Sa Pa

Day 3

Sa Pa

26/12/2009

Pociągiem w kierunku północno-wschodnim. Chiny o rzut beretem, na terytorium mniejszości etnicznych.

Kategoria
26/12/2009 1 galleries 0 Maps

Od Lao Cai po targi Can Cao i Bac Ha

Pomimo grzechotania i pryczy bardziej dostosowanej do rozmiarów Wietnamczyków niż zachodnich turystów, udaje nam się dobrze wypocząć i dotrzeć do celu o 5:30 następnego ranka. Strefa czasowa, którą należy nadrobić, bardzo pomaga w zasypianiu. Idziemy na śniadanie do małej restauracji niedaleko dworca, gdy jest jeszcze bardzo ciemno, popijając pyszny sok pomarańczowy. O 6.30 spotykamy się z lokalnym kierowcą i samochodem wyruszamy doliną w stronę Bac Ha, gdzie w niedziele odbywa się targ, na którym gromadzi się 14 grup Montagnardów ze swoimi towarami. Ponieważ jest sobota, jedziemy do Can Cao, 20 km od Bac Ha, zaledwie 9 km na południe od chińskiej granicy, aby zobaczyć odbywający się w sobotę rano targ przebiegający przez piękne krajobrazy tarasowych pól ryżowych. The Rynek Can Cao jest to jedna z najbardziej fascynujących imprez plenerowych w regionie i sprzedaje się tam wszystko. Kobiety zapełniają stragany ubraniami i przydatnymi narzędziami gospodarstwa domowego mężczyźni spotykają się ponownie w sektorze hodowli zwierząt oraz na wzgórzu, gdzie na drzewach wieszane są klatki ze schwytanymi dzikimi ptakami. Następnie spotykają się ponownie w jednym z wielu barów-restauracji, gdzie serwowane są dania kuchni czysto lokalnej. Piękno tego miejsca nadaje tło tarasowe pola ryżowe, daj spokój kolorowe ubrania noszone przez kobiety należące do grupy etnicznej Flowery Hmong, a także różnorodność prezentowanych towarów. Ciekawe, jak to się sprzedaje alkohol w puszkach, otrzymywany w wyniku fermentacji ryżu lub kukurydzy. Później, w odosobnionym gospodarstwie, zobaczymy proces produkcji z wokami do gotowania i destylatorami do destylacji. Prawie całkowity brak turystów sprawia, że ​​wszystko staje się bardziej autentyczne. Bliskość Chin przyciąga wielu handlarzy z sąsiedniego kraju, czego dowodem jest także handel psami.

Ciekawostka
Rynki graniczne
Panoramiczny widok na góry z mgłą o zachodzie słońca w Wietnamie i Kambodży.

Aby podróżować do Chin, zazwyczaj potrzebna jest wiza, której nie można uzyskać na przejściu granicznym. Dla miejscowych istnieją jednak wyjątki, które pozwalają na wzajemne wkraczanie, także dlatego, że na terytorium obu krajów często znajdują się te same mniejszości. Dojazd do Bac Ha z Lao Cai zajmuje półtorej godziny bardzo piękną drogą, potem trzeba doliczyć jeszcze godzinę do Can Cao i tutaj nawierzchnia staje się bardziej wyboista.

W drodze powrotnej do Bac Ha schodzimy w dół i podążamy ścieżką, która prowadzi nas do odwiedzenia kilku odosobnionych domów pośrodku pól ryżowych. We wszystkich znajdziemy jakieś dziewczyny szyją maszynowo produkują torby lub ubrania w jasnych kolorach, które następnie sprzedają na cotygodniowych targach. Domy są zbudowane z glinianych ścian i często mają pęknięcia, ale mówią nam, że nie są zagrożone. Do Bac Ha docieramy tuż przed południem, w chwili, gdy dwójka nowożeńców ma zamiar zaoferować obiad weselny dużej liczbie gości. Z ciekawością obserwujemy i składamy mu najlepsze życzenia, pozując zdjęcie z nimi. Doceniamy uprzejmość okazaną przez tę populację, oferując lunch, który nie trwa dłużej niż trzy kwadranse. Dzięki tym szczegółom widać także pracowitość i szacunek Wietnamczyków, nawet w najbardziej odległych obszarach, takich jak ten. Po obiedzie opatrznościowy spacer na lokalny targ, nawet jeśli jest niewielki. Jutro nastąpi ten ważny, z dużym napływem turystów. Ciekawe jak rzeźnicy wystawić mięso na zewnątrz bez zabezpieczenia, posolić lub schłodzić. Umieszcza się go na drewnianych ladach, na które po prostu kładzie się karton. Mówi się nam, że bydło jest zabijane, krojone i wystawiane, aby pozbyć się go tak szybko, jak to możliwe, w ciągu pół dnia.

Lao Cai, granica z Chinami i podjazd do Sa Pa

Następnie wyruszyliśmy ponownie w kierunku Lao Cai, które leży na granicy z Chinami, w przeszłości miastem karawanowym, po którym od wieków podróżowali nomadowie i kupcy. W 1979 roku podczas najazdu chińskiego miasto zostało zrównane z ziemią i dziś prawie wszystkie budynki są nowe. Zamkniętą z powodu wojny granicę ponownie otwarto dopiero w 1993 roku. W upalnym słońcu i jeszcze nie przyzwyczajeni do takich temperatur, idziemy na drinka do baru tuż przy chińskiej granicy. Od Niebiańskiego Imperium dzieli nas tylko rzeka, którą można nawet przejść pieszo. A most łączy oba stany, ozdobione po obu stronach dużymi drzwiami reprezentującymi wejście do odpowiednich krajów. Nawet budynki, które można zobaczyć zza granicy, wydają się demonstrować bogactwo swoich sąsiadów. To taki sam sposób na naprężenie mięśni i pokazanie swojej mocy, na szczęście bez użycia broni. Mimo że obecnie istnieje pełna współpraca gospodarcza, między obydwoma krajami nadal panuje wzajemna podejrzliwość, a rany ostatniej wojny, choć zagojone, pozostawiły blizny. Ponadto dla Wietnamczyków obowiązuje zasada, że ​​nieufność wobec takiego olbrzyma, który ciąży na północnych granicach, jest formą mądrości. Od czasów starożytnych Chińczycy uważali Wietnam za swoją południową prowincję, a sama nazwa Wietnam w jakiś sposób przypomina tę koncepcję. Przecież nigdy nie robili z tego tajemnicy, gdyż przez ponad tysiąc lat dominowali w Wietnamie, a następnie kilkakrotnie próbowali go odzyskać. Tylko nieustępliwość Wietnamczyków zdołała wypchnąć sąsiada poza swoje granice, aczkolwiek kosztem ogromnych ofiar ludzkich. Ostatni raz zdarzyło się to w tych regionach w latach siedemdziesiątych, kiedy Kambodżańscy Czerwoni Khmerzy, wspierani przez Chińczyków, przeprowadzali coraz natarczywsze najazdy na Wietnam, co z kolei zareagowało inwazją na Kambodżę i położeniem kresu reżimowi Pol Pota.

Ze zdziwieniem dowiadujemy się, że Wietnam jest głównym importerem chińskich produktów. Nie jest to spowodowane niskimi kosztami pracy, bo tutaj mogłoby to kosztować jeszcze mniej. Wszystko to jednak odbywa się kosztem jakości. Przyczynę można przypisać większej organizacji chińskich fabryk, które produkują masowo i dzięki temu są bardziej konkurencyjne, podczas gdy tutaj baza jest zwykle rzemieślnicza. W przeciwnym kierunku przepływają jedynie produkty spożywcze, ale brak równowagi w stosunku do Chin pozostaje problemem dla rządu Hanoi. Mostem nieustannie przejeżdżają ciężarówki załadowane wszelkiego rodzaju towarami i produktami wózki napędzane siłą ludzkich mięśni zapakowane nie do uwierzenia. Nie trzeba być doświadczonym celnikiem, żeby zrozumieć, że przemyt to raczej reguła niż wyjątek, pomimo obecności celników, którzy ewidentnie są dobrze naoliwieni i zintegrowani z systemem. Dobra przepływają przed ich zadowolonymi z siebie oczami do tego stopnia, że ​​wyglądają jak sprawy prawne.

Warto zauważyć, jak Wietnamczycy, z którymi rozmawialiśmy, opowiadają fakty z historii najnowszej lub starożytnej z takim naciskiem, jakby opowiadali epickie wydarzenia. Jednocześnie zawsze, gdy mówią o wydarzeniach historycznych lub wojennych, używają zaimka my z akcentem pełnym dumy. Dumni naśladowcy narodu, który zawsze musiał walczyć w obronie swojego terytorium, za każdym razem odnosząc sukcesy jako zwycięzcy.

Sa Pa, świeże z gór i wieczornego targu

Kierujemy się drogą wspinającą się w stronę masywów Wietnamu, aby dotrzeć do Sa Pa. To stare górskie uzdrowisko wznoszące się na wysokości 1600 m n.p.m., położone w pięknej dolinie na skraju naturalnej oazy o powierzchni około 30 kilometrów kwadratowych, charakteryzującej się chłodnym klimatem, który pozwala na uprawę drzew owocowych i rozwój bujnych ogrodów z palmami i plantacjami herbaty. Biorąc pod uwagę bardziej umiarkowany klimat, można tu znaleźć odmiany, które w przeciwnym razie nie rosłyby w Wietnamie. Okazuje się, że są nawet zimy, kiedy śnieg potrafi wybielić miasto.

To jedno z najbardziej urokliwych miejsc na nieskażonym obszarze północnego Wietnamu. W górskim krajobrazie tych miejsc dominuje pasmo Hoang Lien Son. Wokół miasta, otoczonego wysokimi górami, bulgoczą wodospady i Most Chmurny zawieszony nad rzeką Muong Hoa. Sa Pa ma korzenie francuskie, a jej nazwa wywodzi się od słowa sok, czyli jodła.

Ciekawostka
Uzdrowisko Sa Pa

Temperatura będzie coraz chłodniejsza, aż osiągnie 10°C, a noc będzie ostrzejsza, niż mogłoby się wydawać w kraju o klimacie tropikalnym. Mamy jeszcze kilka godzin czasu i wykorzystujemy go, aby wspiąć się na górę Dragone, z której szczytu roztacza się wspaniały widok na doliny w dole, a także na miasteczko Sapa. Wspaniała sceneria zalany przez naprzemienne spotkania chmur i mgły nadchodzącej z dołu. Tymczasem stragany odbywającego się w sobotnie wieczory targu zaczynają się zapełniać i zaczynamy zbierać pomysły na etniczne zakupy. Po przelotnej wizycie w hotelu Victoria, tak luksusowym, jak kontrastującym z prostotą otaczającego go otoczenia, jemy kolację w pobliskiej restauracji Fansipan. Kolejna wyprawa na targ, aby kupić produkty rzemieślnicze i powrót do hotelu na orzeźwiającą i chłodną noc, pomimo użycia wyjętego z szafy pieca opatrznościowego.

Nocleg
Sapa – Royal View SP

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.