Day 10
Pasma West McDonnell
Pasma West McDonnell: sugestywne przystanki w Czerwonym Centrum – Zachód słońca w Alice Springs
Ochre Pits i Ellery Creek Big Hole
Jedziemy Larapinta Drive, która prowadzi do WEST MACDONNELL RANGE. Zatrzymujemy się kilka kilometrów za Alice Springs, aby zatrzymać się przy Flynn's Grave, gdzie znajduje się grób założyciela Royal Flying Doctor Service. Wielebny, wyświęcony w 1912 r., był odpowiedzialny za RFDS do 1951 r. Ciekawe, że na tym grobowcu znajdował się kamień wzięty z Diabelskiego Parku Marbe, ponieważ obrażał on wrażliwość religijną miejscowej ludności Aborygenów, został następnie usunięty i zastąpiony, po długiej serii negocjacji, innym kamieniem pochodzącym ze wschodnich MacDonnels, gdzie mitologia aborygeńska głosi, że gąsienice stworzyły te góry zostały znalezione. Niezależnie od różnej świętości, jaką miejscowi przypisywali kamieniom, faktem pozostaje, że Flynn w istotny sposób przyczynił się do rozwoju buszu, tworząc służbę zdrowia, która zaczyna się od wykorzystania dwóch stosunkowo nowych wynalazków: samolotu i radia. Dla ścisłości należy pamiętać, że obecnie 80% pomocy RFDS trafia do ludności aborygeńskiej i że większość z nich otacza ją czcią, bez względu na problemy, jakie pojawiły się po umieszczeniu nagrobka. Zjeżdżamy na Namatjira Drive, gdzie krajobraz jest bardzo jałowy, a ziemia bardzo czerwona, chociaż pierwsza część przybiera starożytny różowy kolor. Obszar Glen Helen jest silnie zalesiony, ze średnio krótkimi pniami i intensywnie czerwoną glebą. Droga wiernie podąża za pofałdowaniami terenu, tworząc grę wzlotów i upadków. Dochodzimy aż do drogi gruntowej i zaczyna się Droga do pętli Mereenie która prowadzi do Królewskiego Kanionu, ale jest dostępna tylko dla pojazdów terenowych. W ten sposób dotarliśmy do najdalszego punktu, aby rozpocząć serię przystanków, które zabiorą nas w najciekawsze punkty Pasm. Przede wszystkim piękny punkt widokowy z widokiem na górę Sonder, a następnie Wodopoj Glen Helen z całym szeregiem ptaków wodnych i pięknym krajobrazem, jaki oferuje to jezioro na dnie kanionu. Jadąc wstecz odwiedzamy wąwóz Ormistone, który jest trochę w cieniu, a drzewa eukaliptusowe wyróżniają się białą korą. Ciekawe, jak te drzewa czasami upadają, opróżniają się w środku, ale na zewnątrz sok nadal płynie i wyłaniają się gałęzie, ale lepiej byłoby nazwać je prawdziwymi pniami, aby utworzyć nowe drzewo zaszczepione na powalonym. Kilka kilometrów później widzimy tzw Doły ochry, skarpa, na której naprzemiennie występują różne rodzaje skał, które zbierają całą gamę kolorów, od żółtego po fioletowy. Aborygeni przybywali na te tereny, aby zbierać kolory, którymi malowali i malowali swoje twarze. Wielka dziura w Ellery Creek zawsze znajduje się po lewej stronie orograficznej. Jest to duży basen z wodą, w którym odbijają się skały powyżej, kolory są wspaniałe, a niektórzy korzystają z niego, aby kąpać się w jego słodkich wodach. Zorganizowaliśmy wycieczkę po pięknościach Western MacDonnell w ten sposób, abyśmy mogli być na miejscu Przepaść Standleya w południe, właśnie w momencie, gdy słońce wpada prostopadle do wąskiego kanionu, oświetlając bezpośrednio przejście i odbijając ściany jasnymi odcieniami pomarańczu. Kanion opada prostopadle i patrząc z niektórych punktów wydaje się, że ściany się stykają. Jednak w najwęższym miejscu nie przekracza 2 m. na szerokość. To jedyna płatna witryna w Ranges; stawka jest skromna, ale dla „nieostrożnych” turystów gorliwy menadżer zostawia na przedniej szybie samochodu kartkę papieru przypominającą o konieczności dopełnienia obowiązku po powrocie. Jesteśmy obowiązkowi i spłacamy dług natychmiast. Przerwa Simpsona jest może mniej charakterystyczna, ale nadal bardzo interesująca. Słynie z obecności około dwudziestu wallaby czarnonogich, które nie pojawiają się ze względu na wczesne popołudnie i nieubłagane słońce. Wolą pozostać ukryte w cieniu skał otaczających szczelinę.
Wracamy do Alice Springs, aby obejrzeć starą stację Ghan z zabytkową lokomotywą. To stara linia kolejowa łącząca Adelajdę z Alice Springs. Linię kolejową zbudowano w latach pięćdziesiątych XIX wieku, ale wkrótce trzeba było ją przenieść, co wiązało się z dalszymi, znaczącymi wyrzeczeniami, ponieważ pierwsza trasa przebiegała przez całe regiony dotknięte powodziami i dlatego nie mogła zagwarantować obsługi przez długi czas, chyba że była regularnie porywana przez prądy. Nowa kolej pochodzi z początku ubiegłego wieku i została przesunięta dalej na zachód, rujnując wsie, które powstały wokół stacji starej trasy. Obecnie stanowią one część interesującej trasy miasta duchów, do której można dojechać wyłącznie pojazdami terenowymi. Następnie wracamy do miasta na prysznic, a następnie oddajemy się zakupom. Widzimy całą serię didgeridoo, niektóre wydają się interesujące, ale zadowalamy się zakupem kilku bumerangów. Kolory i dekoracje w kropki są typowe dla kultury Aborygenów i prawdopodobnie będą dobrze komponować się z nowoczesnymi lub etnicznymi meblami.
Charakter mieszkańców buszu jest dość zimny, nie budzi wielkiej sympatii. Nie są skłonni do żartów ani żartów, co jest dziedzictwem wrogiego środowiska, które z biegiem czasu ukształtowało ich charakter. Oprócz Anny z Coober Pedy, osoby kulturalnej, z którą na pewno nie brakuje rozmów, u pozostałych mieszkańców, których spotykamy i z którymi rozmawiamy choćby przez kilka słów, wyczuwamy uprzejmość, poprawność, ale nie mają one wiele z tego jowialnego i miłego charakteru, jaki buduje reputację przeciętnego Australijczyka. W Alice Springs mamy kolejne potwierdzenie tego, że niezależnie od tego, jak bardzo przechwala się retoryka na temat integracji rasowej, biali i Aborygeni zawsze pozostają dwoma odrębnymi światami. Z jednej strony pierwsi, którzy zarządzają działalnością komercyjną i w ogóle wszelką działalnością związaną z kontaktem ze społeczeństwem, z drugiej strony świat aborygenów, którzy również logistycznie żyją na obrzeżach miasta. Nie widzimy ich nawet zatrudnionych na stanowiskach, które w innych krajach są typowe dla rodzimej siły roboczej niskiego szczebla. Niezależnie od koloru ich czarnej skóry, włosów sięgających blond oraz krótszego i bardziej krępego ciała niż czarni, od razu wyróżniają się nawet na ulicy, ponieważ zwykle podróżują amerykańskimi samochodami, starymi i dymiącymi, przepełnionymi po brzegi.
Polityka i społeczeństwo
Nie chcąc szukać tutaj przyczyn, nie można zaprzeczyć, że ci ludzie żyją na marginesie społeczeństwa. Jednakże pozostaje nie do pomyślenia, w jaki sposób kultury Zachodu i Aborygenów mogą się zintegrować bez konieczności zniekształcania lub dominowania jednej z nich nad drugą. Zbyt odmienne i odległe, mogą jedynie szukać współistnienia na odległość i przede wszystkim zapobiegając urbanizacji rdzennej ludności, która doprowadziłaby ją do asymilacji najgorszego, co może zapewnić nasza cywilizacja.
Przed kolacją udajemy się podziwiać zachód słońca na wzgórzu górującym nad miastem od północy: Wzgórzu Anzac. Widok na niedawno odwiedzone zachodnie MacDonnells, za którymi jest wspaniały słońce jest zaćmione z świecący blask, natomiast wieczór zapada nad miastem i widać je od strony południowej jasne cięcie gdzie przechodzi droga prowadząca z Adelajdy, reprezentująca punkt podziału między zachodnimi i wschodnimi pasmami. W spokojny i łagodny wieczór można zjeść kolację na świeżym powietrzu w restauracji Red Ochre jedno danie na bazie kangura, krokodyla, emu i wielbłąda.

Ten ostatni ma lekko słodkawy, ale przyjemny miąższ. Najlepszy medal bez wątpienia trafia do emu, prezentowanego w cienkich, wędzonych plasterkach. Krokodyl z białawym mięsem przypominającym rybę i kangur to dwa przyjemne potwierdzenia. Jeśli chodzi o piwa, to my wolimy Victoria Bitter, ale nie gardzimy też innymi, które od czasu do czasu nam proponują. W tym kraju stosujemy bardzo częstą formułę: rezerwując stolik w restauracji do godziny 18:00 i pojawiając się na kolacji do godziny 18:45 przysługuje Państwu 20% rabatu na posiłki. Ponieważ już około 18:30 zapada ciemność, a apetyt narasta już znacznie wcześniej, nie mamy problemu z skorzystaniem z korzystnej oferty i natychmiastowym ponownym zainwestowaniem rabatu w deser.







