie natrafiamy na kilka sklepów oferujących tkaniny. Zacznijmy mieć dokładne pojęcie o wietnamskich sklepach. Domy mają zasadniczo trzy ściany, front jest całkowicie otwarty i pełni funkcję wizytówki. Mieszka tam rodzina, która go prowadzi, dlatego godziny otwarcia i zamknięcia sklepu pokrywają się z godzinami wstawania i kładzenia się spać. Ci, którzy są w lepszej sytuacji finansowej, dostają oddzielny pokój z przeszkleniem, aby mieć widok na ulicę, pozostali zaś mają na dole łóżko, które rano mogą zdemontować. Sufit jest zawsze bardzo wysoki, aby zmniejszyć letnie upały i podejmuje się wszelkie próby wytworzenia prądów powietrza w celu obniżenia temperatury. Nacisk handlowców wystawia naszą cierpliwość na próbę, nawet jeśli nigdy nie prowadzi do arogancji.

Nocleg
Tam Coc – Yan Nhi

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.