Kilimandżaro 2: z obozu Machame do obozu Shira

Day 3

Kilimandżaro 2: z obozu Machame do obozu Shira

25/08/2022

Poranne mgły i wreszcie otwarcie z pierwszym widokiem na naszą górę

Kategoria
25/08/2022 1 galleries 0 Maps

Od lasu po wrzosowiska

Siedlisko: Wrzosowiska

Z obozu Machame do obozu Shira

To dzień, w którym opuszczasz ostatnie polany lasu deszczowego, tuż nad obozem Machame, i udajesz się na położone na dużych wysokościach wrzosowiska. Przekraczając małą dolinę, wspinamy się stromym skalistym grzbietem porośniętym wrzosami, aż do jej końca. Stąd, w kierunku wschodnim, otwiera się widok na zachodnią Breccię ze wspaniałymi lodowcami. Kiedy niebo jest czyste, można dostrzec górę Meru, Kibo, a nawet wioski daleko w dole. Następnie trasa skręca na zachód, przecina wąwóz rzeki i dociera do obozu Shira na wysokości 3840 metrów. W tym odsłoniętym obozie noc jest jeszcze zimniejsza od poprzedniej, a temperatura często spada poniżej zera.

Ciekawostka
Wrzosowiska Kilimandżaro

W kierunku obozu Shira pomiędzy mgłą a wrzosowiskami

Noc jest cicha; budzimy się o 6.30 kawą w namiocie, po piętnastu minutach przyjeżdżają dwie miski, żeby nas umyć, potem jemy śniadanie i o 8 jesteśmy gotowi do wyjazdu. Niebo jest czyste, lecz po kilku minutach spowija nas świeża mgła, która jednak pozostaje na tyle otwarta, że ​​możemy podziwiać otaczający krajobraz. Będzie to Jackson, drugi przewodnik, który wspina się z nami w kierunku płaskowyżu Shira, natomiast Joseph, główny przewodnik, nadzoruje likwidację obozu i dołącza do nas po drodze. Formację ustanawia się natychmiast, z przewodnikiem na czele, i tak będzie również w kolejnych dniach, przy zachowaniu serdecznej dyscypliny. Tempo, niezbyt szybkie, ale stałe i rytmiczne, okazuje się najlepszym sposobem na uniknięcie zmęczenia, niekumulowanie kwasu mlekowego i umożliwienie dobrego trawienia podczas chodzenia. Wyszliśmy już z lasu, wspinaczka jest trudniejsza w porównaniu do wczorajszego, ale wszystko mieści się w normie tego, co robimy na niedzielnych wycieczkach. Zaleca się częste picie i skrupulatnie przestrzegamy zaleceń. Tempo jest powolne, podczas częstych przystanków wyprzedzamy się z innymi grupami, a atmosfera pozostaje luźna. Tragarze różnych drużyn rozłożyli już namioty i pod naszymi pełnymi podziwu spojrzeniami szybko udali się w stronę następnego obozu. W pewnym momencie zdejmujemy pokrowiec plecaka bo mgła zamienia się w kropelki który z łatwością możemy zdefiniować jako deszcz.

Suchy krajobraz krzewów na afrykańskiej sawannie podczas safari.

Idę w górę wróćmy do oglądania nieba i jesteśmy na wysokości 3600 metrów. Słońce oświetla wspaniałe kwiaty wrzosowisk, zwłaszcza janowca i janowca inne białe kwiaty i piramidalna figura Góra Meru, ze swoimi 4556 metrami, zawsze zanurzony w ratowniku chmur. Ale to tylko preludium, bo chwilę później, patrząc w prawo, widać sylwetkę nasza góra, co po raz pierwszy jawi się jako życzenie gotowe do spełnienia, choć w obliczu wyrzeczeń. Krótkim zjazdem docieramy do niego około godziny 13:00 Obóz Shiry, położony na pięknym płaskowyżu smaganym wiatrem, ale z pięknymi widokami. Uważamy, że nasz namiot jest gotowy, częstowana jest herbatą, a lunch pojawia się około 14:00. Oprócz Meru, w kierunku zachodnim, który będzie stałym towarzyszem przez kilka najbliższych dni, widać rejon Shira Peak, wygasłego wulkanu wchodzącego w skład masywu Kilimandżaro, w pobliżu którego wznosi się Trasa Lemosho, który jutro zobaczymy wpadający do Machame. Mimo, że wczoraj wspinaliśmy się wśród tych ostatnich, spotkaliśmy na ścieżce kilka osób, których dziś nie mieliśmy już okazji spotkać, choć niełatwo jest odnaleźć się w tych mobilnych miasteczkach, jakimi są pola. Co jeszcze dziwniejsze, zauważamy, że ze smartfonem można połączyć się praktycznie na każdej wysokości, choć nie wszędzie; w ten sposób udaje nam się utrzymać kontakt ze światem i niemal na żywo przekazywać informacje o naszej przygodzie. Po południu wybieramy się z Józefem na spacer do ul panoramiczny punkt na płaskowyżu, bardzo wietrznie, ale w doskonałej lokalizacji dla jednego niezapomniana sesja zdjęciowa z Kilim. Dodatnia różnica wysokości będzie wynosić tylko 130 metrów, ale każda okazja jest dobra, aby skorzystać z treningu. Następnie samodzielnie zwiedzamy obóz, który jest naprawdę duży i pełen kolorowych namiotów najróżniejszych kształtów i rozmiarów. Wszyscy wydają się być aktywni, słychać gotowanie, rozmowy, śpiew, a w niektórych grupach tragarze wykonują pieśni i tańce charakterystyczne dla lokalnego folkloru. Kilka chwil relaksu w namiocie, przed Kilimandżaro, grożącym i łagodnym nad nami. Nadchodzi pora obiadowa, w lepszym momencie niż wczoraj, i mamy nawet czas, żeby coś poczytać. Z tej okazji się podniosłem Góry życia autor: Bonatti: jaki jest lepszy bodziec na zmierzenie się z kolejnymi dniami wspinaczki? Wspominanie jego wspinaczek na Dru dodaje pozytywnej energii i motywacji, aby się nie poddawać, wiedząc doskonale, że między nami nie łączy go nic poza pasją do gór. Ale nasz cel jest również nieskończenie niższy niż jego. Reszta w porządku: można powiedzieć, że pierwsze dwa dni to dobry punkt wyjścia do dalszej wędrówki, mając świadomość, że ciężkie dni dopiero przed nami. Ciemność spowija obóz Shira, ale promienie słońca, teraz ciepłe, świecą jak reflektory na górze, oświetlając ją i sprawiając, że poczuła się jeszcze bardziej obiektem pożądania. Z tym widokiem wracamy do namiotu i nie ma sensu zadawać sobie pytania, jaka była ostatnia myśl przed zaśnięciem.

Nocleg
Trekking na Kilimandżaro – Obóz Shira

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.