Sossusvlei

Day 3

Sossusvlei

03/10/2017

Sossusvlei: kiedy natura staje się malarzem. W stronę oceanu przez Namib: pogoda wypełnia paletę ciemnymi odcieniami.

Kategoria
03/10/2017 1 galleries 0 Maps

Poranek w Sossusvlei

Sossusvlei

Śpisz dobrze, szkoda, że budzik dzwoni o 5.15, kiedy jest jeszcze ciemno. Pakowanie namiotów, a przede wszystkim zawiązanie pasów dobrze je osłaniających, aby zapobiec przedostawaniu się kurzu, to operacja wymagająca szczególnej uwagi bez naturalnego światła, ale o 6.00 jesteśmy gotowi do wyjazdu, biorąc pod uwagę, że Wewnętrzna Brama, wejście do właściwego parku, otwiera się o 5.45. Na kempingu panuje ruch, w takim miejscu nikt nie chce przegapić wschodu słońca: kierujemy się na zachód w stronę Sossusvlei, obowiązuje dozwolona prędkość 60 km/h, ale dzięki dobremu asfaltowi, prostej drodze i chęci cieszenia się chwilą, nikt nie jedzie poniżej 80/90 km/h. Po drodze spotykamy parę strusi cieszących się porannym chłodem. Po dotarciu na parking z napędem na 2 koła spuszczamy opony do ciśnienia 1,4 bara przy wsparciu dwóch życzliwych i pomocnych mieszkańców Afryki Południowej, którzy dzielą z nami tę samą trasę, a ostatnie 4 km wyruszamy na wielotorową trasę po piasku, uważając, aby tam nie zostać. Napęd 4×4 jest niezastąpiony, a w drodze powrotnej wciąż będziemy widzieć pojazd identyczny z naszym, należycie zakopany pomimo napędu na cztery koła. Wspinamy się na wydmę tzw Wielki Tatuś który znajduje się tuż nad Martwy Vlei (vlei oznacza dno starożytnego, wyschniętego jeziora, białe, okrągłe lub podłużne i płaskie). Globalne ocieplenie, przynajmniej w tym przypadku, nie jest winne, susza jest spowodowana prądem bengalskim i zmianami klimatycznymi sięgającymi milionów lat. Jesteśmy w jednym z najbardziej fascynujących miejsc na świecie, skąd pochodzi równina suche, białawe błoto twarde jak beton wznoszą się wydmy piasek w kolorze morelowym, uważany za najwyższy na świecie. Chromiczny urok sprawia, że ​​jest to jedno z najczęściej fotografowanych miejsc i łatwo zrozumieć powody. Wydmy wyglądają jak trybuny stadionu, podczas gdy boisko to centralna równina. W odległych czasach rzeka Tsauchab płynęła doliną otoczoną wydmami, które w tym miejscu otwierały się i pozwalały na bujny wzrost roślinności. Teraz pozostały tylko szkielety drzew: wysuszone, spalone słońcem, leżały tam od tysięcy lat, szkielety, którym sól gleby poniżej zapobiegła gniciu; otoczenie jest jednocześnie przerażające i fascynujące, kontrast kolorów unikalny na świecie, intymny dzięki temu, że przybyłem tutaj jako jeden z pierwszych gości tego dnia. Temperatura jest przyjemna, niebo intensywnie błękitne i naprawdę czujemy się częścią genialnego i wspaniałego projektu stworzonego przez naturę. Nadal widać dno rzeki, otoczone m.in roślinność nadrzewna wzdłuż doliny, znak, że woda od czasu do czasu wciąż płynie. Prawdą jest również, że zawsze istnieją podziemne wycieki wody, które umożliwiają jakąś formę życia. Odrobina mgły na niebie sprawia, że ​​gra kolorów staje się jeszcze bardziej surrealistyczna. W rzeczywistości Namib, którego nazwa oznacza „miejsce bez nikogo”, to pustynia mająca około 80 milionów lat, rozciągająca się na długości 1900 km wzdłuż całej Namibii i szeroka na około 120 km, ale tylko w tym miejscu można podziwiać środowiska o tak niezwykłej urodzie. I pomyśleć, że wszystko narodziło się z rzeki Orange, która wyznacza południową granicę z Afryką Południową, która w różnych epokach sprowadzała do morza ogromne ilości piasku. Zostały one następnie zepchnięte na północ przez przypływy, a wiatr przywiózł piasek na kontynent, gdzie nadal możemy podziwiać poruszające się wydmy. Kiedy mamy już wychodzić, turyści ustawiają się w długą kolejkę na szczycie Big Daddy, ale dla nas jest to już czas na śniadanie. Odzyskujemy pojazd i ostrożnie idziemy 4 km piasku tyłem; po dotarciu na parking pompujemy opony, a kawa w mokce przywiezionej z Włoch zaczyna bulgotać. Jednak to nie koniec: nadal chcemy dać spójrz do Ukryty Vlei, kolejne piętro dostępne w odległości 15 minut spacerem od parkingu. Miejsce nie dorównuje poziomowi Dead Vlei, ale fakt, że nie ma tam nikogo, nadaje mu magicznej atmosfery, w której jedyne, co pozostaje, to zanurzyć się i wsłuchać w ciszę. Jednak nie na długo, bo jeszcze dzisiaj musimy dojechać polną drogą do Walwis Baai oddalonego o co najmniej 300 km, a jest już 11:00! W drodze powrotnej widzimy ludzi stojących po drodze Wydma 45, podczas gdy Duna 40 jest cichsza, choć bardzo piękna. Będąc w Sesriem, ponownie odwiedzamy imiennika kanion (Kanion Sesriem), schodząc na dół 30 metrów od płaskowyżu powyżej. Wewnątrz skała jest konglomeratem złożonym z gładkich kamieni osadzonych w mieszance wyglądającej jak beton. W porze suchej nie ma wody, ale kiedy pada deszcz, musi być poważnie, biorąc pod uwagę, że gałęzie wystają na wysokość ponad 3 metrów. Roślinność jest rzadka, tzw liście drzew są zielone, ale wydają się nie zawierać w sobie wody, są suche w dotyku. To niesamowite, jak udaje im się żyć w takich warunkach, żywiąc się wyłącznie odrobiną rosy wydzielającej się nocą. Droga za Sesriem znów staje się drogą gruntową i to nie najlepszej jakości, co mogliśmy zobaczyć już wczoraj. Skręcamy w C19 na Pasjans, kilka domów na odludziu, gdzie tradycyjnie znajduje się słynna piekarnia/cukiernia i delektujemy się słynną szarlotką. Częściowo zniszczone i zardzewiałe zabytkowe maszyny przy wejściu na teren obiektu wyznaczają czas i przywołują wspomnienia z pionierskich czasów, podczas gdy inne instalacje o różnych gustach nadają temu miejscu szczególny znak. Turyści zatrzymujący się w tym okresie wnoszą trochę ruchu, ale życie tutaj poza sezonem wymaga dobrej stabilności psychicznej. Powstała jako ewentualna osada (dom zbudowany pod koniec II wojny światowej) do wypasu owiec, następnie „rozwinęła się” jako skrzyżowanie dwóch dróg wolnych od ruchu drogowego. Niedaleko natrafiamy na przewrócony pojazd terenowy niedawno i spłaszczony jak kanapka, przypomnienie o utrzymaniu odpowiedniej szybkości i uwagi na najwyższym poziomie. stąd C14 nas tam zabierze aż do Walwis Baai, podążanie za wzgórzami z zakrętami opadającymi w koryto wyschniętych rzek (zwłaszcza kanion Kuiseb), niezbyt wąskie, ale należy je podążać bez opuszczania czujności, biorąc pod uwagę piaszczystą powierzchnię. Przekraczamy wyimaginowaną linię Zwrotnik Koziorożca w miejscu, gdzie równina rozciąga się tak daleko, jak okiem sięgnąć, aż spotyka się z górami Naukluft wznoszącymi się na wschodzie. Mimo że jesteśmy na suchym terenie, pogoda jest zmienna, nie dajmy się zwariować

Pasjans
Uwielbiam nawet kilka kropel deszczu, spośród tych nielicznych, które spadają w ciągu roku na tej pustynnej krainie.
Suchy pustynny krajobraz z zachmurzonym niebem nad falistą krainą.
Zatoka Walvisa
faliste rra." loading="leniwe" dekodowanie="async" szerokość="960" wysokość="720">

Zatoka Walvisa

Błyskawica uderza w góry przed nami, a chmury zbierające się w oddali tworzą niesamowita gra świateł. Wszystko jest tak realne, że wydaje się sztuczne, kolory różnią się od ciemnobrązowego po różowy wzgórz i żółty piasek, gdzie sporadycznie się ociera skoczek. Droga poprawia się na tyle, że staje się prosta i z kilkoma dziurami na płaskiej części, gdzie możemy osiągnąć nawet 90 km/h, co pozwala nam dotrzeć do Walvis Bay jeszcze przed zachodem słońca. Miasto ma historię, która zawsze łączyła je z Anglią i Republiką Południowej Afryki, a jego połączenie z Namibią nastąpiło dopiero w 1994 r., cztery lata po uzyskaniu przez kraj niepodległości. Zainteresowanie, które zawsze przyciągało potęgi kolonialne, było związane ze strategicznym charakterem portu oraz jego zasobami soli, guana i rybołówstwa.
Przed wejściem do miasta robimy kilka zdjęć laguny, gdzie m.in flamingi szukają mięczaków i Wydma 7 dziś opuszczony i smagany wiatrem, oczywisty cel weekendowych wycieczek. W okolicy znajdują się kopalnie i miejsca wydobywania guana, ich centra przetwórcze oraz mnóstwo przyjeżdżających i wyjeżdżających ciężarówek. W Walwis Baai i Swakopmund lepiej mieć dach nad głową ze względu na panującą tam wilgotność: podczas gdy spadają rzadkie krople, które utworzą średnią roczną sumę opadów wynoszącą 3 mm, docieramy do zarezerwowanego na wieczór domku. Kierownik, sympatyczny Niemiec, który właśnie wrócił z wakacji we Włoszech, wydaje się uszczęśliwiony tak dużą ilością wiadomości. Nawet dziś kwatera znajduje się w spokojnej okolicy, a nie dokładnie w centrum, bo takiego nigdy nie było. Uderzające jest to, że wszystkie domy są otoczone wysokim murem z drutem kolczastym u góry, który z jednej strony gwarantuje ochronę przed włamaniami, a z drugiej uniemożliwia mieszkańcom widok na zewnątrz, tak bardzo, że między oknami a ścianami nie będzie więcej niż dwa metry. Zostanie nam wyjaśnione, że ludzie kochają prywatność i dopiero w drugiej kolejności stanowi ona barierę bezpieczeństwa, pozostaje nam wrażenie, że motywacje muszą być dokładnie odwrócone, i to nawet bardzo. Między innymi szczekające na podwórkach mastify nie wydają się być jedynie zwierzętami domowymi. Obecność wszędzie czujników antywłamaniowych nie pozostawia miejsca na dalszą interpretację.
W tym miejscu należy rozpocząć dyskusję, która jednoczy kilka miast Namibii godnych tej nazwy: mury, druty kolczaste, czasem pod napięciem, są stałe, nawet jeśli nie dostrzega się prawdziwego zagrożenia, ale jest oczywiste, że ono istnieje. Biedniejsza czarna ludność przyjeżdża w poszukiwaniu pracy najpierw do Windhoek, a potem do Walwis, a jeśli jej nie znajdzie, zmuszona jest żyć według własnego rozumu, w związku z czym ludzie muszą się w jakiś sposób chronić. Trudno zrozumieć delikatne mechanizmy rządzące społeczeństwem Namibii, znacznie łatwiej zrozumieć niepisane zasady skali społecznej: 10% białych rządzi gospodarką (forma dominacji społecznej) i nie może nie wpływać na politykę, rządzoną od 1990 roku przez czarnych mężczyzn z SWAPO, partii prokomunistycznej w czasie walk o niepodległość, która obecnie przekształciła się w umiarkowanego socjalistę. Czarni również zajmują wysokie stanowiska, tak jak cała policja jest czarna. Na plakacie przedstawiającym zdjęcia ministrów i przywódców politycznych tylko jeden jest biały. Nie ulega wątpliwości, że choć niewielki odsetek osób marginalizowanych, reprezentują wyłącznie osoby kolorowe. Odnosi się wrażenie, że mieszkańcy wsi, którzy zdecydowali się na życie w mieście pomimo zupełnie odmiennej kultury i zwyczajów, popadli potem w biedę i jej katastrofalne skutki alkoholizmu, narkotyków itp.: to efekt upadku miast na skutek braku integracji, zapewne tym, którzy pozostali w chatach, udaje się prowadzić godny poziom życia, co będziemy mieli okazję zobaczyć w kolejnych dniach przemierzając najczarniejszą część Namibii. Jednocześnie trzeba powiedzieć, że kraj ma organizację czysto krzyżacką, mimo że na przełomie XIX i XX wieku dominował w Niemczech zaledwie przez trzydzieści lat, resztę białych stanowią mieszkańcy Republiki Południowej Afryki, którzy wyemigrowali w okresie protektoratu od powojennej do niepodległości. Organizacja, którą biali potrafią zapewnić, pomimo konfliktów i niesprawiedliwości między różnymi klasami, prowadzi do statusu większego dobrobytu dla wszystkich, szczególnie widocznego w porównaniu z innymi sąsiadującymi państwami, w szczególności z Zimbabwe, gdzie prezydent Mugabe wprowadził coś w rodzaju odwrotnego apartheidu.
Wśród turystów zauważamy dużą obecność osób mówiących po francusku, niemiecku i flamandzku. Dla obu tych grup trudno zrozumieć, czy są to podróżnicy przybywający z Europy, czy lokalni Namibijczycy/Afrykańczycy, w drugim przypadku odróżnienie flamandzkiego od afrikaans jest ćwiczeniem, do którego nie jesteśmy w stanie.
Idziemy na kolację do Waterfront, do nieformalnej, ale przyjemnej restauracji Anchor's, aby skosztować doskonałych ryb. Na zewnątrz panuje absolutna cisza, a ulice są praktycznie puste, do tego stopnia, że ​​wydaje nam się, że słusznie pojechaliśmy samochodem, nawet jeśli dystans można było wygodnie pokonać spacerem. Jest to szczególnie intrygujące, jeśli weźmiemy pod uwagę, że trwa sezon turystyczny, nawet w Swakopmund będziemy mieli to samo wrażenie: nikogo na ulicach, ale miejsca pełne klientów, z których wielu to miejscowi.

Nocleg
Zakwaterowanie w Bushtrommel – Walvis Bay

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.