Kandy

Day 6

Kandy

10/01/2017

Sri Lanka współczesności: rzemiosło i herbata aż po próg świętej góry

Kategoria
10/01/2017 1 galleries 0 Maps

Kandy między rynkiem a sklepami

Kandy

Ale Kandy to nie tylko Świątynia Zęba, zasługuje na widok z góry, aby móc podziwiać piękną centralną część z piękna wyspa który niczym klejnot zdobi środek jeziora. Serce miasta możemy też zwiedzać na piechotę, zwiedzając najpierw rynek, gdzie kupujemy przypraw w obfitości oraz spacer ulicami, na których wyróżniają się budynki o niekwestionowanym pochodzeniu kolonialnym.

Niestety, jak w każdym mieście czy wiosce na Sri Lance, chodzenie jest bardzo trudną czynnością: chodniki nie są ciągłe, ruch jest dławiący, sprzedawcy są wszędzie. Hałas, smog i kurz to stałe elementy, które zachęcają do ograniczenia spacerów do minimum. Drugie miasto w kraju ma bardzo ciekawą historię, godną dumy swoich mieszkańców, stawiało opór najpierw Portugalczykom, potem Holendrom, a w ręce Anglików wpadło dopiero w 1815 roku w wyniku walk wewnętrznych. Kiedy słońce osiągnęło już taką pozycję, w której rzuca krótki cień na gorący asfalt pokryty wszystkimi pojazdami, jakie tylko można sobie wyobrazić, wracamy do ustalonego punktu, aby spotkać się z naszym kierowcą i wyruszamy minibusem, aby przejechać kilka kilometrów dzielących nas od sklep z klejnotami i jeden fabryka rzeźb w drewnie, rodzaj stolarki-wystawy artefaktów rzeźbionych w drewnie. Celem takich wystaw jest niewątpliwie przyciągnięcie zwiedzających i sprzedanie im czegoś. Nas interesuje oglądanie, zrozumienie i nauka: jeśli jak to zwykle bywa, nie jesteś zainteresowany zakupem, mały napiwek będzie właściwym wynagrodzeniem dla przewodników.

Klejnoty i rzeźba w drewnie

Klejnoty, drewno i herbata cejlońska

Punkt sprzedaży klejnotów wzbudza zainteresowanie filmem ilustrującym identyfikację miejsc do kopania. To nie są miny, ale doły wkopane w ziemię, w których biedni ludzie pracują, ryzykując uderzeniem materiału znajdującego się nad nimi, stojąc z nogami zanurzonymi w wodzie. Aby uszczelnić studnię, buduje się ogrodzenie ze skrzyżowanych drewnianych palików, wewnątrz których umieszcza się gałęzie z liśćmi. Ziemia, na której przypuszczalnie znajdują się klejnoty, jest wydobywana na powierzchnię i tam przesiewana przez doświadczony personel. W innych przypadkach klejnotów szuka się w piasku rzecznym w stylu Klondike. Samo obejrzenie filmu odradza zakup produktów, choćby ze względów etycznych. Następnie wyjaśnienia przechodzą do różnych typów i klasyfikacji klejnotów, by zakończyć się w ogromnym sklepie jubilerskim, który choć pełen wspaniałych okazów, nie przyciąga naszego zainteresowania. Jednak inne wrażenie w fabryce rzeźbiarskiej: tutaj widzimy wykwalifikowanych rzemieślników rzeźbiących delikatne linie w najróżniejszym drewnie. Wyjaśniono nam, które z nich są najczęściej używane i do jakich zastosowań: na przykład drewno tekowe wykorzystuje się głównie do produkcji stołów z litego drewna, mara służy do bardzo wyszukane artefakty, stoły, intarsjowane krzesła, stylizowane zwierzęta i jest bardzo odporne na wodę do tego stopnia, że nazywane jest także „drzewem deszczowym”, podczas gdy drewno kokosowe wykorzystuje się do produkcji misek lub wklęsłych przyborów kuchennych. Inne użyte drzewa to jackfruit (stąd nazwa owocu) i heban. Firma zatrudnia dwieście osób w trzech różnych lokalizacjach. Wystawa obejmuje meble, przedmioty do kuchni i domu, wspaniałe maski i zwierzęta tak piękne, że wydają się prawdziwe. Pomiędzy jednym etapem a drugim zalecana jest przerwa na lokalne ciasteczka.

Kolejne przeżycie kulturalno-handlowe, tym razem w fabryce herbaty. Nigdy nie widzieliśmy rośliny herbaty, w związku z czym mieliśmy jedynie słabe pojęcie o tym, jak liście zamieniły się w napój. Doświadczenie było pouczające: przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Sri Lanka nie „narodziła się” jako miejsce przeznaczone na plantacje herbaty. To właśnie z powodu choroby, na którą zapada roślina kawowa, Anglicy postanowili w drugiej połowie XIX wieku przekształcić uprawę i wprowadzić herbatę. Po kilku próbach herbata cejlońska zadomowiła się w latach 70. XX wieku i stała się główną uprawą, która wzbogaciła brytyjską klasę rządzącą i nakarmiła biedne klasy lokalne. W następnych dniach dowiedzieliśmy się, że plantacje zostały podzielone na duże obszary, które w przeszłości należały do ​​najważniejszych rodzin angielskich osadników, niedawno znacjonalizowane i ostatecznie przekazane w formie koncesji na dziewięćdziesiąt dziewięć lat firmom lub inwestorom zagranicznym, od Chin, przez Rosję, po Arabów, przy zachowaniu historycznych brytyjskich nazw. Miejscowym w dalszym ciągu gwarantuje się absolutne minimum, które nazywa się przetrwaniem, ale prawdę mówiąc, biedy nie widzimy, ludzie ucieleśniają typową dla Syngalezów dumną pogodę ducha i prawdopodobnie żyją lepiej niż właściciele dużych majątków: z pewnością są bardziej beztroscy. Wracając do tego, co widzieliśmy w fabryce, dowiadujemy się, że istnieje tylko jedna odmiana herbaty: zbierana z liści zewnętrznych jest to herbata zielona, ​​z liści wewnętrznych powstaje herbata czarna, ale o różnym stopniu wysuszenia. Jest też herbata biała, najbardziej ceniona i kosztująca fortunę: uzyskuje się ją poprzez przecięcie tylko najmniejszych listków. Jesteśmy świadkami produkcji w kontekście industrialnym, który intensywnie pachnie herbatą, a jednocześnie XIX-wiecznym stylem kolonialnym: najpierw sieka się liście i suszy się na długich suszarniach opalanych drewnem przez około dwadzieścia minut, następnie ląduje na kolektorze i pod strumieniem pary poddaje się fermentacji przez co najmniej dwie, trzy godziny. Na tym etapie są one przenoszone na bieżni do nowej suszarki z płomieniem drewna. Suszenie trwa około dwudziestu minut, po czym pojawiają się liście oddzielone od kawałków roślin. Separator, będący jedną z niewielu operacji obsługiwanych maszynowo, przechodzi przez niego dwukrotnie, oddzielając liście herbaty od pozostałości, które następnie wykorzystywane są do produkcji kompostu nawozowego. W tym momencie liście są gotowe rozdrabniane i pakowane w torebki z herbatą, które obsługa gwarantuje, że napełniane są wyłącznie herbatą najwyższej jakości, podczas gdy wydaje się, że inni napełniają je mieszając herbatę z innymi, mniej wartościowymi i tańszymi substancjami. Całe liście są pakowane i pakowane próżniowo w celu wysyłki na cały świat. Osobny obszar stanowią rośliny, których pąki kwiatowe herbaty wrzuca się bezpośrednio do wrzącej wody i wykorzystuje ponownie nawet trzykrotnie, powodując „zakwitnięcie” w wodzie białej herbaty. Ciekawym wariantem są także tzw. rooibos, czyli herbaty czerwone: to nic innego jak herbaty czarne suszone w określony sposób, tworząc herbatę ziołową wpadającą w kolor czerwony. O ile herbaty zielone, czarne i czerwone są ekonomicznie dostępne, o tyle w supermarkecie produkt dobrej jakości kosztuje 150 rupii, czyli około jednego euro za 100 gramów, w przypadku białych mówimy o tej samej cenie, ale w przeliczeniu na gram.

Fabryka herbaty na Cejlonie
Ciekawostka
Herbata cejlońska
Rynek Kandy z dużą ilością owoców prezentowanych na wystawie.

W kierunku Dalhousie i Szczytu Adama

Kierujemy się w stronę obszarów górskich, których kulminacją jest Szczyt Adama, ale wcześniej zrobimy dygresję do Embekke Devalaya, odizolowana świątynia, która ze względu na brak odwiedzających sprawia, że jest szczególnie intymna. Wzbudzają duże zainteresowanie drewniane belki drobno inkrustowane. Droga staje się nie tak bardzo różniące się od naszych górskich, środowisko wydaje się mniej majestatyczne, ponieważ jesteśmy pośrodku dużych wzgórz porośniętych roślinnością dzięki szerokości geograficznej, rośliny przypodłogowe herbat tak precyzyjnych i uporządkowanych jak żywopłoty na zboczach. Precyzja ogrodu botanicznego, nie mówiąc już o czystości: wydaje się, że wylądowaliśmy w tropikalnym Edenie. Wszystko przerywają małe domy zbieraczy, czasem kilka wiosek. Po drodze na drogę spadło osuwisko, ale operatorzy interweniowali i czas oczekiwania był krótki. Słońce zachodzi i daje żółtawe światło, które na tle błyszczącej zieleni plantacji, przyciętych z chirurgiczną precyzją, sprawia, że otoczenie jest bardzo sugestywne. Nie są to tarasy, ale raczej zbocza odpowiadające ukształtowaniu terenu, na dnie których umieszczone są kwadratowe kamienie zabezpieczające. Porządek i czystość panuje niemal wszędzie i zachwycają nas nawet w miastach, gdzie spodziewalibyśmy się brudu i nieporządku. Zasady higieny są przestrzegane znacznie bardziej niż w innych krajach, gdzie również istnieje zorganizowany system zbiórki odpadów. Wzdłuż lasu i sztuczne jeziora dojeżdżamy do Dalhousie około 17:30, do miejsca, które można uznać za „bazę” pod Szczytem Adama. Jest to mała wioska, która swoją sławę i gospodarkę zawdzięcza wznoszącej się nad nią świętej górze. Tutaj kończą linię autobusy, które stoją w kolejce umieścić pielgrzymów na otwartej przestrzeni w centrum miasta, wypełniając powietrze dymem z silników Diesla. Pielgrzymi natychmiast opuszczą teren, nie pozostając. Wzdłuż ulicy znajdują się stragany otwarte całą dobę, oferujące wszystko i wszelkiego rodzaju hotele i pensjonaty na każdą kieszeń. Miejsce to ożywa w porze suchej, kiedy każdej nocy pielgrzymi i turyści stawiają czoła 5500 schodom prowadzącym na szczyt, aby zobaczyć wschodzący świt, stając się prawdziwym tłumem w dni pełni księżyca, poya, w której znaczenia religijne dramatycznie wzrastają. Góra czczona jest przez wszystkie religie Sri Lanki, a jest ich całkiem sporo, z których każda przypisuje odciskowi stopy przechowywanemu na szczycie świątyni podobne, ale jednocześnie odmienne znaczenie w zależności od postaci, do których należą: Budda, Śiwa, Święty Tomasz, Adam i inni. Piękne jest dostrzeganie prostoty pielgrzymów, którzy przybywają i natychmiast wyruszają, całych rodzin, które przebyły długą podróż zniszczonymi autobusami, aby tu dotrzeć i przeżyć tę wyjątkową dla siebie chwilę. Zmagają się z trudnościami, nie są przyzwyczajeni do wspinania się po górach, towarzyszy im wiara i chęć zrobienia czegoś, co nie jest przedsięwzięciem żartobliwym, ale duchowym. A dowiemy się tego dziś wieczorem, kiedy dołączymy do nich po drodze. Spacer przed kolacją do podziwiania pudża w świątyni znajduje się tuż przy początku ścieżki i wszystko jest gotowe. O 18.30 odświeżymy się najlepszym bufetem całej wycieczki, makrelą, bakłażanem i mieszanką warzyw w tempurze, z oczami skierowanymi w górę, gdzie zapadł już zmrok i góra przecina się linia oświetlona latarniami ulicznymi: na ścieżce włączono światła, których kulminacja znajduje się w świątyni na szczycie. Jeszcze dwa kroki i idziemy spać, do tego stopnia, że ​​o 2.30 włączy się alarm informujący o tysiącmetrowym wejściu na Szczyt Adama, aby zdążyć na wschód słońca i wziąć udział w ceremonii religijnej.

Dalhousie
Nocleg
Hotel Lekko wyluzowany hotel – baza pod Szczytem Adama

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.