Dzień 13
Kenai
Do Kenai i Homer wzdłuż Sterling Hwy, drogi łososi.
Z Seward do Exit Glacier
Chociaż prognozy nie dają wielkich nadziei na poprawę, odkrywamy, że także miejscowi meteorolodzy mogą się mylić.
Jedziemy zobaczyć Exit Glacier, niedaleko Seward, który wczoraj pominęliśmy z powodu deszczu. Z centrum dla odwiedzających ruszamy szlakiem, przy którym stoją tablice z datami. To lata oznaczające koniec lodowca i pokazujące, jak znaczące było jego cofanie się. Jeszcze w ostatnich dziesięciu latach nastąpiło poważne zmniejszenie. Robimy pętlę, aby zobaczyć go z góry i od dolnej strony. Nadal jest imponujący i aż chce się zapytać, jaki musiał być choćby na początku ubiegłego wieku, kiedy czoło znajdowało się kilka km dalej.
Zatrzymujemy się w Moose Pass, uroczym miasteczku ozdobionym otaczającą je zielenią. W małym urzędzie pocztowym oddajemy pocztówki pracownicy wykonującej swój zawód z uśmiechem na ustach.
Ku Kenai między jeziorami, łososiami i Sterling Highway
Wracamy na Seward Hwy w kierunku północnym, jadąc równolegle do torów Alaska Railroad wzdłuż Kenai Lake, aby dotrzeć do Tern Lake Jct. Piękne jezioro, w którym odbija się niebo, aż prosi o postój przed skrętem na zachód w Sterling Hwy.
Szybko docieramy do bardzo ruchliwej strefy: trwa sezon połowu łososi i ludzie przyjeżdżają ze wszystkich stron, aby wziąć udział w tym wydarzeniu. Sport, który zapełnia zamrażarki na zimę. Wszędzie mnożą się kampery i samochody, zaparkowane albo w ruchu, z jednym jedynym celem. Jest też ruch handlowy do i z Homer, ale przede wszystkim w rejonie Soldotna i Kenai City, sercu przemysłu naftowego. Pod pięknym słońcem sycimy oczy, a byłoby też coś dla podniebienia, widokiem strumieni spływających pełnych łososi.
Gdybyśmy przypadkiem nie nagromadzili wystarczająco wielu godzin jazdy po szutrze, robimy objazd Skilak Rd., bypassem długości 19 mi., od którego odchodzą ładne szlaki. Wybieramy Skilak Loop Rd, niezbyt długą, aby zobaczyć zwężenia rzeki Kenai, kanion, na którego dnie burzliwie płynie woda. Nieco dalej rzeka się otwiera i znów widać wędkarzy czekających na upragnione zdobycze.
Skoro istnieje 5 różnych typów łososia, każdy okres sezonu letniego ma swój odpowiedni moment na połów jednego albo drugiego. To dobry czas na silver salmon, czerwonego i znacznych rozmiarów, i trwa 5-6 tygodni. Przejeżdżamy przez Soldotna, ośrodek już dość duży, ale bez godnych uwagi atrakcji, i kierujemy się na południową stronę Turnagain Arm, aby dotrzeć do Kenai City, które wydaje nam się ładniejsze niż opisywano w relacjach.

Kenai, Ninilchik i przyjazd do Homer
Kenai żyje z konserwowania łososia i przede wszystkim z przemysłu naftowego. W Cook Inlet znajduje się 15 platform i kilka supertankowców. Niedaleko wybrzeża leżą wielkie instalacje naftowe Conoco Phillips, jednej z dawnych "siedmiu sióstr", których dziś trudno się doliczyć. W spokojnym miasteczku, gdzie czas zdaje się zatrzymać w epoce, kiedy można było jeszcze obyć się bez ropy, wyróżnia się biała cerkiew prawosławna, znak rosyjskiej przeszłości i religii wciąż aktywnej na całym półwyspie. Także tutaj Visitor Centre ma nieproporcjonalne rozmiary.
Wzdłuż Inlet zjeżdżamy na południe Kalifornsky Rd. do Kasilof, wracając na Sterling Hwy bez konieczności ponownego przecinania zatłoczonej Soldotny. Podczas przejazdu do Homer niebo pozostaje czyste; krótki postój w Ninilchik, dawnej społeczności założonej w 1820 roku, która nadal ma silny rosyjski wpływ wśród ludności. Na wzgórzu powyżej wyróżnia się rosyjska cerkiew prawosławna z charakterystycznymi cebulastymi kopułami. I tak nie byłoby jednak materiału, żeby spędzić tam dużo czasu. Nie zatrzymujemy się w Clam Gulch, królestwie clammingu, czyli wydobywania małży z piasku. Dla jednych sport, dla innych działalność gospodarcza.
W końcu docieramy do Homer, wobec którego mieliśmy wielkie oczekiwania, ale które trochę nas rozczarowuje. To wioska, która chciałaby być turystyczna, ale jest bezkształtna, tak że mamy trudność z orientacją, nawet po to, by znaleźć restaurację. Najciekawszą atrakcją jest z pewnością Homer Spit, charakterystyczna piaszczysta mierzeja długa na 7 km, wchodząca w zatokę i szeroka na kilkaset metrów.
Wieczór w Homer
Po kolacji pójdziemy się przejść, nie znajdując nic poza kempingami, restauracjami i portem rybackim. Jedyny pomnik poświęcony jest tym, którzy stracili życie na morzu. Nocleg jest natomiast najlepszym, co mogło nam się przytrafić. Znajduje się na wzgórzu górującym nad Homer, z niezrównanym widokiem na zatokę wcinającą się w ten ostatni skrawek lądu Kenai Peninsula. Po drugiej stronie są góry, których lodowce schodzą prawie do samego fiordu.
B&B to w istocie elegancka willa przy East Hill Rd, prowadzona przez hawajską parę. Także tutaj, kiedy przyjeżdżamy, znajdujemy wszystko otwarte i postępujemy według instrukcji zostawionych na karteczkach przy wejściu, które prowadzą nas do pokoju. W końcu ten, kto wynajmuje pokoje, jeśli nie jest na emeryturze, w ciągu dnia ma jakąś działalność i wraca dopiero wieczorem. Wychodzimy na kolację, a po powrocie poznamy Star, szczęśliwą właścicielkę noclegu.
Para ma dwoje dzieci i szereg działalności, które wydają się dobrze prosperować. Oprócz B&B w domu mają kolejną niżej w miasteczku, gdzie wynajmują także mieszkania, a ona prowadzi myjnię samochodową. Mąż zajmuje się usługami związanymi z połowem łososia: wędzą i wysyłają wszędzie ryby tych, którzy przylatują tu samolotem, wynajmują cały sprzęt, a także sami łowią i sprzedają gotowy produkt. Wszystko to latem; w innych porach roku, kiedy turyści wyjeżdżają, oni także emigrują do swojego stanu pochodzenia, na Hawaje, gdzie prowadzą działalność nieruchomościową.
Rozmawiając ze Star, słyszymy, że miejscowi intensywnie pracują w sezonie letnim, aby zarobić pieniądze potrzebne do życia przez pozostałe miesiące roku. Lokalsi są bardzo spartańscy i nie interesuje ich luksus, dlatego nie potrzebują dużo pieniędzy. Resztę zdobywają polowaniem, rybołówstwem i cięciem drewna na opał oraz na drobne prace rzemieślnicze. Zbytek nie należy do alaskańskiego charakteru w kraju, gdzie już samo zapewnienie niezbędnego minimum jest trudne.
Zresztą miejscowi lubią cieszyć się swoim miasteczkiem, kiedy opróżnia się z turystów i znów staje się małą, spokojną społecznością aż do następnego lata. Choć Homer jest, przy wszystkich ograniczeniach tego porównania, Riwierą Alaski, biznes turystyczny jeszcze go nie zawłaszczył i być może to, co na pierwszy rzut oka można było ocenić negatywnie, należy w tej perspektywie przemyśleć na nowo.










