Północ – Góra Bursztynowa.

Day 12

Północ – Góra Bursztynowa.

31/08/2019

Przelot do Diego Suarez i wizyta w Parc de la Montagne d'Ambre

Kategoria
31/08/2019 1 galleries 0 Maps
Lot Antananarywa – Diego Suarez
Park Narodowy Gór Bursztynowych

Poranek w Diego Suarezie

Lot TNR – DIE 7:00 – 8:55
Budzik dziś rano jest gorszy niż zwykle, w końcu nie przyjechaliśmy na Madagaskar, żeby spać. Gdybyśmy chcieli odpocząć, nie byłoby trudno znaleźć bliższe i bardziej przyjazne miejsca docelowe. Tak więc o 4 rano uprzejma recepcjonistka wyjmuje z hotelowej lodówki lodowate nadziewane dania na śniadanie. Tylko my jesteśmy w słynnej restauracji Lapasoa, przy przyćmionych światłach o tej porze nocy. Załatwiamy formalności i jedziemy na lotnisko na samolot, który o 7:00 zabierze nas do Diego Suareza w dwugodzinny lot po w dużej mierze pagórkowatym krajobrazie, który w miarę zbliżania się do wybrzeża staje się coraz bardziej zielony. Poranek jest szary, miasto wciąż śpi pod spowijającą je mgłą, nawet jeśli zaczynają pojawiać się pierwsi handlarze przechadzający się po straganach lokalnych targów. Zaskakujące jest to, że o tej porze kilka osób biega z założonymi rękami, zwłaszcza w pobliżu ambasady USA, która jest tak duża, że ​​nie uzasadnia powodów, biorąc pod uwagę stosunkowo niewielkie znaczenie, jakie ten kraj ma dla Amerykanów, zarówno ze strategicznego, jak i handlowego punktu widzenia, otoczony wszelkiego rodzaju inwigilacją. Pozwala to między innymi na bieganie bez ryzyka, a złoczyńcy trzymają się z daleka od tego obszaru. W stronę lotniska widać centrum konferencyjne, prawie ukończone, ale najwyraźniej zamknięte: kilka lat temu miało ono gościć prace Konferencji Krajów Afrykańskich, które następnie odwołano ze względu na sytuację poważnej niepewności politycznej w kraju. Na razie nie wiadomo, czy zostanie ukończony i do czego będzie mógł służyć; jego przyszłością wydaje się być coś, co nazywamy eko-potworem. Wydaje się, że ówczesny prezydent stracił kontakt z rzeczywistością: zamierzał wydać 60 mln dolarów na zakup prezydenckiego samolotu i z nim podróżować po świecie, prosząc o pieniądze dla dotkniętego katastrofą kraju; w innej formie, ale na tej samej zasadzie, z jaką dzieci proszą o cukierki. 
Przylatujemy na loty krajowe na nowy pokład; niedaleko budują nowy terminal dla lotów międzynarodowych, natomiast loty krajowe zajmą miejsce zajmowane obecnie przez te dla lotów zagranicznych. W rzeczywistości ruch lotniczy w Antananarywie jest nadal bardzo niski, ale droga do rozwoju kraju nieuchronnie wiedzie przez jego drzwi. W każdym razie prace stoją w miejscu i nie wiadomo, kiedy zostaną wznowione. Wczoraj w mieście widzieliśmy kilku dealerów samochodów osobowych i ciężarowych, rzadko spotykanych lub prawie nieobecnych gdzie indziej. Handlują głównie używanymi pojazdami z krajów rozwiniętych, ale także nowymi. Jednak nowych pojazdów w ogóle nie widać poza Taną. Na Madagaskarze nie ma autobusów: miejskie mają czerwony pasek, ale są to stare vany służące do transportu publicznego, wszak tradycyjne autobusy nie mogłyby jeździć wąskimi i ruchliwymi uliczkami centrum. Niektóre eksperymenty przeprowadzono kilka lat temu, ale ich wyniki były katastrofalne, co jeszcze bardziej utrudniło i tak już chaotyczny ruch. Autobusy międzymiastowe to tak zwane taksówki brousse i na tych trasach kursują Mercedesy Sprintery. Te wychodzą dopiero wtedy, gdy są pełne i w tym przypadku przepełnienie jest gwarantowane. 
Podczas kontroli zauważamy, że przedmioty drewniane lub inne pamiątki wyprodukowane lokalnie muszą zostać umieszczone w bagażu rejestrowanym. Reklamy przewijają się sekwencyjnie na ekranie, aby zwiększyć świadomość społeczeństwa w zakresie zapobiegania i wykrywania objawów zarazy, a leniwi turyści podziwiają na swoich smartfonach zdjęcia z poprzednich dni: życie i śmierć stykają się ze sobą na ekranach znacząco różnych, nie tylko pod względem wielkości. 
Lot w stronę Diego Suareza będzie spokojnie, z wyjątkiem nieuniknionych wstrząsów podczas schodzenia, ponieważ znajdujemy się na obszarze regularnie nawiedzanym przez silne wiatry w miesiącach zimowych, a także dlatego, że w miesiącach letnich to cyklony bezpośrednio dominują nad pogodą. Stary ATR72 linii Air Madagascar udaje mu się dobrze wylądować i dotykamy ziemi trochę gładko; pierwsze wrażenie jest szczególne, ponieważ klimat jest wentylowany pomimo dużej wilgotności. Ale na szczęście niebo jest czyste, w przeciwieństwie do tego, co mogliśmy obserwować z góry podczas lotu. Dobry znak dla nas, jest 26°. Od razu spotykamy Taki, naszego kierowcę/przewodnika na te pięć dni na dalekiej północy. Wyjeżdżamy natychmiast do Park Narodowy Gór Bursztynowych, obszar wulkaniczno-górzysty, zupełnie odmienny od regionu go otaczającego i na którego klimat znacząco wpływa. W rzeczywistości opady deszczu są tu bardzo częste, co ma wpływ na roślinność i gospodarkę. Zamiast tego tam, gdzie nie ma już pośrednich korzyści, jakie zapewniają rzeki dostarczające wodę, a wraz z nią życie, pojawiają się suche obszary i biedna populacja.

Kaskada wodna w lesie Madagaskaru.
Święte Jezioro

Święte Jezioro

Wszystkie owoce i warzywa spożywane w Diego i na wybrzeżu pochodzą z tych wybrzeży, w rzeczywistości nierzadko można znaleźć odizolowane rynki i stragany, które sprzedają lokalnie uprawianą żywność. Aby nie dać się prześcignąć, biorąc pod uwagę, że dzisiaj nie ma czasu na lunch, kupujemy pęczek z 8 małymi i soczystymi bananami w cenie 1000 Ar. (około 0,25 €). Nawet w Diego woda pochodzi w całości z Ambre. Ponieważ jest to wzgórze nad zatoką, nieuniknione jest istnienie konstrukcji wojskowych, dzięki którym Francuzi kontrolowali ruchy na ramieniu morskim poniżej. Będąc również stosunkowo chłodnym obszarem i mniej narażonym na wilgoć występującą na wybrzeżu, generał Joffre kazał tam wybudować na początku ubiegłego wieku rezydencję i ośrodek rekonwalescencji dla wielu żołnierzy, którzy zachorowali na częste choroby tropikalne. Las, w którym się znajdujemy, należy do typu wilgotnego lasu tropikalnego, w którym przez większą część roku pada deszcz, tak intensywny, że suma opadów wynosi ok. 3500 mm; średnia wysokość wynosi około 900 metrów, a szczyt Ambre mierzy około 1450 metrów. Tutaj także musimy zabrać przewodnika (jest to pozycja obowiązkowa w każdym malgaskim parku, zarówno dla obcokrajowców, jak i lokalnych gości) i wraz z nią – jest damą – wyruszamy na wycieczkę, która zabierze nas do zobaczenia wielu kameleony wśród których najmniejszy istniejący na ziemi, Brookesia, który mieści się na czubku palca. Trudno jest zrozumieć wśród większych gatunków, które są samcami, a które samicami, rzeczywiście mają one różne kolory, ale tak jak zmieniają kolor skóry, aby zakamuflować się w stosunku do miejsca, w sposób, który można określić jako kameleonowy, panuje zamieszanie. Ta zmiana kolorów odbywa się za pośrednictwem czujników, w które są wyposażone, które postrzegają otaczającą nas chromatyczność i są w stanie zmieniać je autonomicznie za pomocą układu hormonalnego. Dzięki temu idealnie wtapiają się w gałęzie i nie są widoczne dla drapieżników i ofiar. Te ostatnie są wychwytywane poprzez szybki ruch języka, na którym wydziela się lepka ślina, która natychmiast unieruchamia owady lub inne drobne zwierzęta występujące w roślinności. Jedziemy zobaczyć Petit Lac pochodzenia wulkanicznego, zazielenionego kolorem otaczającej roślinności, którego głębokość wynosi ok. w okresie stosunkowo niskich opadów. 5 m, ale w typowo wilgotnej porze roku może wzrosnąć o kolejne 3 m. Występują tam trzy rodzaje ryb, z których żadna nie jest endemiczna. Dziś słońce wschodzi i znika, czasem ukryte za mlecznymi chmurami. Poruszamy się wzdłuż szeregu schodów utworzonych w pagórkowatym terenie, aby zobaczyć Święte Jezioro, zdecydowanie mniejszy, ale ważny jako miejsce obrzędów przebłagalnych. Z jednej strony widać pozostałości ofiar (pieniądze o małych nominałach, ryż i miód); w ten sposób animiści starają się uzyskać łaski za wstawiennictwem żywiołów naturalnych i zapewnić dobrą przyszłość. Wrzucony jest do niego wodospad, wysoki, ale niezbyt istotny pod względem objętości wody. Tym, co czyni wszystko wyjątkowym, jest krąg skał porośnięty roślinnością, z którego roztacza się widok na to miejsce, oraz kapiąca woda, która spada niemal wszędzie. Zdecydowanie nie jest to najlepsze miejsce na leczenie bólu, ale pełne atmosfery.
Wciąż mijamy kameleony i inne małe gady niewidoczne dla naszych oczu, jedynie wprawny wzrok lokalnego przewodnika jest w stanie oddzielić je od roślinności i skadrować tak, abyśmy mogli zobaczyć je w ich środowisku. Zobaczmy też jedno mangusta pospacerować po niektórych stanowiskach. Ma wyjątkowo lśniące futro i wydaje się być jedynym ssakiem polującym na węże, którymi się żywi. Pośród dziwnych roślin i eukaliptus którego kora przypomina roślinę korkową, docieramy do kolejnego wodospadu z przylegającym do niego jeziorem, jest to wodospad Antakarana (które bierze swoją nazwę od lokalnego plemienia). Można go zobaczyć z góry, tworząc cylinder, do którego wpada woda. Wspaniałe są także bazaltowe kolumny, świadczące o wulkanicznym pochodzeniu tego obszaru, które tworzą wiszącą ścianę. W drodze powrotnej przechodzisz przez Voie de mille Arbres, paradoksalną, wysadzaną drzewami aleję w środku lasu. Sadzili ją Francuzi, żeby zobaczyć reakcję obcych roślin na lokalny klimat: wśród nich wyróżnia się araukaria z Chile i dwa gatunki eukaliptusa z Australii, ten o bardzo miękkiej korkopodobnej korze i typowy z łuszczącą się korą, a także różnego rodzaju sosny. Zacznijmy od flankowania kilku okazów canna indica, których nasiona wkłada się do marakasów i dzięki temu stają się częścią instrumentu muzycznego.

Skalista wyspa wyłania się z wody w przybrzeżnej zatoce na Madagaskarze.
Diego Suareza

Przyjazd do Diego Suareza

Jest już godzina 13:30, żegnamy się z przewodnikiem i ruszamy w stronę centrum stolicy. Po drodze znajdujemy mini stadion, na którym rozgrywany jest mecz bitwa kurczaków, wiwatowany przez podekscytowany tłum ustawiony na dwóch rzędach ławek przykrytych namiotem. Oglądanie dwóch kurczaków dziobających się nawzajem pod nadzorem sędziego i zachęcanych przez ich właścicieli oraz tłum 100/150 osób, które obstawiały na nie, nie jest widowiskiem ani sportem, który bynajmniej nie sprawia przyjemności. Podobnie jak w pudełku, tu są 5-minutowe rundy, po których właściciel częstuje je czymś do picia i utrwala wodą pióra. Jeśli jeden zwycięży, mecz zostaje zawieszony, zapewniają nas, że kurczaki nie są zabijane, ponieważ jako wyszkoleni wojownicy reprezentują wartość. Zróbmy kilka zdjęć i zostawmy ten spektakl, który taki nie jest. Diego Suareza jest to miasto liczące 185 000 mieszkańców, średnio bogatsze od reszty kraju. Być może jest to jedyne miasto – na dobre i na złe – które ma prawdziwą historię. Przechodzili tu wszyscy, od piratów, przez Arabów, Anglików, Holendrów i wreszcie Francuzów. Był to wówczas cel imigracji z Afryki kontynentalnej i wysp Komorów, a także Hindusów i Pakistańczyków. Zdecydowanie zmilitaryzowany, tym bardziej w przeszłości, gdy stanowił bazę armii francuskiej. Co więcej, jego położenie jest doskonale dostosowane do potrzeb obronnych, ponieważ znajduje się w szeregu zatoczek osłoniętych od porywistego Oceanu Indyjskiego. Co więcej, północ była tradycyjnie regionem o największym znaczeniu strategicznym dla handlu z i do krajów arabskich, Indii i Dalekiego Wschodu. Podczas II wojny światowej Francuzi wzmocnili fortyfikacje, a gdy znalazły się pod dominacją niemiecką, obawiając się, że rząd Vichy wykorzysta to do zachęcenia Japonii do penetracji południowego kontynentu, Anglicy zaangażowali się w bitwę, której ślady są widoczne do dziś. Plan miasta utrzymany jest w stylu typowo militarnym i nawet domy utrzymane są w tym stylu. Niestety znajdują się one w takim stanie, w jakim zostały opuszczone około 60 lat temu, bez konserwacji, a ci, którzy tam obecnie mieszkają, nie mają najmniejszego problemu z naprawą, malowaniem, czy choćby upiększaniem elewacji. Hotel de la Marine ze wspaniałym widokiem na zatokę jest ruiną upamiętniającą cyklon, który zniszczył go w 1984 r., i zaniedbania tych, którzy mogli go odzyskać. Do dziś zachował się bardzo zadbany cmentarz francuski, którego utrzymanie finansowana jest przez Francję metropolitalną, w odróżnieniu od sąsiedniego Madagaskaru, pełnego chwastów, wśród których wyłaniają się betonowe grobowce. Wszystko to zlokalizowane jest przy wyjeździe z centrum miasta. Cały ten tygiel rasowy oznacza, że ​​religie są szczególnie podzielone, do tego stopnia, że ​​tylko w obozie muzułmańskim istnieją meczety Pakistańczyków, Komorów itp. w rzeczywistości wszyscy odwiedzają jedno lub drugie bez różnicy; pozostają jednak symbolem tożsamości związanej z terytorium pochodzenia. Wydaje się, że małżeństwa mieszane wyznaniowo są bardzo częste, w pokoju społecznym, który mógłby służyć jako przykład niemal wszędzie. Pousse napędzane siłą ludzkich mięśni są zakazane, ponieważ większość muzułmanów mieszkających w mieście postrzega to jako wyzysk i unicestwienie godności ludzkiej. Nawet w Joffreville wszystko jest wyraźnie opuszczone. Mówią, że większość nieruchomości kupili Hindusi, którzy trzymają je puste, nie zadając sobie trudu ich renowacji. Prawdę mówiąc, nawet w tych okupowanych degradacja jest więcej niż widoczna. Szpital wojskowy właściwie służy wszystkim, a właściwie wszystkim, którzy płacą; jeśli chodzi o opiekę zdrowotną na Madagaskarze, istnieje ona, ale zasadniczo jest płatna, w przeciwnym razie usługi te są ograniczone lub nie istnieją. Biorąc pod uwagę populację, która ledwo jest w stanie się utrzymać, łatwo zrozumieć, jak ograniczone może być korzystanie z usług opieki zdrowotnej. Mimo że jest sobota, a zatem dzień targowy, w Diego panuje cisza, a na ulicach panuje niewielki ruch. Verso Ramena panorama otwiera się na zatokę ze wspaniałymi widokami i okazałymi willami, których właścicielami są miejscowa ludność związana z polityką lub Europejczycy, zwłaszcza Francuzi, którzy pozostali tu z oszczędnością, aby cieszyć się emeryturą. Istnieją również przypadki Francuzów z metropolii, którzy przybyli do tropików z dobrą emeryturą, ale z kosztami utrzymania na poziomie malgaskim. Morze w tym rejonie jest przepięknie błękitne, oddzielone cienką plażą z lasami namorzynowymi zanurzonymi co najmniej na metr w wodzie. Na środku zatoki z wody wyłania się stożek o doskonałych liniach, jest to wyspa słusznie nazywana Ból Sucre. Tak doskonały, że wydaje się emanacją jakiejś wyższej istoty i jako taki uważany za święty, do tego stopnia, że ​​obcokrajowcy nie mają do niego dostępu. 
Gdy dotrzemy do Rameny, stajemy przed niewyobrażalnym kontekstem, prawdopodobnie z powodu błędnego wyobrażenia, jakie mieliśmy. Mieliśmy na myśli ustaloną rzeczywistość turystyczną, mającą gościć turystów plażowych i mieszkańców Diego w chwilach relaksu. Dlatego w naszej wyobraźni musiało to wyglądać jak jedna z wiosek rozsianych po włoskiej Riwierze. Nic z tego: po przejęciu bungalowu wyruszyliśmy w stronę plaży, próbując powtórzyć wycieczkę po plaży/wiosce odbytą dwa dni wcześniej w rejonie Ifaty. Zamiast tego natychmiast blokuje nas przypływ, który uniemożliwia nam pokonanie depresji, w którą wolelibyśmy nie zapuszczać się. Wracamy do obozu i drogą biegnącą w głąb lądu, równolegle do plaży, docieramy do miasta po drugiej stronie. Obecnie jest to w zasadzie miasteczko rybackie prawie zalany przez falę. Ciekawostką turystyczną są jedynie lokalne restauracje (zwane gargotą) obsługujące głównie lokalną turystykę. Atmosfera jest oryginalna, bawią się dzieci, matki przynoszą swoje kosze na pranie na głowie z równowagą, która zdaje się sprawiać, że spadają na sam ich widok, ludzie zamierzający rozwikłać sieci w związku z ponownym wypłynięciem w stronę morza. To jest prawdziwe życie. Fakt, że jest to weekendowy wieczór, powoduje hałas ze strony młodych mężczyzn i kobiet, skąpo ubranych, gotowych na wieczór z przyjaciółmi: jest to również część codziennego życia. Na wybrzeżu jest kilka vazhas mieszczących się w jednym hotelu. The zachód słońca z zacumowanymi łodziami to nie tylko pocztówka, to emocja, którą można się cieszyć, dopóki światło słoneczne nie przestanie oświetlać powierzchni morza.
Obóz Lakana (czyli dłubanka) oferuje dobrej jakości bungalowy z pięknym basenem, bardziej odpowiednim do robienia zdjęć niż pływania ze względu na słodką wodę. O świcie i o zmierzchu jest niesamowicie wietrznie, ale sama świadomość, że nie zbliża się cyklon, wystarczy, aby uspokoić umysł. W innych przypadkach atmosfera jest spokojna, personel przyjazny, a kuchnia wysokiej jakości.

Nocleg
Hotel Lakana Ramena – RAMENA

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.