Chichicastenango

Day 11

Chichicastenango

19/02/2023

Dzisiejszy świat Majów w jego najprawdziwszym wydaniu: rynek

Kategoria
19/02/2023 1 galleries 0 Maps
Mapa Ameryki Środkowej - kompletny plan podróży · Chichicastenango

Chichicastenango: rynek, obrzędy i kolorowy cmentarz

Nie ma czasu na marnowanie czasu, bo jest jeszcze wiele do zobaczenia, a dni już uciekają. Koniec podróży jest bliski; dotychczasowy program był w pełni realizowany z wielką satysfakcją, ale nie możemy spocząć na laurach. Jest jeszcze jedna z atrakcji do odkrycia: jezioro Atitlán. Najpierw jednak zatrzymamy się na kilka godzin w Chichicastenango, gdzie zaplanowaliśmy wizytę na dzisiaj – dzień, w którym słynne kwantowe kolorowy rynek. Ale chodźmy po kolei: o 7:00 znajdujemy się na placu przed Iglesia de la Merced, gdzie czeka na nas kolejny autobus do Chichi, podczas gdy miasto budzi się do życia wolniej ze względu na święto państwowe. Wzdłuż krętych górskich dróg jesteśmy spowita mgłą i nawet gdy docieramy do celu około 9:15 rano, niebo pozostaje szare. Miasto, dość duże – liczące ponad 170 000 mieszkańców – położone jest na pagórkowatym terenie i stanowi kulturalne serce dzisiejszych Majów; dlatego też rynek ten cieszy się szczególnym zainteresowaniem. Można je znaleźć wzdłuż wąskich uliczek ławki po obu stronach, przestrzeń pomiędzy jest wąska i jest dużo ludzi; wszystko przykryte blachą lub stałymi daszkami z blachy. Nawet jeśli okolica nie cieszy się złą sławą, może być podatnym gruntem dla kieszonkowców, dlatego należy zachować szczególną czujność. Targ nie zawodzi oczekiwań, choć szczerze mówiąc, nigdy nie nudziłem się krążąc po straganach: jest tu cały świat do obserwacji w jego codziennym życiu, zarówno z punktu widzenia antropologicznego, jak i produktowego; tutaj dodano aspekt kulturowy, z bardzo małą ilością łaciny, począwszy od ubrań, wzrostu ludzi, ich postawy, wystawionych produktów. Nie wspominając już o konotacjach religijnych, o których należy wspomnieć z trzech perspektyw społecznych, które nas spotykają. Kiedy grzecznie popychasz się do przodu, wślizgując się w nurt ludzi, w pewnym momencie z bocznej ulicy nadchodzi mała procesja, niosąc procesję Bóstwo Majów wewnątrz baldachimu; poprzedzają go mężczyźni ubrani w tradycyjne stroje, grający na lokalnym flecie i wyliczający czas i kroki na bębnach. Niewielka grupa wiernych zamyka karawanę: wydaje się, jakbyśmy cofnęli się o wieki. Drugi ciekawy przypadek znajdujemy przed Iglesią św. Tomasza, gdzie na schodach o 20 stopniach – odpowiadających miesiącom kalendarza Majów – niektórzy panie w tradycyjnych strojach sprzedają kwiaty i ofiary składające się z stosy kopalowe z kukurydzą, chlebem i cukrem, przy świecach i drewnianych kijach, w małych ogniskach. To właśnie tutaj synkretyzm między katolicyzmem a starożytną religią Majów staje się namacalny: pierwszy skłania się do kompromisu w postaci akceptacji starożytnych rytuałów, drugi wspiera nową narzuconą religię, w jakiś sposób utrwalając obrzędy indukowane tradycją atawistyczną. Wewnątrz świece palą się na niskich ołtarzach znajdujących się w centralnym korytarzu; klęczące kobiety i dzieci obserwują, jak się modlą. Z góry Bóg patrzy z miłosierdziem, niezależnie od przedstawianych mu zewnętrznych gestów. Panuje w nim jednocześnie poczucie mistycyzmu i kontrastu – nie ma wrażenia hipokryzji, przynajmniej nie na poziomie zwykłych ludzi. Na zewnątrz, przed drzwiami, przed darami klęczą starsze osoby; nawet gdybyśmy spytali, nie bylibyśmy w stanie zrozumieć — mówi się tu tylko jednym z 18 języków Majów, a hiszpański jest postrzegany jako język obcy.

Ciekawostka
Kopal: święte kadzidło Majów

Po drugiej stronie placu zapełnionego straganami znajduje się tzw Kaplica Kalwaryjska, gdzie odbywają się prawie te same obrzędy. Ale trzeci aspekt, który jest bardzo interesujący, reprezentuje cmentarz, położony dwie przecznice za Capillą. Przyzwyczajeni do naszych cmentarzy, na których dominują marmury i zimne kamienie, świadcząc o miejscu, w którym króluje nostalgia i smutek – w najlepszym razie nadzieja zmartwychwstania – wciąż jesteśmy olśnieni tak wieloma odmiana chromatyczna. Każdy grobowiec – zwykle pokryty warstwą betonu, podobnie jak te, w których mieszczą się nisze grobowe – jest pomalowany w różnorodny i oryginalny sposób, nadający niemal wesoły wygląd. Rozmawiając z napotkanym panem, wyjaśnia nam, jak w przeszłości używano ściśle określonych kolorów: biały dla dzieci, żółty dla mężczyzn, aby oznaczać kukurydzę, a zatem żywność i tak dalej. W nowszych czasach używa się ulubionego koloru zmarłego, dzięki czemu różnorodność chromatyczna jest jeszcze bogatsza. Kiedy widzimy bogów, czujemy się jak w Katmandu ogniska płonące pod baldachimem: w tym przypadku są to ofiary składane zgodnie z tradycją Majów, którym przewodniczą niektórzy szamani, w celu uzyskania różnego rodzaju łask. Cmentarz ożywa w okresie Świąt Świętych, kiedy wszyscy udają się tam, aby ozdobić grobowce i urządzić pikniki wirtualnie ze zmarłymi, gotując tyle, ile lubili w życiu. W przypadku tych, którzy kochali alkohol, grób jest posypywany ich ulubionym trunkiem – a ulubionym napojem na tych ziemiach jest chicha, otrzymywana w wyniku fermentacji kukurydzy. W rzeczywistości to, co nazywamy kukurydzą, stanowiło główną uprawę populacji prekolumbijskiej i podstawę diety, podobnie jak pszenica w naszym kraju.

Ciekawostka
Chicha: piwo Majów
Ludzie przeglądający stragany tętniącego życiem rynku.

Wracamy na rynek, gdzie wewnątrz budynku przylegającego do placu znajduje się wydzielona powierzchnia owoce i warzywa. Wyróżniają się długie pomidory, słodkie ziemniaki i różnego rodzaju owoce tropikalne. Możliwość wspięcia się na dwa piętra i zobaczenia sceny z góry zapewnia animowaną mieszankę chromatyczną: w ten sposób życie i śmierć spotykają się właśnie w różnorodności kolorów, jak w pasażu, w którym wszystko się zmienia, ale wszystko pozostaje. Obiad jemy w małym lokalu, nie ufając atrakcyjnym ladom, w których znajdują się kuchenki gazowe wszystko co dobre jest gotowane na miejscu — w szczególności mięso najpierw panierowane, a potem smażone na oleju, co nie jest dokładnie takie, jak zalecają dietetycy, ale aromat jest naprawdę kuszący. Rozłożone na dużej powierzchni placu, są to komedie pełnią funkcję miejsca spotkań tych, którzy udali się na rynek, aby kupić, i tych, którzy chcieli sprzedać; około południa potrzeby się zbiegają, dobrze jest też nam, którzy możemy spacerować po stoiskach, korzystając ze zmniejszonego ruchu ludzi. Kilku handlarzy prezentuje narzędzia do pracy w rolnictwie, a szczególnie interesujący są sprzedawcy magicznych mikstur mających na celu rozwiązanie wszelkiego rodzaju problemów; Nie brakuje jednak tradycyjnych rozwiązań: blistry z tabletkami i lekarstwami zebranymi na małych stolikach – w pierwszym rzędzie Diklofenak. Wśród kwiatów wyróżniają się chryzantemy, zwłaszcza na schodach u podnóża Iglesia Santo Tomás: najwyraźniej mają tutaj szczęśliwsze znaczenie, niż im niesłusznie przypisujemy. Zadowoleni z ciekawych wrażeń opuszczamy teren targu dopiero po dokonaniu kilku zakupów lokalnego rzemiosła; wciąż widzimy kilka charakterystycznych zakątków Chichicastenango i tuż przed 16:00 pojawiamy się na miejscu spotkania. O tej porze odjeżdżają wszystkie autobusy: niektóre wracają do Antigui, inne jadą inną trasą – między innymi tą do Panajachel nad jeziorem Atitlán. Zbieramy bagaże upchnięte na dachu poprzedniego autobusu i ładujemy je do następnego.

Mapa Ameryki Środkowej - kompletny plan podróży · Panajachel i jezioro Atitlán

Jezioro Atitlán i zachód słońca Panajachel

Mamy to szczęście, że spotykamy przewodnika – nie spodziewaliśmy się tego, bo nie jest to wycieczka z przewodnikiem – który ciekawe szczegóły dotyczące mijanych przez nas miejsc wyjaśnia osobom znającym język hiszpański. Zatrzymujemy się na godz punkt widokowy skąd można podziwiać tętniące życiem Chichi podczas jego niedzielnych przyjazdów i wyjazdów; następnie dochodzimy do kolejnego, w którym niebo materializuje się w dosłownie niebiańskiej wizji Jezioro Atitlán. Niektórzy uznają je za najpiękniejsze jezioro na świecie; może nie jest wygodnie sporządzać rankingi na ten temat, ale faktem jest, że duża niebieska plama, w której odbijają się wzgórza i wulkany, robi wrażenie - zatopiona kaldera, w której utworzył się basen. The Wulkan San Pedro stoi tuż przed nami, na drugim brzegu. Wszystko jeszcze bardziej ożywia suche powietrze - poranne chmury pozostały nad miastem i tutaj, na wysokości około 2000 metrów nad poziomem morza, podczas gdy jezioro ma około 1600 metrów, kolory wydają się świecić własnym światłem. Minibus ostrożnie zjeżdża w stronę miejsca docelowego; meldujemy się w prostym, ale dobrze wyposażonym hotelu zarezerwowanym w Panajachel i ruszamy zwiedzać miasto, ale to jeszcze nie koniec niespodzianek. Cienie się wydłużają; idąc ulicą Santander, która dochodzi prostopadle do jeziora, znajdziesz wszelkiego rodzaju sklepy i miejsca, które mogą zainteresować turystów, do tego stopnia, że Panajachel został ironicznie przemianowany na Gringotenango – gdzie Trzymam to przyrostek w języku Majów oznaczający miasto. Na boisku z widokiem na plażę gra lokalny zespół melodie marimby, dumny muzyczny symbol Gwatemali. Zbieg okoliczności sprawia, że ​​w tym momencie słońce wita dzień niedaleko masy San Pedro i dwóch pozostałych wulkanów; trudno znaleźć odpowiednie słowa, żeby wyrazić zachwyt, jaki odczuwają zmysły, widząc i słysząc jednocześnie. Niepożądane chwile, w których zdarzył nam się przypadek – także z tego powodu mile widziane, które warto przeżyć intensywnie. Jezioro zmienia kolor z niebieskiego na żółty, a w końcu na brązowy; zapada noc ale grupa kontynuuje grę, dopóki oni również nie otrzymają zasłużonych końcowych braw. Smak pozostaje zmysłem, który wciąż stawia swoje wymagania, a my go zaspokoimy ceviche i plato de mariscos — krewetki, kraby, małże i biała ryba. Wiatr wieje w godzinach, w których przechodzimy z dnia w noc, aby uspokoić się, gdy nadchodzi pora snu.

Ciekawostka
Jezioro Atitlán: kaldera wypełniona niebem
Ciekawostka
Marimba: instrument grający duszę Gwatemali
Nocleg
Hospedaje El Viajero – Panajachel

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.