Day 2
Latający Denali
Poszukiwanie złota na przełęczy Hatcher i przelot nad górami Denali z Talkeetna.
Poranek na autostradzie Glenn
Nie dajemy nawet alarmowi czasu na wykonanie swojej pracy i o 6.30 jesteśmy już na nogach, gotowi do strzału. Prawdą jest również, że wczoraj wieczorem poszliśmy wcześnie spać. Oszczędne śniadanie w pokoju, wykorzystując fakt, że możemy zrobić kawę na miejscu i ruszamy Glenn Hwy, aby zobaczyć z zewnątrz farmę wołów piżmowych, która zostanie otwarta dopiero później. Widzimy jednak z zewnątrz to dziwne bydło, mieszkańców ziem arktycznych, które jest w stanie przetrwać ekstremalne warunki dzięki qivut, sierści równie cienkiej, co grubej, z której Hindusi wytwarzają bardzo ciepłe ubrania. Kosztuje fortunę, ponieważ plon jest niski i wymaga dużej obróbki.
Rzeka Susitna i góry Chugach
Idąc dalej, zatrzymujemy się, aby z wysokiego punktu widokowego podziwiać szerokie koryto rzeki Susitna, na tle gór Chugach. Wiele rzek utworzyło duże przestrzenie aluwialne, w których płyną gwałtownie w wąskim korycie rzeki. Prawdopodobnie wiosną dają upust swemu majestatowi, zajmując jego większą część.
Kopalnia Niepodległości i Przełęcz Hatcher
Wspinamy się w kierunku Hatcher Pass od Wasilla-Fishhook Rd, drogi o długości 70 km. który przecina Góry Wierzbowe i jest przejezdny pomiędzy odwilżą w czerwcu a pierwszymi opadami śniegu we wrześniu. Pożytecznie spędzamy kilka godzin zwiedzając Kopalnia Niepodległości Państwowy Park Historyczny. Była tam wielka kopalnia złota, opuszczony w 1955 roku. Była to druga co do wielkości produkcja na Alasce. Miejsce to stało się obecnie muzeum i za pomocą znaków wyjaśniających można zrozumieć życie i pracę górników. Szczególnie trudne warunki zimą ze względu na śnieg i niskie temperatury.
Następnie podchodzimy doPrzełęcz Hatchera na wysokości 1184 m, a stamtąd kontynuujemy pieszą podróż kwietniowym szlakiem Bowl Trail, aby dotrzeć do Hatch Peak z różnicą wysokości 300 metrów. Wysokość wynosi około 1500 m. a widok rozciąga się od Równiny Willow na zachodzie do Równiny Mat-Su na wschodzie. Pasmo Alaski i Denali są częściowo zasłonięte chmurami. Na cyplu spotykamy sympatyczną parę młodych ludzi z Oregonu i od nich dowiadujemy się, że byli niedawno w grupie Gran Paradiso, a nad nami krąży orzeł przedni w poszukiwaniu ofiary mniejszej od naszej wielkości. Schodząc z przełęczy polną drogą, wracamy, aby zobaczyć roślinność złożoną głównie z brzoz z gęstym podszytem, której granica sięga w przybliżeniu na wysokość 850 metrów. Dalej jest już tylko miejsce na krzewy, a w końcu na mchy i porosty.
Lunch jest zwyczajny, niedaleko rwącego strumienia, z szynką prefabrykowaną w nie wiadomo jakim zakładzie chemicznym. Po drodze widzimy ludzi chcących przesiać złoto w strumieniach za pomocą odpowiednich patelni. Istnieje również wiele znaków zabraniających płukania złota w strumieniach, ponieważ licencje zostały wydane osobom prywatnym.
Do Talkeetny
Minęliśmy Willow, nawet się nie zatrzymując, i jechaliśmy autostradą George Parks Hwy na północ, aby pod bezchmurnym niebem wjechać nią do Talkeetna. Słynna placówka handlowa dla poszukiwaczy złota w latach 1800–1940. Wieś była bazą wypadową do wypraw do Denali, a w szczególności do McKinleya. Po drodze nie jest trudno znaleźć odpowiednią częstotliwość, która dostroi radio do muzyki country, aby działała jako ścieżka dźwiękowa dla otaczającego środowiska.
Przelot nad Denali i lądowanie na lodowcu
Tło zaczynają być usiane bielonymi szczytami, które świecą w promieniach słońca i atakuje nas silne swędzenie: piękny dzień sprzyjałby lotniczej wędrówce po szczytach Denali. Zdecydowani ukraść diem, kierujemy się do firmy, która mówi nam, że jest więcej miejsca tylko o 18:30, ale Air Taxi ma miejsce za pół godziny: sprawa załatwiona i wkrótce potem zakładamy kalosze, aby móc zjechać na lodowiec. W rzeczywistości nasze ambicje ograniczały się do widoku z góry, ale zaoferowano nam wyższy standard bez dodatkowych kosztów, aby dołączyć do grupy, która również zdecydowała się wylądować na lodowcu. Wszystko za równowartość 120 euro i czas trwania półtorej godziny.
Tak wkrótce po starcie przy małym 10-miejscowym samolocie zaczynamy przewracać oczami na widok ziemi, z której właśnie wystartowaliśmy. Na wysokości kilkudziesięciu metrów nad poziomem morza zaczynamy widzieć szerokie koryta rzek trzech rzek, które się spotykają. Jest to obszar bardzo charakterystyczny i przez to trudny do przejechania samochodem. Nawet jeśli ja Rzeki Talkeetna, Susitna i Chulitna mają znaczny, ale niezbyt duży zasięg, ich koryto ma szerokość przekraczającą kilometr.
Wspinamy się maksymalnie na wysokość 3200 m. podczas gdy lądowanie na lodowcu rozgrywa się na wysokości 2300 m. Jest to doświadczenie, które jest po prostu radosne i co najmniej upokarzające: ekscytujące, ponieważ błąkanie się wśród nich pokryte lodem szczyty i ja lodowce o długości kilkudziesięciu kilometrów to jestemocje odczuwane rzadko w przeszłości.
Talkeetna i droga do Carlo Creek
Jednocześnie upokarzające jest patrzenie na górę w ten sposób, jak turyści, którzy nie są w stanie stawić czoła jej trudnościom i zamiast tego skłaniają się ku wygodom, jakie oferuje postęp. Zasadniczo wspaniała chwila, ale to nie była prawdziwa chwała. I że McKinleya wybaczcie nam, jeśli doszliśmy do tego kompromisu, to dlatego, że nie byliśmy w stanie stawić mu czoła w alpinistycznym stylu. O 17.30 wróciliśmy do bazy Talkeetna.
Przejdźmy dalej na krótko do cmentarz gdzie znajduje się grób Sheldona, jednego z najsłynniejszych lotników z Alaski, a może i samej Ameryki, który zasłynął z leczenia alpinistów rannych do granic możliwości. Znajduje się tu także tablica upamiętniająca wszystkich wspinaczy, którzy upadli w górach Denali, z podaniem ich nazwisk.
W pośpiechu przejeżdżamy przez wioskę Talkeetna, żeby nie spóźnić się na dzisiejszy nocleg. W rzeczywistości jest to rozczarowanie: spodziewaliśmy się miasteczka w stylu Dzikiego Zachodu, ale jest to konglomerat, w którym panuje bałagan i butiki pseudo artystów, którzy przeszli na emeryturę z tych części. Składa się z czterech ulic, z których trzy są nieutwardzone i błotniste. Reszta to alternatywne kapelusze, które teraz mają swój dzień.
Zamiast tego warto byłoby stale zatrzymywać się na 200 km. autostrady, która prowadzi nas do Carlo Creek. Zachodzące słońce sprawia, że kolory są jeszcze cieplejsze, a każdy zakątek byłby godny pocztówki. Wysoka roślinność rosnąca wzdłuż drogi często uniemożliwia patrzenie poza nią, ale szczyty Denali wyraźnie wyróżniają się na północy. Omijając Park Stanowy Denali, docieramy do Cantwell, skąd autostrada Denali Hwy 3 odchodzi i wcina się na wschód, do Broad Pass, czyli płaskowyżu na wysokości 850 metrów. które przekraczamy niemal nie zdając sobie z tego sprawy, gdy jest już 20:00. Sylwetki ostatnich samotnych sosen w otaczającej nicości wyróżniają się w zachodzącym słońcu, gdy do Carlo Creek pozostało jeszcze około dwudziestu mil.
Domek Carlo Creek
Docieramy do kempingu, na którym zarezerwowaliśmy jeden chata z bali (bungalowy zbudowane z poziome drewniane kłody nałożone). Charakterystyczne jest to, że jego dach pokryty jest roślinnością, a nawet rosną tam małe drzewa, których wysokość przekracza mt. Przystanki zlokalizowane są w odległości około pięćdziesięciu metrów. którą trzeba podążać, zwracając uwagę na łosie, które od czasu do czasu błąkają się po okolicy i pozostawiły już ślady na ziemi. Po przyjemnej kolacji w turystycznym, ale ekscytującym miejscu, noc mija w całkowitym spokoju. Przecież poza turystami, którzy zbliżają się do Denali, ci, którzy tam mieszkają, nie mogą znaleźć nic innego, co byłoby tam ekonomicznie atrakcyjne do życia.
W restauracji wykryto obecność kilku Włochów, którzy dokonali rezerwacji w pobliskim ośrodku.
Dzika przyroda Alaski
Niedźwiedzie brunatne występują w całym stanie w sposób dość jednolity. Niedźwiedzie czarne są również obecne wszędzie z wyjątkiem North Slope, jedynego regionu, w którym żyją niedźwiedzie białe. W zasadzie można powiedzieć, że w każdym regionie żyją co najmniej dwa gatunki niedźwiedzi.



















