Kaudulla, Sigirija

Day 4

Kaudulla, Sigirija

08/01/2017

Majestat natury w Kaudulla N.P. i historia w Sigiriya

Kategoria
08/01/2017 1 galleries 0 Maps

O świcie w Parku Narodowym Kaudulla

Park Narodowy Kaudulla

Spotykamy się o 5.30, ale kilka minut wcześniej budzi nas coś w rodzaju buddyjskiego muezina, który modli się, śpiewa i wygłasza kazania przez megafon, jakbyśmy byli w biały dzień. Wyjaśni się nam, że ludzie zazwyczaj chodzą spać dość wcześnie, a homilia wczesnoporanna jest doskonałym wiatykiem, które wzmacnia ducha wiernych, a nie budzi ich gniew. Wyjeżdżamy do Parku Narodowego Kaudulla: zabieramy ze sobą pudełka śniadaniowe, które zjemy, gdy tylko będziemy mieli czas, po zobaczeniu jak największej liczby zwierząt. Prawdę mówiąc, planowaliśmy zobaczyć park Minneriya, ale powiedziano nam, że obecnie większość słoni jest w Kaudulla, więc bez problemu wybieramy ten drugi cel. Mamy porę suchą, zwierzęta poruszają się tzw. „korytarzami” w poszukiwaniu roślinności, ale przede wszystkim wody, aby ugasić pragnienie.

Naszym vanem jedziemy do Habarany, gdzie przesiadamy się do jeepa, którym będziemy odbywać safari. W parkach należy poruszać się z upoważnionymi operatorami i nie można wysiadać z pojazdów. Po około półgodzinnej podróży docieramy do wejścia do Kaudulla i stąd jedziemy dalej polną drogą. Tak naprawdę kierowcy mogą jeździć, jak chcą, więc drogi stają się opcją całkowicie marginalną, tworzącą ścieżki na sawannie i niszczącą trawiastą nawierzchnię. Kałuże i zagłębienia są niemal wszędzie omijane, w efekcie to, co powinno być obszarem chronionym, zamienia się w pole tras terenowych. Ta masakra, w jaskrawym kontraście z ochroną przyrody, będzie jednym z rzadkich przypadków, w których poszanowanie środowiska naturalnego schodzi na drugi plan.

Habarana
Wschód słońca nad trawiastym polem na Sri Lance.

Przybywając wcześnie, naszym oczom ukazuje się niesamowity widok: słonie prawie wszędzie, zamiar zjeść śniadanie z trawą i gałęziami, w towarzystwie niezliczonych białych ptaków, które wiernie podążają za nimi, jakby były białymi aniołami stróżami, i szakale którzy w grupach wyruszają na poszukiwanie zdobyczy. Jesteśmy zdumieni widokiem tych psowatych, szczególnie ze względu na okropną reputację, jaką niosą ze sobą, biorąc pod uwagę adres, który zamierzamy przekazać rasie ludzkiej. W odróżnieniu od tych ludzi szakale pełnią swoją własną funkcję w równowadze natury i żywią się ofiarą, która jest martwa lub której dobór naturalny odebrał siłę ucieczki. Ludzie napiętnowani jako szakale polują na siebie w podobny sposób, ale ich funkcja nie ma nic wspólnego z równowagą rzeczy: sami są twórcami braku równowagi, zarówno naturalnej, jak i społecznej. Wśród innych zwierząt uwiecznionych na naszych ujęciach znajdują się m.in pawie, mężczyźni i kobiety, jelenie i wszelkie odmiany ornitologiczne. Słońce to tymczasem wyłania się zza drzew, by przynieść nowy dzień, a jego odbicie sprawia, że rosa, którą noc pozostawiła na łąkach, błyszczy. Już samo to byłoby warte wczesnej pobudki; stolica zwierząt wychodzących z dżungli jeszcze bardziej zwiększa bogactwo, które mamy przed sobą. Tłem jest jezioro i uderzające jest to, jak coś wyłania się z wody las martwych drzew. Można by pomyśleć, że istniały one przed zalaniem basenu i zginęły, będąc dowodem swojej przeszłości. Las ten przywodzi na myśl smutne obrazy z „Krzyków ciszy”, ale na szczęście w tym przypadku nie niesie ze sobą tragicznych historii, a jedynie stworzenie przestrzeni wodnej, aby zachęcić do rolnictwa w okolicy. W rzeczywistości gospodarka wodna jest niezbędna do życia na tym obszarze: już w III wieku p.n.e. utworzono zbiorniki, aby oszczędzać wodę pochodzącą z obfitych deszczy przypadających w okresie monsunowym i wykorzystywać ją w miesiącach suchych do nawadniania upraw. Prace kanalizacyjne pozwalają zrozumieć, jak zaawansowane były już systemy hydrotechniczne z przeszłości. Zatrzymujemy się tuż nad jeziorem, żeby zjeść śniadanie, gdy jest już po 9 i nasze „polowanie” ma już za sobą swoje najostrzejsze chwile. Jest to spokojny zakątek, nie widać innych jeepów, a wyłączony silnik pozwala wyraźnie usłyszeć ciszę parku, przerywaną jedynie śpiewem ptaków i delikatnym szelestem liści na wietrze rozgrzanym teraz przez słońce.

Ciekawostka
Korytarze słoni

Między farmą, przyprawami i wioskami

Po prawie czterech godzinach wstrząsów uważamy, że zasłużyliśmy na masaż ajurwedyjski, którego Habaranie zdaje się nie brakować. Wychodzimy po godzinie zregenerowani i przetłuszczeni, niosąc ze sobą słodki zapach olejku, który zastępuje brylantynę we włosach. Dzisiejszy prysznic będzie panaceum na pozbycie się ciężkiego zapachu.

Kolejne doświadczenie to krótki esej na temat produkcja jedwabiu z przylegającym sklepem. A może właściwsze byłoby stwierdzenie czegoś przeciwnego. Paradując wśród wspaniałych sari i sarongów, które jednak nie pasowałyby dobrze w kontekście zachodnim, przystępujemy do zakupu przedmiotów, które naszym zdaniem mogą być bardziej przydatne i nadające się do noszenia w naszych szerokościach geograficznych.

Podróżując do nowego kraju nie warto ograniczać się jedynie do zwiedzania stanowisk archeologicznych czy przyrodniczych: uważamy, że najciekawsze jest poznanie sposobu życia ludzi lub zobaczenie roślin, których owoce są codziennie spożywane lub pite. Aby częściowo zapełnić tę niewiedzę, rzucamy się w coś w rodzaju triatlonu z lunchem pomiędzy. Zaczynamy od A wóz ciągnięty przez wołu, doświadczenie zdecydowanie naiwne i być może możliwe do uniknięcia, ale zagrajmy dalej; kontynuujemy przeprawa przez jezioro łodzią wiosłową, aby dotrzeć do farmy i wrócić po obiedzie w tuk tuku. Ciekawostką był przystanek w tej małej farmie, aby zobaczyć plony i docenić gesty prostej codzienności, które wymagają zdolności manualnych i zręczności. Zobaczymy jak to się rozdzieli kokos, oddzielić otręby z ziaren ryżu lub przygotować mąkę poprzez zmielenie przypraw z dodatkiem kamienny młyn. Poznajmy rośliny kakaowe, manioku, mango, których jest piętnaście różnych rodzajów, jackfruit, chlebowiec i wiele innych egzotycznych roślin. Znamy dwie odmiany kawy, arabikę i Robustę, choć na pierwszy rzut oka nie ma między nimi większych różnic. Doceniamy również przygotowanie lunchu od gospodyni: suszona ryba jeziorna, sos mango, soczewica, pappatam, bardzo cienko pokrojony batat i smażony na oleju kokosowym, tworząc chrupiące chipsy, bakłażan z cebulą, gałką muszkatołową, gorczycą lub innymi ziołami i słodką papryczką chilli, wszystko do wzięcia „z bufetu”, że tak powiem. Na talerzu, z którego jedliśmy, znajdował się liść babki lancetowatej, na którym umieszczano próbki. Delektowanie się tym, co właśnie zostało ugotowane w tym kontekście, to przeżycie, którego nie można przegapić. Kultura to także to, a wzbogacenie następuje dzięki drobnym pojęciom i codziennym lekcjom. Lokalne zwyczaje nie wymagają używania sztućców, dlatego wyrafinowani ludzie Zachodu po ich umyciu muszą ściskać jedzenie w palcach i podnosić je do ust. Gest, że gdy to robiliśmy jako dzieci, spodziewaliśmy się matczynego klapsa edukacyjnego i z tego powodu nadal jesteśmy oporni i zablokowani. Ponieważ nie ma innego wyjścia i nie chcąc się oszpecić, odważamy się na ten pierwotny sposób jedzenia, uważając, aby nie upuścić ziaren ryżu, które są trudniejsze do utrzymania. Miejscowi próbują zrobić z tego małą kulkę, która pozwoli na większą spójność. Umycie rąk na koniec oznacza, że ​​posiłek się skończył i można wrócić.

Gospodarstwo i wioski

Wzdłuż drogi przecinającej wioskę na dwie części widzimy białe flagi po bokach domów: odkrywamy, że są one znakiem, że ktoś umarł, wyrazem żałoby. Tak naprawdę wiemy, że biały to kolor kojarzący się z utratą bliskiej osoby, ale co ciekawe, wskazuje on również na czystość lub kolor sukni ślubnej panny młodej.

Gdy zbliża się Sigiriya, rozmowa toczy się na poważne tematy. Buddyzm therawady przewiduje również reinkarnację po cyklu życia związanym z zachowaniem każdej osoby w jej poprzednim życiu i z jej własną karmą, dlatego też każdej istocie królestwa zwierząt darzy się najwyższy szacunek. Opowiada się nam legendę, według której stado wołów rozpada się na dwie części, które spadają na ziemię i są ciągnięte w stronę morza, pływając w dwóch różnych rzekach: spotykają się ponownie, łączą się i wracają, tworząc dziurę w środku stada. Kiedy żółw morski wyjdzie z morza i zobaczy księżyc przez tę dziurę, będzie to dzień, w którym księżyca już nie będzie. Najważniejsze jest to, że pewne zdarzenia mogą się wydarzyć, ale prawdopodobieństwo ich wystąpienia jest niezwykle rzadkie. W przeciwieństwie do innych cywilizacji wyznających tę samą religię, tutaj zmarłych zwykle chuje się, a mnichów zazwyczaj poddaje się kremacji. Coraz częstsza praktyka nawet wśród zwykłych ludzi, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie starają się nie rozbudowywać cmentarzy za bardzo. Jednym z narastających problemów jest dawstwo narządów wynikające z konieczności ekonomicznej. Oprócz wolnego wyboru istnieją nielegalne transakcje, w ramach których biedni są zmuszeni sprzedawać narządy, ale zyskują na tym jedynie kliniki i pośrednicy. Dowiadujemy się także, że w pomieszczeniach, w których odbywa się obiad, odbywają się śluby buddyjskie, tu dopełniane są formalności cywilne i ewentualnie przybywa mnich, aby udzielić czegoś w rodzaju błogosławieństwa. Religia ostatecznie odgrywa rolę marginalną w porównaniu do kompleksu rytualnego. Uzyskanie rozwodu nie jest łatwe, chyba że oboje małżonkowie o to poproszą. W innych sytuacjach jest to bardzo kosztowne. Dowiadujemy się, że są szkoły syngaleskie, tamilskie i muzułmańskie, a uczniowie różnych grup etnicznych mają prawo wyboru, z wyjątkiem Syngalezów, którzy muszą zapisać się do szkoły swojej grupy etnicznej. To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się dyskryminacją, jest wręcz przeciwnie sposobem na przyciągnięcie jak największej liczby ludzi do kultury większości. To jednak wyjaśnia, w jaki sposób na wyspie współistnieją trzy grupy etniczne, religie i równoległe style życia, które prawdopodobnie nigdy się nie spotkają. To już osiągnięcie, że się nie kłócą. Kolory mają tutaj również charakter symboliczny: biały oznacza żałobę buddyjską, żółty, gdy umiera mnich. Język syngaleski nie ma nic wspólnego z językiem indyjskim, a jeśli ma, ma pewne odległe powiązania z idiomami z północnych Indii i z sanskrytem. W związku z tym języki syngaleski i tamilski nie mają ze sobą najmniejszego kontaktu. Rzeczywiście, jeśli Tamil nie mówi po syngalesku, najniższym mianownikiem staje się angielski.

Sigiriya o zachodzie słońca

Sigirija

Sigiriya, choć z jednej strony nie reprezentuje głównego miejsca, w którym tworzyła się cywilna i religijna historia Sri Lanki, jest z pewnością miejscem par Excellence, które warto odwiedzić, związanym ze specyfiką morfologiczną tego miejsca. Nie jesteśmy świadomi istnienia kolejnej cylindrycznej skały wyłaniającej się z ziemi i wystającej na wysokość 200 metrów, na której spoczywają pozostałości starożytnego miasta. Już samo wspinanie się po schodach nie powoduje zawrotów głowy, nawet jeśli wszystko jest dobrze chronione wysokimi poręczami. Widok z góry Dlatego jest wspaniały na okolicznych równinach i pagórkach. Jeśli popołudniowe spojrzenie na niekończące się schody jest gestem pogardy wobec zmęczenia i potu, to wynagrodzenie za zachód słońca od góry to pieniądze, które usuwają wszelkie zmęczenie. Dokładna wizyta prowadzi nas do zrozumienia, w jaki sposób potrzeby obronne zmusiły społeczność do schronienia się w tak trudnym i niegościnnym miejscu, a także do zrozumienia, w jaki sposób mnisi, którzy później je zamieszkiwali, mogli znaleźć tu spokój i medytacje. Medytacje, które w rzeczywistości mogły czasami zostać zakłócone przez wizerunki dziewcząt z Sigiriya umieszczone w połowie wzgórza, przedstawienia obrazowe, w których niektóre dziewczyny odważnymi, żeby nie powiedzieć bujnymi kształtami, przyciągają uwagę nawet najczystszych gości. Trudno sobie wyobrazić, jakie rewolucje hormonalne mogły wywołać u biednych mnichów oddanych życiu modlitwy i wyrzeczenia.

Obszar przed twierdzą jest również niezwykle interesujący dla swoich basenów otoczony zielonymi ogrodami. Stąd idziesz w górę wzdłuż schody wspornikowe dodany ostatnio, aby dostać się do Bramy Lwa, placu w połowie poziomu, przez który się przechodziło, fakt, że wejście znajduje się dokładnie pomiędzy pazury kamiennego kota, aby uzyskać dostęp do górnej części, płaski blat gdzie znajdował się pałac królewski. Moment zachodu słońca niesie ze sobą myśli dotykające strun duszy, refleksje historyczne i egzystencjalne gonią się nawzajem, a słońce rzuca ostatnie promienie intensywnego pomarańczu, który rozświetla twierdzę. Źdźbła trawy kołyszą się, jakby chciały go powitać i umówić na spotkanie na nadchodzący dzień. Tuż po 18.15 wracamy do bazy wraz z ostatnimi, którzy pozostali na zejściu. W pobliżu nadal można zobaczyć posągi przypominające religię chrześcijańską, mimo że obecnie znajdujemy się na obszarze o wyraźnej przewadze buddyzmu. Hinduizm występuje na obszarze plantacji lub na północy. Przedstawienia Śiwy lub Wisznu są częścią synkretycznego efektu wywieranego między dwiema wielkimi religiami azjatyckimi.

Ponownie wracamy do naszego hotelu w Dambulla. Dziś wieczorem nie spóźniliśmy się i możemy spokojnie zjeść kolację. W hotelach zwykle znajdują się bufety, w których można skosztować dań od neapolitańskiego spaghetti po dania kuchni lokalnej, kottu rotti i hoppery, z daniami przygotowywanymi na miejscu przez wykwalifikowanych syngaleskich szefów kuchni. Oczywiste jest, że wolimy to drugie: gdybyśmy chcieli zjeść prawdziwy makaron, wystarczyłoby i łatwiej byłoby pojechać do Kampanii. Jako deser niemal wszędzie można spotkać twaróg, do którego należy dodać miodu, aby go osłodzić. Podaje się go z dużych pojemników z terakoty.

Nocleg
Hotel Kassapa – Dambulla

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.