Day 15
Kootenay N.P
Kootenay N.P. – odwiedź miasto Banff i preerie aż do Calgary, królestwa steków
Kootenay N.P
Ruszamy drogą przecinającą Kootenay N.P., omijając widziane już wczoraj etapy. Kanionu Marmurowego nie możemy zobaczyć, gdyż został on zamknięty po licznych pożarach. Cały teren jest wyschnięty, ale i tutaj filozofia jest taka sama: jest to część cyklu natury, więc nie ma powodu do narzekań. Spotykamy się co najmniej dwudziestu mulak. Szczególnie piękne są te małe, nakrapiane na biało, dzięki czemu wyglądają jak jelenie. Przejeżdżamy drogą 93 w kierunku przełęczy Vermilion (1650 m), aby ponownie skręcić w Icefield Parkway na północ (19 km od Banff) i ponownie wjechać w górę, aby zobaczyć ominiętą część parku Banff. Dołączamy do 1A, dalej Dolina Łukowa Parkway, aby zobaczyć Kanion Johnstona tj z powrotem do Banffu.

Wycieczka do Kraju Kananaskis
Wycieczka po mieście, które spodziewaliśmy się bardziej turystycznego w negatywnym tego słowa znaczeniu. To wciąż miasto, ale przynajmniej starali się nadać mu odrobinę smaku. Pogoda lekko się zachmurzyła, ale to już nie ma znaczenia. Wjeżdżamy na wzgórze z widokiem na Banff, skąd roztacza się widok na bystrza, wodospad Bow (nic wielkiego), zamek na górze, a także na przejażdżkę w pobliżu Jezior Vermilion w ramach nieudanych poszukiwań bobrów. Opuszczamy park definitywnie, aby zboczyć na południe, w głąb Kraj Kananaskisa, w krajobrazie pełnym żywych kolorów. Najpierw góry tj potem prerie są motywem dominującym. Niektóre kozy pasą się spokojnie na asfalcie, a samochody muszą z szacunkiem ustąpić pierwszeństwa. Dalej na wschód widzimy zakłady ekstrakcji ropy naftowej. Kiedy ziemia się wypłaszcza, pojawiają się nieuniknione rancza, dzikie bydło i Góry Skaliste w tle. Mamy wrażenie, jakbyśmy przeżywali film na nowo, ale film z naszej podróży dobiega końca i miło jest pomyśleć, że napisy końcowe przewijają się właśnie w tej scenie, gdy Góry Skaliste są już daleko, ale wciąż robią wrażenie. Żegna nas natura, prawdziwa primadonna, gwiazda tego filmu. Prostymi i płaskimi drogami docieramy do Calgary, naszego ostatniego przystanku. Wybierzmy się na wycieczkę bez wysiadania z samochodu wśród drapaczy chmur w centrum, żeby na nowo oswoić się z „cywilizacją”. Jest jeszcze czas na fajny stek, jeden z tych z oceną potrójnej A, znakiem jakości mięsa z Alberty. Smakowana w Calgary, królestwie kowbojów i stad, wydaje się mieć jeszcze więcej smaku.





