Day 8
Punta Arenas
Opuszczamy Ziemię Ognistą i kierujemy się do Chile, przekraczając Cieśninę Magellana
Miejskie oblicze Punta Arenas
RIO GRANDE to niemal zmilitaryzowane miasto, będące pozostałością wojny o Falklandy, której stanowiło bazę operacyjną. Ogromne koszary, malowidła ścienne i pomniki świadczą o jego przeszłości i częściowo teraźniejszości. Miasto jest obecnie najlepiej pamiętane jako stolica pstrągów w Argentynie.
Wyruszamy o 8 i smagani wiatrem widzimy pomnik poświęcony wojnie na Malwinach. Pełny bak oleju napędowego i w drogę. Wyjeżdżając z miasta, spotykamy się z przeżyciem, jakiego nikt wcześniej nie próbował. Trzeba powiedzieć, że w Argentynie można spotkać kilka punktów kontrolnych, gdzie agenci grzecznie proszą o dokumenty i po prostu je rejestrują. Tym razem jednak po rytuale rejestracyjnym dostajemy torbę zawierającą prezenty od policji, w skład której wchodzą: odświeżacz do samochodu, litr soku pomarańczowego, długopis, prawie przeterminowany kalendarz i prezerwatywa. Dziękujemy im i kontynuujemy zabawę w kierunku granicy San Sebastian, dokonując bezpośrednich i nieuniknionych podobieństw z naszymi siłami policyjnymi. Operacje graniczne przebiegają bez większych problemów i oto odcinek polnej drogi, którą przejechaliśmy kilka dni temu ponownie. To doświadczenie nie jest inne i dostarcza nam doskonałego przykładu czegoś bardzo bliskiego koncepcji wieczności. Szczęśliwie, prom do Punta Delgada znów na nas czeka. Nawigacja przebiega spokojnie, choć w Cieśninie Magellana panują nieco większe wzburzenia niż kilka dni temu. Tym razem na skrzyżowaniu Monte Aymond skręcamy na zachód i kierujemy się w stronę Punta Arenas. Krótki przystanek o godz Estancia San Gregorio, przecinaną przez Ruta 255, która prowadzi do Rio Gallegos, aby zrobić kilka zdjęć dla dwojga wycofane ze służby statki na brzegu.

Punta Arenas
Zardzewiałe kadłuby rozrzucone na plaży przypominają czasy, gdy towary do Punta Arenas przewoziła koleją wąskotorową. Tak naprawdę w pojemniku ukryty jest mały batonik, którego znalezienie jest trudne. Kierownik wydaje się zaskoczony widokiem ludzi i od razu informuje nas, że nie ma nic do jedzenia poza kilkoma barami i kawą. Coś nam mówi, że dzisiaj będziemy ćwiczyć pomijanie lunchu. Ta niegdyś bardzo duża estancia (36 000 ha) dziś bardziej przypomina miasto duchów, utrzymuje ją kilka osób, a strzyżenie nadal działa.
Wiatr i samotność przekonują nas do opuszczenia tej opuszczonej krainy i pokornych dusz, które ją zamieszkują. Ster nadal wskazywał zachód, w krajobrazie usianym pasącymi się owcami i pewną obecnością guanako i lisów. W prowincji Santa Cruz żyje prawie 4 miliony owiec, czyli o połowę mniej niż w połowie ubiegłego wieku. Biorąc pod uwagę suchy teren, owca potrzebuje około 4 hektarów do wypasu. Krajobraz pozostaje w zgodzie z argentyńskim, czyli suchym stepem. Na skrzyżowaniu prowadzącym do Puerto Natales na północy i Punta Arenas na południu skręcamy w lewo w stronę tego ostatniego. Za pół godziny jesteśmy w mieście i od razu pojawiamy się w zarezerwowanym hotelu, aby stamtąd rozpocząć zwiedzanie miasta.
ARENY PUNTY. Przejdźmy prosto do centralnego placu, Plaza Muñoz Gamero, z kilkoma cyprysami mającymi ponad 150 lat. W centrum znajduje się pomnik Magellana z syreną i dwoma Indianami (wydaje się, że dotknięcie stóp jednego z nich przynosi szczęście). Od razu zdajemy sobie sprawę, że jest to miasto czerpiące korzyści z dobrego bogactwa gospodarczego. Świadczą o tym liczne biura banków europejskich i pozaeuropejskich. Jest to niewątpliwie główny obszar działalności związanej z wydobyciem ropy naftowej i gazu. Odwiedźmy cmentarz, jedno z najczęściej oglądanych miejsc, gdzie wyróżnia się grobowiec Menendeza, magnata wełnianego i jednocześnie patrona miasta. W jego pamięci znajduje się także muzeum mieszczące się na centralnym placu. Ciekawe, jak nagrobki przypominają o początkach niemal całej Europy, z przewagą Niemców, Szkotów i Słowian, którzy imigrowali pod koniec XIX wieku.
Zamiast tego grób indiecito jest poświęcony „nieznanemu Indianinowi”. Posąg z brązu przedstawia chłopca o bardzo słodkiej twarzy. Czerwony Krzyż prowincji Magallanes zlecił wzniesienie pomnika w miejscu pochówku ostatnich Indian. Setki ludzi przychodzą tu, aby pogłaskać duży palec lewej stopy posągu i wrzucić monetę do kufra. Mówi się, że przynosi szczęście. Najwyraźniej oznacza to grób rdzennej ludności, przytłoczonej przemocą i chorobami przyniesionymi przez kolonizatorów. Całość pokryta jest wotami, koronami i kwiatami. Jest kilka osób, które chcą się do niego modlić i prosić o jego łaski.
Zatrzymaj się w Punta Arenas
Wracamy do O'Higgins, żeby odwiedzić niedawno odnowiony port, gdzie budynki, które dobrze wyglądałyby na Manhattanie, stoją obok innych rozpadających się. Jemy kolację o godz Restauracja La Luna, ustawione w zabawny sposób. Zupa centolla z tartym parmezanem, chlebem molado i śmietaną, wszystko ugotowane w piekarniku, jest dobre. Choć nie stanowi kwintesencji lekkiego i dietetycznego jedzenia, pozostaje jedną z najlepszych potraw, jakie do tej pory spotkaliśmy. Piwo produkowane jest w Punta Arenas, uznawanym za najbardziej wysunięte na południe miejsce na świecie. Kolejne dwa kroki do portu przy zimnym wietrze i na niebie upstrzonym kilkoma chmurami w dniu spędzonym z dużą ilością wiatru, ale w zasadzie bezchmurnym. Wróć z nocny widok na główne zabytki oświetlony i jeszcze kilka zdjęć w stronę miasta i zatoki skręcającej w stronę Porvenir, z naturalnego wzgórza Mirador Cerro de la Cruz, tuż obok naszego hotelu, kiedy jest już 23:00, a światło dzienne zostało prawie całkowicie zastąpione ciemnością.
Hostal Oro Fueguino znajduje się w doskonałej lokalizacji, kilka przecznic od centrum, w cichej okolicy i tuż pod panoramicznym wzgórzem Cerro de La Cruz. Pedro jest bardzo pomocny i uważny na nasze potrzeby. Staranność, którą widać już na pierwszy rzut oka, oglądając meble i dekoracje wnętrz. Fakt, że jesteśmy w czasie wakacji dodaje temu miejscu jeszcze większej magii. Sala śniadaniowa jest również bardzo dobrze utrzymana.




