Parki Andasibe

Day 17

Parki Andasibe

05/09/2019

Analamanzaotra i Mantadia – las deszczowy i najwięcej lemutów

Kategoria
05/09/2019 1 galleries 0 Maps
Park Narodowy Mantadia

Dojazd do Andasibe Parks

Tym samym dotarliśmy do ostatniego rozdziału przygody i na dziś zarezerwowaliśmy dla siebie to, czego nie da się określić inaczej niż ostateczny pęd. Spotkanie o godz. 7.30 po niezapomnianym śniadaniu, po którym następuje spotkanie z przewodnikiem w celu ustalenia zwiedzania. Zamierzamy zobaczyć oba Parku Mantadia że to Analamazoatra nawet jeśli nie ma zbyt wiele czasu. Dzień jest piękny, więc spróbujmy go wykorzystać. Półtorej godziny na 25 km drogi z napędem 4x4 prowadzi nas do wejścia do pierwszego parku, Mantadia, gdzie goście są rzadkością i otrząsamy się z klasycznych turystów. Możesz do niego dotrzeć jako pierwszy Andasibe z pięknym nieczynnym dworcem kolejowym i jedź dalej na północ drogą, która początkowo jest piękna dzięki pobliskiemu luksusowemu kurortowi, a zatem doskonale harmonizuje z tym, co spotkaliśmy do tej pory.
To prawdziwy las pierwotny, z drzewami tak grubymi i wysokimi, że nie widać ich wierzchołków. Obejmują one od palisandru po różne formy palm, których nigdy wcześniej nie widziano. Małe ścieżki wiją się w górę i w dół wzgórz. Widzimy lemury, w tym różne białe i Diadem Sifaka w komplecie ze szczeniakiem przyczepionym do włosów matki, w klasycznych pomarańczowych i szarych kolorach. Brakuje nam jednak prawdziwego pana domu, indriego, którego krzyki rozbrzmiewają w leśnej ciszy. Wydają się blisko, ale pochodzą z odległości co najmniej 2 km. Są rozdzierające, jak jęki, lamenty, na początku nawet przerażające, niemal pochodzące z nieskończoności. Na próżno wspinamy się po zboczach do lasu, teraz schodzimy ze ścieżek w poszukiwaniu spotkania, przedzierając się przez gęste zarośla. W parkach Andasibe nie widzimy dziur w ziemi, w których mogłyby przebywać hibernujące węże. Można je znaleźć w korze drzew.

W leśnej roślinności ukrywa się ssak o czerwono-brązowej i białej sierści.

Wracamy po trzech godzinach spaceru i kontakcie z pierwotnym lasem, przekraczając strumienie, które czasami przełamują monotonię intensywnej zieleni. Kolejne półtorej godziny pomiędzy wybojami drogi, gdzie spotykamy nielicznych przechodniów wracających do swoich wiosek z targu Andasibe, pokonując pieszo z zakupami na głowie nawet 20 km.

Analamazaotra

W Analamanzaotra chcieliśmy bezpośrednio znaleźć indri, ale tutaj również bez powodzenia. Przewodnik idzie coraz szybciej wąskimi ścieżkami imitując wołanie. Kiedy z żalem rozpoczynamy podróż powrotną, następuje prawdziwy zwrot akcji: przewodnik po raz ostatni podnosi wzrok ku niebu, jakby go błagał, a tu między nami a sklepieniem niebieskim, zawieszony na smukłej gałęzi, stoi największy z lemurów, indri. To jak gol w dziewięćdziesiątej minucie, na który czekał cały dzień po ponad 6 godzinach marszu. Jest ich nawet dwóch, jesteśmy wręcz oczarowani ich obserwacją. Jest najbardziej mitycznym i mistycznym z lemurów, jak głosi lokalne powiedzenie: „wierzchołki drzew należą do niego, ziemia należy do ludzi; we wzajemnym szacunku”. Zaskakujące jest, jak temu pluszowemu zwierzęciu udaje się z taką zwinnością skakać z wierzchołków drzew; ale natura też jest zdolna do takich cudów. Teraz możemy wrócić, a raczej musimy, skoro tam jesteśmy

Powrót do Antananarywa

droga do stolicy jest wciąż długa, ruchliwa i wyboista. Tuż przed opuszczeniem parku, prawie jak kot domowy, ostatni brązowy lemur przecina ścieżkę swoim zwinnym kształtem i długim ogonem. I właśnie z tym ostatnim pozdrowieniem chcemy nawiązać tytuł końcowy. Reszta będzie pył i opary do Tany, potem długa podróż z powrotem.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.