Castlebar, Athlone i Clonmacnoise

Day 8

Castlebar, Athlone i Clonmacnoise

20/08/2021

Piękne muzeum historii wsi, nowoczesne miasto i jedno z najlepszych stanowisk archeologicznych

Kategoria
20/08/2021 1 galleries 0 Maps
Strokestown i Narodowe Muzeum Głodu

Poranek w hrabstwie Rosscommon

Śniadanie o 8.30 z czarną porzeczką, konfiturą z czarnej porzeczki. W nocy pada dużo i nawet mocno, ponadto prognoza pogody na najbliższe dni nie wróży nic dobrego. W ten sposób porzucamy pomysł udania się do Donegal, ponieważ wybrzeża nie prezentują się najlepiej podczas deszczu. Spróbujemy połączyć ten region graniczący z Irlandią Północną przy kolejnej okazji, kiedy będziemy mogli w końcu wjechać na ten kawałek Wielkiej Brytanii i tym samym zobaczyć geograficzny Ulster w całości. W rzeczywistości termin zwykle używany do określenia brytyjskiej północy w rzeczywistości dotyczy całej północnej części wyspy. Pomijając szczegóły terminologiczne, kierowanie się na daleką północ byłoby niewygodne, także dlatego, że do zwiedzania byłyby przede wszystkim naturalne krajobrazy, które zdecydowanie bardziej wyróżniają się oświetlone słońcem. W czasie drobnego, ale uporczywego deszczu udaliśmy się w stronę Castlebar, gdzie życzliwi menadżerowie pensjonatu polecili doskonałe muzeum lokalnej kultury, zlokalizowane częściowo w nowoczesny budynek i część w jednym okazały dom z dołączonym pięknym parkiem. Struktura skupia kamienie milowe historii Irlandii, wśród których wyróżniają się ruchy niepodległościowe, które dokładnie 100 lat temu doprowadziły do ​​wyzwolenia kraju. Będą to bardzo dobrze spędzone dwie i pół godziny, poznające życie irlandzkich obszarów wiejskich w przeszłości i teraźniejszości: życie codzienne, edukacja, wiara, wakacje, a także oczywiście znacząca część poświęcona głodowi połowy XIX wieku. Ciężkie życie, naznaczone następującymi po sobie porami roku, w którym wysiłki często nie wystarczały i aby nie oddzielić duszy od ciała (straszna, ale skuteczna definicja), wielu zmuszonych było do emigracji w poszukiwaniu lepszego losu. Z tego punktu widzenia dobrze podkreślono to, co zostało zrobione z miesiąca na miesiąc, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć, że między jednym etapem a drugim nie było chwil przerwy. Bardzo charakterystyczna jest także sekcja, w której dosłownie wyszczególnione są codzienne prace w różnych porach roku, wraz z harmonogramem i czasem trwania, z podziałem pomiędzy męską i żeńską część rodziny. Na koniec warto poznać techniki budowy domków krytych strzechą. Wczoraj wieczorem powiedziano nam, że niedaleko Castlebar znajduje się scena jednej z wielu bitew pomiędzy Irlandczykami i Anglikami, przy czym Francuzi wspierali gospodarzy, aby nie przesuwać granicy. Po drodze rozglądamy się za supermarketem, w którym kupimy typowe produkty gastronomiczne i zjemy szybki i przyjemny lunch; szeroką drogą, ale w deszczu dojeżdżamy do Strokestown,

Panorama irlandzkiego miasta wzdłuż rzeki pod zachmurzonym niebem.

Hrabstwo Rosscommon

Hrabstwo ROSSCOMMON

jedno z miast najbardziej dotkniętych Wielkim Głodem, w którym znajduje się najbardziej reprezentatywne muzeum na ten temat, które niestety okazuje się zamknięte. Krajobraz staje się coraz bardziej płaski, zachowując jednocześnie pofałdowania, co pozwala na dalsze uprawy rolne. Ruszyliśmy ponownie w kierunku Athlone,

Athlone

Hrabstwo Westmeath

Hrabstwo Westmeath

podzielone na dwa przez imponująca Shannon i ze zwykłym, równie imponującym zamkiem z przysadzistymi, zaokrąglonymi wieżami; spacerujemy wzdłuż rzeki dość zaniedbaną ścieżką, przy okazji podkreślając piękny neoklasycystyczny kościół.

Hrabstwo Offaly

Hrabstwo Offaly

Clonmacnoise

Do hrabstwa Rosscommon

W końcu docieramy do Miejsce klasztoru Clonmacnoise przekraczając bardziej zaznaczone wzgórza, usiane dużymi preriami z nieuniknionymi gospodarstwami rolnymi. Tutaj dominuje przede wszystkim hodowla zwierząt, nawet bardziej niż hodowla owiec w zachodnich powiatach, co łatwo wynika z częstotliwości występowania gospodarstw, pojazdów zmechanizowanych i dealerów/centrów pomocy dla traktorów. Jest 16.30, dzięki Bogu (dosłownie) deszcz już prawie przestał padać i dzięki temu możemy dobrze zobaczyć historyczne miejsce, stary ośrodek sakralny zniszczony przez wojny, którego mury obwodowe budynków pozostają pośród zielonych łąk; Pozostaje tajemnicą, w jaki sposób udaje im się pokazać szmaragdową chromatyczność pomimo szarego nieba. W tle rzeka Shannon płynie apatycznie, jakby miała oznaczać powolność, ale jednocześnie nieuchronność biegu historii.

W tym momencie pozostaje kwestia poszukiwania noclegu, który znajdziemy w pensjonacie B&B na otwartej przestrzeni, prowadzonym przez miłe starsze małżeństwo, jedną z tych, które przyjmują gości w celu uzupełnienia emerytury, ale przede wszystkim po to, aby pozostać aktywnym i poznawać nowych ludzi. Rozmawiamy z nimi na różne tematy, są bardzo religijni, a on chwali się, że uścisnął dłoń Janowi Pawłowi II podczas wizyty w Clonmacnoise (z dumą pokazuje nam zdjęcie). Opowiadają nam też, że lipiec był piękny i niepokojąco suchy, do tego stopnia, że ​​trawa pożółkła; doświadczenie, które musi przerażać Irlandczyków. Szkoda i stracona szansa dla nas, ale w tym czasie cieszyliśmy się nietypowymi dniami dobrej pogody w krajach bałtyckich. W wielu domach widzimy dumne obnoszenie się z religijnością katolicką, być może dziedzictwo czasów, gdy bycie „papieskim” oznaczało ostracyzm i marginalizację, przekształcając się w ten sposób w poczucie obywatelskiej dumy i przynależności.  Nadszedł czas na obiad i prosimy o polecenie kilku miejsc w miejscowości Banagher, najbliższej, oddalonej o jakieś dziesięć kilometrów. Niestety polecana restauracja jest pełna i zostajemy przekierowani do innej, gdzie zjemy doskonałego łososia, mając ciekawe doświadczenie związane z drinkami. Zamawiając zwykłego Guinnessa (co jeszcze?) sympatyczna kelnerka zwraca uwagę, że alkoholu nie można sprzedać, ale można go spożyć. Co jest absurdem w naszych szerokościach geograficznych, ale nie jest niczym niezwykłym w świecie brytyjskim. Wiedząc, że możemy kupić trochę w pobliskim sklepie, szykuję się do wyjścia, gdy lale, w poszukiwaniu upragnionego piwa, kiedy zostaje ostrzeżony, że w restauracji nie wolno spożywać piwa. W tym momencie bez większych problemów przechodzę na butelkę australijskiego Shirazu w pełnym poszanowaniu zasad i kultury. Oczywiście zakończenie wieczoru bez delektowania się zwykłym ciemnym drinkiem wydaje mi się żałosne, w obliczu podejrzenia, że ​​uzależnienie wzięło górę. Znajduje się kilkadziesiąt metrów od restauracji pub, który nie może być bardziej typowy pod względem stylu, frekwencji oraz braku higieny i oświetlenia. I to właśnie tam w końcu odbywa się wieczorny rytuał Guinnessa (i irlandzkiej kawy). Jeszcze w deszczu wracamy do naszego pokoju na nocny odpoczynek, a krople wody spadające z dachu nadają rytm i pomagają nam zasnąć.

Nocleg
Dom wiejski Lynch – Banagher

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.