Day 9
Puerto Natales
Puerto Natales, Cueva del Milodon i przygotowania do „szturmu” na Paine.
Puerto Natales
Po odwiedzeniu Punta Arenas wyruszamy bezpośrednio do Puerto Natales, aby odkryć piękno Paine. W rzeczywistości program obejmował wizytę u pingwina Seno Otway. Zdradziły nas wskazówki, że miejsce to znajdowało się 70 km na północ od Punta Arenas, podczas gdy w zamierzeniu miało znajdować się 30 km na północ do objazdu i dodatkowo 38 km drogi gruntowej na zachód, która prowadziła do naszego celu. Fakt, że widzieliśmy je już w okolicach Ushuaia i na długim odcinku klifu, skłania nas do tego, aby nie cofać się i szukać eksploracji w okolicach Puerto Natales. Zanim dotrzemy do pięknej wioski położonej na odnodze morza wijącej się pomiędzy licznymi wyspami, spotykamy duże stado różowe flamingi i skórę pancernika, podążając za grupą pasące się lamy wewnątrz obudowy. Ciekawe jest to, jak różnią się od siebie kolorami. Z łatwością znajdujemy Casa Cecilia, elegancki hostel, w którym Szwajcar Werner żonaty z Chilijką Cecilia oferuje dobre wsparcie turystyczne wraz z ważnymi usługami. Choć daleko mu do pałacu, to stosunek jakości do ceny jest dobry. Być może spodziewaliśmy się czegoś więcej, biorąc pod uwagę opinie przewodników, którzy uważali tych, którym udało się zarezerwować pokój za szczęście i zalecali rezerwację z dużym wyprzedzeniem. Choć to nie wszystko, pozostaje obiektem gorąco polecanym.
Nadszedł czas na lunch i delektujemy się pizzą robioną w Chile. Może nie opuściłbym Włoch specjalnie po to, żeby wrócić, żeby to zjeść, ale wynik i tak jest pozytywny.

Cueva Milodon
Idziemy do Monumento Nacional Cueva Milodon (Milodonte), 25 km na północ od miasta. To tutaj odnaleziono niemal nienaruszone szczątki prehistorycznego zwierzęcia podobnego do przodka niedźwiedzia, które żyło tu ponad 10 000 lat temu. Jaskinia musiała być bardzo gościnna dla zwierząt i ludzi, którzy w przeszłości znaleźli się w tych stronach i nie mieli innego domu. Mogło tam mieszkać nawet małe plemię. Okazja sprzyja spacerowi poza jaskinię i dotarciu do miradora znajdującego się w dominującej pozycji, skąd masz a wspaniały widok na fiordy. Jeszcze niezadowoleni z już pięknej panoramy, kontynuujemy wspinaczkę po stromych zboczach przez około dziesięć minut i docieramy na szczyt płaskowyżu, z którego możemy cieszyć się lepszym widokiem. W oddali widać pokryte bielą szczyty, z których widać park Paine. Ale w tym celu musimy uzbroić się w cierpliwość do jutra. Jedźmy jeszcze raz, żeby zobaczyć z góry wlot estancia Puerto Prat. Na suchej glebie Notro kwitnie, krzew, którego jaskrawoczerwone kwiaty i szkliwione zielone liście kontrastują z roślinnością stepową.
Miejskie oblicze Puerto Natales
Wreszcie kilka chwil względnego spokoju a Porto Natales, chociaż musimy przygotować się na kilkudniową wycieczkę po parku. Rezerwujemy więc bilety na jutrzejszy prom i uczymy się grać przez dwa dni poświęcone Paine'owi. W ośrodku turystycznym udzielają nam dobrych rad, ale przede wszystkim informują, że prognoza pogody jest dobra. To wystarczy, aby wzbudzić entuzjazm i odsunąć na bok resztki zmęczenia. Ze względu na zmęczenie spróbujemy znaleźć czas później, teraz musimy skorzystać z danej nam szansy.
Kolacja jest w typowo wiejskim stylu w Asador Patagonico (prawdziwej instytucji w tej dziedzinie), gdzie szczęki nam się zapadają zamówione w przedsprzedaży asado podczas eksperckiego rekonesansu przeprowadzonego tuż po obiedzie.
Na szczęście zarezerwowaliśmy danie wcześniej i przyjechaliśmy wcześniej, bo znika w mgnieniu oka.
Próbując, rozumiesz dlaczego. Również w tym przypadku mięso nie błyszczy delikatnością, ale o smaku nie da się dyskutować.





