Day 5
Lhasa II
Jokhang, Norbulingka i Sera: mistycyzm, świeckość i kultura buddyzmu
Jokhang i religijne serce Lhasy
Noc mija szybko, ale odtąd będzie jeszcze gorzej. Spotkanie o godzinie 9:00 w celu zwiedzania Jokhang, już zatłoczone pielgrzymami wzdłuż Kory. Kierujemy się w stronę wejścia, mijając mnóstwo ludzi chcących oddać pokłon. Słodki zapach masła jaka unoszący się z kaplic nie jest zbyt dobry dla naszych żołądków. Omijamy kolejkę unikając odwiedzania wszystkich cel, w których przebywają bóstwa i duchy opiekuńcze, natomiast wierni chodzą po okolicy z termosami pełnymi roztopionego masła jaka, aby wlać je do pojemników, w których palą się knoty. Od ukwiecony taras masz wspaniały widok zarówno na wewnętrzny dziedziniec, jak i na zewnątrz W tle Potala. Mgła stworzona przez koksowniki palące gałązki jałowca ogranicza widok na otoczenie i zatyka nozdrza, które już mają trudności z oddychaniem. Trudność ta staje się jeszcze większa, gdy do wnętrza świątyni wchodzi i wychodzi tłum wiernych, tworząc w wąskich ścianach Jokhang prawdziwy ludzki korek.

Klasztor Norbulingka i Sera
Wizyta Norbulingka jest dobrą okazją do rozprostowania nóg i przywrócenia ciału energii. Pałac Letni, z którego rozpoczęło się wygnanie obecnego Dalajlamy, ukazuje się nam w całej okazałości wiosenna sukienka. W świątyniach u podstawy bóstw często widuje się kubki wypełnione wodą na znak ofiary. Dowiadujemy się, że napełnia się je wodą, a nie mlekiem, bo to drugie trzeba by później wyrzucić, czego ludzie nie robiliby chętnie. Zasadnicza opozycja gestu, wywołująca wyrzuty sumienia, umniejszałaby autentyczność i spontaniczność oferty. Dlatego lepiej napełnić je płynem, który nie kosztuje i można go regularnie wymieniać bez żalu: wrażliwość filozoficzna i praktyczna, która jest w żadnym wypadku nieistotna. Oszpecenia i opuszczone ogrody są wspomnieniem przeszłości, teraz uważni ogrodnicy ustawiają doniczki, aby ozdobić ścieżki i wejścia. Są to jedynie zabiegi kosmetyczne, gdyż odebrano budynkowi duszę, powód dla którego powstał, a pozostało jedynie muzeum. Tutaj także dawne rezydencje królewskie są celem niedzielnych wypadów za miasto, z tą różnicą, że tutaj fala rewolucyjna ogarnęła zarówno lud, jak i władców. Wnętrza są jednak przepiękne, miłym potwierdzeniem tego, co przeczytaliśmy, możemy zobaczyć magnetofony i inne obiekty technologiczne z tamtych czasów, którymi tak bardzo interesował się wówczas dorastający Dalajlama. Łazienka, którą można było zobaczyć we włoskim domu z lat 50. XX wieku, wyróżnia się. Wszystko to znajduje się w części zbudowanej przez ostatniego XIV Dalajlamę w latach 54-56. Nieczysto historyczne wyjaśnienia, jakich udziela nam przewodnik, opierają się na protokole mającym na celu uratowanie jego kariery, musi on recytować swoją refren-mantrę, a my interpretujemy ją na swój sposób. Zewnętrzne, wysadzane drzewami aleje rzucają cień na ulicę okoliczne kanały domy modlitwy i medytacji, w otoczeniu zdecydowanie bardziej odpowiednim dla dworu królewskiego niż dla przywódców religii, której podstawą jest oderwanie się od spraw ziemskich. Ale nie jest zaskakujące, że tak było, nie ma takiej szerokości geograficznej, gdzie ci, którzy mają władzę, czy to cywilną, czy religijną, nie zaczęliby korzystać z ziemskich przyjemności, czekając na przygotowanie się do cieszenia się niebiańskimi. Szybko obiad w miejscu uczęszczanym przez pielgrzymów, gdzie po raz kolejny wzbudzamy przyjazną ciekawość Tybetańczyków. Patrzą na nas, jakby nigdy nie widzieli takiej istoty, ale bez podejrzeń i niechęci. Właściciel restauracji chce się o nas dowiedzieć i zadaje nam osobiste pytania za pośrednictwem chińskiego tłumacza. Należy pamiętać, że zarówno Google, jak i Facebook, ale także witryna Ansa, są zablokowane. Pomimo masy ludzi, których spotykamy, nie wydaje się, aby był to szczytowy okres pielgrzymek; Ponieważ są to głównie osoby pochodzące z obszarów wiejskich, pielgrzymki są częstsze w okresie zimowym, nawet przy niższych temperaturach, -5/6°C. Latem osiąga 25/26°C. Wyruszyliśmy ponownie na Klasztor Sera, którego nie było w planie, ale został szybko dodany, ponieważ spędziliśmy dodatkowy dzień w Lhasie. Podobnie jak Drepung należy do sekty Yellow Hat Gelug, znajduje się u podnóża góry w pobliżu Lhasy i jest domem dla silnej wspólnoty mnichów, w przeszłości liczącej nawet 5000 osób. Czarne czapki wyróżniają mnichów z sekty Sakya, czerwone to Kagyupa, natomiast czerwone i czarne to przywilej Kadampy.
Stara Lhasa i Potala nocą
Poza zwyczajowymi obecnie miejscami kultu, które zawsze budzą zainteresowanie, ale nie różnią się zbytnio od siebie, jeśli nie patrzy się na nie oczami wiary, w Serie uderzająca jest debata, która toczy się każdego popołudnia w dziedziniec zwany „debatami”. Aby go znaleźć, wystarczy podążać za głośną pogawędką mnichów, którzy z ożywieniem omawiają między sobą złożone tematy, tak się dowiedzieli, że nawet nasz przewodnik uważa, że nie jest w stanie zrozumieć, mimo że mówi doskonale po tybetańsku. Można się zastanawiać, czy jeden jest na aż tak wysokim poziomie, czy raczej drugi na bardzo niskim poziomie kultury ogólnej. Faktem jest, że wyłania się folkloryczna kurtyna, złagodzona przez drzewa na dziedzińcu i udoskonalona chromatycznie przez fioletowe tuniki, które poruszają się w sposób ciągły po obwodzie po brukowanej powierzchni. Jeden lub dwóch mnichów z ożywieniem objaśnia swoje teorie, podczas gdy inny odpowiada spokojnie, siedząc, by zwykle uzyskać aprobatę pierwszego głośnym uderzeniem jedną ręką w tył drugiej. Wydaje się niewiarygodne, jak ludzie religijni mają tak wiele tematów do omówienia z takim naciskiem codziennie przez dwie godziny z rzędu, ale wiemy, że oratorium jest wrodzoną sztuką tych, którzy wykonują tę pracę. Odwiedzamy jeszcze kilka świątyń przebijając się ulicami i zaułkami klasztoru. Wydaje się, że w tym miejscu modlitwy i kultury czas się zatrzymał.
Jest już godzina 17:00 i wracamy do hotelu na zwiedzanie starego miasta i kolację w restauracji wśród odrestaurowanych starożytnych ulic. Tutaj także spontanicznie pojawiają się kontrowersje dotyczące renowacji i ceny, jaką należy za nią zapłacić: jeszcze kilka lat temu ulice były zniszczone, pozbawione nawierzchni i biegły przez nie otwarte kanały ściekowe, podczas gdy domy były w strasznym stanie. Teraz można odnieść wrażenie, że chodzi się po nowoczesnym mieście, a na poprawie warunków higienicznych korzystają przede wszystkim mieszkańcy. W zamian finansujący inwestycje zawładnęli wolnością ludzi: wszędzie skanery i wykrywacze metalu, wszechobecna policja, a wszystkich ulic pilnują kamery wideo, które rejestrują każdy ruch. Stan ukrytej wojny dla ludności, która nigdy nie stwarzała problemów porządku publicznego. Ale najwyraźniej wszystko to należy zaliczyć do kategorii zapobiegania potencjalnemu terroryzmowi buddyjskiemu. Chiński Lewiatan postępuje nie biorąc pod uwagę opinii tubylców, rozumując i decydując za nich na dobre i na złe, sprawując autorytatywne rządy, pozbawiając ich wolności, a jednocześnie wnosząc nowoczesność i rozwój. Czasami z pozytywnym tłem, innym razem z negatywnym, jak następstwo yin w yang i odwrotnie.
Jedną z atrakcji Lhasy jest z pewnością widok Przycinaj go w nocy. Pałac jest oświetlony, jakby to był bajkowy zamek markizy kołyszą się na wietrze, co sugeruje animację wyobraźni. Wydaje się, że żyjemy w nierealnej chwili i czujemy się nieskończenie mali przed siedzącym na wzgórzu mastodontem. I nie trzeba nawet kolorować go znaczeniami historycznymi i religijnymi, wystarczy jego obecność. Z oczami wciąż pełnymi zachwytu wsiadamy do rikszy, która zawozi nas z powrotem do hotelu i kończymy intensywny dzień.















