Wschód słońca nad Atitlán

Day 13

Wschód słońca nad Atitlán

21/02/2023

Słońce rzuca pierwsze promienie nad jezioro; magia świata Majów zdaje się spełniać

Kategoria
21/02/2023 1 galleries 0 Maps
Mapa Ameryki Środkowej - kompletny plan podróży · Rostro Maya

Wschód słońca w Rostro Majów

To już ostatni dzień, musimy jeszcze włożyć wysiłek, który zostanie sowicie wynagrodzony. Pobudka o 3:20, śniadanie z rogalikiem i kawą parzone w kuchni hotelu - gdzie w tym czasie spokojnie krążą karaluchy - i o 4 rano jesteśmy gotowi, aby udać się na wschód słońca do Rostro Maya. Zwykłym minibusem Hyundaia jedziemy odebrać innych rannych ptaszków w centrum San Pedro, a stamtąd obieramy stromą drogę prowadzącą do Santa Clara, trasą, która nie ma nic do pozazdroszczenia naszym górskim drogom pod względem zakrętów. Henry, który wcześniej zabrał na swoim motocyklu kilku towarzyszy przygód z peryferyjnych miejsc, już tam czeka, aż zaczniemy spacer z pochodnią wśród upraw kawy. Początkowo lekko pod górę, ścieżka wspina się w górę, by zatrzymać się na polanach, gdzie przewodnik przekazuje nam przydatne informacje o jeziorze i jego mieszkańcach. Jak łatwo się domyślić – a z tej pozycji widać to jeszcze lepiej – jest nim jeden kaldera zapadła się i wypełniła wodą. Stąd też wynikają strome brzegi po jego bokach. Basen nie posiada emisariuszy: w porze deszczowej wypełnia się od 5 do 15 metrów, także dzięki niewielkim strumieniom, a w porze suchej powraca do poziomu początkowego na skutek parowania. Jeśli chodzi o głębokość, mówimy o 350 metrach – wysokości, jaką osiągnęła wyprawa Jacques’a Cousteau. Wygląda na to, że dna nigdy nie udało się osiągnąć. Nietrudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę wulkaniczne pochodzenie.

Henryk jest bardzo dumny ze swojego pochodzenia i kultury Majów i gorzko żartuje z hiszpańskiej kolonizacji. Opowiada nam – nie wiemy, czy to historia, czy legenda – o pierwszej wiosce zanurzonej w jeziorze, z której następnie rozwinęło się 13 otaczających ją obecnie krajów: coś w rodzaju środkowoamerykańskiej wersji Atlantydy. Choć dostarcza nam pierwszych wyjaśnień, nieśmiały blask zaczyna wyłaniać się w kierunku wschodu, ale ciemność wciąż nas otacza i wioski świecą pod nami, rzucając delikatną luminescencję na jezioro. Znowu wspinamy się stromo, aż dotrzemy do punktu szczytowego, gdzie przygotowywana jest kawa i jedzenie; teraz jezioro zaczyna nabierać koloru i jego kształt staje się wyraźny; jego granice nie są już widoczne tylko ze świateł miast. Chociaż na odległość, wulkany Atitlán pokrywają się z Antiguą – oddalone o około 45 kilometrów w linii prostej – tak że można zobaczyć w kolejności San Pedro, Atitlán, Tolimán, a dalej Acatenango, Agua i Fuego. To drugie jest odróżnialne od palenia który wychodzi ze szczytu, którego ciemne ryki przebijają gasnącą noc. Jak co dzień kula ognia stopniowo przychodzi na scenę, zapowiadany magicznym blaskiem, godny króla. Kolory są raczej ciepłe, podobnie jak temperatura – niezbyt przyjemna w ciemności, na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza. To, co przez wielu uważane jest za jedno z najpiękniejszych jezior na świecie, jest już pod nami, gdy na horyzoncie wschodzi nowy dzień. Nie mogliśmy sobie wymarzyć bardziej magicznego zakończenia naszej podróży po tej krainie, wciąż tak mocno przesiąkniętej kulturą Majów.

Ciekawostka
Rostro Maya: profil jeziora z widokiem na niebo
Wschód słońca nad górami w Ameryce Środkowej o zachodzie słońca.
Mapa Ameryki Środkowej - kompletny plan podróży · Powrót do miasta Gwatemala

Przejazd na lotnisko i powrót do domu

Jest już 7:00 i trzeba już wracać na ziemię, bo od tej chwili zaczyna się trudne doświadczenie powrotu. Jeśli w ciągu trzech kwadransów dotrzemy do minibusa, a co za tym idzie do naszego domu w San Pedro, dotarcie na lotnisko w Gwatemali nie będzie już takie proste. Zarezerwowaliśmy transfer, który przybył na czas, aby nas odebrać, ale opóźniliśmy wyjazd do 9:30, czekając na zebranie innych podróżnych. Prawdziwym problemem jest blokady na drodze uniemożliwiającej przejazd. Niestety protesty są równie częste, co nagłe; choć do wczoraj wszystko wydawało się spokojne, dziś znaleźliśmy się w krytycznej sytuacji. Jezioro okrążamy od południa, a nie od północy, krętymi drogami, gdzie wystarczy wolny pojazd z przodu, aby jechać w tempie spaceru. Dodatkowo dziury w drodze i prace asfaltowe zmuszają nas do dwóch postojów po prawie pół godziny każdy. Wydaje się, że ryzyko przegapienia lotu międzykontynentalnego staje się coraz bardziej realne; gdyby na obszarze Antigui dodano bloki, byłby to koniec. Minuty mijają jak głazy, choć nieubłaganie szybko; Kiedy jesteśmy na Panamerican, ryzyko niefortunnych spotkań wzrasta, ale możemy uciekać i kierowcy nie trzeba dwa razy powtarzać. W tej chwili sieć telefoniczna ciągle się podnosi i możemy monitorować pozostały czas: szaleńczy pośpiech do Antigui nie pozwala nam złapać połączenia na lotnisko, więc Henry oferuje nam taksówkę, abyśmy podzielili się kosztami - 17 euro na nasz koszt, ale to absolutnie nie problem. Z pięknej kolonialnej stolicy wyruszamy o godzinie 14.00 i już mamy pewność, że uda nam się dotrzeć. Krótko po 15:00 jesteśmy na międzynarodowym lotnisku, mamy mnóstwo czasu na przebranie się – w Europie wciąż trwa zima – i zjedzenie przygotowanej przez nas na wszelki wypadek przekąski. O 18:30 żegnamy się z Gwatemalą w kierunku San Salvador, gdzie następuje przystanek i gdzie będziemy musieli wysiąść, aby ponownie zaokrętować się na wylot o 21:00. Nocny lot pozwala odpocząć i dotrzeć do Madrytu w dobrej kondycji. Tutaj pijemy kolejną kawę z leche i ostatni skok zabiera nas do domu. Zakończenie z podwójnym, przeciwstawnym dreszczem: mistycznym wschodem słońca nad jeziorem i bardziej prozaicznym – wyścigiem na lotnisko. Pozytywne zakończenie nie robi nic innego, jak tylko pieczętuje wizualne i ludzkie wrażenia ponad oczekiwania. Zaczęliśmy od obaw związanych z bezpieczeństwem i aspektami organizacyjnymi; nie możemy powiedzieć, że był to banalny wyjazd, ale fakt, że był wymagający, że musieliśmy mieć mózg włączony na stałe i że wszystko poszło dobrze, także jest powodem do dumy. Łatwe rzeczy wymagają czasu i szybko popadają w zapomnienie; satysfakcja z przybycia per aspera ad astra widać to także na rozgwieżdżonym niebie, które towarzyszyło nam nad jeziorem Atitlán.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.