Pustynia Thar

Day 4

Pustynia Thar

17/02/2024

Odwiedź Fort Jaisalmer. Pustynia Thar z wydmami i zachodami słońca

Kategoria
17/02/2024 1 galleries 0 Maps
Mapa Indii - kompletny plan podróży · Fort Jaisalmer

Miejskie oblicze Laxmi Narayan Mandir

Indyjskie noce zwykle charakteryzują się hałasem, niezależnie od przyczyny. Mimo, że hotel znajduje się w spokojnej okolicy, wczoraj wieczorem w okolicy odbywała się impreza i w niektórych sytuacjach nie zwraca się uwagi na głośność. W tym okresie często spotyka się wesela i związane z nimi przyjęcia, które stanowią żywy i hałaśliwy dodatek.

Śniadanie na tarasie, proste, ale jak na nasz gust wystarczające: chleb smażony na wzór wielkich kłamstw, dahl z ryżem i ryż słodzony z rodzynkami. O 9 spotykamy lokalnego przewodnika, z którym byliśmy już wczoraj po południu: mówi nam, że należy do kasty bramińskiej, jego ojciec pracował jako przewodnik religijny, a on wolał poświęcić się czemuś innemu. Niemniej jednak, gdyby miał dzieci, które chciałyby podążać ścieżką religijną, mogłyby bez problemu zostać braminami, mimo że tego nie zrobił. Z tego jasno wynika, że ​​hinduscy kapłani mogą bezpiecznie zawierać małżeństwa. Oczywiście jest zwolennikiem systemu kastowego (najwyższy jest system braminów); przechodząc ulicą, zna wszystkich i wszyscy zwracają się do niego tonem przyjaznym, a nie religijnym. To osoba, która wie, co robić, ma dobrą kulturę na tle przeciętnego człowieka i musi mieć charakter, który dogaduje się ze wszystkimi zarówno ze względów duchowych, jak i wygody. Ze sposobu, w jaki porusza się po alejkach, można odnieść wrażenie, że jest to duchowy ojciec, dla każdego ma słowo, udziela rad i czuje się swobodnie w każdej zaistniałej sytuacji.

Mapa Indii - kompletny plan podróży · Świątynie Jain w Jaisalmer

Bhansali Gotriya Sha Bida i Shiva z Parvati i Ganeshem

Ruszamy z nim drogą wiodącą do fortu, celowo krętą, tak aby z jednych drzwi wejściowych nie było widać następnych, a oszukani w ten sposób wrogowie podczas szturmów pozostawali między jednym a drugim, aby obrońcy byli celem za pomocą kamieni lub cylindrycznych głazów przypominających krótkie, toczone kolumny. Z siedmiu świątyń dżinijskich znajdujących się w forcie odwiedzamy dwie (jedna to tzw Bhansali Gotriya Sha Bida) otwarte tylko rano, ponieważ popołudniu służy wyłącznie modlącym się dżinistom; the kamień z piaskowca wydaje się drobno inkrustowany, z Sankta Santorum pośrodku i rząd rzeźb przypominających Buddę po bokach, zwykle w kolorze gładkiego białego marmuru. Legenda głosi, że dżiniści z tego regionu zostali zaatakowani przez gangi przestępcze i poprosili ówczesnego maharadżę, aby pozwolił im wejść do fortu, zbudować świątynie i zapewnić im ochronę; odpowiedział twierdząco, mówiąc, że nie będzie prosił o pieniądze ani o nic innego, wystarczyło zadbać o to, aby były tam również symbole hinduizmu i aby wierni innych wyznań mogli się tam modlić. To wyjaśnia obecność posągów Śiwa z Parvati i Ganeshem.

Wydaje się, że istnieje duże zainteresowanie tym ostatnim, ponieważ jego wizerunek pojawia się niemal wszędzie na ścianach, jako statuetki i we wnętrzach prywatnych domów. Sceny erotyczne są przedstawiane wewnątrz świątyni, ponieważ trzy funkcje człowieka to joga (tj. Medytacja), jedzenie i seks. Przedstawienie to służyło temu, aby ludzie w przeszłości wydawali się naiwni, a rady życiowe objęte świętością były z pewnością skuteczniejsze.

Wnętrze indyjskiej świątyni z kamiennymi elementami architektonicznymi.
Mapa Indii - kompletny plan podróży · Laxmi Narayan Mandir

W kierunku Laxmi Narayan Mandir

Poruszamy się trochę, żeby zobaczyć dwie małe świątynie hinduistyczne; są bardziej ruchliwe i bardziej kolorowe, choć mniej zatłoczone. The pierwsza jest poświęcona Wisznu i mamy szczęście uczestniczyć w pudży, podczas której kapłan przyjmuje ofiary i recytuje krótkie mantry, na które wierni odpowiadają w naturze, chodząc wokół ołtarza zgodnie z ruchem wskazówek zegara, niektórzy siedzą przed ołtarzem ze skrzyżowanymi nogami i intonują modlitewne mantry. Wchodzisz zdejmując buty, dezynfekując ręce w sąsiednim zlewie i zostawiając plastikowe butelki na zewnątrz; wchodzisz zdejmując buty, dezynfekując ręce w sąsiednim zlewie i zostawiając plastikowe butelki na zewnątrz; wychodzisz, cofając się, nie odwracając się plecami do ołtarza. Drugi ( Laxmi Narayan Mandir) jest najwyraźniej poświęcony Śiwie, z lingą zwieńczoną kobrą i bykiem Nandi z przodu. Modlitwy są w całości adresowane do byka (pojazdu Śiwy), ponieważ Bóg jest nieustannie w pośrednictwie, a zwierzę działa jako pośrednik. Niektórzy mężczyźni rozprowadzają oczyszczającą wodę na głowie węża, co z kolei powoduje, że przesuwa się on po lingi i zbiega się na dnie reprezentowanym przez yoni. Otacza nas wysoce mistyczna atmosfera i ciekawie jest obserwować rytuały, które następują jeden po drugim. Wiernymi są wyłącznie mężczyźni, za którymi pilnie ustawiamy się w kolejce, okrążają ołtarz zgodnie z ruchem wskazówek zegara, ale tylko przez trzy czwarte, gdyż przejście symbolicznie blokuje wypływająca z yoni rzeka Ganga (Ganges); wracasz i docierasz do tego samego punktu po drugiej stronie, nie zataczając pełnego koła. Legenda lub wierzenie głosi, że święta rzeka, która ma uczynić równinę noszącą jej nazwę żyzną, pochodzi z nieba i zniszczyłaby wszystko, gdyby jej siła wybuchu nie została złagodzona przez fakt, że przepływa przez włosy Śiwy i w ten sposób przekształca się w spokojną rzekę, którą znamy.

Zamknijmy stronę duchową i zobaczmy Jaisalmera z góry mury twierdzy, nawet wypijając drinka w barze, którego taras oferuje wspaniałe widoki. Kończymy wizytą w sklepie z tkaninami, gdzie zostaje nam wyjaśniony system tkania, jaki ma miejsce w wioskach rozsianych po okolicznych terenach pustynnych. Większość produktów dostępnych w tym sklepie spółdzielczym wytwarzają kobiety należące do grup nomadów, które utrzymują się z hodowli owiec i rzemiosła przodków, ale są dobrze dostosowane do gustów turystów; niektóre cenne kreacje powstają w stylu patchworkowym, przy użyciu zdobionych ubrań na uroczystości. Jedziemy dalej wąskimi uliczkami centrum, byłyby piękne, gdyby nie panujący brud. Krowie odchody zbierane są z kół samochodów i rozsypywane na przestrzeni kilku metrów, a twórcy wędrują bez celu od jednej sterty śmieci do drugiej. Zdaniem niektórych, skoro krowy mają właściciela, to przy jednoczesnym poszanowaniu ich świętości nie należy pozwalać im na swobodne włóczenie się po ulicach. Byłby to tylko jeden z wielu problemów higienicznych nękających Indie, oprócz psów, ludzi żebrzących w rozpaczliwych warunkach i stert śmieci.

Kilka punktów panoramicznych oferuje możliwość zrobienia zdjęć na drzwi wejściowe do fortu; nawet o poranku złoty kolor gliny błyszczy w coraz gorętszym słońcu. Przechodząc przed sklepem z odzieżą damską przewodnik wyjaśnia nam, że kobiety przed ślubem zakładają strój składający się ze spodni i długiej marynarki z szalikiem (pashmina); po ślubie noszą tylko sari, a spodnie nie są już używane. Niektóre muzułmanki z określonego rodu noszą oczywiste zestawy srebrnych bransoletek, a jedyna złota biżuteria, jaką noszą, składa się z naszyjnika i pierścionka zwisającego z jednego nozdrza.

Choć nie ma tu sztywnego podziału, miasto zamieszkują głównie Hindusi, natomiast muzułmanie zamieszkują peryferyjne wioski. Zapewniamy, że współistnienie przebiega dobrze, jednak nie można wykluczyć atmosfery podejrzeń, biorąc pod uwagę napięcia z sąsiednim Pakistanem. Chodźmy zobaczyć to jeszcze raz Jezioro Gadisar, piękne sztuczne jezioro utworzone przed wiekami jako rezerwat wodny, z którego na wysepce wyłania się cenotaf, który wydaje się być stworzony specjalnie. Woda jako zasób zawsze była czymś cennym, a potrzeba wykorzystania opadów monsunowych (mniej intensywnych niż gdzie indziej ze względu na peryferyjny charakter miasta) doprowadziła do budowy basenu.

Widok na jezioro Gadisar ze starożytnymi kamiennymi konstrukcjami w wodzie.

Wyruszyliśmy w kierunku południowym w stronę pustyni; gdy odchodzimy, ostatni widok na miasto a fort, który nad nim dominuje, pozwala nam wyobrazić sobie, jak imponujący musiał się wydawać tym, którzy zbliżali się do niego z niekończącej się jałowej równiny. Pustynię często przerywają obszary, na których rosną cienkie drzewa: za rządów brytyjskich starano się uczynić glebę jak najbardziej żyzną, rzucając nasiona, nawet przy użyciu helikopterów, aby stworzyć minimalną ilość roślinności. Widzimy w otwartej wiejskiej wiosce autobus pełen ludzi czekając na wyjazd, pień się przepełnia i ludzie do niego wspinają się. Odjeżdża w stronę granicy pakistańskiej, stąd wysiadają pasażerowie, których zabierze inny autobus, zapewne równie zdesperowany. Wielu z nich to pracownicy pracujący na obszarze przygranicznym, lokalna ludność ma łatwiejszy dostęp do jego przekraczania; to samo dotyczy zachęcania do spotkań rodzin podzielonych przez zabór; Wymagane są jednak specjalne uprawnienia. Tak naprawdę granica między Indiami a Pakistanem została wytyczona arbitralnie pod koniec brytyjskiego kolonializmu i nie uwzględniała (prawie nie mogła) uwzględniać potrzeb społecznych. W jakiś sposób próbował oddzielić Hindusów od muzułmanów, doskonale wiedząc, że wszędzie jest jedno i drugie i że to skończy się niezadowoleniem wszystkich. Pewne jest jednak, że głównym celem nie było spotkanie rdzennej ludności.

Wioska Dhoba na pustyni Thar składa się z kilka zaadaptowanych domów i zintegrowane z usługami niezbędnymi dla potrzeb turystycznych, wokół pasą się kozy, chcąc wypasać dostępną trawę, a jutro rano zobaczymy kilka pawi, które znalazłyby tu miejsce w luksusowych willach. Porządny podwieczorek powitalny, kilka słów o tym jak tu żyjemy i ruszamy jeepem do celu przejechać się po wydmach i przystanek w wiosce zagubionej na odludziu. Studnia, trochę krzewów i dużo słońca to główne składniki gospodarki na własne potrzeby. Dla niewrażliwych oczu można by się zastanawiać, jak taka prostota życia mogła zadowolić ludzi, którzy tam mieszkają, ale dla nich to miejsce jest prawdopodobnie najpiękniejszym miejscem na świecie. I nie ma co się sprzeciwiać, że oni tylko to wiedzą. Dzieci biegają szczęśliwe zwłaszcza jeśli częstuje się ich słodyczami, kobiety są zajęte pracami domowymi na podwórzu mężczyzn jest niewielu i prawdopodobnie próbują przywieźć do domu coś, co pozwoli im przetrwać. Z drugiej strony wszędzie są kozy, od których pozyskujemy mleko i jego pochodne, a może nawet mięso, jeśli nie są wegetarianami. Z pewnością te zwierzęta stanowią dobrą wartość do handlu. Domy są kryte strzechą, wymienianą co dwa lata. Piaszczysta przestrzeń jest często usiana drzewami i krzewami, czasami ziemia staje się twarda i w jej piwnicy znajduje się miasto dużych jaszczurek, bardziej przypominających małe jaszczurki monitorujące; żyją w pobliżu dziur, do których w razie potencjalnego zagrożenia szybko się wycofują, czasami ledwo widać ich wystające głowy. Stary jeep wlecze się po wydmach, co jakiś czas musi się cofnąć, aby kontynuować podjazd, aby nie ugrzęznąć w piasku; patrząc z deski rozdzielczej wątpliwe jest, jak może się jeszcze poruszać, ale ostatecznie wracamy do punktu wyjścia. W małej wiosce, w której jesteśmy goszczeni, około 300 metrów od domów znajduje się studnia, w której mężczyzna wyciąga wodę wiadrem i wlewa do zbiornika ciągniętego przez dromader; napełnienie go zajmie trochę czasu i wysiłku, biorąc pod uwagę, że pojemnik traci cenny płyn ze wszystkich stron. W międzyczasie niektóre kobiety przybywają ze wspaniałymi kolorowymi sari i pustymi pojemnikami, które wygodnie umieszcza się na głowach jeden na drugim, zbliżają się do innej studni w pobliżu i zacznij czerpać wodę. Częściowo dla folkloru, częściowo po to, żeby pomóc, oferuję im pomoc, którą wcale nie gardzą. Kiedy żartobliwie pytam, czy mogę kontynuować, odpowiadają, że doceniają ten gest i że mogę kontynuować, wymieniając uśmiechy, co jest jedyną możliwą formą dialogu. Muszę uważać, żeby nie wrzucić wiadra z liną do studni, bo ostatecznie wszystko jest w porządku. Zdjęcie z zakrytymi twarzami (mówią, że od słońca, być może ze względu na dziedzictwo kulturowe) i wychodzą z pełnymi kontenerami obciążający kość szyi.

Wciąż opuszczając obóz, wkrótce potem ruszymy na grzbiecie dromadera w kierunku ul punkt zachodu słońca cieszyć się eterycznym obrazem słońca powoli, ale nieubłaganie schodzącego, zmieniającego kolor z żółtego na najbardziej intensywną czerwień i ostatecznie pozostawiającego fioletowy ekran, który wkrótce zamieni się w czerń, która pokryje całą pustynię. Czas wracać zanim się ściemni, na obozie można zjeść obiad na świeżym powietrzu, jednocześnie oglądając koncert ludowy co sprawia, że nawet dobry obiad staje się mniej smaczny: rodzina złożona z ojca, matki i dwójki dzieci zaczyna grać, śpiewać i tańczyć tradycyjne „melodie”; nie wiemy, czy to zależy od nich, czy od gatunku muzycznego, ale przedstawienie nie jest najbardziej przekonujące. Doceniamy jednak intencję i mistrzostwo, z jakim grają na prowizorycznych bębnach i kastanietach. Niezbyt rozczarowani końcem koncertu, przygotowujemy się do spędzenia spokojnej nocy w nowoczesnym namiocie/sypialni; o pewnej porze niektóre psy zgadzają się szczekać jednocześnie, kolejny koncert, bez którego moglibyśmy się obejść, ale który przypomina nam, że w Indiach nawet na pustyni cisza nie ma prawa przebywać, nawet w nocy. Nie będziemy walczyć, żeby to pokonać.

Nocleg
Jaisalmer – Sanjay Vilas

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.