Trek Kailash I

Day 9

Trek Kailash I

01/05/2016

Rozpoczyna się przygoda: cierpienie jeszcze przed wyjazdem

Kategoria
01/05/2016 1 galleries 0 Maps

Od Darchena do Dirapuka

Nie potrzebujesz budzika, żeby rozpocząć dzień i od dziś nie możesz już żartować. Transfery minibusami nie będą już wyznaczać dni ani nawet krótkich spacerów szkoleniowych. Przychodzi taki moment, że stajesz twarzą w twarz ze sobą i swoimi ograniczeniami i nie ma już wymówek. W poprzednich miesiącach katechizowałem przyjaciół, aby trenowali, aby przygotować się do spotkania, i tak też zrobiłem, argumentując, że wykonywanie kory w dobrych warunkach pozwoli nam w pełni cieszyć się jej pięknem. Teraz odkrywam, że szkolenia, do których z obsesyjną uwagą poszukuję, przede wszystkim pomogą mi osiągnąć cel, reszta to czysta nauka. Bez tej podstawy siły nie dotarłbym nawet do Dhirapuka. Spokojne śniadanie i rozdzielamy bagaże: to, co niepotrzebne na wyprawę, pozostaje w minibusie i zostaje w Darchen, śpiwór i wszystko, co niepotrzebne na dzień ląduje na ciężarówce i zostanie załadowane na jaków, które spotkamy w pobliżu Sershong. Pochodzą z niedaleko położonego obozu nomadów. Lekki plecak zostaje nam zarzucony na ramiona i ruszamy, ale dopiero po sprawdzeniu pozwoleń przez nieszczęsnego mężczyznę mieszkającego w namiocie przy wejściu na ścieżkę. W rzeczywistości istniała możliwość pokonania pierwszych 7 km pojazdami silnikowymi, ale naszym zdecydowanym zamiarem jest wyjechać z Darchen o godzinie 9 na własnych nogach. Pierwsza płaska część jest otoczona grawerowane kamienie, aż dojdziesz do jednego skromne wzniesienie to tam otwiera widok na Kailasza. Generalnie trasa nie wymaga szczególnego wysiłku, cała trasa pierwszego dnia prowadzi w górę i w dół bez większych trudności. Według naszych parametrów byłby to ledwie spacer. Zacznijmy jednak od wysokości 4670 m i budowy ciała, która została już przetestowana przez trudności związane z aklimatyzacją. Na koniec dnia całkowita różnica wysokości wyniesie 500 m, pomimo dotarcia do Dhirapuk na wysokości 4950 m. Słabość zaczyna być odczuwalna na wysokości Tarboche a każdy krok wiąże się z ukłuciem bólu głowy. Na szczęście R.K. zostaje ze mną i opowiada o okolicznych miejscach, zaczynając od cmentarza pod gołym niebem, gdzie zwłoki są ćwiartowane i karmione ptakami. Tak, ponieważ ta niewdzięczna kraina nie zapewnia swoim mieszkańcom nawet godnego odpoczynku, gdy ci przejdą do innego życia. Mróz, który pokrywa je przez większą część roku, uniemożliwia pochówki, buddyści również uważają, że inhumacja jest formą zanieczyszczenia, czyli kremacją, nie ma tam drewna do spalania, jak to ma miejsce na przykład w Nepalu. Dlatego konieczne jest dokonanie sekcji ciał i dostarczenie ptakom drapieżnym strzępów, w tym kości, które są sproszkowane i zmieszane z tsampą, mieszanką mąki jęczmiennej i herbaty. Niedługo potem zauważamy nasze jaki gdy nadchodzą i wyprzedzają nas w tempie budzącym naszą zazdrość.

Dirapuk
Tarboche
Serszong
Wyjazd z Darchen
Ciekawostka
Niebiański pochówek
Podróżnicy przemierzają jałowy górski krajobraz w kierunku Kailash.

Kailash z Dirapuk i noc oczekiwania

Aby podążać, esplanada otwiera jeden nowy wspaniały widok, wzbogacony o chörten Kangnyi. Herbaciarnia, w której można zjeść coś z pikantną herbatą, przywraca pierwszą energię, ale trzeba ją szybko opuścić, zanim silnik ostygnie. Dotarcie do obozu nie zajmuje dużo czasu. W międzyczasie oczy rozjaśniają się na widok zachodniej ściany Kailash, a następnie majestatycznej południowej ściany, która pojawia się na każdym zdjęciu. Słońce sprawia, że ​​świeci jak ogromny diament osadzony w suchej skale. Święty diadem, w którym swoje oddanie pokładają cztery religie, przede wszystkim buddyzm i hinduizm, i dla którego wielu ludzi jest skłonnych się poświęcić. Miejsce to jest jak Mekka dla muzułmanów z tą tylko różnicą, że tutaj kamień mieni się bielą, a nie czernią. Ale znaczenie jest takie samo: udanie się tam oznacza przestrzeganie nakazów swojej religii. Ale co to oznacza dla nas? Tak naprawdę w tym roku nasza religia wymagałaby od nas odwiedzania znacznie bardziej dostępnych kościołów w poszukiwaniu świętych drzwi. Dla nas musi to oznaczać dotarcie do miejsca, któremu przypisujemy wartość mistyczną, gdyby był to tylko wyjazd na wycieczkę, moglibyśmy znaleźć miejsca wygodniejsze. Szanując inne religie, nie sposób nie pomyśleć o Najwyższym Ciele, które porusza wszystkim i wykonuje zadanie kierowania i nadzorowania świata. Nie sądzę, że w tej kwestii również istnieją kompetencje terytorialne. Chcę wierzyć, że to się po prostu nazywa inaczej. A jeśli ta koncepcja przeminie, Kailash jest także dla nas. A nad nami góruje jak dwie splecione dłonie. Te katedry Natury mogą sprawić, że nawet niewierzący pomyślą, że być może może istnieć coś niezbyt racjonalnego i że nauka może wyjaśnić wiele, a nie wszystko. Wyrażam te moje koncepcje, pozostając zasadniczo świeckim i sceptycznym wobec innych przejawów oddania. Otacza nas całkowita cisza, nawet strumyk milczy, zakneblowany pod warstwą lodu płynie bezgłośnie. Wracając do spraw przyziemnych, także tego wieczoru podziwiamy naszego kucharza, który załadował broń, bagaże i naczynia na jaka i przygotowuje swoje sosy. Jemy kolację w lokalny pensjonat, gdzie nie trzeba być bardzo wyczulonym na kwestie higieny. Ale bycie wybrednym w tym przypadku byłoby obrazą zdrowego rozsądku. Kailash oferuje to, co najlepsze samo w sobie, dokładnie na naszym pionie, doskonałe i majestatyczne. Po drugiej stronie, za potokiem, jest klasztor którego restrukturyzacja dobiega końca. Mały pokój dla czterech osób to nieizolowany kontener, na zewnątrz nie jest zimno i dałoby się w ogóle spać, gdybyśmy tylko mogli. Późnym popołudniem niebo się zachmurzyło, ale nie wydaje się, żeby zrobiło się brzydko, zaledwie kilka godzin dzieli nas od zwornika: tak lub nie. Jutro będziemy kontynuować bez jaków, tuż powyżej leży jeszcze śnieg, a w ciągu ostatnich dwóch dni odłożyła się kolejna cienka warstwa. Ich kopyta groziłyby poślizgiem, więc śpiwór i kilka innych rzeczy nie pójdą za nami. Niestety również będziemy bez kuchni i będziemy musieli zadowolić się tym, co zaoferuje nam Zutulpuk. Tymczasem zakończmy ten trudny, ale satysfakcjonujący dzień: kończę myślą, że jeśli kiedyś się zestarzeję, odtwarzając te chwile wstecz, zdam sobie sprawę, że właśnie tego dnia przeżyłem już moment starości.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.