Dolina Tsaranoro

Day 8

Dolina Tsaranoro

27/08/2019

Dolina Tsaranoro: afrykańska wersja Yosemite

Kategoria
27/08/2019 1 galleries 0 Maps
Góra Tsaranoro

Poranek w dolinie Tsaranoro

Opuszczamy bungalow tuż po 6, aby udać się na wschód słońca, który można uznać za niezapomniany, skupiający w jednym moc słońca, majestat granitowy z Góra Tsaranoro, spokój A staw w którym rzucony jest wodospad i delikatny dotyk czaple białe którzy wciąż śpią na drzewie nad brzegiem wody, podwajając się jak na obrazie, którego autora, Naturę, nie wahamy się uznać za artystę, któremu oddajemy hołd. O 7 jesteśmy już gotowi na śniadanie, a oczy są już odświeżone widokiem. Przy wejściu do parku przewodnicy czekają na klientów grających między sobą w petanque, a słońce rozpoczyna swój codzienny wschód. Obcokrajowców jest bardzo mało, spotykamy naszego przewodnika, młodego chłopaka z okolicy, który dobrze mówi po francusku i wraz z nim wyruszamy na 4-godzinną wycieczkę: mijamy pola manioku aby dostać się do Camp Catta, którego nazwa wzięła się od żyjących wokół niego lemurów (tzw Pierścieniowy ze względu na urocze ogonki w paski, a także symbol Madagaskaru). Duża rodzina cieszy się pierwszym porannym słońcem: bawią się ze sobą i oferują nam spektakl, od którego trudno się oderwać. 
Wędrując ścieżkami parku spotykamy kilka ciekawych spotkań: roślinę, która sama w sobie jest trująca i która przyjmowana w małych dawkach służy do łagodzenia bólu zębów, inną zawierającą lepką substancję i używaną do tego celu oraz taką, której liście wyglądają jak papier ścierny. Dwa ostatnie służą miejscowym do naprawy rowerów, w praktycznym zestawie, który można znaleźć niemal wszędzie na ulicach. Jest też taki, który zawiera białawy płyn i służy do usypiania ryb w jeziorach i łatwiejszego łapania ich siecią. Zobaczmy je sadzonki mięsożerne które żywią się owadami, wrażliwe rośliny, dwa rodzaje obcych eukaliptusów, niemal wszędzie drzewa mango, figi, gujawa i medja (na które lemury są łapczywe, żerując najpierw na liściach, a potem na owocach). Zamiast tego z agawy wytwarza się liny, a nasz przewodnik oferuje nam praktyczną demonstrację tej czynności: liść jest cięty i trzymając go nieruchomo jedną nogą, odziera się go ze skóry, aż pozostanie tylko bardzo odporne włókno; jest on następnie splatany i przywiązany do dołu. Kiedy roślinność zaczyna przerzedzać się, tj fanów ravinali dostarczają nam kompasu do orientacji. 

Tradycje i duchowość


Przejeżdżamy także obok niektórych groby: mogą być tymczasowe lub ostateczne: pierwsze należą do cudzoziemców, którzy zginęli na danym terytorium, klasycznym przykładem są złodzieje zebu, których złapanie kończy się źle. Zwykle rodziny nie roszczą sobie praw do ciała, aby uniknąć linczu, ponieważ nie były w stanie wychowywać swoich dzieci. Drugą sprawą są mieszkańcy. Kradzież zebu jest bardzo powszechną praktyką (dorosła głowa kosztuje około 500 euro i jest zabijana w wieku 3–4 lat), szczególnie w sąsiednim plemieniu Bara, gdzie z reguły kradnie zebu przez potencjalnego pana młodego, aby zademonstrować swoje zdolności przyszłej żonie. Jest to czynność obarczona ryzykiem, gdyż jeśli złodziej nie ujdzie na sucho z pouczeniem, zwykle zostaje zabity. W tym kontekście przyjrzyjmy się czaszce, która należała do złodzieja sprzed około pięćdziesięciu lat. Nawet dzisiaj stosunki pomiędzy Betsileo i Barą nie są dobre, natomiast z Merinami są zdecydowanie lepsze. Rozmawiając o kradzieżach i relacjach między plemionami, mijamy imponującą górę Tsaranoro, którą nie wahaliśmy się określić jako El Kapitan na afrykańskiej ziemi. Jest to ok. 1900 metrów, a jego nazwa wywodzi się od słów Tsara i Noro, imion dwóch córek króla poległego dwa wieki temu podczas wojny z Merinami. Z niezadowolenia władca oszalał i z kolei poddał ludność najbardziej absurdalnym żądaniom, co kosztowało ogromny wysiłek i dręczenie tych, którzy musieli wykonywać narzuconą pracę. Góra Kameleon, której zaokrąglony wierzchołek doskonale przypomina profil kameleona, osiąga ok. 1550 m. 

Palma rośnie przed skalistymi górami pod błękitnym niebem.

Tutaj także jest kilka węży, w tym okresie są w stanie spoczynku, jednak nie są niebezpieczne. Są jednak pająki i trujące rośliny, na które trzeba zwrócić uwagę. Słyszymy tę samą prawdziwą historię o mrówkach, które najpierw karmią węża, dopóki nie może już wydostać się z nory, a następnie ucztują na jego ciele. Nasza wycieczka opuszcza teraz naturalną część i wchodzi do wiosek. Widzimy tu rodzinę rzemieślników, którzy chcą coś zrobić pracować żelazem w celu uzyskania prostego sprzętu lub pługów. Córka włącza turbinę, która wytwarza wentylację niezbędną do podtrzymania żaru węgla drzewnego, w którym osadzają się kawałki żelaza. Ojciec zręcznie bije metal i nadaje mu pożądany kształt. Jest już stary, nieliczne zęby, które pozostały mu w ustach, sprawiają, że mówi niezrozumiałym francuskim, ale swoimi rękami jest w stanie uformować każdy kawałek żelaza, który jego syn trzyma szczypcami, jak chce. 
Przechodzimy przed przychodnia lekarska, punkt pierwsza pomoc; nie ma tam lekarzy, pracuje pielęgniarka i położna, co jest niezwykle przydatne przy ogromnej liczbie dzieci. W tej chwili są spokojni, bo nie mają gości, rozmawiamy z nimi krótko i dowiadujemy się, że najczęstszymi przyczynami hospitalizacji są złamania, biegunka, malaria, ale także dżuma. Na północy, rozmawiając z miejscową ludnością, dowiemy się, że różyczka zabiła kilka osób, natomiast dżuma pochłonęła ofiary, choć w mniejszym stopniu. 
Wszystko bardzo proste i czyste; w przypadku łagodnych przypadków podaje się leki i pacjent wraca do domu, w przypadku przybycia z dalszych miejsc i konieczności hospitalizacji można go zatrzymać, przydzielono także pokoje dla członków rodziny, którzy mają im pomagać. W przypadku większych problemów chorych zabiera się do Ambalavao, gdzie znajduje się szpital misyjny, jednak operacja ta wymaga czasu. W miejscach, gdzie ludzie żyją źle, gdy zachorują, często spotykają ich nieszczęścia, na które śmierć zbyt często jest rozwiązaniem. Dlatego jesteśmy niezwykle pocieszeni faktem, że w tej chwili nie mają gości. Kończymy wycieczkę wśród upraw, które zapewniają pożywienie mieszkańcom wioski. Udaje im się uprawiać tylko jedną uprawę ryżu, zasadzoną w listopadzie/grudniu i zbieraną w okolicach marca/kwietnia. W tej chwili stada zebu przebywają na wysokich pastwiskach, skąd na początku pory deszczowej schodzą do pracy na wsi. Tutaj również nie brakuje wody: poziom ubóstwa nie jest wysoki, ale biorąc pod uwagę względną obfitość zasobów naturalnych, można by oczekiwać większego stopnia rozwoju. Należy również powiedzieć, że znajdujemy się na odludziu, z dala od wszelkich ośrodków miejskich mogących pobudzić gospodarkę. Lekki lunch, żeby nas nie obciążać i przed pierwszą byliśmy gotowi na kolejne pięć godzin podróży

Ranohira

zabiorą nas do Ranohiry. Powrót na RN7 i skierowanie się na południe w stronę Toliary zajmuje co najmniej półtorej godziny wyboistą drogą. Zatrzymujemy się na chwilę, aby podziwiać kameleon zamierzający przejść przez ulicę, powolny jak starzec, nagle przyspiesza, gdy wyczuje naszą obecność, a może także kamerę. Wciąż miękkie wzgórza, dobrze uprawiane. O świcie termometr wskazywał 13°, a teraz mamy około 25°, co jest przyjemne, ponieważ wentylacja gwarantuje pewien chłód.

Lemur przysiada na gałęzi wśród roślinności.

Miejskie oblicze Doliny Tsaranoro

We wsiach powyżej 1000 mieszkańców sprawuje burmistrz, w mniejszych władzę sprawuje wójt, reprezentowany zwykle przez najstarszą osobę, który pełni także funkcję sędziego rozstrzygającego spory między rodzinami.
Wchodzimy na terytorium Bary,

Ihosy

pierwszym ośrodkiem są Ihosy, podczas tankowania nawiązujemy kontakt z ludnością. Mają zdecydowanie bardziej kontynentalną czerń, są wysocy i smukli. Pochodzenie wywodzi się od populacji Bantu, przybyłych nie wiadomo jak z kontynentu afrykańskiego. Sąsiednie plemiona nie postrzegają ich zbyt dobrze ze względu na ich naturę kradnącą zebu i nie tylko. Nie zaleca się nikomu podróżowania po tym obszarze nocą, dlatego taksówki, które w ciągu dwóch dni pokonują linię z Toliara do Tanà, podróżują w konwoju i zwracają szczególną uwagę w godzinach ciemności. W zasadzie są mili, ale ci, którzy tam mieszkają, muszą się mieć na baczności: istnieją gangi zajmujące się kradzieżą całych stad, które mogą liczyć do 100 osób. Aby zwabić zwierzęta, wykorzystują system sztafetowy, gdzie pierwsi zwabiają je tak, aby zwierzęta biegały, a mężczyźni na zmianę prowadzili stado. Następnie podpalają lub poruszają się zygzakiem, aby zatrzeć ślad. Czasami wysyłają emisariusza na zwiad, do tego stopnia, że ​​jeśli zobaczysz nieznajomego błąkającego się po wiosce, mieszkańcy Betsileo na ogół zaczynają nabierać podejrzeń. Szamani pomagają zapewnić wskazówki dotyczące najlepszego momentu na zadawanie ciosów. W związku z tym strażnicy są uzbrojeni w karabiny i nie wahają się strzelać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nawet poza naszym obozem w Ranohira zobaczymy chodzącego uzbrojonego strażnika. W przypadku ataku złodzieje na ogół nie krzywdzą ludzi, chcą jedynie zabrać zwierzęta; jednakże ci, którzy stawiają opór, mogą wpaść w poważne kłopoty. Zatrzymujemy się, żeby kupić olej napędowy (kosztuje 3400 Ar, benzyna 4100 Ar, prawie 1 euro, bardzo drogo jak na tutejszy poziom życia) i widzimy przekrój społeczeństwa w jego codziennym życiu. Droga wspina się kilkoma zakrętami, aż do płaskowyżu na wysokości około 1000 metrów, który nie ma końca spalona preria właśnie po to, aby trawa szybko odrosła przed nastaniem opadów oczekiwanych od listopada do marca. W oddali unosi się dym z nowych pożarów. Stada zebu pasą się swobodnie w jednym sucha i żółtawa sceneria, podczas gdy słońce zaczyna swój nieubłagany zachód pod koniec dnia. Na krótko przed przybyciem spoczywa teraz na paśmie górskim i podpala (tym razem tylko wirtualnie) suche preerie w pomarańczowych zamieszkach. Kiedy jesteśmy jeszcze około dwudziestu kilometrów od nas, widzimy masyw Isalo, która bierze swoją nazwę od obszaru, który z kolei wywodzi się od endemicznej rośliny, unikalnej dla tego miejsca.
Docieramy do rancza Isalo, gdzie czeka na nas okrągły bungalow i kolacja z mięsem zebu!

Nocleg
Ranczo Isalo – RANOHIRA

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.