Day 5
Cassiar Hwy
Niekończąca się droga gruntowa od Cassiar Hwy do Alaska Hwy, wśród kilku osiedli ludzkich
Wzdłuż Cassiar Hwy
Wyjazd o 7.15 przy temperaturze 8°. Po Hazelton krajobraz się zmienia i jest otoczony wysokimi, postrzępionymi szczytami i lodowcami górującymi nad doliną. Posłusznie tankujemy na stacji zlokalizowanej przy skrzyżowaniu autostrad 16 i 37, strasznej Cassiar Hwy., liczącej prawie 750 km, gdzie 115 km to drogi gruntowe, usługi są ograniczone, a możliwości noclegu prawie nie ma. Trzeba to zrobić w jeden dzień! Jednak w ciągu ostatnich kilku lat zostało to poprawione i prace asfaltowe nadal trwają. Natomiast przy doasfaltowaniu stary asfalt poddawany jest recyklingowi poprzez przetopienie go w bardzo wysokich temperaturach i dodanie do niego nowej smoły. Pozwala uniknąć niepotrzebnego transportu surowca przez setki kilometrów. Pogódźmy się z tym Kitwanga, co stanowi swego rodzaju drzwi wejściowe i pierwsze 100 km pokonujemy pięknie, ale nie ekscytująco, w pagórkowatym buszu, który nie zapiera dech w piersiach. W Mezidin jedziemy 23 km objazdem do Stewart, kierując się na zachód, aby podziwiać Lodowiec Niedźwiedzi który wpada do jeziora polodowcowego. O niedźwiedziu, podczas gdy wróćmy do Cassiara przejdźmy czarny niedźwiedź zamierzał jeść trawę na poboczu drogi.

Dojazd do Kitwangi
Ma zabawny wygląd, ale zdjęcia, które robimy z odległości około dziesięciu metrów, są robione wyłącznie aparatem. Gdy jest już godzina 14:00, delektujemy się łososiem „złowionym” wczoraj w Strefie Wypoczynkowej. Nieliczne pojazdy, które spotykamy, gdy nie są powiązane z licznymi placami budowy dróg lub transportem kłód (ograniczając się do południowej części), to przyczepy kempingowe ciągnięte przez pick-upy lub samochody kempingowe o zupełnie nietypowych jak na standardy europejskie proporcjach. Samochodów jest mało. The Ostatni odcinek 37 wije się pomiędzy średnio-niskie wzgórza Droga często ma dziury, mimo że jest w całości asfaltowa. Tuż przed skrzyżowaniem z autostradą Alaska (o godzinie 19:00) wjeżdżamy na Terytorium Jukon, którego samo imię budzi szacunek na samą myśl o historii, jaką widziała ta opuszczona kraina. Niedaleko skrzyżowania zauważamy nocleg w bungalowach Nugget City, co przekłada się na lokalny bar-restaurację i sklep z pamiątkami, a także dystrybutor benzyny. Korzystamy z ostatniej szansy, bo alternatywny kierunek na zachód kosztowałby nas co najmniej kolejne 200 km podróży! Na kolację jemy pieczoną wołowinę, ale szczególnie podobają nam się domowe desery z lokalnymi jagodami, których nie brakuje. Przed obiadem temperatura sięga jeszcze 27°, a komary zaczynają upijać się naszą krwią. Wszędzie pokoje są chronione solidnymi moskitierami, ale kiedy wychodzisz, trudno jest się chronić. Po kolacji korzystamy z faktu, że latem na tych szerokościach geograficznych zapomina się o zmroku i wybieram się na spacer o zmroku, kiedy jest już 22:30. Ostrzega się nas, abyśmy hałasowali, aby odstraszyć niedźwiedzie, które często odwiedzają ten obszar. Po drodze chwytam za łopatę i uderzam głośno w kamień, aby poinformować niedźwiedzie, że jesteśmy w okolicy. Nie widać żadnych zwierząt poza jednym piękny zachód słońca nad jeziorem.









