Z Algieru do Konstantyny przez Djémila

Day 2

Z Algieru do Konstantyny przez Djémila

25/10/2025 LU Luigi

Powrót do Rzymu (starożytnego Djémila) przemierzając góry Kabylia

Kategoria
25/10/2025 1 galleries 0 Maps
Mapa Algierii - kompletny plan podróży · Z Algieru w kierunku Djemila

Z Algieru w stronę Djemili

Od chwili, gdy poszliśmy spać, nie minęło wiele godzin, ale wystarczająco dużo, abyśmy mogli choć trochę odpocząć i być gotowi do rozpoczęcia przygody. Niebo jest czyste, a temperatura bardzo przyjemna; po śniadaniu opuszczamy miasto w kierunku wschodnim, przecinając je w dniu półświęta: w Algierii piątek uważany jest za święto takie jak nasza niedziela, natomiast sobota za naszą... sobotę. Trzeba powiedzieć, że 1 listopada będzie świętem narodowym; pamiętamy datę rozpoczęcia powstania przeciwko francuskiemu okupantowi i korzystając z pory roku, która charakteryzuje się łagodnymi temperaturami i zamknięciem szkół na tydzień, kilku Algierczyków bierze kilka dni wolnego, aby odwiedzić swój kraj, w idealnym okresie, gdy upały już minęły, a zimne miesiące jeszcze nie nadeszły. Znak, że niewielka, ale rosnąca część populacji zmierza w stronę burżuazji i ma wystarczającą dostępność do podróżowania.

Ciekawostka
Piątek w Algierii naprawdę zmienia tempo podróżowania

W ostatnich dniach odwiedzimy Algier, mając szczęście wrócić w weekend. Jest to miasto chaotyczne i trudne w zarządzaniu pod względem ruchu drogowego ze względu na pagórkowate ukształtowanie terenu, położone z widokiem na morze. Nie oznacza to, że jest pozbawiona uroku, wręcz przeciwnie, kryje w sobie prawdziwe skarby, które odkryjemy już za dwa tygodnie. Kilka lat temu proponowano przeniesienie stolicy administracyjnej do ok. 200 km dalej, aby miasto było mniej zatłoczone, władcy postanowili pozostawić je tam, gdzie jest, wydaje się, że głównie ze względu na interesy związane z osobistą wygodą. Opuścił Algier krajobraz wkrótce staje się górzysty, jesteśmy w legendarnej Kabylii, regionie dumnych tradycji berberyjskich i walczącym z jakąkolwiek rzekomą uzurpacją, czy to pochodzenia zewnętrznego (francuskiego), czy wewnętrznego, tzw. „pouvoir” klasy kultury arabskiej dominującej ze stolicy nad całą Algierią. Zdobyte długo po 1830 r. (rok francuskiego lądowania i podboju Algieru) kosztem ogromnych poświęceń kolonistów, zamieszki i powstania przeciwko okupantom rozpoczęły się tu w latach przed i po uzyskaniu niepodległości w 1962 r., aby uzyskać nową niezależną formę o wyraźnym pochodzeniu berberyjskim. Jeszcze kilka lat temu nie zalecano poruszania się po sąsiednich ulicach, obecnie nie ma żadnych szczególnych problemów, ale duma Kabylii pozostaje jak ogień płonący pod popiołami. Nawet w bliższych nam czasach zagraniczni agenci (od Maroka po Francję), którzy chcą podzielić Algierię i zasygnalizować pęknięcia w reżimie, nie gardzą wykorzystaniem atawistycznych podziałów wewnętrznych, aby natrzeć ranę, przez co rząd i delikatna równowaga, która go wspiera, znajdują się w kryzysie.

Ciekawostka
Kabylia to nie tylko region, to także bardzo silna tożsamość

Na tym odcinku, ale ogólnie w trakcie podróży, natkniemy się na domy zamieszkałe, ale nie do końca wykończone: powiedziano nam, jak w ten sposób odpędza się złe oko, a gdyby były ukończone, mogłyby przyciągnąć uwagę złych duchów. W niektórych przypadkach właściciele umieszczają nawet oponę w pobliżu, aby przechodnie byli odwróceni i nie zauważyli, że dom został ukończony. Do pewnego momentu wierzymy w tę narrację, co rozsądniejsze, że wspierają ją konkretne korzyści fiskalne, a także budowanie predyspozycji do rozwoju rodziny poprzez małżeństwa lub w inny sposób. Wreszcie, biorąc pod uwagę przeciętne warunki ekonomiczne, można by pomyśleć, że gdy właściciel ma jakieś oszczędności, kupuje dużo cegieł i wykorzystuje je do budowy ściany. Droga wije się pomiędzy skromnymi pasmami górskimi po dwóch jezdniach: ruch, niezbyt intensywny, jest w miarę uporządkowany.

Ciekawostka
W Afryce Północnej często widuje się domy „nigdy nieukończone”.

Niższe wzgórza w miarę przesuwania się na wschód zastępują płaskorzeźby, do tego stopnia, że ​​pozostawiają miejsce na równiny uprawne, na których żyją różne miasta, z których w dziwny sposób wznoszą się stosunkowo wysokie budynki, czasem nawet na obszarach półpustynnych. Co prawda widać trochę fabryk (niektóre są z gresu porcelanowego), ale zalążkowy przemysł nie jest w stanie uzasadnić takiej obfitości mieszkań. Wzdłuż drogi z Algieru do Konstantyny, a właściwie Djemili, spotykamy obszary o ubogiej roślinności, czasem wręcz pustynne, przeplatane plantacjami drzew oliwnych. Kiedy zatrzymujemy się na przerwę w El Eulma, niektórzy sprzedawcy oferują na poboczu drogi świeże jabłka i granaty; niedaleko znajdują się intensywniejsze uprawy, zielone plamy potwierdzają, że w okolicy można było znaleźć wodę pod ziemią, o czym świadczy obecność studni wydobywczych; inne pola zostały zabronowane i wygląda na to, że ziemia oczekuje na zasiew, prawdopodobnie zboże zostanie zebrane późną wiosną, biorąc pod uwagę obecność silosów na tym obszarze. Sceny z życia wiejskiego następują po sobie aż do miasta Djemila, położonego na wysokości około 1000 metrów nad poziomem morza, którego nazwa w języku arabskim oznacza „piękny”, co jest oczywiście uzasadnione jego położeniem na chroniony stok u zbiegu kanionów wyrzeźbionych przez dwa strumienie i górę za nimi. Założony już przez Berberów w czasach małego królestwa Numidii, a więc przedrzymski, stał się później rezydencją „emerytowanych” legionistów.

Ciekawostka
Djemila nie urodził się wraz z Rzymianami
Rzymskie ruiny Djemila w Algierii rozciągają się na pagórkowatym krajobrazie.

Odpowiednio do obszaru z pewnością nieżyznego, otoczenie wydaje się pokryte żywą zielenią; jesień była zdecydowanie deszczowa, a lato też nie było szczególnie gorące, akceptowalne dla tej szerokości geograficznej. Mimo, że jesteśmy w Afryce w sezonie zimowym, zimnych miejsc nie brakuje: na drodze widzimy znaki ostrzegające przed verglas i nawet tutaj, w Djemila, pada dużo śniegu. W przeszłości ładna warstwa zatrzymywała się na ponad miesiąc, w ostatnich latach co jakiś czas pojawiały się opady śniegu, ale na tyle, że powodowały problemy w ruchu.

Ciekawostka
W Algierii śnieg nie jest wyjątkiem
Mapa Algierii - kompletny plan podróży · Djemila

Djemila, mozaiki i ruiny rzymskie

Djemila to obowiązkowy przystanek podczas wizyty w pierwszym rzymskim miejscu naszej wycieczki. Dobrze wyszkolony przewodnik wita nas i opisuje artefakty znajdujące się w muzeum, w którym oprócz szeregu znalezisk historycznych z czasów rzymskich, znajdują się także mozaikowe ściany chroniony przed zewnętrznymi złymi warunkami pogodowymi. Osobliwy widok lwów, tygrysów i duże koty ogólnie rzecz biorąc, zwierzęta, które niegdyś przemierzały północną Afrykę przed zmianami klimatycznymi (jeszcze nie w wyniku działalności człowieka), wypchnęły je na południe od tego, co obecnie nazywamy Sahelem. Specyfika wzorów i precyzja inkrustacji wprawiają Cię w zdumienie. Informacje o życiu miasta w czasach, w których było zamieszkane, są bezcenne: podobnie jak Timgad i Tiddis było to ojczyzna weteranów, którzy walczyli na żołdzie cesarstwa i żegnali się, wiodąc spokojne i nie pozbawione wygód życie, o czym świadczą liczne uzdrowiska, amfiteatry i domy rozrywki. Wyjaśnienia nie ograniczają się do wyjaśnienia przyczyny pojawienia się przed nami starożytnych kamieni, ale stanowią także użyteczny przegląd historii, przypominając nam na przykład, że w starożytnym Rzymie Jezus był symbolicznie przedstawiany z rybą, ponieważ akronim imienia w języku greckim oznacza Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela. Przedstawienie to można by także przybliżyć do ewangelicznej koncepcji chrystianizacji i ryb (ludzkości) przyjętych lub zebranych w sieci (wiara), poprzez symboliczne przedstawienie postaci Piotra, rybaka. W czasach rzymskich, kiedy religia chrześcijańska była zakazana, wierni rysowali rybę na ścianach swoich domów, aby ich rozpoznać; to samo działo się między ludźmi, jeśli jeden narysował na ziemi kształt połowy ryby, a drugi drugiej połowy, oznaczało to znak zrozumienia i podzielania tych samych przekonań, dlatego można było sobie ufać.

Ciekawostka
Ryba była jednym z najstarszych symboli chrześcijaństwa

Że Rzymianie posiadali skłonność do estetyki i byli miłośnikami dobrego życia, co potwierdzają także uzdrowiska, łuki i dekoracje, wszystkie będące świadkami pewnego bogactwa, które charakteryzowało ich miasta. Przechodząc obok dzielnicy mieszkalnej teatru nie brakuje, nazywany tak, ponieważ rysuje połowę elipsy, a widzowie znajdują się po jednej stronie, a scena z przodu, w przeciwieństwie do amfiteatru, gdzie elipsa trybun jest kompletna, a scena znajduje się pośrodku. Szacunkowa liczba osób, które mogły zasiadać, dostarcza dość dokładnych informacji o ogólnej liczbie mieszkańców miasta, stosując mnożnik wynoszący 3 lub co najwyżej 4. Zatem biorąc pod uwagę 3500 miejsc siedzących, można sądzić, że około II wieku. AD około 12/14 000 ludzi mieszkało w Djemila.

Ciekawostka
Teatr i amfiteatr to nie to samo

Jeżeli łaźnie zapewniały komfort mieszkańcom miasta, nie można zapominać o roli niewolników, którzy w trudnych warunkach spalali drewno w pobliżu łaźni (wylesianie i tym samym powodując jedne z pierwszych udokumentowanych szkód w środowisku), podgrzewając wodę poprzez przepuszczanie gorącego powietrza pod kalidarium i tepidarium. Pierwsza osiągnęła nawet 80 stopni, czyli odpowiednik naszej sauny, druga zaś 50 stopni. The frigidarium zamiast tego składała się z wanny z bieżącą wodą, umieszczonej w zacienionym miejscu. Obraz ruin dopełniają świątynia, dziura e łuk Karakalli (syn Septymiusza Sewera, rodu cesarzy wywodzących się z Leptis Magna w pobliskiej Libii), a także ciekawy zespół budynków mieszkalnych.

Miasto jest podzielone na co najmniej trzy poziomy: klasyczny rzymski, chrześcijański rzymski i ostatni bizantyjski, co również oznacza osadzanie się kolonizacji w czasie, które zostały przerwane przez Wandali, którzy po upadku Rzymu zostali pokonani: nie pozostawili oni żadnych innych śladów swego przejścia poza pewnymi zniszczeniami. Aby potwierdzić to, co widzieliśmy na trasie prowadzącej do Djemili, przewodnik podkreśla dobrą produkcję pszenicy i jęczmienia, tradycję sięgającą starożytnego Rzymu, kiedy Afrykę Północną uważano za spichlerz imperium. W owym czasie z mąki wyrabiano chleb rozdawany ludności, co było praktyką zintegrowaną z zabawami cyrkowymi, którymi ówczesna władza posługiwała się w celu utrzymania tzw. pax Romana, co w poprawnym tłumaczeniu nie oznacza spokoju, ale ustalony porządek.

Ciekawostka
Afryka Północna była naprawdę jednym z największych spichlerzy Rzymu

Absolutnie opłacalna wizyta, która wykracza daleko poza ciekawe „ułożone kamienie”, choć w dobrym stanie. Szczególnie uderzające są mozaiki przedstawiające lwy i pantery w regionie, który jest obecnie półpustynny i narażony na rosnące ryzyko wyschnięcia. Obecność kotów mówi wiele o tym, jak musiała wyglądać ta kraina zaledwie dwa tysiące lat temu, gdzie wysokie drzewa zapewniały cień, a wzgórza pokrywały łąki, na których pasły się gazele i antylopy, co usprawiedliwiało obecność mięsożerców. Co więcej, nie przekraczając poziomu wyobraźni, lwy wykorzystywane w zabawach cyrkowych z pewnością nie pochodziły z Afryki Środkowej (ich obecnego siedliska), dokąd Rzymianie nigdy nie dotarli.

Jedziemy dalej w kierunku Konstantyna, jedynego w swoim rodzaju miasta, zbudowanego na płaskowyżu poprzecinanym głębokimi i stromymi kanionymi, na szczycie których mosty plastikowe połączenie centrum z dzielnicami mieszkaniowymi. Widzimy je przelotnie, gdy zapadła już ciemność; udajemy się bezpośrednio do hotelu (Ibis), przy wejściu do którego musimy przejść przez wykrywacz metalu, ledwo monitorowany przez apatyczną obsługę; budynek jest całkowicie odizolowany od reszty miasta przez wysokie balustrady i dwoje drzwi strzeżonych przez uzbrojonych strażników. Wszystkie wspomnienia z niedawnej, ale jeszcze nie odległej przeszłości, która zdaje się coraz bardziej oddalać od teraźniejszości i, miejmy nadzieję, także od przyszłości. Rada jest taka, aby nie wychodzić w nocy; prawdopodobnie dałoby się to zrobić, ale jesteśmy na tyle zmęczeni, że nie szukamy dalszych wrażeń w tym długim dniu. Wychodzimy tylko na kolację do restauracji oddalonej o pół godziny autobusem, może wieczorne spacery po centralnych ulicach nie były najbezpieczniejsze; ale wrażenia kulinarne będą pozytywne.

Ciekawostka
Konstantyn słynie przede wszystkim z mostów
Nocleg
Hotel Ibis – Konstantyn

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.