Czerwony Tsingy

Day 13

Czerwony Tsingy

01/09/2019

Wzdłuż zrujnowanej RN6, w Tsingy Rouge i Ankaranie

Kategoria
01/09/2019 1 galleries 0 Maps
Zatoka Francuska

Poranek w Red Tsingy

Z obozu Taki odbiera nas o godzinie 7.30 po dobrym śniadaniu, podczas którego degustujemy sok z corossolu, zielonego owocu wielkości prawie ananasa, z którego ekstrahuje się doskonały napój. Wracamy wspaniałą 20-kilometrową nadmorską drogą Baie des Français, która prowadzi do Diego, aby skręcić na południe wzdłuż RN6. Nawet ta Droga Krajowa w naszym rozumieniu ma bardzo niewiele, chociaż stanowi jedyne połączenie między stolicą a najważniejszym miastem na północy. W przeciwnym kierunku przybywają wszelkiego rodzaju pojazdy załadowane po brzegi żywnością przeznaczoną na targ Diego Suareza; sprzedawcy przyjeżdżają o każdej porze, jeśli nie pozbędą się towaru, zostają na miejscu na noc i wracają, gdy wszystko sprzedają. Zobaczmy drongo, czarny ptak podobny do kosa, którego cechą jest to, że potrafi naśladować odgłosy wielu zwierząt, nawet wilka, aby odstraszyć inne konkurencyjne ptaki. Za dwie i pół godziny jesteśmy u wjazdu na piękną, polną drogę o czerwonej ziemi, która w około trzydzieści minut doprowadzi nas do widoku na Czerwony Tsingy.

Czerwone, zerodowane formacje skalne dominują w suchym krajobrazie Madagaskaru pod zachmurzonym niebem.
Czerwony Tsingy

Muzea i pamięć w Red Tsingy

Niebo jest przesłonięte warstwą chmur, które co jakiś czas się otwierają i pozwalają przebić się przez nie świetlistymi promieniami słońca, które będą miały zdolność zapalania szczytów, które natura umieściła w tym obszarze. Prawdziwe dzieło sztuki, wędrujemy ścieżkami, jakbyśmy byli wśród nich pomieszczenia muzeum. Od czasu do czasu reflektory słońca tworzą choreografie o niezrównanym pięknie. Termin Tsingy – nauczymy się tego dobrze w Ankaranie – oznacza to „chodzenie na palcach” i wynika z tego, że aby je przekroczyć, trzeba było poruszać się z dużą ostrożnością. Wydaje się, że ich pojawienie się zajęło nie więcej niż 25 lat: formacja jest bardzo specyficzna, ponieważ można je znaleźć wewnątrz innych kruchych skał; kiedy te topnieją w wyniku erozji wywołanej czynnikami atmosferycznymi, odsłaniają się wapienne szczyty o wysokości nawet kilku metrów, pozornie kruche do tego stopnia, że ​​wyglądają jak brud, ale w rzeczywistości znacznie bardziej odporne. Po zakończeniu wycieczki są jeszcze dwa inne punkty do odwiedzenia: tzw Wielki Kanion, majestatyczny otwór na płaskowyżu, po którego bokach schodzą formacje Tsingy, oraz a inna trasa w którym wciąż znajduje się piękna kolekcja. Są mniej czerwonawe, prawdopodobnie ze względu na mniejszą ilość wody, która sprzyja pigmentacji. Ziemia powyżej wydaje się być prawie amarantowo-czerwona, podczas gdy szczyty mają barwę od intensywnej pomarańczy do białawej. Zebu również tutaj pasą się spokojnie, niezależnie od barier wzniesionych przez Władze Parku. Wszystko jest dobrze zorganizowane, aby nie zniszczyć formacji, z chodnikami i schodami, sama droga jest doskonale utrzymana, wraz z kanałami odprowadzającymi wodę deszczową. Podczas całej dwugodzinnej wycieczki spotkamy nawet kilkanaście osób, co nadaje odwiedzanemu otoczeniu szczególną mistykę. Gdy południe już minęło, wyruszamy ponownie, aby dogonić RN6 i ponownie kierujemy się na południe, z krótkim postojem w małej miejscowości zwanej Snack 17, położonej w nieznanej wiosce. Tutaj delektujemy się lekką sałatką z awokado z winegretem, ale nie możemy odmówić sobie flambirowanego banana. Oprócz tego, że jest już dobry, ponieważ jest zbierany w postaci dojrzałej, dodatek cukru trzcinowego do szklanki rumu podgrzanego do momentu, aż pozostanie jedynie aromat, sprawia, że ​​wszystko jest wyjątkowo pyszne. Dzieci i kury biegają po okolicy, co sprawia, że ​​atmosfera staje się jeszcze bardziej realna.

Aby pokonać zaledwie 50 km dzielących nas od Relais d'Ankarana, pokonując wyboje przypominające prawdziwe kratery, potrzeba jeszcze półtorej godziny okropnej drogi. W kilku miejscach brakuje asfaltu i pojazdy są niemal zmuszone do zatrzymania się, zjazdu do dziury i ponownego wjazdu na górę, uważając, aby nie przeciąć opon w miejscu pęknięcia. Mały mostek częściowo się zawalił, gdzie a dziura głęboka na kilka metrów i mijasz tylko jeden wąski pas, ale nie ma znaków, dlatego nie wolno się rozpraszać. Na tym odcinku spotkamy tego jedynego deszczowa chwila całej podróży, kiedy nieśmiałe krople zwilżają cienką i niedoskonałą warstwę asfaltu. Nie potrwa to długo, także dlatego, że kierujemy się na południe, w rejon, gdzie deszcz jest zjawiskiem bardzo rzadkim. W rzeczywistości Montagne d'Ambre to niskie pasmo górskie, które rozciąga się na kilkadziesiąt kilometrów w kierunku północ-południe i ma swój własny mikroklimat ze względu na wysokość, na której występują częste opady deszczu przez cały rok; powoduje to, że rzeki i strumienie odchodzą od jego zboczy w kierunku dwóch otaczających go mórz, Kanału Mozambickiego i Oceanu Indyjskiego. W pobliżu tych pól możliwe staje się nawadnianie, a co za tym idzie rolnictwo, podczas gdy tam, gdzie trzeba czekać na porę deszczową, życie staje się trudniejsze i wzrasta bieda. I właśnie w tym momencie zaczynamy widzieć żółte zbiorniki na wodę ułożone w pobliżu coraz rzadszych strumieni, z coraz lżejszymi ciałami, które chcą napełnić i zanieść do domu wszelkimi możliwymi środkami. Idąc jeszcze dalej, pozostały jedynie wyschnięte koryta rzek. Na obszarze, gdzie odczuwalny jest pozytywny wpływ Ambre, często uprawia się ryż, który może dać nawet dwa zbiory, dalej na południe głód zmusza nas do wypalania łąk i zarośli w nadziei, że uda nam się uzyskać minimalną ilość trawy, która będzie w stanie nakarmić przynajmniej zebu; Trudno przekazać moralność ekologiczną komuś z pustym żołądkiem. W miarę postępów obecność zebu staje się coraz rzadsza i zastępowana jest łatwiejszym w hodowli ptactwem. Nawet jeśli populacja dzieci w dalszym ciągu jest zdecydowanie wysoka, odnosi się wrażenie, że zapadalność na nie jest niższa niż na południu, a przede wszystkim mniej natrętni w pytaniu, podchodzą bliżej i okazują życzliwość niespotykaną gdzie indziej. Zatrzymujemy się na zdjęcie dużego drzewo produkujące białe płatki reprezentować substytut bawełny, używany do materacy, poduszek itp., widzimy także uprawy pistacji. W końcu mijamy kilka wiosek, których głównym zajęciem jest wydobywanie szafirów, nie jesteśmy w Ilakace, ale wydaje się, że klejnotów nie brakuje. Pod błękitnym niebem docieramy do Relais d'Ankarana, którego właścicielem jest sympatyczny starszy pan, który wita nas ze spontaniczną życzliwością, która sama w sobie jest warta 5 gwiazdek na Tripadvisor. Bungalow jest piękny, zgodny z trudnościami, jakie narzuca natura. Staramy się minimalizować zużycie wody i pamiętamy o ładowaniu akumulatorów wtedy, gdy jest prąd z generatora: po godzinie 22 następuje przerwa w dostawie prądu. Informuje nas, że nie ma Wi-Fi i czuje ulgę, gdy mówimy, że sprawa nie jest pilnie konieczna, z drugiej strony twierdzi, że spotyka ludzi, którzy nie zatrzymują się w tym kwiecistym raju tylko z powodu braku żywotnego połączenia.
Słońce zachodzi, więc korzystamy z okazji, aby wybrać się na spacer główną drogą, aby zobaczyć kawałek codziennego życia; ruch jest ograniczony i na pewno nie szybki. Każdy musi zmieścić dziury a w szczególności I ciężarówka nie mogą sobie pozwolić na niszczenie oferowanych przez siebie produktów, a także na próbę zachowania mechaniki. Zbyt wiele ich już widzimy na poboczach dróg, czekających na naprawę lub z wystającymi spodem czarnymi nogami mechanika w poszukiwaniu usterki. Tak naprawdę w razie awarii trzeba wezwać mechanika Diego lub Ambilobé. Dochodzimy do punktu kulminacyjnego poprzez widzenie taksówka brousse na zaawansowanym etapie parkowania, którzy zapewniają, że są tam od trzech tygodni; następnego dnia znajdziemy kogoś, kto kręci się wokół nas, być może dotarły części zamienne. Prezydent dał jednak mglistą obietnicę: prace remontowe na drodze rozpoczną się w przyszłym roku. Dla kontrastu słyszymy powiedzenie, że obietnice polityków wiążą tylko tych, którzy w nie wierzą, gdybyśmy chcieli kontynuować te powiedzenia, naturalną konsekwencją byłoby to, że cały świat jest krajem. Ale może tutaj jest jeszcze bardziej country niż w reszcie świata. Na dwuipółkilometrowym spacerze w stronę Ambilobè i z powrotem widzimy życie toczące się wzdłuż ulicy, wioska się rozwija, a określenie centrum jest bardzo trudne, można to sobie wyobrazić na podstawie bardziej intensywnej obecności straganów, ale w istocie centrum i obrzeża to tutaj jedno i to samo. Widzimy, jak rzemieślnicy wbijają granitowe kamienie, aż się rozsypią i nadadzą się do wykorzystania jako materiał budowlany: problem polega na tym, że pracując w pozycji siedzącej, pracownicy na siedząco wdychają unoszący się w powietrzu pył, co w połączeniu z suchym klimatem jest zdecydowanie niezdrowe i zapewnia nas, jak częste są choroby płuc, a co za tym idzie, jak krótka jest średnia długość życia. Słońce zachodzi nad bambusowymi chatami, nie czyniąc ich piękniejszymi, podczas gdy dzieci, które biegają i uśmiechają się podczas nieustannego świętowania, są piękne; niektóre z nich działają zgodnie z praktyką, zgodnie z którą wszystkie usta muszą przyczyniać się do samodzielnego wyżywienia. Spotykanie się z ludźmi jest przyjemne, pozdrawiamy się z szacunkiem nieznanym obecnie w naszych szerokościach geograficznych. Na północy obserwujemy, jak ubrania są szczególnie wyrafinowane, kolory noszone przez kobiety są bardzo jasne i często o oryginalnym kroju, który podkreśla i tak już zauważalne piękno, zwłaszcza sarongi z dopasowanymi turbanami w pastelowych odcieniach; doceniamy to, że skromny styl życia nie wpływa negatywnie na ubiór. Słońce już zaszło, ciężarówki i taksówki kontynuują swój slalom na Route National w tempie spacerowym, do tego stopnia, że ​​czasami zdajemy sobie sprawę, że szybciej jedziemy pieszo.

Żółta ciężarówka jedzie zakurzoną, gruntową drogą na Madagaskarze.

Typologie konstrukcji różnią się w zależności od wsi, w zależności od dostępności występującej w przyrodzie: czasami używa się rafii, czyli sztywnych liści palmy, z których zbudowany jest zarówno dach, jak i ściany, podczas gdy w innych przypadkach dach wykonany jest z kępek trawy, które wytrzymują około trzech lat. Tam, gdzie jest obecny, jest zbudowany z tkanego bambusa, który może przetrwać do siedmiu lat.
Po powrocie porozmawiamy z menadżerem, od którego będziemy musieli się wiele nauczyć. Przebija spokój, który trudno znaleźć w rodzaju ludzkim, nawet jeśli jego słowa z pewnością nie emanują pewnością siebie ani optymizmem: mówi o potencjale, który kraj miałby tylko wtedy, gdyby wiedział, jak go uchwycić. Z pewnego punktu widzenia ludzi północy kolonizacja przyczyniła się do wprowadzenia minimum równości, ponieważ w XIX wieku dominacja Meriny przyniosła jedynie ujarzmienie lokalnych plemion, a ponadto zbudowały one nieliczną infrastrukturę, która w jakiejś formie istnieje do dziś. Na koniec z goryczą przyznaje, że Madagaskar nie był w stanie stanąć na nogi do tego stopnia, że ​​Madagaskar ze względów politycznych zmuszony jest importować ryż z krajów azjatyckich, podczas gdy byłyby zapewnione wszelkie warunki do lokalnej uprawy, do tego stopnia, że ​​jeszcze kilkadziesiąt lat temu (przy jeszcze mniejszej liczbie ludności) kraj był samowystarczalny. Tworzy się błędne koło, które nie pozwala na rozwój: wyraźnym przykładem jest ryż, z którego często zbiera się tylko jeden zbiór, podczas gdy można zebrać dwa, pierwszy na wyżywienie rodziny, a drugi na sprzedaż. Oznacza to jednak podróż w celu sprzedaży i kilkudniową nieobecność ze względu na zły stan dróg, co sprawia, że ​​jest to nieekonomiczne. Polityka i korupcja, jaką ze sobą niesie, niewątpliwie odgrywają pewną rolę, ale u jej podstaw leży zniekształcona mentalność, a podział na plemiona utrudnia wzrost gospodarczy. Zgoda administratorów z zagranicznymi mocarstwami (zwłaszcza Francją) zainteresowanymi utrzymaniem kraju w stanie pokory społecznej i gospodarczej zadaje ostateczny cios.
Niebo staje się coraz ciemniejsze, a księżyc wschodzi z zupełnie dla nas nietypowym kształtem: odkrywamy, jak na półkuli południowej księżyc w nowiu jest idealnie poziomy, bez nachylenia, z jakim przywykliśmy go widzieć i przedstawiać: Pierrot tutaj spokojnie leżałby, podczas gdy księżyc prezentował się z idealnym uśmiechem.
Wszystkie noce spędzone na Madagaskarze spały w łóżkach z moskitierami, co jest koniecznością w niektórych porach roku i przyjemnym dodatkiem w tej suchej porze. Od czasu do czasu widzimy latające komary, chociaż nie powinny one przenosić malarii, ale bardzo uważajmy, aby się nie ukąsić.
Noc mija stosunkowo spokojnie, obóz nie jest daleko od drogi, ale pojazdy na pewno nie mogą jechać; słychać ciężarówki jadące po wybojach, a cichszy szum taksówki sugeruje nieco większą prędkość. Potem w nocy budzą nas niemal demoniczne krzyki, prawdopodobnie jest to dziewczyna, która przesadziła z ilością wypitego rumu.

Na północy Famadihana nie jest praktykowana. Kiedy umiera ktoś z południa lub Tana, ciało zostaje przywiezione do domu. Może się to zdarzyć tylko w określone dni i po umieszczeniu w formaldehydzie w celu przechowywania. Następnie jest ładowany razem z bagażem na dach minibusa i zabierany przez rodzinę po niemożliwych drogach tego kraju, które wymagają ponad 24 godzin ciągłej podróży tylko do Tanà. Jest ich 1200 km, z czego pierwsze 400 tutaj na północy to drogi, którymi często trzeba pokonywać pieszo. Aby pokonać 450 km dzielących Diego od Sambavy, ciężarówki potrzebują trzech dni, a w porze wilgotnej często nie są w stanie tam dojechać. Dotarcie do Ambilobe, oddalonego zaledwie 25 km od naszego noclegu, wymaga nawet przeprawy przez brod: kilka lat temu most został zniszczony przez cyklon i wciąż czekamy na jego odbudowę, więc trzeba zejść do poziomu wody i przejść, co w miesiącach powodziowych jest niemożliwe. W tym przypadku piroga zabierze Cię na drugą stronę, a stamtąd musisz wziąć tuk tuk lub taksówkę brousse. Krótko mówiąc, to, co powinno być krótką podróżą, staje się prawdziwą przygodą.

Nocleg
Relais de l’Ankarana – ANKARANA

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.