Dzień 11
Chugach Mts
Valdez i Glenn Hwy wzdłuż Chugach Mountains oraz Matanuska Glacier aż do Palmer
Poranek w Valdez między muzeami a pamięcią katastrofy
Prawdopodobnie miejscowi nie oceniliby źle pogody, którą zastajemy po wyjściu z Blessing House po obfitym śniadaniu self service. Jest wprawdzie mgiełka, ale widoczność jest przyzwoita. Szkoda, że aby w pełni docenić położenie miasteczka, trzeba by mieć słońce; w tych stronach wydaje się ono jednak towarem bardzo rzadkim. Idziemy więc zrobić parę zakupów i poświęcamy się zwiedzaniu kilku miejsc pod dachem, mając nadzieję, że bryza zabierze ze sobą tę jesienną mgłę.
Oglądamy Valdez Museum i Remembering Old Valdez Annex. To dwa powiązane ze sobą muzea, które omawiają główne wątki oraz tematy najmocniej wpływające na miejscowe życie: historię rdzennych mieszkańców, gorączkę złota, ropę wraz z budową pipeline, trzęsienie ziemi z 1964 roku i katastrofę Exxon Valdez.
Valdez, łososie i terminal ropociągu
Namacalny znak tego, jak bardzo ryzyko sejsmiczne może pozostawać aktualne, widać na tablicach wskazujących tsunami evacuation routes, czyli trasy do pokonania w razie trzęsienia ziemi. Trzeba pamiętać, że wszystko, co widać w Valdez, pochodzi najdalej z 1964 roku, ponieważ miasto zostało przesunięte o 6 km, aby odbudować je w bezpieczniejszym miejscu.
Wyjeżdżając z miasteczka, jedziemy na platformę obserwacyjną łososi składających ikrę (Crooked Creek Salmon Spawning Area) przy Richardson Hwy. Rzucamy szybkie spojrzenie na Old Valdez: to nic więcej niż trawiasta równina, wszystko rozebrano i przeniesiono w bezpieczniejsze miejsce po tsunami. Widzimy wiele kamperów zaparkowanych na każdym dostępnym placu i rozumiemy, że moment zbiega się ze szczytem sezonu połowu łososia. Doskonale zorganizowani, z dużymi torbami termicznymi, wędkarze stoją z nogami w płytkich wodach rzek, czekając, aż coś złapie przynętę. Kiedy wyciągają zdobycz, mają zapewniony posiłek na kilka dni. Niedźwiedzie robią zasadniczo to samo, z tą jedyną różnicą, że od razu magazynują połów w żołądku i go nie przechowują, podczas gdy niektóre kampery mają nawet sprzęt potrzebny do wędzenia.
Jedziemy zobaczyć terminal ropociągu po przeciwnej stronie zatoki: przy rygorystycznych zasadach bezpieczeństwa udaje nam się zrobić kilka zdjęć, ale niestety nie można wejść, więc żegnamy pipeline, który wiernie towarzyszył nam przez prawie tydzień. Po wypadku, który spowodował jedną z najgorszych katastrof ekologicznych wywołanych wyciekiem ropy, podjęto działania mające poprawić bezpieczeństwo. Nie wszystkie zostały jednak już wprowadzone w życie; na przykład tankowce o podwójnym kadłubie staną się obowiązkowe w Prince William Sound nie wcześniej niż w 2015 roku. Obecnie wydaje się, że szkody zostały naprawione, a flora i fauna znów stały się paniami tego obszaru. Pozostaje jednak śmiertelność spowodowana czarną falą oraz zanieczyszczenie, które mimo złagodzenia przez interwencje nadal tkwi ukryte pod piaskiem plaż.
Od Thompson Pass do Glenn Highway
Droga wznosząca się na Thompson Pass przecina górę ukośnie i ma niewiele zakrętów. Wygląda, jakby została zaprojektowana specjalnie po to, aby łatwo usuwać śnieg i ułatwiać przejazd w strefie, gdzie opady śniegu dominują przez znaczną część roku. To jedyna droga łącząca Valdez z resztą świata i dlatego musi być utrzymywana z pełną starannością. Zgodnie ze scenariuszem, po przejechaniu przełęczy mgła ustępuje miejsca czystemu niebu.
Robimy spacer, który nie okaże się nawet szczególnie długi, aby dotrzeć do Worthington Glacier z jego licznymi szczelinami. Oglądany z bliska traci trochę z imponującego charakteru, jaki ma z oddali, gdzie można zobaczyć cały front. Wracamy Richardson Hwy aż do Glennallen i stąd jedziemy na zachód Glenn Hwy, aby odwiedzić ostatni element, którego wciąż brakuje w tej pamiętnej mozaice: Kenai Peninsula.
Na razie cieszymy się pięknym dniem z niezapomnianymi widokami wzdłuż drogi, szczególnie na południe, gdzie równolegle biegnie łańcuch Chugach Mountains. Bardzo panoramiczny jest Eureka Pass na wysokości 996 m, z szerokim widokiem na lodowce schodzące w dół i tworzące smugi długie na dziesiątki km.
Matanuska Glacier i powrót do Palmer
Jednym z nich jest Matanuska Glacier, długi na ponad 25 mi., z charakterystycznym białym dnem lodowcowym, podczas gdy zwykle lodowce tej wielkości "brudzą się" po drodze, aż znikają pod wysokimi warstwami rumoszu. Spacer o długości jednej mi. prowadzi nas do kilku punktów widokowych na lodowiec, które pomagają lepiej zrozumieć tablice informacyjne.
Jedna z nich wyjaśnia, że podczas ostatniego zlodowacenia Matanuska Glacier sięgał rejonu Palmer, przez co cała równina aluwialna tego obszaru była terenem lodowcowym i właśnie dzięki temu się uformowała. Dlatego żyzność gleby jest zasługą osadów pozostawionych przez lód, co czyni ją bardziej sprzyjającą uprawie.
Docieramy do Palmer (około trzydzieści mi. przed Anchorage), aby przenocować w tym samym motelu co pierwszej nocy. To miejsce bez luksusu, ale spokojne, a zaparkowanie samochodu przed pokojem jest bardzo amerykańskie. Dziś wieczorem zmieniamy restaurację i idziemy do Rusty's, gdzie trafia nam się znakomity grillowany łosoś, crème brûlée i pudding z kremem whisky. Wszystko zostaje przypieczętowane szczególnym piwem aromatyzowanym malinami. Nie jest to emocja, która zmieni moje przyzwyczajenia, ale należy zaliczyć ją do pozytywnych doświadczeń.
Wieczór w Palmer
Robię też wrażenie na blondynce. Szkoda, że ma rozmiar spodni dwa razy większy od mojego i jest kompletnie pijana. W tym przypadku na szczęście nie ma tablic informacyjnych, które udzielałyby odpowiedzi na ewentualne dlaczego.




