Day 2
Buenos Aires II
Wizyta w stolicy i wieczór tanga.
Poranek w Puerto Madero
Po wyjeździe dwa dni przed nami i wyjeździe na dzień poświęcony fiesta gaucha w estancia, spotykamy się z resztą grupy na śniadaniu i rozpoczynamy naszą przygodę przez stolicę Argentyny. Dwanaście godzin lotu lotem międzykontynentalnym dało nam mnóstwo czasu na przygotowanie szczegółowego planu szturmu na wizytę w mieście. Jak we wszystkich metropoliach nowego świata, oferta atrakcji turystycznych jest zdecydowanie bardziej ograniczona niż gdzie indziej, ale wystarczy na półtora dnia, żeby się nie nudzić; ostatecznie Baires okaże się lepszy, niż zakładaliśmy przed wieczorem. Brak nudy oznacza pobudkę o 7, chwilę po 8.30 jesteś na ulicy i wskakujesz do pierwszej przejeżdżającej taksówki, która ma zawieźć Cię do La Boca. W Argentynie taksówek nie wzywa się przesiadką, wystarczy zatrzymać pierwszą wolną osobę, która przechodzi obok. Ten taksówkarz jest również miły i dostarcza nam kilku przydatnych szczegółów do utkania mozaiki, która da nam wyobrażenie o obrazie społecznym.
Słońce jest już wysoko i wskazuje 28,5°, co mówi nam, że dzisiaj jest najdłuższy dzień w roku i że nie dokuczy nam zimno. Nawet jeśli La Boca pozostaje niezwykle popularną dzielnicą graniczącą z niechlubnym porannym spacerkiem, kiedy bandyci znów śpią po nocnych nalotach, pozwala nam zobaczyć, jak ta portowa dzielnica zrodziła się z włoskich imigrantów. Caminito, ulica otoczona malowane domy z wyobraźnią pastelowe odcienie (pochodząca z resztek farby okrętowej) zaczyna świecić w porannym świetle, a pierwsi sprzedawcy zaczynają rozstawiać swoje stragany.

Miejskie oblicze Puerto Madero
Wciąż panuje niewiarygodna cisza i nietrudno wyobrazić sobie imigrantów, którzy przybyli na te wybrzeża sto lat temu, mając w domu historię biedy, w poszukiwaniu fortuny, która naprawdę będzie dostępna tylko dla nielicznych. Dzielnica została założona przez grupę genueńskich imigrantów i jest tą, w której najbardziej odczuwalna jest łacińska wyobraźnia, z czasem dostrzegająca pragnienie życia, które tam tkwiło, uparcie poszukując wesołych aspektów życia, ze szkodą dla surowości codziennego życia. Pomimo tego, że była biedną dzielnicą, cieszyła się pewną autonomią i dumą do tego stopnia, że w pewnym momencie poprosili o założenie Republica de la Boca, aby nie podlegać hiszpańskiemu reżimowi, jak Buenos Aires, i tym samym być częścią Włoch. To właśnie w tej okolicy narodziło się tango, taniec ściśle popularny, początkowo nielubiany przez burżuazję i praktykujących katolików ze względu na lubieżny styl i bliski kontakt fizyczny między tancerzami.
Zobaczmy też Bombonera, legendarny stadion, na którym gra Boca Juniors (była drużyna Maradony i jedna z najsilniejszych w mistrzostwach Argentyny). Znajduje się w środku dzielnicy i jest pomalowany w barwy drużyny: żółtą i niebieską.
Wiele dzieci przechodzi przed nami w towarzystwie matek, chcących udać się na trening; kto wie, czy wśród nich nie będzie mistrza przyszłości.
Wracamy taksówką do San Telmo, niedaleko położonej dzielnicy, w której kiedyś mieszkała tamtejsza burżuazja. Schodzimy na Pl. Dorrego, nic specjalnego, gdyby nie spokojna atmosfera z licznymi ławkami, stolikami na świeżym powietrzu w barach i drzewami, które zapewniają dobre orzeźwienie w miejskim lecie. Wizyta w kościele San Pedro Gonzales i zadaszonym rynku na Pl. Carlosa Calvo.
Polityka i społeczeństwo
Widzimy także kilka napisów na ścianach wychwalających Cristinę Fernandez, premier i wdowę po Nestorze Kirchnerze. Jest to szczególnie uderzające, ponieważ żyjemy w kraju, w którym nienawiść do rządzących zawsze była bardzo wysoka, ale wszyscy doceniają dobrą pracę wykonaną w ciągu ostatnich 8 lat przez parę prezydencką, która rządziła na zmianę. W przyszłym roku odbędą się wybory, ale wszyscy myślą, że Fernandez uda się im przetrwać i kontynuować reformy rozpoczęte przez męża po znaczącym bankructwie państwa argentyńskiego w 2001 r. Taksówkarz pochodzący z Bergamo, który wczoraj wieczorem zawiózł nas z lotniska do hotelu, mówi, że on również jest zdumiony faktem, że w kraju o ogromnym potencjale panuje tak wysoki wskaźnik ubóstwa. Dla uproszczenia mówi nam, że wystarczy pojechać ciężarówką kilkadziesiąt kilometrów od miasta, aby znaleźć ogromną ilość pasących się cieląt, zabić je i wywieźć do miasta, aby nakarmić ludność. Ziemia jest tak żyzna, że wystarczy rzucić ziarno, aby wyrosło drzewo. Ponadto istnieje problem nielegalnych imigrantów (Boliwijczyków, Peruwiańczyków i w mniejszym stopniu Paragwajczyków), którzy pozostają bez pracy, wzmacniając w ten sposób szeregi przestępczości. Brak rozwoju należy z pewnością przypisać brakowi wartości polityków, którzy naśladowali się nawzajem w ostatnich dziesięcioleciach, ale w tym miejscu powinniśmy rozpocząć delikatny spór o to, czy pierwsza była kura, czy jajko.
Tradycje i duchowość
Przechodzimy przez dzielnicę Manzana de la Luces, gdzie znajduje się kilka ciekawych kościołów. Zacznijmy od Sant'Ignacio, choć w środku jest dość puste, znajduje się tam mauzoleum generała Belgrano. Kościół San Francisco jest jednonawowy i wzbogacony jest różnymi obrazami, posągami itp. Przechodzimy przed wydziałem inżynierii (w stylu klasycznym) i pomnikiem pracy, reprezentowanym przez dwóch robotników rzucających ogromny głaz, aby pokazać, że jedność robotników może dać wspaniałe rezultaty. Rzuć okiem na aptekę Estrella w stylu XIX-wiecznym i kontynuujemy podróż Av. Defensa do osiągnięcia placu Mayo: pulsujące centrum miasta, nad którym góruje Casa Rosada (pałac prezydencki), Cabildo (starożytna siedziba wicekrólów hiszpańskich), Katedra (gdzie znajduje się grób San Martin), Banco de la Nacion. Po jednej stronie placu znajduje się stała pikieta weteranów wojennych (Malwinów), którzy po cierpieniach doznanych w czasie konfliktu od dwudziestu lat spotykają się z obojętnością państwa, które nie przyznaje im emerytur. Kolor Casa Rosada chce reprezentować kompromis między czerwienią federalistów a bielą unitarian, którzy rywalizowali ze sobą w XIX wieku.
W stronę Puerto Madero
Pieszo docieramy do nowej dzielnicy Puerto Madero, niegdyś zdegradowanej dzielnicy portowej, obecnie jednej z najpiękniejszych, z biurami i eleganckimi rezydencjami. Ogromne środki zostały przyciągnięte na renowację tego obszaru, gdzie stare ceglane doki (przekształcone w lokale komercyjne) zostały gustownie wkomponowane w nowoczesne szklane budynki. Niektóre żurawie Ansaldo pozostają wzdłuż kanału dokującego, co stanowi dowód odległej już przeszłości, czasów, gdy pasażerowie i towary w dużych ilościach schodzili na ląd w porcie Buenos Aires. Pierwsi uciekający przed biedą najbiedniejszych obszarów Europy, drudzy w celu budowy nowego państwa południowoamerykańskiego. Nie musisz nawet zamykać oczu, aby wyobrazić sobie sceny, których musiała doświadczyć ta dzielnica.
Fregata Sarmiento
Zwróć uwagę na gumkę mobilny most kobiety w kształcie harfy (dedykowane kobietom) oraz Fregata Sarmiento, który żeglował po morzach przez ponad trzydzieści lat, dokonując około czterdziestu opłynięć globu. Odwiedzamy także wnętrze, gdzie między innymi znajduje się wypchany piesek Lampazo, który przez lata był maskotką pokładu. Otwarcie mostu miało nastąpić pod koniec 2001 roku, lecz zamiast tego oddano go do użytku bez prawdziwego świętowania, gdyż w tamtych czasach panował kryzys finansowy, a kwestie wymagające rozwiązania były znacznie poważniejsze.
Dość powiedzieć, że w ciągu miesiąca było 5 prezydentów Rzeczypospolitej.
Porto Madero
Przechodząc obok Poczty Głównej w trakcie remontu, wsiadamy do piętrowego autobusu turystycznego na Plaza de Mayo. Do Boca wracamy po przejechaniu przez Sant'Elmo, uzyskując dalsze wyjaśnienia. Zatrzymujemy się w knajpie/tangerii dla turystów, jednak od razu uciekamy przed oferowanymi nam komercyjnymi pokusami i udajemy się do pobliskiej cukierni, aby skosztować dulce de leche i ponownie zobaczyć Caminito z innej perspektywy czasowej. Kontynuując podróż autobusem turystycznym, przejeżdżamy przez dzielnicę la Villa, która wydaje nam się bardziej bidonem..willą, do której można wrócić do Puerto Madero od strony zewnętrznej, czyli Av. Kalabria. W ten sposób widzimy całą linię horyzontu, która wyłania się pomiędzy Porto Madero i Miasto. Wysiadamy na Av. Cordoba, aby wejść do Galleria Pacifico, centrum handlowego. Nie interesują nas produkty przecenione, żeby podziwiać to, co wspaniałe przeszklona kopuła. Mimo że jest dopiero popołudnie, panuje tam niesamowity tłum. Wychodzimy na deptak Calle Florida, kiedy wpadamy na niezdrowy pomysł wymiany pieniędzy. Mamy tu do czynienia z najbardziej systematyczną dezorganizacją, z jaką mógłby spotkać się Włoch już przyzwyczajony do tego tematu. Pracownik „instruuje sprawę” pytając Cię o kwotę, którą chcesz rozmienić, a także o dane osobowe i paszport. A operacja kończy się za kilka chwil. W przypadku, gdy są inni klienci, trzech jego kolegów jest gotowych obsłużyć klientów. Następnie przechodzimy do urzędnika, który musi uruchomić praktykę, czyli przyjąć walutę i dostarczyć upragnione peso. I tu sprawa się komplikuje: czeka kolejka kilkunastu osób, a przy kasie jest tylko jeden pracownik, który bez pośpiechu wykonuje operację, zostawiając między sobą przynajmniej kilkuminutowy odstęp. Wszystko pod uważną obserwacją gorliwego umundurowanego agenta, który prowadzi klientów na swoją kolej. Nawet nie musisz wymieniać sztabek złota!
Jednakże wyjątkową życzliwość i uczynność napotkanych ludzi należy rozpatrywać po pozytywnej stronie skali. Można odnieść wrażenie, że na poziomie indywidualnym Argentyńczycy są skłonni do współpracy i pomocni, podczas gdy w przypadku usług publicznych następuje spadek wydajności. Dwa przypadki wyjaśniające reprezentuje pani, która zatrzymała nas na ulicy w Recoleta (piękna dzielnica, w której znajduje się kilka ambasad) i poradziła nam, abyśmy zwrócili uwagę na aparat, który trzymaliśmy mocno w dłoni. Z drugiej strony wszędzie widać protesty przeciwko rządowi, emeryturom czy czemukolwiek, co ma wartość publiczną. Być może brak sukcesów gospodarczych Argentyny w ostatnich dziesięcioleciach można znaleźć właśnie w tej wrogości społecznej.
Metro w Puerto Madero
Mówią, że niektórzy stacje metra są szczególnie interesujące. Dlatego schodzimy do Peru, na Av. de Mayo. Ciekawe, ale jeszcze bardziej są powozy z drewnianymi wnętrzami, staromodnymi ławkami i miękkimi lampami, jakbyśmy przenieśli się o pięćdziesiąt lat. Zejdźmy do Kongres, parlament federalny z kopułą naśladującą Biały Dom i piękną fontanną z przodu. Wracamy szeroką Av. de Mayo, piękna aleja, przy której znajdują się luksusowe hotele. Ozdobiony drzewami, został zaplanowany w bogatym stylu francuskim i zasadniczo łączy Parlament z Casa Rosada. Na tej ulicy znajduje się Caffè Tortoni, najszlachetniejsza i najbardziej poszukiwana w całym Buenos Aires. Nawet nie wchodzimy do środka, bo nie uważamy za stosowne stać w kolejce i czekać na telefon, gdy tylko inni klienci wyjdą. Noblesse zobowiązuje, ale czujemy się również zobowiązani do kontynuowania naszej wycieczki. Jest też budynek Związku Przemysłowego, posmarowany czerwoną farbą rzuconą podczas demonstracji. W pewnym momencie nasze ścieżki się krzyżują Av. 9 lipca, mówią, że jest to najszersza ulica na świecie. Składa się z 22 pasów ruchu i aby go przekroczyć trzeba być gotowym, gdy zapali się zielone światło, wziąć oddech zgodny z unoszącym się nad miastem smogiem i szybko iść pieszo. Dzisiejszy poranny taksówkarz powiedział nam, że jazda tą ulicą po południu jest często niemożliwa ze względu na ciągłe demonstracje, ale dziś wszystko wydaje się być spokojne. Przynajmniej w okresie świąt Bożego Narodzenia ludzie wydają się być spokojniejsi. W centrum ulicy znajduje się obelisk upamiętniający 400. rocznicę założenia miasta. Kontynuując spotykamy Teatr Koloński, imponujący w konstrukcji i jeden z najważniejszych na świecie dla opery.
Na tym etapie program nadal obejmuje wizytę w Retiro, zwłaszcza na terenie parku, gdzie znajduje się plac poświęcony Generałowi San Martinowi z jego pomnikiem konnym pośrodku. Tutaj także demonstracja daje dźwięk bębnów, nawet gdy jest jeszcze daleko. Jest też kilka pięknych budynków i Torre de los Ingleses, którego nazwa została zmieniona po wojnie o Falklandy. Niedaleko znajduje się także pomnik 695 poległych w tej wojnie, z wiecznym płomieniem ku pamięci tych, którzy oddali życie za sprawę, która miała służyć jedynie odwróceniu uwagi od kryzysu gospodarczego i systemowego w okresie dyktatury lat 70.
Ponownie przekraczamy Av. 9 de Julio, aby dotrzeć do pięknej parafii Nuestra Señora del Pilar, z pojedynczą nawą i chórem w całości pokrytym złotym dachem. W końcu docieramy do Av. Pueyrredon, w dzielnicy Recoleta, gdzie znajduje się nasz hotel.
Wieczór w Puerto Madero
Przygotowujemy się do wyjścia na wieczór tanga w lokalnym teatrze nazwany na cześć jednego z największych interpretatorów, Carlosa Gardela. O 19:15 minibus odbiera nas z hotelu i dołącza do strumienia turystów przygotowujących się do kolacji, a następnie obejrzenia przedstawienia. Zarówno pierwszy, jak i drugi kurs są na wysokim poziomie. Zwłaszcza niektóre występy dosłownie zapierają dech w piersiach. Widok akrobacji tancerzy i wijącej się zwinności ich ruchów przekonuje do tańca nawet najzimniejsze dusze. Wracamy, gdy nie jest jeszcze za późno, więc zapraszamy na kolejną kawę do baru niedaleko hotelu. Nie ma ryzyka, że zrujnuje nam to sen
















