Powrót do Arushy

Day 14

Powrót do Arushy

05/09/2022

Z wód Natron żegnamy wspaniały wschód słońca, godną pieczęć podróży.

Kategoria
05/09/2022 1 galleries 0 Maps

Powrót z jeziora Natron do Arushy

Budząc się o 5 rano po jedynej ciepłej nocy naszego pobytu w tej części Afryki Równikowej, w pół godziny przygotowujemy się i rozkładamy namiot, w ciszy, aby nie przeszkadzać innym obozowiczom i bez śniadania. Droga jest okropna (pomyśleć, że chociaż ją przejdę rozkładowy autobus), wyboista droga gruntowa pełna dziur, na której Land Rover kołysze się, wzbijając wokół siebie chmurę kurzu. Módlmy się, żeby to się teraz nie skończyło, bo dzisiaj to nie żarty, mamy lot powrotny, ale mamy też pocieszający margines czasu. Dokładnie w momencie wschodu słońca zatrzymujemy się zjeść śniadanie i na tym właśnie momencie chciałbym się skupić, robiąc migawkę, która mogłaby być momentem końcowym podróży. Lamek kładzie obrus na masce terenowego pojazdu wyjmując termos z kawą, my dajemy mnóstwo resztek ciasteczek, wschodzi słońce i oświetla scenę swoim żółtawym, niemal poziomym światłem. Stojąc, jemy śniadanie na odludziu, suche krzewy czekają na deszcz i jałowa ziemia, a wszystko to staje się piękne tylko dzięki kątowi, z którego pada światło. Cieszymy się tą chwilą równie pustą, co ogromną, gdy promienie tworzą obraz nie do opisania tylko słowami. Takie podsumowanie tych dwóch spektakularnych tygodni może właściwie oddać jedynie wschód lub zachód słońca.

Pojazd terenowy jedzie polną drogą w afrykańskim krajobrazie.

Ostatnie godziny w Tanzanii

W pewnym momencie nie ma nikogo przejeżdża lokalny pojazd terenowy ale już skończyliśmy i nie ma ryzyka doprawiania śniadania proszkiem. Ruszamy ponownie na kilkadziesiąt kilometrów polnych dróg, już ostatnich. W końcu skręcamy na południe w ul piękna droga łącząca Arusha z granicą z Kenią. Choć typowo afrykańscy, żyjemy teraz w cywilizacji: chaty ustępują miejsca murowanym domom, tradycyjne stroje ustępują miejsca prostym ubraniom, bardziej podobnym do naszego. Za pół godziny jesteśmy w mieście na zakupy kawy i herbaty, Lamek kupuje nam świeży imbir. Zostało jeszcze trochę czasu na ostatni lunch (smakujemy też ugali), na który zapraszamy naszego przewodnika i kucharza. Przed przybyciem na lotnisko rozdajemy napiwki i jesteśmy gotowi na ostatni odcinek w kierunku małego, ale przyjaznego lotniska. Tutaj żegnamy się i przechodzimy przez odprawy, które pozwolą nam punktualnie wejść na pokład. Dalsza część podróży nie przyniesie żadnych niespodzianek, przypieczętowując doświadczenie zrodzone na niczym innym, niż dobrymi ścieżkami, ale przekształcone we wspaniałą okazję do zobaczenia i nauki. Ponieważ nie było to moje pierwsze doświadczenie w Afryce, pomyślałem, że infekcja tą tak osławioną afrykańską chorobą mnie nie dotyczy i że czy mi się to podoba, czy nie, zostałem na nią w jakiś sposób zaszczepiony. Po tej podróży nie jestem już tego taka pewna, ludzie, których spotkałam, wytworzyli więź z tą krainą i jej pięknem, wzbudzając uczucie nostalgii w momencie wyjazdu. Czy to możliwe, że byli to ludzie z gór?

Wszystkiego dobrego! (Do zobaczenia wkrótce w języku suahili)

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.