Jezioro Manyara i Jezioro Eyasi

Day 9

Jezioro Manyara i Jezioro Eyasi

31/08/2022

Słone jeziora tworzą szczególne siedliska na uskoku afrykańskim (Wielka Dolina Rift)

Kategoria
31/08/2022 1 galleries 0 Maps

Jezioro Manyara i skarpa w dolinie Rift

Jest to niewielki park położony u podnóża zachodniej ściany spektakularnej Wielkiej Rift Valley. Znajduje się 120 km na zachód od Aruszy, a swoją nazwę zawdzięcza płytkiemu słonemu jezioru, które zajmuje około siedemdziesięciu procent powierzchni; zalewa i wysycha wraz z porami roku i jest domem dla tysięcy flamingów i 500 innych gatunków ptaków. Najbardziej znanymi i unikalnymi zwierzętami są lwy wspinające się na drzewa. Jezioro Manyara jest także domem dla największego skupiska pawianów na świecie. Park, będący miejscem akcji pierwszych filmów o Tarzanie, został opisany przez Ernesta Hemingwaya jako „najpiękniejsze miejsce, jakie widziałem w Afryce”.

Wewnątrz Parku Narodowego Jeziora Manyara

Dzisiejszy program obejmuje wizytę w Parku Narodowym Lake Manyara, siedlisku zupełnie innym od tego, co zwykle można zobaczyć w tym regionie. Występuje osadzony w tzw skarpa Wielkiej Rift Valley, czyli wschodniej stronie uskoku przecinającego Afrykę z północy na południe i który utworzył występujące na tym obszarze jeziora. Ciesząc się bardziej zagłębioną pozycją i mniej wystawioną na wiatr, był w stanie rozwinąć rodzima roślinność szczególnie zielony, podobny wyglądem do tego, co można znaleźć w lesie deszczowym, także dzięki drogi wodne pochodzi z dorzecza Ngorongoro, oddalonego o około pięćdziesiąt kilometrów, ale którego podziemne biegi umożliwiają rozkwit całego obszaru. Strumienie, które płyną krystalicznie czysto wśród bujnej roślinności, również dają wrażenie świeżości o poranku. Zobaczmy różne zwierzęta, w tym nieuchwytny lampart, którego ślady, które odkryliśmy niedługo wcześniej, pozostawiły na piaszczystym podłożu drogi. Nie jesteśmy w stanie go sfotografować, ale jego sylwetka jest wyraźnie widoczna w krzakach, a długi ogon jest przezroczysty. Pozostajemy przez chwilę nieruchomo w nadziei, że dostrzeżemy jakiś ruch, ale nie ma już sposobu, aby go spotkać. W najdalszym miejscu od wejścia zatrzymujemy się, aby podziwiać krajobraz, ciekawy choć nieszczególnie malowniczy brzeg jeziora. Lekka warstwa chmur nie pozwala słońcu świecić na wodę, która wydaje się taka szara; płytka głębokość robi resztę i nie można oczekiwać koloru, który charakteryzuje nasze górskie jeziora w pogodne dni. Po krótkiej przerwie na miejscu piknikowym, aby zrobić kilka zdjęć otwierającej się pod nami doliny, kierujemy się w stronę wyjścia, gdzie widać niektóre bawoły zamierzających wypasać się na stromym zboczu. Rozmiar zwierząt wprawia w zakłopotanie, jak udaje im się zachować wystarczającą zwinność, aby utrzymać równowagę na tak nieprzepuszczalnym terenie. W przeciwieństwie do opinii Ernesta Hemingwaya, który określił go jako „najpiękniejsze miejsce, jakie widziałem w Afryce”, pomimo ograniczonego doświadczenia z kontynentem, uważamy, że park ten nie jest obowiązkowym punktem wśród atrakcji północnej Tanzanii; być może dla ekspertów będzie inaczej, ze względu na oryginalność strony, ale w naszych oczach było interesujące, ale nie istotne.

Rzeka przepływa przez zalesiony teren porośnięty bujną roślinnością.

W kierunku jeziora Eyasi i wioski Datoga

W tym miejscu kierujemy się w stronę wyjścia, gdyż poranek dobiega końca; Obiad jemy w domku, gdzie kucharz w międzyczasie przygotował dania, które lubimy. Następnie wyruszyliśmy w stronę jeziora Eyasi, mozolnie wspinając się stromą, ale dobrą drogą wychodzącą ze skarpy, na której znajduje się Mto wa Mbu, wkraczając na zdecydowanie bardziej suchy teren, gdzie dominują najwyraźniej suche krzewy i duże, rzadkie akacje. Droga prowadząca do Ngorongoro i Serengeti biegnie przez zielone wzgórza północnych wyżyn Tanzanii, nad którymi dominuje potężny wulkan Ol Deani, ale zaraz za Karatu, gdzie wyróżnia się kościół o nieproporcjonalnych rozmiarach, zwłaszcza w porównaniu ze skromnością domów, skręcamy w lewo w polną drogę z czerwonym pyłem, która nadawałaby się pod budowę kortów tenisowych. Są one oddalone o kilkadziesiąt kilometrów tylko częściowo odłączone, w słabo zaludnionym kontekście; zadziwiają intensywne uprawy cebuli i trochę warzyw, co stanowi wyraźny znak, że udało im się zdobyć aż tutaj wystarczającą ilość wody. Jednocześnie zaskakujące jest to, jak turystyka w rejonie jeziora jest niezwykle ograniczona: spodziewaliśmy się infrastruktury i turystów w krótkich spodenkach w kontekście niemal nadmorskim. Nic z tego. W smaganej wiatrem krainie znajduje się Eyasi Camp Ngoula, w którym będziemy jedynymi gośćmi tej nocy, co dodaje temu miejscu dodatkowego uroku i pozwala cieszyć się prawdziwą ciszą. Znajduje się w odosobnionym miejscu, bardzo trudno go znaleźć, także ze względu na kiepskie oznakowanie. Zostało otwarte w kwietniu 2020 roku i ze względu na pandemię można się spodziewać, że do tej pory nie odwiedziło go zbyt wielu gości. Widok telewizora zamkniętego w czymś w rodzaju pasa cnoty i zakotwiczonego do znajdującego się pod spodem mebla mówi nam wiele, że Tanzania nie jest najlepsza pod względem zabezpieczenia przed kradzieżą: to mówi wiele o tym, jak prawdziwym powołaniem jest przywłaszczanie sobie cudzych dóbr. Jest tam kilka pięknych krzeseł, których pozioma część jest obszyta zwierzęcą skórą, a reszta składa się z szeregu inteligentnie splecionych ze sobą gałęzi. Czas rozbić namioty, podczas gdy my przeszukujemy okolicę zaintrygowani otaczającą nas pustką. Trudno dojechać ze względu na brak znaków i można się zastanawiać, dlaczego na odludziu, ale dziś wieczorem z pewnością nie będziemy mieli żadnych problemów z sąsiadami. Jest już popołudnie i mamy zamiar odwiedzić położoną niedaleko wioskę Datoga. Plemię liczy około 10 000 osób, prowadzi osiadły tryb życia i jest podzielone na różne podgrupy: niektóre zajmują się hodowlą, inne praktykują rzemiosło obróbka metali i wytwarzanie na przykład grotów strzał, które sprzedają myśliwym Hadzabe. Jesteśmy świadkami pokazu, jak topią metal ze znalezionego na ulicy złomu, podziwiając ich zdolność do formowania pożądanych kształtów z jeszcze gorącego materiału. Produkują także bransoletki i inne przedmioty na rzecz niektórych odwiedzających turystów. Prawdziwa sztuka odlewania połączona z precyzją w szczegółach, która pozwoliłaby im zarobić fortunę wszędzie; tutaj żyją na poziomie minimum egzystencji, ale mogą uważać się za wolnych ludzi. Chaty są na tyle duże, że pozwalają na godne życie, a także służą jako laboratorium do mielenia kukurydzy, wciśnięty pomiędzy dwa odpowiednio wygładzone kamienie; Spróbujmy swoich sił w tej pracy i odnieśmy jakiś sukces. Datoga są poligamistami, poślubiają także osoby z innych plemion, jednak elementy bardziej konserwatywne wolą unikać tego typu krzyżówek. Aby mieć żonę, trzeba przywieźć w posagu dwadzieścia krów. Spotkanie pozwala nam zrozumieć, jak żyją lokalni mieszkańcy, w kontekście ubogim jak na nasze standardy, ale godnym pod względem podstawowych potrzeb; na pewno nie znaleźliśmy się wśród ludzi, którzy się nas nie spodziewali, demonstracje to część ich pracy, ale to w niczym nie umniejsza prawdziwości tego, co widzieliśmy.

Zachód słońca i rybacy na jeziorze Eyasi

Kontynuujemy podróż wzdłuż północnych brzegów jeziora Eyasi. Po turystach nie ma śladu; na szerokiej plaży usianej palmami widzimy pole namiotowe, ale od razu rozumiemy, że nie są to zwykłe namioty, które do tej pory widzieliśmy: znacznie biedniejsze i prostsze, należą do rybaków, których widzimy zajętych z trudem wyciągali sieci na brzeg pełen małych ryb. Zobaczymy, przenika nas silny zapach stosy ryb do wyschnięcia, praktycznie już panierowane w piasku. Prosimy o wyjaśnienia i dowiadujemy się, że po wyschnięciu nawet piasek schodzi; traktujemy to stwierdzenie dosłownie, ale go nie smakujemy. Jest to praca sezonowa: teraz, gdy woda jest niska, jezioro zapełnia się rybami, w porze deszczowej namioty są przenoszone w bezpieczne miejsca i jezioro ponownie się rozszerza. Zachodzące słońce, z rybakami ustawionymi w szeregu ciągnącymi sieci, przedstawia obraz minionych czasów; można by powiedzieć, że romantycznie, gdyby nie fakt, że to my robimy zdjęcia, a oni walczą. Jadąc w stronę jeziora zaskakujące jest to, że krzaczaste drogi są tak pełne zakrętów, nawet przy braku własności prywatnej lub z innych powodów, które uniemożliwiają proste ścieżki; pewnie to nic innego jak poszerzenie ścieżek. Bez kogoś lokalnego nie bylibyśmy w stanie się wydostać. Przy tej okazji korzystamy z pomocy lokalnego przewodnika, chłopca, który bardzo dobrze mówi po angielsku i jest wyluzowany w stosunku do każdego, kogo spotyka.

Jeziora Manyara, Eyasi i Natron, będąc pochodzenia wulkanicznego, mają odczyn zasadowy, dlatego są słone i nie można ich używać do nawadniania ani innej działalności człowieka, a niektóre nawet do połowów. Mają kilka dopływów, ale nie mają emisariuszy.

Ciekawostka
Jeziora alkaliczne

Wieczór w obozie Eyasi

Wracamy na dobry obiad do obozu, gdzie zajadamy się kawałkiem węgorza ( antylopa elandzka). Właściwie to zapytaliśmy, czy można skosztować jakiejś dziczyzny, a Lamek od razu nas zadowolił kawałkiem na dzisiejszy wieczór i jednym, który zjemy na obozie Lobo. Całość ogrodzona wysokimi żywopłotami, które jednocześnie wyznaczają strefę parkingową, kuchenną itp. Dobrze ułożone krzewy zapewne również chronią przed wiatrem, ale jednocześnie czynią to miejsce przyjemnym i harmonijnym.

Nocleg
Obóz Eyasi – (Jezioro Eyasi)

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.