Lot do Pekinu
Lot z Moskwy przylatuje z godzinnym opóźnieniem, ale jesteśmy wypoczęci i gotowi na rozpoczęcie przygody w Chinach. Po dopełnieniu formalności zastajemy przewodnika przygotowanego na spotkanie i bez wahania ruszamy zwiedzać PEKIN
Pierwsze wrażenie jest takie, że znaleźliśmy się w wystawnym i schludnym mieście, niedaleko centrum świata. Intensywny ruch na autostradach przenikających w stronę serca miasta i zaskakująca sezonowo zieleń. Tutaj także kończy się lato, ale był to okres bardzo deszczowy. Do Europy dotarły nawet wieści o powodziach, które zaledwie trzy tygodnie temu wymagały blokady lotniska w Pekinie. Wiosenny klimat dodaje nam energii po nocy spędzonej na pokładzie samolotu Aeroflot.
Wizyta w Świątyni Nieba
Zacznijmy od wizyty Świątynia Nieba, 273 hektarów kompleksu, równego 3 razy Zakazanemu Miastu. Okrągła podstawa świątyni i mały kwadrat z przodu oznaczają odpowiednio niebo (lub życie niebieskie) i ziemię: punkt styku jest zwykle kojarzony z postacią cesarza lub pośrednikiem między dwiema geometriami. Było to szczególnie ważne w czasach dynastii Ming, do tego stopnia, że budowę rozpoczęto około 1400 roku. Dominuje intensywna czerwień, kolor, który przynosi korzyści. Powtarzające się liczby są szczególnie nieparzyste, ponieważ są dobre, w szczególności 9, które reprezentuje maksimum wśród nieparzystych. Będzie to dopiero pierwsze z długiej serii spotkań z chińskimi przesądami, przesądnym ludem, który wszystko łączy ze szczęściem i wierzeniami. Wszystkie poręcze wykonane są z jadeitu, kamienia narodowego, który w swojej najcenniejszej wersji wykorzystuje się w jubilerstwie oraz w budownictwie jako marmur do tworzenia wspaniałych podłóg i różnorodnych dekoracji. Nawet w dużych kawałkach ma połysk, który zdaje się ukrywać brokat w środku. Cenny jadeit ma kolor wpadający w bladozielony, jest przezroczysty, a z biegiem czasu staje się coraz bardziej przezroczysty; ma również bardziej okrągły dźwięk niż kryształ.
W pobliżu świątyni znajduje się także ściana echa: mówiąc normalnie z jednej strony, głos dociera wyraźnie na kilkadziesiąt metrów dalej. To samo tyczy się trzech kamieni umieszczonych pośrodku świątyni: stojąc na pierwszym, echo słychać raz, na drugim rozbrzmiewa dwukrotnie, a na trzecim trzykrotnie.
Lunch odbywa się w restauracji samoobsługowej, która cieszy się dużą popularnością wśród turystów, którzy nie zamierzają poświęcać zbyt wiele czasu na czynności kulinarne. Odwiedzamy muzeum/punkt handlowy poświęcony jedwabiu, aby lepiej poznać pochodzenie i obróbkę tej tkaniny, która będzie (warto powiedzieć) wspólnym wątkiem naszej podróży śladami Marco Polo i kupców eksportujących jedwab na Zachód aż do Rzymu. Przy ciepłym słońcu i bezchmurnym niebie, rzadko spotykanym w Pekinie, kontynuujemy zwiedzanie Plac Tiananmen, największej na świecie przestrzeni miejskiej w sercu Pekinu. I tu mamy kontakt z prawdziwymi Chinami: obrazy, które obiegły cały świat, przywodzą na myśl protestującego stojącego twarzą do czołgu w 1989 roku i aby uniknąć powtórzenia się takiej sytuacji, aby dostać się na plac, trzeba minąć aparaty fotograficzne, bagaż i siebie pod wykrywacz metali. Wyjaśnia się nam, że są to zasady mające na celu bezpieczeństwo, gdyż Plac reprezentuje serce współczesnych Chin i stanowi cel polityczny wszelkich antagonistów systemu. Wiemy jednak, że demonstracje, którym należy zapobiec, to demonstracje przeciwko ustalonej władzy. To dopiero pierwsze z szeregu działań zapobiegawczych mających na celu utrzymanie status quo.
Zakazane Miasto i Świątynia Lamaistów
Na Tiananmen strzeże także wizerunek Mao, ikona odeszła do historii, a także działania byłego sternika.
Mimo że jest największym placem na świecie, wydaje się mniejszy niż w rzeczywistości, przerwany w środku mauzoleum Mao, co jest makabryczną konstrukcją zarówno pod względem treści, jak i wyglądu. Plac otoczony jest budynkami stylu sowieckim, szary i zimny, co sprawia, że ocena nie jest pozytywna: z pewnością zyskała sławę raczej ze względu na historię, która tu przeszła, niż ze względu na swoje wewnętrzne piękno.
Zamiast tego prawdziwym dziełem sztuki jest Zakazane Miasto, który zajmuje powierzchnię 720 000 m2. Mieści rzadkie skarby i ciekawostki po tym, jak przez 500 lat był Pałacem Cesarskim. W swoich murach zawiera 9999 budynków. Przejdź przez pierwsze drzwi i podążając w stronę serca ( gdzie mieszkał cesarz) otwiera się świat które może przedstawić tylko wyobraźnia. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że przez co najmniej pół tysiąclecia rzeczywiście zakazano tej cytadeli popularny dostęp.
Aby pokazać, jak bardzo władcy już wówczas obawiali się ataków, zewnętrzna płyta chodnikowa składa się z 15 warstw, aby uniemożliwić przestępcom kopanie podziemnych tuneli i przedostawanie się do wnętrza miasta. To samo skrzydło przeznaczone na sypialnie cesarza składa się z 27 pokoi: zawsze używano innego, aby odpierać ataki. Miejsce to jest bardzo zaludnione przez turystów, z których zdecydowana większość to Chińczycy, a jak nam powiedziano, pochodzą z innych miast, co pokazuje, że turystyka krajowa stanowi obecnie skonsolidowaną i ważną rzeczywistość w gospodarce narodowej. Oczywiste jest, że centrum Pekinu jest idealnym miejscem dla wszystkich Chińczyków, a sezon letni to ten, w którym jest najwięcej turystów, ale faktem jest, że poruszanie się po Zakazanym Mieście jest naprawdę trudne. Wychodzimy od strony północnej pod wzgórzem Jingshan Park, sztucznym wzniesieniem uzyskanym poprzez wykopanie stawu otaczającego obszar cesarski. Pożary stanowiły prawdziwy problem: było ich więcej niż 300 kontenerów miedź przeznaczona do przechowywania wody deszczowej, a także niektóre wewnętrzne stawy z których można było czerpać wodę na wypadek pożaru: pojemniki były wyłożone złotem i do dziś można zobaczyć blizny pozostawione przez najeźdźców na początku ubiegłego wieku, którzy zeskrobali szlachetny kruszec.
Podążamy licznymi, wysadzanymi drzewami alejami z rabatami kwiatowymi w stronę centrum obróbki pereł. Pokazano nam, w jaki sposób uzyskuje się je z ostryg, z których niektóre wytwarzają perły o kolorach, które można znaleźć tylko w Chinach, ze względu na rodzaj dna morskiego, w którym żyją. Udajemy się na kolację do charakterystycznego miejsca, gdzie degustujemy Kaczka po pekińsku, dzięki któremu natychmiast tworzymy wrażenie naszymi podniebieniami.
Wreszcie widzimy także nasz hotel położony na obszarze olimpijskim, gdzie możemy zostawić nasze walizki, a zaraz potem wyjść sami w kierunku bardziej wewnętrznego obszaru, aby zobaczyć Świątynia Lamaistów, ten poświęcony Konfucjuszowi i hutongom Ochao. Rozmowy z taksówkarzami nic nie dają, a pokazywanie im mapy, dokąd mamy jechać, na niewiele się zda: nie potrafią czytać naszych znaków i najwyraźniej znają miasto bardziej z praktyki niż z mapy. W końcu udaje nam się zrozumieć i odwiedzić pozostałości Pekinu z przeszłości. Uliczki otoczone małymi domkami z dziedzińcem z przodu otoczonym murami (hutong) opowiadają nam o czasach, które już dawno minęły. Światła są rzadkie, w większości pozostawione inicjatywie sprzedawców, którzy pozostają wzdłuż ulic. Szkoda, że to wszystko jest niszczone, żeby zrobić miejsce dla drapaczy chmur. Gdybyśmy byli gdzie indziej, panowałby strach, tutaj czujemy się spokojni i wyobrażamy sobie, jak musiało płynąć życie w erze Ming, a także w czasach nowszych, kiedy skromne domy uważano za własność kapitalistyczną i musiały być dzielone między kilka rodzin. Finiamo il giro alla Torre del Tamburo che con i suoi suoni annunciava il calare del sole. Wracamy taksówką, która prawie nas dowozi do kresu, ale ostatecznie wracamy zmęczeni i zadowoleni do naszych apartamentów.
Nie ma wątpliwości, że miasto przeszło ledwie kontrolowaną ewolucję, do tego stopnia, że pod pewnymi względami wydaje się być inwolucją: budynki, które rosną z rewelacyjną prędkością kosztem tradycyjnych hutongów, a nawet pierwszych murów miejskich. Pozytywem jest to, że nawet na przedmieściach nie widać klasycznych slumsów rozwijających się miast, ale nie oznacza to, że nie istnieją kontrasty lub że nie istnieją wyzyskiwani pracownicy, a nie bieda. Tyle że wszystko jest zamknięte w mieszkaniach typu ul, co również może okazać się akceptowalnym rozwiązaniem, biorąc pod uwagę, że północne Chiny borykają się ze szczególnie ostrymi zimami. Obok gęstego zagęszczenia samochodów budowanych na zamówienie, paradowali nieszczęśnicy, pochyleni w trudach pracy. Ci, którzy są na szczycie fali, żyją stereotypami i stylem bogaczy, ci, którzy znajdują się poniżej szczytu, pracują nad wzbogacaniem innych: to jest komunizm w chińskiej wersji. Euforia objawia się futurystycznymi konstrukcjami, w których króluje szkło i stal.
















