Galle i Kolombo

Day 12

Galle i Kolombo

16/01/2017

Galle, holenderska twierdza, wodne safari po namorzynach i powrót do ruchliwego Kolombo

Kategoria
16/01/2017 1 galleries 0 Maps

Poranek w Galle

Fort Galle

Mgła zapowiada świt, tłumiąc wybrzeże, czekając, aż słońce wyjdzie ze wschodu i zaprowadzi porządek, rozjaśniając wilgotne powietrze. Dotarliśmy do ostatniego dnia, pełnego wyzwań i wydarzeń.

Ruszamy ponownie drogą biegnącą wzdłuż oceanu, zgodnie z historyczną syngaleską tradycją, dostrzegając rybaków na wędkach. Są to obszary bardzo podejrzane, do tego stopnia, że m.in targi rybne zdarzają się często. Nie wiemy, jak to ugotować i tylko z tego powodu nie robimy zakupów, ale służy to inspirowaniu i pobudzaniu naszych instynktów, gdy zbliża się pora lunchu. Pomiędzy Koggala i Unawatuna znajdują się inne plaże, z których część była nadmiernie eksploatowana i obecnie wydaje się, że zarządza się nimi z większą ostrożnością. Jedziemy dalej w kierunku Galle, słusznie wskazanego wśród miejsc, których nie można ominąć. Fortyfikacja to pasy historyczne centrum jest wspaniałe, uderzająca w nie woda ma płytkie, krystaliczne dno, życie na wewnętrznych ulicach toczy się spokojnie, jakby czas się zatrzymał. Miasto zawsze było znane jako port strategiczny ze względu na swoje położenie na wyspie i na szlakach przecinających Ocean Indyjski w kierunku zachód-wschód. Został jednak powiększony i ufortyfikowany przez Holendrów w XVIII wieku i rozwinął się pod rządami Imperium Brytyjskiego, które później preferowało port w Kolombo. Obchodzimy wały obronne z widokiem na morze; mimo że dzisiaj jest dopiero południe, słońce jest bardziej odczuwalne niż zwykle z powodu intensywnej i irytującej wilgoci. Przy latarni morskiej schodzimy do centrum zaraz obok dzielnicy muzułmańskiej, gdzie wyróżnia się meczet i niektóre budynki edukacji islamskiej. Idąc dalej, jest ich mnóstwo budynki kolonialne na Plac Dworski. Tutaj widzimy pannę młodą z druhenami, wszystkie ubrane w cudowną kremową sukienkę. Nie możemy powstrzymać się od złożenia jej najlepszych życzeń. Jedziemy dalej wśród sklepów z antykami i domów, by wrócić pod mury i znaleźć schronienie przed upałem w klimatyzowanej furgonetce.

Koggala i Unawatuna
Ciekawostka
Rybacy na słupach

Na wybrzeżu tsunami

Pomnik Hikkaduwy i tsunami

Kierujemy się w stronę Hikkaduwy i niestety znajdujemy się w rejonie, gdzie tsunami z grudnia 2004 roku pochłonęło najwięcej ofiar. Tutaj fala zmiotła wszystko, zabijając znaczną część z 40 000 ludzi, którzy zginęli na Sri Lance. To właśnie w tym rejonie dosłownie doszło do potrącenia pociągu i zanotowano 1270 ofiar śmiertelnych. Na poboczach drogi wciąż można zobaczyć opuszczone domy, z których część nosi ślady rozbiórki na wysokości stolarki okiennej. Siła uderzenia wyraźnie przedostała się przez okna, niszcząc je i odbierając życie mieszkańcom domów. To nie jest daleko dagoba ku pamięci ofiar, Tsunami Honganji Vihara, a tuż za nim znajduje się muzeum, które ilustruje to, co się stało, za pomocą serii imponujących fotografii. Obok dokumentacji naukowej wyjaśniającej pochodzenie trzęsień ziemi i często po nich tsunami, znajdują się szokujące zdjęcia przedstawiające katastrofę: pociąg wyrzucony z torów jak zabawkę, zniszczone domy, stosy zwłok oczekujących na pochówek, praca wolontariuszy przybywających z całego świata. I wszystko inne, co może sugerować, że przyroda zawsze ma ostatnie słowo. A będzie tak coraz bardziej, jeśli uznamy, że nie wyciągnęliśmy żadnej lekcji: chcemy pomyśleć, że obecnie istnieją formy dźwiękowych ostrzeżeń towarzyszących znakom wskazującym drogę w przypadku nowych katastrof, ale kilka domów, a przede wszystkim hotele, znajduje się dokładnie tam, gdzie były, nad morzem. Doskonałym przykładem jest miejsce, w którym spaliśmy ostatniej nocy; a wszystko to wbrew prawu nakazującemu budowę nowych budynków w odległości nie mniejszej niż 100 metrów od morza. Na tym obszarze, także dzięki intensywnemu rozwojowi gospodarczemu, nie widać już ran szarpanych, ale nie jesteśmy w stanie zajrzeć w dusze ocalałych i tych, którzy widzieli bezpośrednie konsekwencje. Pozostaną naznaczone na całe życie.

Madu Ganga i ostatni lunch

Madu Ganga

Droga wiedzie wiernie wzdłuż wybrzeża, natomiast po lewej stronie znajduje się linia kolejowa prowadząca do Kolombo. W pobliżu wioski Balapitiya, wzdłuż Rzeka Madu Ganga, znajduje się tam centrum safari łodzią. Ciekawe samo w sobie przeżycie zostaje częściowo przyćmione przez wrażenie, jakie odnosimy będąc w rzecznym centrum handlowym. Za przejazd łodzią motorową pomiędzy lasy namorzynowe które rosną w lagunie utworzonej przez rzekę Madu, tuż przed wpłynięciem do morza. Jest to obszar zdecydowanie odpowiedni dla wszystkich form życia wodnego, dzięki mieszance wody słonej i słodkiej. Właśnie wyszedłem zauważamy dużą jaszczurkę monitorującą, następnie idziemy zobaczyć molo z kilkoma małymi basenami, których jest pod dostatkiem złota rybka który powinien masować Twoje stopy po namoczeniu. Nie podoba nam się ten pomysł i kierujemy się dalej w stronę kolejnej wyspy, gdzie siwowłosy tubylec pokazuje nam, jak jest on pozyskiwany cynamon z gałęzi rośliny o tej samej nazwie: zeskrobanie pierwszej kory i wyciągnięcie drugiej, owiniętej w koncentryczne pałeczki i suszy się przez 10 dni w cieniu. Tutaj też facet czuje się urażony, jeśli nic nie kupujemy. Jego pech jest taki, że jesteśmy już u kresu podróży i już zaopatrzyliśmy się we wszelkiego rodzaju przyprawy. Gdy wyruszamy do następnego przystanku, chłopiec zatrzymuje się obok naszej łodzi i daje nam małą małpkę do pogłaskania, oczywiście za opłatą; ale nie zrobilibyśmy tego, nawet gdyby nam zapłacił. Odwiedzamy wyspę, na której stoi kolejna świątynia, odwiedzamy sanktuaria, które wydają nam się niewielkie, przemieszane z obiektami z nawet nieodległej przeszłości. Wygląda na to, że wyjęli z piwnicy sprzęt dziadków w poszukiwaniu zachwycającego widoku turystów. W końcu zostajemy przyjęci przez miejscowego mnicha i jego postawa od razu robi na nas znacznie mniejsze wrażenie duchowe niż to, co widzieliśmy i przeżyliśmy zaledwie kilka dni temu. Jesteśmy tylko my, ale wrażenie jest jak na linii montażowej: prałat grzechocze: kilka litanii, przywiązujemy nitkowatą bransoletkę do nadgarstka i umieszczamy „trzecie oko” na czole. W końcu otwiera księgę darowizn i nadchodzi moment, w którym wszystkie bóstwa zamieniają się w papierowe pieniądze. Można tam przeczytać imiona, nazwiska, pochodzenie darczyńców, a przede wszystkim kwoty, które średnio wynoszą nie mniej niż 20 euro. W tym momencie wrażenie oszustwa prawie się kończy, a okoliczność obciążającą stanowi pretekst do celów religijnych. Nie ma znaczenia, co stanie się z ofertami, sposób traktowania turystów jak kurczaków do oskubania nie jest dobrze odbierany. Z pogardą wyrzucamy banknot 100 rupii, około 0,65 euro, aby wskazać, że jego mantry nie otworzyły naszych serc, a tym bardziej portfeli. W obliczu prostoty i gościnności, jaką okazał mnich, którego spotkaliśmy w Ohiya, zostawiliśmy po sobie znacznie więcej, także dlatego, że o nic nie prosił. Cały świat jest krajem i nie należy się zgorszyć tym, że obok właściwych, religijnych duchownych, oderwanych od spraw ziemskich, są inni, bardzo wrażliwi na boga pieniędzy. Wydaje się, że czasami zdarza się to również w naszych szerokościach geograficznych. Znaczące jest to, że zarówno w Madu Ganga, jak i Buduruwagala spotkaliśmy mnichów wrażliwych na datki, podczas gdy w obszarach poza obwodami turystycznymi można było spotkać prawdziwy wyraz wiary religijnej.

Na nasz ostatni lunch w ramach wycieczki zatrzymujemy się w restauracji, aby delektować się daniem ze świeżych ryb: tuńczyk żółtopłetwy i ryba koralowa są najwyższej jakości i zapewniają niezapomniany urlop na podniebieniu.

Ruch uliczny i panoramę Kolombo

Kolumb

Wyruszyliśmy ponownie w stronę Kolombo, jedynego chyba celu, z którego można było zrezygnować. Centrum stolicy nie jest szczególnie piękne, jednak i tak warto byłoby je odwiedzić, gdyby nie ruch uliczny, z jakim trzeba się tam dostać. Poruszamy się powoli po zakorkowanych alejach i trzeba mieć na uwadze, że miasto jest bardzo duże. O ile dojazd na obrzeża od południa nie stanowi żadnego problemu dzięki szybkiej autostradzie, wzdłuż której widzimy połacie lasu z drzewami kauczukowymi, o tyle później zaczyna się prawdziwa męka, która zmusza kierowcę do dodatkowego i niepotrzebnego stresu. Część centrum, w którym koncentruje się życie polityczne, jest w dalszym ciągu zamknięta dla publiczności ze względu na ryzyko ataków, będące następstwem wojny domowej.

Widok na stupę Colombo-Smabodhi na Sri Lance.

Seema Malaka i koniec podróży

Seema Malaka

Udajemy się na teren fortu, aby zobaczyć Sambodhi Chaitia, imponująca dagoba na palach zbudowana około pięćdziesiąt lat temu dla upamiętnienia 2500. rocznicy śmierci Buddy, wycieczka w głąb lądu, gdzie znajduje się wieża zegarowa, parlament oraz szereg luksusowych hoteli, oprócz wspaniałej świątyni Seema Malaka podczas wieczorną pudżę, prawdziwy klejnot spokoju położony nad miejskim jeziorem z panoramą w tle. Kolombo przeżywa okres wielkiego rozwoju, którego nie możemy uzasadnić. Turystyka zwykle to lekceważy, z wyjątkiem spędzenia pierwszej lub ostatniej nocy wycieczki. Wielu, podobnie jak my, woli spać w Negombo, które jest bliżej lotniska. Z biznesowego punktu widzenia Sri Lanka się rozwija, ale nie można jej uważać za potęgę, dlatego nie sposób zrozumieć, jaką funkcję mogłyby pełnić te wszystkie powstające hotele i centra konferencyjne. Trwają ogromne chińskie inwestycje, które wywołują swego rodzaju euforię do tego stopnia, że ​​w niedalekiej przyszłości może stać się nowym Dubajem. Należy mieć nadzieję, że po tak dużym wzroście nie nastąpi taki sam spadek, także dlatego, że w pobliżu trudno byłoby znaleźć w pobliżu emira chętnego do przybycia z pomocą, tak jak ten w Abu Zabi. Po zbudowaniu portu i zarządzaniu nim przez 99 lat Chińczycy budują drapacze chmur pod klucz – i rzeczywiście jest prawdopodobne, że ostatecznie zatrzymają także klucze. Przechodzimy przed budowanym Shangri-La, siedmiogwiazdkowym hotelem, zaprojektowanym i zbudowanym w całości przez Chińczyków, nawet pracownicy, którzy tam pracują, są bez wątpienia Chińczykami. Ponadto można się zastanawiać, czy kiedyś konferencje i wydarzenia rzeczywiście będą organizowane na skalę budynków, które tam są lub wkrótce staną, jak uda im się sprowadzić do centrum znamienitych gości. Ciągłe korki sprawiają, że centrum miasta przypomina wyspę, do której trudno dotrzeć. Czas wrócić do ruchu i w ponad dwie godziny dotrzeć do oddalonego o około dwadzieścia kilometrów hotelu w Negombo. I powiedzieć, że będąc na autostradzie podróżujemy przyzwoicie, jednak wyjazd z miasta to prawdziwy koszmar.

Negombo i lotnisko

Remont pasów startowych lotniska wymusza zamknięcie lotniska od 8.30 rano do późnych godzin popołudniowych na kilka miesięcy, w związku z czym loty przeniesiono na godziny nocne. Mając lot o 6.55 i będąc na lotnisku pięć godzin wcześniej, nie trzeba być matematykiem, żeby zgadnąć, że noc będzie krótka. Ale to już nie ma znaczenia, przyzwyczailiśmy się do życia, w którym czas snu i budziki można dostosowywać do potrzeb. O 1.30 znajdujemy się na ostatnim odcinku, tym w kierunku lotniska, który oznacza koniec podróży. Furgonetka wędruje ulicami Negombo, choć raz wolna od ruchu, i po dwudziestu minutach docieramy do celu. Żegnamy Kasuna, sympatycznego i zawsze uśmiechniętego kierowcę, który towarzyszył nam w drugiej części wycieczki. Lot Oman Air do Maskatu jest punktualny i żegnamy się z tym krajem, który nas zadziwił: przyjechaliśmy tam z dużymi oczekiwaniami, jeśli chodzi o zabytki, parki i ogólnie o przyrodę. Wychodzimy zachwyceni tymi ludźmi, którzy potrafią stawić czoła życiu z nieznanym nam serafizmem, ale jednocześnie dumni i dumni z tego, kim są, ze swojej historii, swojej religii. Z tego punktu widzenia nie są skłonni do kompromisów, jak to ma miejsce wśród tych, którym historia nadała i utrwaliła wiarygodne orientacje, świadomi, że nie wszystko, co przychodzi z zewnątrz, należy przyjmować i akceptować bez wcześniejszej i wnikliwej oceny. Obrona ich kultury nie wydaje się w naszych oczach formą nietolerancji.

Nocleg
Hotel Catamaran Beach – Negombo

Ostatnie przemyślenia

UWAGI KOŃCOWE:

• Wyjazd był w pewnym sensie powrotem do początków. Dwa proste gesty, takie jak chodzenie boso i jedzenie rękami, przywróciły nas do ludzkich korzeni, ale jednocześnie uświadomiły, jak bardzo się od nich oderwaliśmy. Była to przydatna okazja, aby dowiedzieć się, jak wiele rzeczy zapomnieliśmy i jak niektóre kultury wciąż uczą nas lekcji prostoty i pokory. Powrót do źródeł instynktownego człowieczeństwa, od którego dystansowaliśmy się przez kilka pokoleń.

• W oczach mieszkańca Zachodu żyjącego w zsekularyzowanym społeczeństwie zobaczenie czegoś, co wszędzie przypomina religię, stanowi element zaskoczenia. Powszechnie było wiadomo, że Tybet istnieje zgodnie ze swoją religią, ale nie spodziewaliśmy się, że Sri Lanka będzie podobnie przesiąknięta duchowością. Znaczenie religii w życiu codziennym powoduje, że mnisi nadal mają istotne znaczenie, podobnie jak nasze duchowieństwo w pierwszej połowie ubiegłego wieku.

• Brak mantr i flag modlitewnych utrudnia nam znalezienie się w doskonałej harmonii z tego typu buddyzmem, ale prawdopodobnie jesteśmy tak przeniknięci buddyzmem tybetańskim i kontekstem, w którym się znajduje, że tworzy on w nas niesprawiedliwą klasyfikację.

• Fakt, że buddyzm nie posiada żywej najwyższej władzy, z jednej strony zapobiega schizmom, jakie miały miejsce w chrześcijaństwie, z drugiej strony tworzy tyle lokalnych religii, ile jest kultur, na których się one osiedliły. W tym przypadku jest ona bardzo przesiąknięta hinduizmem i wciąż bardzo różni się od therawady spotykanej w innych krajach Azji Południowej. Fakt, że Sri Lanka była jednym z pierwszych krajów, do których buddyzm dotarł dopiero w III wieku p.n.e. a brak znaczących wpływów w następnych stuleciach oznacza, że ​​jest w pewnym sensie uważany za pierwotny i być może dlatego jest tak bliski hinduizmowi i uważany jest za punkt odniesienia dla nauk doktryn Theravady, lądując na wyspie w początkach szerzenia się religii buddyjskiej.

• Sri Lanka nigdy nie doświadczyła prawdziwego okresu pokoju, ale Europa nie może być pod tym względem nauczycielem. Od samego początku byliśmy świadkami najazdów i starć z Tamilami przybywającymi z południowych Indii, trwającymi przez prawie pięć wieków przeciwko potęgom kolonialnym Portugalii, Holandii i Anglii w tej kolejności. Po uzyskaniu niepodległości kontynuowane były wyniszczające wojny domowe między Syngalezami i Tamilami, podczas których dochodziło do wszelkiego rodzaju okrucieństw. Kraj przeżywa okres spokoju od siedmiu lat i dzięki terroryzmowi lub niestabilności występującej w wielu innych miejscach na wakacje na plaży odnotowuje znaczny rozwój, mając nadzieję na kontynuację pozytywnego trendu. Zbierające się chmury można powiązać z terroryzmem islamskim, który, jak się wydaje, stworzył w sobie pewną liczbę prozelitów. Jednakże nie doszło jeszcze do żadnych ataków i żyjemy w stanie pogotowia, który nie różni się od tego, jaki panuje w pozostałej części świata.

• Znamienne jest, że pomimo okrucieństwa walki obu frakcji w czasie wojny domowej, religia nigdy nie była argumentem ani pretekstem do dyskryminacji. Można to powiązać z bliskością buddyzmu i hinduizmu, która stała się szczególnie silna na Sri Lance. Nie zapobiegło to jednak narodzinom nacjonalistycznych grup buddyjskich, które wzniecały nienawiść do osób należących do innych grup etnicznych i wyznań powiązanych więzią syngalesko-buddyjską, co nierzadko powodowało, że religia przeważała w decyzjach politycznych.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.