Day 9
Środkowa Alaska
Pozdrowienia dla Świętego Mikołaja i piękna sceneria wzdłuż Richardson Hwy do Copper Center
Poranek w Fairbanks i Gold Dredge nr 8
Biorąc pod uwagę wczorajszy długi dzień, dajemy sobie trochę luzu i rozmawiamy z Johnem podczas śniadania. Wykorzystujemy go także na zakupy, tankowanie paliwa i dzwonienie do domu, bo jesteśmy w mieście i przez kilka dni nie będziemy mieli okazji. Uzyskujemy także informację o niektórych szczegółach, których brakuje nam na zaplanowanej trasie. Niskie mgły zapowiadają dobrą pogodę na nadejście.
Ponownie jedziemy Steese Hwy, gdzie znajduje się punkt informacyjny na rurociągu, kontynuujemy podróż Old Steese Hwy, gdzie z zewnątrz widać Gold Dredge nr 8, gigantyczną pływającą pogłębiarkę, która służyła do przesiewania złota.
Biegun północny, Eielson i granica strategiczna
Zabierze nas natychmiast na wschód Chena Hot Springs Rd, po około dziesięciu milach. schodzimy na południe, w piękny wiejski krajobraz, aby dotrzeć do autostrady Richardson. Kilka mil stąd jesteśmy na Biegunie Północnym. Jest to amerykański odpowiednik Rovaniemi, tzw Kraj Świętego Mikołaja, ze zwykłym odwzorowaniem świątecznej atmosfery. Nie brakuje reniferów czekających na moment, w którym wyjdą i przyniosą prezenty. Święty Mikołaj jest chwilowo nieobecny, ale momenty, w których przyjmuje dzieci i osoby chcące zrobić sobie z nim zdjęcie, są dobrze oznaczone.
Mijamy bazę sił powietrznych Eielson, gdzie przylatują i odlatują wojskowe samoloty podczas ćwiczeń. Nie należy zapominać, że jeszcze dwadzieścia lat temu Alaska stanowiła także inny rodzaj granicy, strategiczną ze Związkiem Radzieckim. Morze Beringa tworzy cieśninę zaledwie 80 km od wybrzeża Alaski. Właśnie z tego powodu nadal istnieje wiele baz wojskowych, zwłaszcza wokół dwóch największych miast.
Wzdłuż autostrady Richardson i rzeki Tanana
Kontynuuj wzdłuż Droga Richardsona w piękny słoneczny dzień. 10 mil. przed Delta Jct widać rurociąg (wsparty na srebrnych kablach zawieszonych nad bystrzami rzeki) i drogę biegnącą równolegle nad rzeką Rzeka Tanana. Gdy dotrzemy na drugą stronę, na chleb kładziemy plasterki wędzonego łososia, fachowo zakupionego tego ranka w Fairbanks, i urządzamy wspaniały piknik.
Jako trawienie, krótki spacer, aby zobaczyć opadającą rzekę, dobrze wypełnioną topniejącą wodą z lodowców, w pobliżu starej stacji ważenia wagonów z przyległą wioską. Wszystko jest bardzo dobrze utrzymane.
Płynąc dalej, rzeka Tanana staje się równoległa do autostrady i płynie w dół, zajmując bardzo szerokie koryto rzeki, ale opadając gwałtownie w szeregu stosunkowo wąskich strumieni. Krajobraz jest usiany lasami drzew liściastych na przemian z jodłami czarnymi.
Gęste podszycie skłania do refleksji nad trudnościami, jakie napotykali pionierzy w eksploracji tych terenów, choć w rzeczywistości preferowali szlaki rzeczne, zarówno latem, jak i zimą. Nie należy jednak zapominać o wysokiej śmiertelności wśród tych, którzy rzucali wyzwanie tym wrogim ziemiom. Pod tym względem na mapie widać wioski, które znajdują się dosłownie „w środku niczego”, nie są obsługiwane przez drogi i najwyraźniej znajdują się w bezsensownej pozycji. Dokładniejsza obserwacja pozwala dostrzec, jak powstają na brzegach rzek (zwykle Jukonu) i zgodnie z tym żyją. Stanowi szlak komunikacyjny, źródło zaopatrzenia w łososia, spławiające kłody i ogólnie prosta gospodarka tych wiosek skupia się wokół szlaków rzecznych. Wiele z tych wiosek zostało założonych przez tubylców.
W ostatnich latach prawie wszystkie z nich wyposażyły się w lądowisko dla samolotów. Dowiadujemy się także, jak wszechobecna sieć supermarketów Fred Meyer jest bardzo aktywna także w buszu (czyli na prawie niezamieszkanym głębi lądu). Mieszkańcy przekazują zamówienia, które są ładowane na małe samoloty i przewożone z Fairbanks do praktycznie dowolnego miejsca wyposażonego w pas startowy.
Delta Junction i koniec autostrady Alaska
Delta Jct. wyznacza przejście między Richardson i Alaska Hwy (ALCAN), wyznaczając punkt końcowy tej ostatniej. To zostaje ogłoszone betonowa kolumna z flagami USA, Kanady, Alaski i Jukonu. Rozpoczyna się w Kanadzie ponad dwa tysiące km na południowy wschód i stanowi jedyne połączenie lądowe z Alaską. Podążaliśmy już nią w przeciwnym kierunku, aż do jej rozpoczęcia w 2005 roku i dotarcia do Dawson Creek. Na widok tego kamienia kończą się także powody zainteresowania wsią.
Jadąc na południe widzimy pasącego się łosia, tak spokojnego, że wygląda jak koń zaparkowany na poboczu drogi. Kiedy docieramy na miejsce, leniwie mija drzewa. Następnie małe dziecko próbuje przejść przez jezdnię, ale dzięki dobrej widoczności udaje nam się uniknąć kolizji.
Przełęcz Isabel i pasmo Alaski
Na Przełęczy Isabel dostajemy także prysznic wodny, który służy do usuwania kurzu zgromadzonego na samochodzie. W latach 30. XX w. wprowadzono na te tereny żubry, aby zachęcić do polowań, dzięki żyznym pastwiskom, których jednak nie udało nam się spotkać. 20 mil. na południe od Delta Jct widać Donnelly Dome, za nią się pojawiają trzech majestatycznych gigantów z pasma Alaski, gdy w końcu przekraczamy łańcuch, mając zawsze u naszego boku firmę Trans-Alaska Pipeline.
Dojazd do Miedziane Centrum
Jedziemy dalej na południe, ignorując objazd autostradą Denali, która biegnie dalej na zachód, aby dotrzeć do punktu widokowego Wrangell Mountain Viewpoint i Gakona Jct, gdzie łączy się z autostradą Tok Cut-off. Przejeżdżamy przez Glenallen, gdzie pojutrze wrócimy, aby jechać Glenn Hwy, która zabierze nas do Anchorage. Jedziemy dalej w kierunku Copper Center i wśród nieskończonej serii zdjęcia się zatrzymują udaje nam się dotrzeć do hotelu, który będzie nas gościł tego wieczoru.
To chyba jedyny hotel godny tej nazwy, niemal tak elegancki, że sprawia wrażenie katedry na pustyni. Zamiast tego kolacja odbywa się w małej restauracji w Copper Center, gdzie wydaje się, że czas się zatrzymał, w gospodarstwie pionierów powracających z Klondike z mieszanymi losami. Osiedlili się tam pod koniec XIX wieku i założyli małe miasteczko nad szmaragdową rzeką Tonsina.
Tutaj degustujemy najlepsze danie z całego wyjazdu. Jeśli prawdą jest, że zarówno łosoś, jak i halibut są wyjątkowe, to prawdą jest również, że sposób ich przyrządzania jest zazwyczaj bardzo prosty. Dziś wieczorem szef kuchni przygotuje jednak kawałek halibuta zanurzony w sosie serowo-śmietanowym, którego sam smak wystarczyłby, aby skłonić nas do rozbicia tutaj namiotu. Ostatni spacer ze zdjęciami w kierunku Tonsiny, która pędzi w dół przed zachodem słońca, który barwi kolory ciepłymi odcieniami i wracamy do hotelu, bo jutro budzik dzwoni wcześniej.
Na stacji internetowej spotykamy australijską parę, którą spędziliśmy razem podczas weekendu w Arktyce. Nasz pokój wychodzi na wysokie szczyty Wrangell-St. Park. Eliasz które wznoszą się z 4000 na 5000 m, ale dzisiaj nie jest dzień w roku, kiedy się otwierają. Mimo że wokół jest jasno, możemy to zobaczyć tylko dolna połowa. Pokusa zobaczenia czegoś więcej skłania nas do podjęcia kolejnych dwóch kroków w stronę hotelu, aby przedstawić obrazy, które na długo zapadają w pamięć i których kulminacją jest dzień, który kryje w sobie wiele pozytywnych niespodzianek.







