Wyspa Sikoku I

Day 5

Wyspa Sikoku I

04/05/2025

Północ: ziemski raj Ogrodu Ritsurin, pęd wirów morskich w Naruto

Kategoria
04/05/2025 1 galleries 0 Maps
Mapa Japonii - kompletny plan podróży · Kurashiki i Seto Ohashi

Wyspa Sikoku I

Aby nie ryzykować, zamawiamy taksówkę z Uberem i już za trzy kilometry jesteśmy na stacji, gdzie czeka na nas (że tak powiem) Shinkansen z celem podróży do Okayama. Przyjeżdżamy tuż przed 8 rano, godziną otwarcia budżetu. Wystarczy czasu na przejście kilkuset metrów i jesteśmy gotowi do wynajęcia drugiego samochodu (małego Mitsubishi), który poprowadzi nas drogami wyspy Sikoku, najmniejszej z czterech największych w Japonii. Najpierw jednak (jeszcze na Honsiu) zatrzymujemy się w Kurashiki, mieście, w którym znajduje się starożytna dzielnica Bikan, podzielona przez fajny kanał wzdłuż których znajdują się typowe domy i położona świątynia na niewielkim wzniesieniu, z szeregiem artystycznie przyciętych sosen. Turyści wyładowani przez autobusy nie zaczęli jeszcze płynąć ulicami, więc możemy spokojnie zobaczyć miejsce z pięknymi sklepikami w chwili ich otwarcia. W tym miejscu nadszedł czas, aby przejść przez jeden z trzech długich mostów łączących Honsiu z Sikoku, most Seto Ohashi o łącznej długości 13,1 km, z dwoma poziomami i odporny na trzęsienia ziemi lub tajfun; jedno z wielu prac inżynieryjnych, które udało się zjednoczyć ten poszarpany i nieprzepuszczalny kraj, dodatkowo skomplikowany przez ekstremalną aktywność sejsmiczną regionu. Po godzinie marszu pierwszym przystankiem jest Takamatsu, gdzie zwiedzamy te wspaniałe Ogrody Ritsurin: będzie to pierwsze spotkanie z japońską sztuką zakładania ogrodów, w doskonałej równowadze natury i ducha, zdolną zaszczepić poczucie spokoju i refleksji. Pomimo tego, że znajduje się w centrum miasta, na tle budynków, ta zielona wyspa potrafi wyjść poza miejską rzeczywistość dzięki wdzięcznej przemianie strumieni przecinane mostami lub kamieniami wykorzystując klasyczny japoński krok, perfekcyjnie wykończone krzewy, drzewa, których gałęzie znajdują się naprzemiennie po przeciwnych stronach, celowo pozostawiając odstępy, jakby chcąc stworzyć cichą pustkę pomiędzy zielonymi liśćmi. Ogrody stanowią prawdziwy czar, być może najlepszą z wielu atrakcji w kraju, doświadczenie, które będziemy starali się powtarzać, gdy tylko nadarzy się okazja, aż do naszego ostatniego dnia w Tokio. Od razu rzuca się w oczy to, jak ktoś ma tendencję do robienia umiarkowane wykorzystanie kwiatów, tylko kilka kęp azalii lub rododendronów. Zbyt łatwo jest zachwycić oko chromatycznymi choreografiami: sztuka polega na dodaniu kilku akcentów ciepłych kolorów, ale harmonia musi wynikać z zieleni, wody i kamieni. Emocje płynące z dołu, zdolne rozgrzać duszę powolnym płomieniem.

Bujny ogród z różowymi kwiatami i wodą w Japonii.
Mapa Japonii - kompletny plan podróży · Wiry Naruto i Uzunomichi

Lot na wyspę Sikoku

Wycieczka do 7Eleven, żeby kupić kilka tac sushi i onigiri w towarzystwie gotowanych na parze puddingów, wykorzystując samochodowy wieszak na kapelusze jako stolik i po około sześćdziesięciu kilometrach autostrady ruszamy w stronę Tokushimy, a dokładniej do Naruto w najbardziej wysuniętej na zachód części wyspy, gdzie znajduje się kolejna most łączący Sikoku z Kobe i Osaką; poniżej morza śródlądowego i Oceanu Spokojnego spotykają się, tworząc wiry (Obserwatorium Uzunomichi) którego wielkość zmienia się w zależności od przypływu, a co za tym idzie, czasu. Tuż pod mostem Onaruto zbudowano schron o długości 450 m. z fragmentami przezroczystej podłogi, aby zobaczyć spotkanie wód znajdujących się 45 metrów pod nami. Jest to zasadniczo nowe doświadczenie, o którym wiedzieliśmy dopiero podczas niesławnego wiru na południe od Lofotów u wybrzeży Norwegii. Oczywiście ze względu na święto państwowe jest dużo ludzi, ale organizacja jest jak zawsze bez zarzutu: zapewniony jest duży parking, a autobusy dowożą gości do wejścia na teren obiektu. Jest też muzeum i możliwość zobaczenia wirów z bliska podczas rejsu łodzią, ale nie ma czasu na zrobienie wszystkiego i zadowalamy się edukacyjną przejażdżką promenadą. Różne panele wskazują szczyt przypływu, który tworzy największe wiry, zaplanowany na 17:20, jest 16:30 i nadal można dobrze zorientować się w tym naturalnym zjawisku.

Czas wrócić, odtwarzając część podróży na zewnątrz, wychodząc poza Takamatsu, gdzie od czasu do czasu można zobaczyć morze pośród wzgórz, na których nie byłoby miejsca na dodanie ani jednego drzewa. Przejeżdżamy krótko przez Kotohirę, gdzie znajduje się Kompira San, sanktuarium wymagające pokonania ponad 1300 schodów, teoretycznie zaplanowane na jutro, ale które będziemy musieli pominąć ze względu na brak czasu. Ze względu na kiepskie oznakowanie nie jest łatwo zidentyfikować punkt początkowy schodów prowadzących do kompleksu sakralnego, z drugiej strony znajdujemy się na trasie w jedną stronę, przez którą ledwo możemy przejechać samochodem, nawet w cudownym otoczeniu wcale nie będziemy rozczarowani, kiedy wrócimy do Kotohiry. Pośród pięknych pól ryżowych rozświetlonych zachodzącym słońcem udaje nam się dotrzeć do pensjonatu Mitoyo, gdzie po raz pierwszy będziemy mieli okazję spać na futonach umieszczonych na klasycznym tatami. Kierownik zajazdu wyjaśnia nam, że w przeszłości w tym miejscu znajdował się magazyn cebuli; znajduje się w środku wsi i bez Map nigdy byśmy tam nie dotarli: wiejskie drogi są wąskie, ale stają się niemal koszmarne, gdy wjeżdżają do wiosek, gdzie krótki i bardzo wąski pas asfaltu prowadzi do grupy domów, w których znajduje się nasz dom, wymagając maksymalnej uwagi, aby nie wpaść na pola ryżowe przynajmniej metr poniżej. Już samo odchylenie o około dziesięć centymetrów oznaczałoby wejście do przyprawy ryżowej lub, co gorsza, do kanału irygacyjnego.

Zanim odpoczniemy na futonie, musimy zjeść kolację, jesteśmy w małej wiosce na wiejskiej prowincji, ale jest niedzielny wieczór i miejscowa młodzież zamierza cieszyć się tym w jedynej restauracji, w której wydaje się, że jedzą doskonałego kurczaka. Mała dziewczynka, która pełni funkcję kelnerki, mówi, że nie ma miejsca i grzecznie prosi, abyśmy przyszli za godzinę; nie ma alternatywy i jutro rano po zakupach w lokalnym sklepie Lawson wrócimy o 20:30 na śniadanie i coś do przekąszenia, co zdefiniujemy jako lunch. Niemal codziennie będziemy kupować budynie karmelowe gotowane na parze i kremowe, bardzo mile widziane, nawet jeśli nie są to produkty wyłącznie rzemieślnicze. Oczekiwanie zostanie uwieńczone prostą, ale dlatego wysokiej jakości kolacją; siedząc na podłodze ze skrzyżowanymi nogami, na niskim stoliku możemy w końcu posmakować kurczaka, biorąc go rękami, rezygnując choć raz z pałeczek. W rzeczywistości najpierw odkostniamy mięso za pomocą dostarczonych nożyczek, mięso zjadamy pałeczkami, a na koniec oczyszczamy kość, przykładając ją do ust rękami.

Nocleg
Baza Setouchi – POBYT WAKACYJNY 47136v

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.