Zatoka Walvisa

Day 4

Zatoka Walvisa

04/10/2017

Rejs po Waalwis i wycieczka terenowa, aby zobaczyć, gdzie pustynia spotyka się z oceanem.

Kategoria
04/10/2017 1 galleries 0 Maps

Waalwis Bai

Słone równiny w Walvis Bay
Punkt Pelikana

Dziś dzień jest mniej wymagający i po dwóch intensywnych dniach w ogóle to nie boli. Budząc się wcześnie, najpierw udajemy się do solnisk w Walwis, gdzie wytwarza się 90% całej soli spożywanej w Afryce Południowej. Ciekawie jest zobaczyć umywalki gdzie osadza się woda morska i góry rafinowana sól gotowy do załadunku na ciężarówki. O 8.30 wyruszamy w mini rejs do Pelican Point, latarnia morska położony wzdłuż pasa piasku z widokiem na wybrzeże Walwis. Na początek mały show, z pelikan wyd pieczęć którzy przychodzą na pokład na płatny pokaz ze świeżymi rybami. Startując widzimy dużą kolonię delfiny płyniemy naszą trasą i mamy szczęście, że w ogóle na nią trafiamy wieloryb. Na plaży w pobliżu latarni morskiej grupa flamingów spaceruje powoli, podczas gdy duża kolonia foki leniuchowanie i spokojne łowienie ryb na plaży. Te ostatnie praktycznie nie mają wrogów jak żarłacze białe czy hieny, dlatego udaje im się rozmnażać więcej niż to konieczne, powodując brak równowagi w faunie ryb, biorąc pod uwagę, że sama foka zjada jedną ósmą swojej masy dziennie; ponadto samice są bardzo płodne, po porodzie karmią piersią i edukują swoje dziecko przez kilka dni, aby natychmiast ponownie zajść w ciążę. Wszystko to powoduje ostre spory między ekologami a tymi, którzy chcieliby selekcji tych zwierząt. Istnieją jednak dwa rodzaje flamingów: różowe, które są mniejsze, i białawe z wyższymi nogami. Różnica chromatyczna między nimi wynika z faktu, że te pierwsze żywią się glonami i krewetkami zakopanymi tuż pod dnem wody, podczas gdy te drugie łowią głębiej. Za portem jest jeden platforma do wydobycia ropy naftowej, a statki pływają tam i z powrotem lub czekają na wejście do samego portu. Niektóre są zakotwiczone i powiązane ze sobą, są w remoncie i czekają na sprzedaż, jeśli nie zostaną rozebrane, gdyż wyraźnie są już w zaawansowanym stanie rdzy. I to właśnie te statki ochronią nas przed wiatrem podczas brunchu, przy którym zasiadamy do posiłku ostrygi tj wino musujące. Po południu mamy inne doświadczenia i udajemy się do Sandwich Harbour, przekraczając rzekę wydmy, które opadają bezpośrednio do oceanu. Nie można jechać o własnych siłach i jest to więcej niż zrozumiałe. Przed wyruszeniem na piaski zapewnia nasz kierowca spuścić powietrze z opon aby lepiej się trzymały, potrzeba pewnych umiejętności, aby uniknąć zakrycia. Jazda po tej miękkiej nawierzchni nie powoduje żadnych uderzeń i prawie nie słychać szumu opon na podłożu. Spektakularność polega na wchodzeniu i schodzeniu po wydmach, czyja stromość Na początku wywołuje dreszcze.

Piaszczyste wydmy pod błękitnym niebem w Namibii, Botswanie i Zimbabwe.

Po południu spotykamy się z kilkoma innymi grupami na przekąskę osłonięty od wiatru. W okolicy rośnie wiele roślin melony nara: wydaje się niewiarygodne, jak mogą rosnąć i przynosić owoce w tak nieprzyjaznym środowisku, ale ich obecność jest wyraźnym świadectwem tego, jak życie czepia się tej odrobiny, jaką natura oferuje mu do rozmnażania. W tym przypadku odrobina przychodzi w postaci morskiej bryzy. Ale nawet na pustyni, w rejonie Kuiseb, nary są źródłem utrzymania miejscowej ludności. W zagłębieniu pomiędzy wysokimi wydmami znajduje się głęboka dziura wykopana przez kojota, u podstawy której widać wodę: w miarę jej pogłębiania poziom wody wzrasta, co stanowi kolejny dowód na to, że ta substancja życiowa zamieszkuje pod pustynią, fachowo wychwytana przez ludzi i zwierzęta. Robi wrażenie, że jest to woda słodka, a więc nie pochodząca z oddalonego o zaledwie sto metrów morza, ale poprowadzona nie wiadomo, jakimi podziemnymi meandrami tu dotrzemy. Miejscowi wiedzą, które rośliny specjalizują się w poszukiwaniu wody, dlatego w zależności od roślinności występującej na powierzchni potrafią określić, gdzie znajduje się jej źródło, biorąc jednak pod uwagę, że niektóre krzewy, takie jak nara, potrafią zapuścić korzenie na głębokość ponad 10 metrów. Piasek czasami posiada niewielkie pofałdowania, na których tworzy się czarny osad. Jest to działanie magnetyczne grafitu, który oddziela się i osadza na grani. Spotykamy kilka oryksów, springboków, szakale i kilka hien, a także samotna foka, prawdopodobnie porwana przez fale lub z innego ukrytego powodu, co stwarza duże ryzyko, że skończą jako posiłek dla przechodzącego mięsożercy. Kierowca jest życzliwy i otwarty na dialog, dlatego opowiada nam, że mieszka w Walwis Baai od 5 lat i wyjaśnia, jak wygląda życie w tym dziwnym miasteczku. Tymczasem dowiadujemy się, że ok. 100 000 ludzi i od razu pojawia się pytanie, jak to możliwe, że wystarczy wody dla wszystkich. Powiedziano nam, że w głębi lądu znajduje się akwedukt, który zbiera źródła Kuiseb (pod pustynią jest zwykle dużo wody) i obsługuje południową część miasta, natomiast w części północnej znajduje się zakład recyklingu wody, ale nie ma zakładów odsalania wody morskiej. Jest to drugie po Windhoek miasto przemysłowe i dlatego jest miejscem docelowym dla osób poszukujących pracy, które jednak zatrzymują się nawet wtedy, gdy jej nie znajdują, przyczyniając się w tym przypadku do wywołania pewnego zakłócenia społecznego. Mieszkanie w Windhoek ma tę wadę, że nie ma morza i związanych z nim atrakcji, jednak klimat jest znacznie bardziej stabilny przez cały rok, podczas gdy tutaj występują częste zmiany niskich temperatur w okresie zimowym z powodu antarktycznego prądu bengalskiego, który również powoduje mgłę i odstrasza deszcz, który zamiast tego jest odprowadzany od brzegu do Atlantyku. Dalej na północ, wzdłuż Wybrzeża Szkieletów, oprócz pustyni wpadającej do morza, jak to bywa w tych częściach, można obserwować lwy i słonie, które przybywają, by okrążyć wybrzeże w zupełnie nietypowym scenariuszu. Ciekawe, jak wszyscy narzekają na silny wiatr, nam wydaje się, że jest dobrze wentylowany, ale wydaje się to całkowicie naturalne w miejscu położonym tuż przed Atlantykiem. Dzięki temu dobrze rozumiemy przyczynę częstych mgł spowijających ten obszar, dziś całkowicie nieobecnych. Gdy pokonujemy 40 km, które prowadzą nas do Swakopmund, pojawia się droga przecinany piaskiem niesiona przez wiatr, prawdziwa burza, z samochodami jadącymi w przeciwnym kierunku, jakby przyjeżdżały z piekła rodem. Wygląda jak śnieg padający poziomo. Po dotarciu do miasta zaopatrujemy się w supermarkecie, szukamy zarezerwowanego pensjonatu, do którego od razu znajdujemy drogę, ale ze względu na remont, nie identyfikujemy od razu budynku ze względu na brak oznaczeń. W jej odnalezieniu musimy poprosić o nieodpłatną pomoc taksówkarza: tak naprawdę nic nie zrobił, bo w międzyczasie w pobliżu pojawili się ludzie i otrzymaliśmy odpowiedź, na którą czekaliśmy. Zajmuje nam to trochę czasu, ale udaje nam się dotrzeć do restauracji Jetty's 1905 o wyznaczonej porze. Jesteśmy w jednym z symboli miasta i nie mamy zamiaru go tracić, nie tyle ze względu na światowość, jaką przyjmuje, ile na delikatność potraw; a przekonamy się o tym jeszcze bardziej po degustacji skoczka i fileta z tuńczyka. Prawdziwe rozkosze rozpływające się w ustach, w tym miejscu położonym na dole m.in

Swakopmund
Molo 1905
drewniany słup, pod którym wzburzone fale rozbijają się o piasek powodując lekkie kołysanie konstrukcji.
Nocleg
Pensjonat Stevens – Swakopmund

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.