Przyjazd do Jiayuguan
Obiady i kolacje lubimy tak samo, jak śniadania pozostawiają wiele do życzenia. Przyzwyczajeni do dżemów i rogalików nie możemy cieszyć się gotowanymi warzywami, makaronem w sosie sojowym, nuggetsami z kurczaka czy nawet całymi tacami gotowanego czosnku. Zadowolimy się herbatą z parzonym pieczywem i z zapałem ruszamy w jej stronę Przełęcz Jiayuguan. W rzeczywistości pierwszy widok wprawia nas w pewne zakłopotanie: pomyśleliśmy o fortecy wzniesionej na nie wiadomo jakiej przełęczy, ale zamiast tego przełęcz należy rozumieć po prostu jako obszar przejściowy podróżnych w najwęższym miejscu korytarza Hexi. Jesteśmy na zachodnim krańcu Wielkiego Muru i miejsce to stanowiło obowiązkowy punkt przejścia dla wszystkich towarów w tranzycie między Chinami a Zachodem. Na południu góry Qilian, które przekraczają 5000 metrów, a na północy łańcuch Mazong tworzą w tym miejscu korytarza wąskie przejście, które pozostaje co najmniej około dziesięciu kilometrów. krajobraz jest całkowicie pustynny i sprawia, że zastanawiamy się, co znaczyło tu żyć w czasach starożytnych.
Samo Muzeum Wielkiego Muru to spektakularna twierdza ukończona w 1372 roku, z której rozpościera się wspaniała panorama na korytarz Hexi, otaczające góry i ostatni odcinek Wielkiego Muru. Przebranie turystyczne sprawia, że imponujące mury wyglądają jak budynek Disneylandu i ostatecznie zmniejsza ich historyczne znaczenie. Do twierdzy prowadzą chodniki i wszelkiego rodzaju sprzedawcy. Oryginalna konstrukcja z epoki Ming później straciła na znaczeniu, ponieważ zachodnia część była również terytorium Chin i dlatego główny powód obronny, dla którego została zbudowana, już nie istniał. Przez wiele lat był to mały garnizon wojskowy, podczas gdy niedawno został odnowiony tak, jak dawniej reprezentował bastion dla nich niemal nie do pokonania najazdy z zachodu. Wielki Mur ciągnie się przez kilka kilometrów, aż luka zostanie całkowicie zamknięta. Prawdę mówiąc, w tej sekcji bardziej właściwe byłoby mówić Mały Mur bo w zasadzie o to chodzi wąska ściana pokryty błotnistą zaprawą. Sam fort jest zbudowany według tych samych zasad, a niektóre nawet widzieliśmy przewożenie pracowników wozami z błotem zmieszanym ze słomą do otynkowania nowo zrekonstruowanego terenu. W najlepszych czasach w Jiayuguan przebywało około 2000 osób i sprowadzano tu wodę, aby zapewnić siłom cesarskim pewną autonomię wodną. W twierdzy mieszkały także kobiety, tłumaczki i pisarki. Opowiadana jest historia ambasadora, który udał się do Zachodu, aby zawierać sojusze, został uwięziony i przebywał tam przez dziesięć lat. Kiedy wrócił, udało mu się przynajmniej sporządzić mapę nieznanych wówczas terytoriów. W pobliżu fortu znajduje się muzeum Wielkiego Muru, które również dostarcza ważnych wskazówek dotyczących Jedwabnego Szlaku: wyjaśnia typologię konstrukcji i dzięki temu można zrozumieć, jak trudno jest ustalić jego całkowitą długość. Duża jego część jest porośnięta roślinnością i jest niewidoczna nawet dla statków powietrznych, natomiast różne sekcje są bardzo cienkie, w przeciwieństwie do tradycyjnego obrazu, jaki mamy na ten temat. W zależności od miejsca, w którym biegnie, zmieniają się także materiały budowlane: od kwadratowych kamieni, przez cegły, aż po ten rodzaj stwardniałego mułu, w którym nie można znaleźć niczego innego. Ta ostatnia forma wydaje się jednak odporna, gdyż została sprawdzona w testach łuczniczych i tynku nie trzeba było zarysowywać.
Wracamy do Jiayuguan na lunch, a następnie wyruszamy do Dunhuang: 380 km, które można pokonać w 5 godzin. Autostrada C30 to ta, która prowadzi do Turfanu, gdy w pewnym momencie odnoga kierująca się na południe, skręcająca w stronę naszego celu, przekształca ją w prostą drogą państwową. Jedziemy dalej na południe przez kilka kilometrów, najpierw w środowisku stepowym, a następnie na najbardziej suchej pustyni, w niewytłumaczalny sposób przerwanej przez rzadkie oazy, w których uprawia się melony i słoneczniki. Na tym odcinku rosną jedyne drzewa, które mogą kiełkować na tych terenach: słupy wysokiego napięcia i farmy wiatrowe. Mówi się nam, że jest to największa elektrownia wiatrowa w Azji i nie trudno nam w to uwierzyć. „Las” ciągnie się nieprzerwanie przez dziesiątki kilometrów, dzięki szeregowi słupów wiatrowych osadzonych niczym wykałaczki w jałowej ziemi oraz kabli wspartych na słupach, które przenoszą prąd w inne miejsca, aby wspierać rozwój Chin. Na ostatnim odcinku w kierunku wschodnim rozciągają się niskie i pofałdowane góry, poprzecinane postrzępionymi wąwozami, na których nie rośnie ani jedna roślinność. Na zachodzie nie ma nic. Z Pekinu do Dunhuang przejechaliśmy już 2881 km, jak mówią nam znaki na autostradzie, które podają nam nienaganne odległości.
W tym upiornym krajobrazie Dunhuang i jego oaza stają się miłą niespodzianką. Przed dotarciem na miejsce paradują obok nas uprawy bawełny i melony. Tutaj praktycznie cała woda jest wydobywana z podłoża, gdyż roczne opady sięgają zaledwie 30 mm, a parowanie przekracza 3000 mm.
Wieczór w Jiayuguan
Nawet to miasto o zmroku (co ma miejsce co najmniej godzinę później niż Pekin przy zachowaniu tej samej strefy czasowej) zamienia się w małe Las Vegas pod względem neonów, automatów jeszcze nie przybyło. Jedną z najciekawszych atrakcji jest wieczorny targ w Shazhou: oprócz niezliczonych straganów z pamiątkami, wśród straganów z żywnością można zobaczyć przekrój lokalnego życia codziennego. Mięso, zwłaszcza wieprzowina i jagnięcina, jest okazywane bogom drewniane deski, drób jest w specjalne klatki, podczas gdy ryby podobne do dużych pstrągów żyją w zbiornikach, w których walczą o przetrwanie. Warzywa są najbardziej zróżnicowane, wśród owoców wyróżniają się lokalnie produkowane melony. Najbardziej atrakcyjne chromatycznie stragany to te sprzedające przyprawy i przyprawy suszonych owoców. Wśród tych pierwszych można znaleźć wszelkiego rodzaju proszki lub ziarna do aromatyzowania, ze szczególnym uwzględnieniem chilli przechowywanych w całości, ciętych lub siekanych w workach jutowych. Te ostatnie są prawdziwym zaproszeniem zarówno dla podniebienia, jak i oka. Wszelkiego rodzaju suszone winogrona (prawdopodobnie pochodzące z Turpanu) aż po suszone kiwi, których nie można spotkać w naszych okolicach.
Jemy kolację z lokalną specjalnością, tagliolini z mięsem osła.

















