Otjikoto + Hoba

Day 9

Otjikoto + Hoba

09/10/2017

Kilka szczegółów: jezioro Otjikoto, meteoryt Hoba, miasta na południe od Etosha

Kategoria
09/10/2017 1 galleries 0 Maps

Poranek w Otjikoto

Jezioro Otjikoto

Pobudka o 6:30, aby przejechać mało uczęszczanym odcinkiem dróg (D3028 i D3025); właściwie przez co najmniej dwie godziny podróży nie zobaczymy żywej duszy. Trasa biegnie wzdłuż parku, ale można zobaczyć tylko kilka dik dik i kilka bawolców. Drogi są dobrze utrzymane i można podróżować odpowiednio: wystarczy od czasu do czasu zatrzymać się, aby otworzyć i zamknąć bramę oddzielającą posesje rolne. Jest to dość zasobny obszar z dużymi stadami bydła wypasanego na ogrodzonych działkach, w obrębie których znajdują się ugruntowane gospodarstwa rolne.
Zatrzymujemy się na wycieczkę po okolicy Jezioro Otjikoto, urodzony po zagłębieniu powstałym w wyniku zawalenia się stropu jaskini krasowej. Wypełniły go dawne powodzie i teraz nie widać jego grzybowej części. Brzegi schodzą pionowo do wody, dlatego kąpiel jest zabroniona. Najnowsza historia głosi, że uciekające w 1915 roku wojska niemieckie wrzuciły tam arsenał broni, który następnie został jedynie częściowo odzyskany. Tsumeb natomiast to małe miasteczko z pięknymi ludźmi jakaranda kwitnie, która koncentruje się na przemyśle wydobywczym, powiązanej działalności związanej z przetwarzaniem minerałów i powiązanymi usługami. W południowym słońcu otacza go atmosfera posterunku granicznego, którą podkreśla fakt, że w pobliżu znajduje się miasteczko o znacznej nazwie Soweto, w którym życie było bardzo trudne jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy obowiązywała segregacja rasowa. Obecnie problemy przestępczości, alkoholizmu i narkotyków zostały zmniejszone dzięki budowie prywatnych usług, miejsc spotkań i wprowadzeniu oświetlenia publicznego, ale pewne trudności pozostają. Jako dowód, domy w centrum Tsumeb są otoczone wysokimi murami i drutem kolczastym pod napięciem. Chodźmy na zakupy i zobaczmy Wioska Kulturalna Tsumeb, którego pierwotnym pomysłem jest wioska złożona z chat różnych plemion Namibii. Niestety, wydaje się, że został opuszczony ze względu na ogólne zaniedbanie: być może prośba o kilka dolarów więcej i zapewnienie opieki przewodnika mogłaby stanowić wiatyk, dzięki któremu przybywający z zewnątrz lepiej zrozumieliby lokalne cywilizacje. Widzimy kilka interesujących chat zbudowanych z gałęzi pokrytych gliną, które pełnią funkcję ścian, ale niewiele więcej. Za pół godziny dobrą asfaltową drogą dojeżdżamy do Grootfontein, gdzie szukamy rzeźnika, który znajdzie dziczyznę do ugotowania na wieczór. Miasto jest przede wszystkim centrum usługowym dla okolicznych terenów rolniczych z piękną, wysadzaną drzewami aleją dojazdową, choć samo centrum nie budzi wielkiego zaufania. Coraz bardziej oddalamy się od uporządkowanej Namibii w stylu krzyżackim, by zanurzyć się w tej brudnej, ale bardziej autentycznej i „afrykańskiej”. Nie widać oznak biedy, ale wszyscy są zgodni, że trzeba zachować ostrożność, nawet kasjerka na targu, na którym ostatecznie kupujemy mięso, ostrzega nas przed złodziejami stacjonującymi na zewnątrz. Nasze aparaty i torby są upragnioną zdobyczą dla lokalnych nic nierobiących ludzi: czujesz się obserwowany przez młodych ludzi na rogach ulic, także dlatego, że nie ma wielu obcokrajowców, a biały mężczyzna jest wyjątkiem. Nie ma zbyt wielu rzeczy do zobaczenia, miasto jest po prostu przesiadką i przystankiem pomiędzy Windhoek, Caprivi i Etosha. Ostatnim przystankiem dzisiejszego dnia, mijając dobrze utrzymane pola kukurydzy i inne uprawy, jest: Meteoryt Hoba dojechać z 25 km odjazdem od drogi głównej. Od początku wiemy, że nie jest to wizyta konieczna, ale sam fakt znalezienia się przed największym znanym na Ziemi meteorytem, ​​ważącym 55 ton i spadającym z nieba 80 000 lat temu, wywołuje poczucie ciekawości, które pomagają wyjaśnić szczegółowe informacje przy wejściu. Obóz to prawdziwy klejnot spokoju, z stanowiskami kempingowymi ukrytymi wśród gęstej roślinności, pod rozgwieżdżonym niebem, które Cię oczaruje. Dziś wieczorem zjemy kolację z delikatnymi stekami z elandu (zwanymi także antylopą eland) ugotowanymi na doskonałym grillu, a następnie spektakularne ognisko. Tam, gdzie to możliwe, kupujemy także biltong, suszone kiełbaski mięsne ozdobione smacznymi przyprawami, idealne do delektowania się piwem, gdy reszta mięsa jeszcze się pali. Oprócz wina, tak naprawdę często raczymy się piwem, Tafel jest tym, które

Meteoryt Hoby
Grootfontein
oceniamy go jako najlepszy, choć zieleń Windhoek też nie jest zła.
Namiot obozowy rozbija się na noc w dzikiej scenerii.

Znajdujemy się na wysokości od 1300 do 1500 stopni z temperaturami nieco niższymi niż w poprzednie dni, co można od razu zauważyć po kolorze trawy i bardziej bujna roślinność. Po obiedzie podziwiamy spektakl gwiazd, spacerując po lesie pomiędzy stanowiskami kempingowymi: wydaje się, że jesteśmy w bajce i być może rzeczywiście tak jest. Bezksiężycowe niebo mieni się i nadaje temu miejscu poczucie majestatu i wielkości, które można poczuć na każdym kroku.

Nocleg
Camp Baby Bush – pomiędzy Hoba i Grootfontein

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.