Region pagórkowaty

Day 8

Region pagórkowaty

12/01/2017

Natura, duchowość i doświadczenie pociągu

Kategoria
12/01/2017 1 galleries 0 Maps

Równiny Horton i koniec świata

Koniec świata

Opuszczamy Nuwara Eliya, która nie ma żadnych niezapomnianych miejsc i o 6 wyruszamy do Parku Narodowego Horton Plains. Flankujemy pokryte szronem łąki, gdy świt maluje krajobraz ciepłymi kolorami, wspinamy się stromymi i krętymi ścieżkami, aż dochodzimy do wejścia do parku, gdzie uderzające jest to, że ludzie noszą ciężkie kurtki i polary, podczas gdy jeszcze dwa dni temu nawet t-shirt był bezużytecznym dodatkiem. Niedługo potem znak pozwala nam zrozumieć, jak ważne jest utrzymanie nienaruszonej roślinności, a także utrzymanie równowagi termicznej: tam, gdzie znajduje się dżungla, która łagodzi skrajności, istnieje delta między dniem a nocą, która może osiągnąć 12 stopni, na obszarach wylesionych osiąga 28 stopni ze względu na bezpośrednie promieniowanie słoneczne padające na powierzchnię ziemi, podczas gdy w ciemności, przy braku amortyzatora reprezentowanego przez roślinność, może nawet spaść poniżej zera. W parku poruszamy się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, docierając do Małego, a następnie do właściwego Krańca Świata. Nie można powiedzieć, że było to przeżycie wyjątkowe, z pewnością widok ze szczytu tysiącmetrowej przepaści może być piękny tylko wtedy, gdy słoneczny dzień nie przeszkodzi w utworzeniu się w oddali zasłony mgły. Co prawda widać stąd morze, ale pogodne dni, w które jest to możliwe, muszą być zdecydowanie rzadkie. Na dnie doliny, w niektórych odizolowanych wioskach, życie toczy się spokojnie. Las jest interesujący, podobnie jak wodospady Baker, niezbyt bogate w wodę, biorąc pod uwagę porę roku. Odnosi się wrażenie, że przeżywamy jednak moment suszy nie tyle z powodu przedłużającego się okresu niskich opadów; raczej wydaje nam się, że miejscowa flora bardzo cierpi, jeśli od czasu do czasu nie pada deszcz. Obecność gości nie jest szczególnie głośna, dobrze zrównoważona między mieszkańcami i obcokrajowcami. Widok zwierząt ogranicza się do momentu wejścia, kiedy przed nami pojawia się ich rodzina sambar, jeleniowate i symbol koguta Sri Lanki. Pierwsza część trasy wije się niemal wyłącznie przez dżunglę, natomiast za Końcem Świata na przemian lasy i prerie. Gdy opuszczamy park, daje się odczuć „górskie” słońce.

Wodospad Bakera
Równiny Hortona

Ohiya, świątynia i pociąg do Elli

Stamtąd jedziemy vanem przez pół godziny w przeciwnym kierunku, wzdłuż serii serpentyn, aż do Ohiya, małego skupiska budynków otaczających stację kolejową. Tutaj pojedziemy góralskim pociągiem do Elli, ale dzisiaj jest dzień przed poya, czyli pełnią księżyca, która co miesiąc reprezentuje tu święto, a pierwszy poranny pociąg został odwołany. To nie ma znaczenia, skoro musimy skorzystać z drugiego, najwyraźniej dopiero z opóźnieniem. Schodzimy na dół, ale nie ma tam nic specjalnego. Uderza nas, jak można spokojnie chodzić po torach, przecież pociągów jest niewiele, a te, które tam stoją, hałasują i jadą powoli. Wchodzimy na górę, aby zobaczyć miejską świątynię: nie ma ona żadnych szczególnych walorów historycznych ani architektonicznych, ale jest pełna wiernych i dzieci ubranych na biało, skupionych na świętować ten dzień, myśląc o przodkach, których już z nami nie ma. Zostaliśmy ciepło przyjęci i zaproszeni na wspólny lunch. My, ludzie Zachodu, patrzymy na siebie z wahaniem, zastanawiając się w duchu, czy powinniśmy to zaakceptować, czy nie. Przez chwilę przychodzą nam do głowy względy higieniczne, behawioralne i inne, ale chętnie bierzemy udział w wiejskim bufecie, gdzie na naszych talerzach znajdują się wszelkiego rodzaju lokalne specjały z dodatkiem najwyższej czystości ryżu. Siadamy na zewnątrz na ławce i po umyciu rąk, zgodnie z lokalną tradycją, zaczynamy jeść, ściskając jedzenie palcami. Musimy przezwyciężyć psychologiczne wahania, z którymi zostaliśmy wychowani, ale wahanie nie trwa długo, gdy poczujemy zapach jedzenia wydobywający się z talerza. Nie powinniśmy oceniać, czy lepsza jest nasza cywilizacja widelców, czy palców, które miażdżą ryż, aby podnieść go do ust: są to dwie różne ścieżki prowadzące do odżywiania, obie prawdopodobnie słuszne. Jednak po zakończeniu posiłku konieczne jest umycie rąk tłustych sosem curry. Tymczasem otaczają nas wierni, z którymi zamieniamy kilka słów. Można w nich odczytać pogodę ducha uniesionych, niektórzy nawet zarysowują wobec nas swego rodzaju katechizm. Wszystkie rzeczy, którymi można się dzielić, ich przesłania pokoju i wzajemnego szacunku nie mają i nie powinny mieć szerokiego zasięgu. Trudno będzie zapomnieć tę białą kopułę wyłaniającą się z zielonej dżungli i ludzi, którzy przyjęli nas jak pielgrzymów, którzy przybyli ze ścieżki, ale przyszli z innego świata. Przecież nie chcemy tego robić: przyjechaliśmy tu zobaczyć i dowiedzieć się, a wyjeżdżamy wzbogaceni o uniwersalne przesłanie, które wykracza poza przekonania religijne, do tego stopnia, że ​​pozostaje w przekazie ludzkim. Wydaje się to paradoksem, ale w niektórych momentach boskość reprezentuje środki, a na pewno nie koniec.

Ona
Ochia

Przed pożegnaniem wierni spotykają się z mnichem, który odprawiał poranne obrzędy. To mądry młody człowiek, zamieniamy kilka formalnych słów i prosimy o możliwość pozostawienia datku. Pieniędzy nie może dotknąć, a dba o to bliski mu laik. Żegnamy się i już mamy wychodzić, kiedy słyszymy, jak nas wołają, niemal gonią. Pan, który przyjął pieniądze i z którym już rozmawialiśmy, mówi nam, że nie może przyjąć „zapłaty” za ofiarowany posiłek i dlatego nie zamierza przyjąć naszej darowizny. Nie do wiary w kraju, w którym prośba o napiwki wydaje się wyniesiona do poziomu instytucjonalnego obowiązku. Wyjaśniamy, że nie mamy zamiaru płacić rachunku w restauracji, ale naszą ofertę należy postrzegać jako niewielki wkład na rzecz świątyni i społeczności, którą od razu uznaliśmy za przyjaciół. Po krótkich negocjacjach przekonujemy ich do zatrzymania pieniędzy i kierujemy się w stronę pobliskiej stacji. Pociąg się spóźnia, więc rozglądamy się, obserwując spokojną codzienność tego święta. Małpa tańczy akrobatycznie pomiędzy torami a dachem stacji, robotnicy drzemią czekając na wydarzenie. W pewnym momencie pojawia się pan w białym mundurze, wyglądający jak konferansjer. Wyczuwamy, że wydarzenie się zbliża; rozmowa telefoniczna prawdopodobnie z maszynistą ostrzega, że ​​pociąg jest niedaleko. W tym momencie stacja ożywa: konduktor podnosi kurtynę i tym gestem ogłasza otwarcie kasy biletowej. Bilety kosztują kilka eurocentów, grosze, ale miło widzieć, że zaczęto je sprzedawać dopiero, gdy byli pewni, że pociąg przyjedzie.

Ciekawostka
Poya

Jednak w tym momencie zaczyna się negatywne doświadczenie: przyjeżdża konwój swoją wielkością i stawia nas przed zapakowane wagony, ledwo możemy się dostać pomiędzy jeżowce ze zwisającymi nogami za drzwiami. Widzę, że stoję okrakiem na małej dziewczynce z Zachodu, siedzącej na ziemi i prawie umierającej z powodu gorączki. Upał jest dokuczliwy, czuję się jak w kręgu piekła. I powiedzieć, że spodziewaliśmy się klasycznego pociągu, nawet jeśli nie w stylu szwajcarskim, z którego można oglądać krajobrazy upraw które płyną powoli obok siebie, co stanowi idealne środowisko do zdjęć i filmów. Nic z tego, musimy się trzymać, żeby nie zostać wyrzuconym na zakręt przez wyraźnie otwarte drzwi. W przewodniku czytamy, jak najlepiej wybrać drugą klasę, podróżując z miejscowymi i mieć możliwość otwarcia okien, które w innym przypadku byłyby zamknięte ze względu na klimatyzację; biorąc pod uwagę, że w pociągu nie ma pierwszej klasy, druga klasa pozwala nam słuchać wszystkich języków powszechnie używanych w Europie. To tak, jakby ponownie przeżyć reklamę marki kawy sprzed wielu lat. Jest wielu miejscowych, ale jest znacznie więcej obcokrajowców, dzięki czemu odkrywamy, że trasa kolejowa prowadząca do Elli to nie tylko nasza inicjatywa; wielu wpadło na ten sam pomysł co my, czytając przewodniki i prawdopodobnie dla wielu bladych twarzy jest to dygresja do wakacji, które spędzają na niedaleko stąd. Można sobie wyobrazić, że w przyszłości zorganizowane zostaną pociągi turystyczne, które będzie można rezerwować dla tych, którzy chcą cieszyć się widokami w całkowitym spokoju, oczywiście kosztem oryginalności, którą w jakiś sposób nasze doświadczenie wciąż udało się zachować. Dzięki temu zdajemy sobie sprawę, że tutaj kończy się dzika i turystyczna Sri Lanka. Wkraczamy w strefę wczasowiczów i odtąd będziemy musieli żyć z nimi i ich przyzwyczajeniami, które powinny być także naszymi. Na szczęście znajdziemy jeszcze kilka zaniedbanych „wysp”, na których można głęboko odetchnąć naturą. Dojeżdżamy na stację Ella obładowani jak sardynki, gdzie wysiadamy masowo i konwój się opróżnia; na trasie nie brakowało zapierających dech w piersiach krajobrazów, ale trzeba było dobrze zabezpieczyć uchwyty, zanim rozproszyło się spojrzenie na zewnątrz. Podobnie jak pracownicy wracający z pracy, wszyscy kierujemy się, niektórzy pieszo, niektórzy samochodem, do swoich rezydencji, których Elli nie brakuje. Zaskakujące jest to, że miasto, choć nie jest nieprzyjemne, ma bardzo niewiele do zaoferowania i absolutnie nic, czego nie można przegapić. Biorąc pod uwagę piękny dzień i bogatą roślinność, centrum jest jak zawsze chaotyczne i zakurzone przez autobusy, tuk tuki, minibusy, jeepy, motocykle, ciężarówki i wszystko, co może wymyślić przemysł motoryzacyjny, zwłaszcza indyjski.

Złoty zachód słońca nad linią drzew w sylwetce.

Zachód słońca na moście Dziewięciu Łuków

Krótka, ale przyjemna wycieczka prowadzi nas do zobaczyć pociąg który o 17.30 mija Ellę na tej samej linii kolejowej, na moście zwanym Dziewięcioma Łukami. Aby tam dotrzeć, idziemy ścieżką otoczoną zielenią, porośniętą kilkoma roślinami owocowymi, jackfruitem, jabłonią pospolitą i innymi, wśród których wyróżnia się wysokie drzewo, wzdłuż którego pnia znajduje się bambusowa laska służąca jako drabina do ekstrakcji soku, z którego wytwarzany jest syrop alkoholowy, arak. Jakby czekali na jakieś wydarzenie, kilku turystów i kilku miejscowych zatrzymują się na torach czekając na pociąg, który przyjedzie punktualnie i oferuje piękny obraz wzdłuż paraboli mostu zbudowanego przez Anglików, kiedy potrzebowali nowych szlaków komunikacyjnych, aby zbliżyć plantacje do wybrzeża. Ślizga się powoli po torach, z drzwi zwisają czarne nóżki dzieci. Inni machają w odwzajemnieniu z okien. Fragmenty czegoś, co nie jest imprezą, to jedna z wielu chwil spokoju; jeszcze lepiej, biorąc pod uwagę, że prędzej czy później impreza się skończy, a spokój jest uczuciem, które może trwać przez całe życie. Nawet ten widok nie jest wart podróży, ale podróż pociągiem jest tego warta, wywołując przyjemniejsze uczucie niż zauroczenie, jakiego doświadczyła Ella. Dla jasności, jesteśmy tu w punkcie oddalonym o jakieś pół godziny drogi od stacji, na której wysiedliśmy i który oczywiście można przejść po torach. Ale wracamy pieszo wzdłuż ścieżki ciesząc się dalszy zachód słońca: tym razem nie tego szukaliśmy i być może z tego powodu będzie jednym z najpiękniejszych.

Most Dziewięciu Łuków

Hotel w którym nas gościmy składa się z dwupiętrowe bungalowy na zboczu pośród pól herbacianych. Rzeczywiście panuje przekonanie, że mieszkania zostały wyrwane z plantacji, a dowodem jest nowe, które rośnie tuż obok. Wszystko tutaj przeżywa ewolucję turystyczną, niespotykany boom gospodarczy: wojna domowa, która się zakończyła, i wojny terrorystyczne, które rozpoczęły się gdzie indziej, odwróciły relacje, przynosząc na tę ziemię rozwój, który być może niespodziewany był jeszcze dziesięć lat temu, ze wszystkim, co się z tym wiąże, zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Wyglądają jak żywopłoty, ale rośliny, które otaczają nas przed wejściem do pokoju, to rośliny herbaciane. Wszędzie dookoła są uprawy, o ile pozwala na to stromość; gdy zbocza już na to nie pozwalają, góra odzyskuje szatę roślinną, wśród klifów ledwo przeciętych drogą biegnącą krawędzią przepaści. Jesteśmy 1000 metrów nad poziomem morza i temperaturę można uznać za sprawiedliwy kompromis pomiędzy chłodem wzgórz a upałem równin, który czeka nas jutro. Ponieważ jest to wieczór pełni księżyca, nie podaje się napojów alkoholowych, dlatego tego wieczoru musimy zrezygnować ze zwykłego już Lion's Beer podczas kolacji.

Nocleg
Hotelowy Ogród Kwiatowy – Ella

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.