Day 4
Rio Gallegosa
Wycieczka do Cerro Calafate i transfer do Rio Gallegos, pierwszy smak pustyni.
Rio Gallegosa
Dzień od razu wydaje się piękny, a wiatr wieje jak zwykle w tych stronach. Ponieważ nie mogę już spać, korzystam z okazji, aby wybrać się na spacer, który pozwala mi: pierwszy kontakt z Patagonią. Słońce ledwo świeci rozświetlić kraj, choć już od kilku godzin jest jasno. W końcu są to najdłuższe dni w roku, a my znajdujemy się na około 50° szerokości geograficznej południowej. Śniadanie jemy na stacji benzynowej znajdującej się po drugiej stronie drogi i od razu ruszamy na poszukiwania pierwszej wycieczki w stronę Cerro Calafate. To 1,5 godziny. spaceru, bez ścieżek, mijając szereg przypór podobnych do tych, które można zobaczyć w zachodnich filmach. Duże zające uciekają nam przez krzaki. Gdy się wspinamy, wiatr wymaga odwagi i kiedy docieramy do najwyższego punktu, który w rzeczywistości przypomina płaskowyż, ledwo możemy ustać na nogach. Jednak krajobraz jest wspaniały. W promieniach słońca lodowce zdobiące szczyty Andów wyróżniają się w oddali, bliżej jeziora Argentino, po którym pływają góry lodowe, pod nami El Calafate a na wschodzie bezkresny step Patagonii, przez który będziemy przemierzać popołudnie. Około miliona lat temu grubość lodu w tych partiach osiągnęła 600 m, do tego stopnia, że głazy narzutowe pozostawione przez zlodowacenie odkryto tuż przy Cerro, którego szczyt jest ogromną płaszczyzną, być może wygładzoną przez ciągłe działanie lodu. W pobliżu kordyliery jej miąższość sięgała 1000 m.
W stronę Rio Gallegos
Wracamy i wyruszamy do RIO GALLEGOS (100 000 mieszkańców, stolica prowincji Santa Cruz). Po godzinie podróży zatrzymujemy się w Esperanzie, miejscu zapomnianym przez ludzi, może przez Boga, ale z pewnością przez polityków. Przynajmniej można to zrozumieć, czytając arkusze skarg i żądań wywieszane w barze przez coś, co moglibyśmy nazwać komitetem sąsiedzkim. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, będzie tam mieszkać kilkanaście osób, a miejsce to od pierwszej chwili jest nieistotne wyborczo. Stąd brak zainteresowania ze strony klasy politycznej. Po drodze pierwsze spotkanie z guanako (ładnymi zwierzętami z tej samej rodziny co lamy) i nandą (duże ptaki podobne do strusi, spokrewnione ze strusiem afrykańskim, ale nie z emu australijskim).
Rio Gallegos jest stolicą prowincji Santa Cruz, która jest ostatnią prowincją na kontynencie Patagonii przed Cieśniną Magellana. Wiatr wieje ulicami, które zbiegają się pod kątem prostym (w jedną stronę), nie ochładzając zbytnio. To tutaj urodził się nieżyjący już Nestor Kirchner i to widać od początku. Zmarł zaledwie kilka miesięcy temu, a główna ulica została już nazwana jego imieniem. Wydaje się jednak, że zasłużył na uznanie, jakim został obdarzony.
Zaglądamy do hotelu, który nas gości i w świątecznej atmosferze wyruszamy na zwiedzanie miasta. Niestety targ rzemieślniczy i muzeum poświęcone pionierom są zamknięte, ale mimo to udaje nam się zwiedzić mały port, w którym znajduje się kilka wspaniałych domów, a przede wszystkim udaje nam się dotrzeć na czas, w którym możemy zjeść obiad. Tak naprawdę kolacja zaczyna się około 21:00, ale jeśli się trochę pokręcisz, znajdziesz restauracje, które nakarmią głodnych nawet godzinę wcześniej. Tym razem jest to pierwszy kawałek cordero (jagnięciny) z naszego południowoamerykańskiego doświadczenia i od razu się zaprzyjaźniliśmy. Godnym odpowiednikiem jest ciemne piwo Quilnes.



