Day 4
Kolumbia Brytyjska
Barkerville, miasto duchów. Wciąż przed tobą na Yellowhead Hwy
Miejskie oblicze Kolumbii Brytyjskiej
Wyruszamy o 7.30, jest 10° i podróżując po obrzeżach Quesnel, zdajemy sobie sprawę, jak miasto w zasadzie żyje z drewna i jego obróbki. Jest tam pełno ciężarówek przewożących kłody do lokalnych fabryk w celu przetworzenia na masę papierniczą. Dym z kominów i unoszący się w powietrzu gryzący zapach sprawiają, że cofamy się o krok do „cywilizacji”, nawet jeśli rozumiemy, że bez tych działań jakakolwiek obecność człowieka w tych miejscach nie miałaby sensu. Zbaczamy w tym kierunku 80 km Barkerville, odwiedzić miasto duchów i spotkać małego mulak. Została unowocześniona z niezbędną wrażliwością i daje dobre wyobrażenie o tym, jak wyglądało życie w czasach tej pierwszej gorączka złota, nawet jeśli szukano tu srebra.
Wzdłuż Cariboo Hwy
Wracamy do Quesnel Cariboo Hwy 97, docieramy do Prince George i objazdem do Smithers Yellowhead Hwy 16. Krajobraz jest zielony, ale bardzo monotonny: są tam łąki, uprawy zbóż i zagajniki podobne do naszych. Roślinność jest ograniczona wysokością, która waha się od 700 do 1000 m. Blisko jednego Wodospad na rzece Bulckley zatrzymujemy się, żeby ze zdumieniem podziwiać łososie, które w tym czasie płyną w górę rzeki energicznymi „uderzeniami” pomimo silnych bystrzy. W strategicznych punktach czekają na nich rybacy; to głównie Hindusi.

Lokalna fauna
W pobliskim kiosku kupujemy wędzonego łososia, który będzie reprezentował nasz jutrzejszy lunch. Reklama Hazelton zarzucamy kotwicę w Robber Roost. Na obiad to trochę jak powrót do Europy, faktycznie Hummerbirda prowadzi Austriak, ale łosoś to typowo kanadyjski. Idąc na kolację, w pobliżu pięknego kanionu widzimy znak ostrzegający, aby uważać na niedźwiedzie.





