Day 12
Ongyin Chiid
Karakorum i Ongyin Khiid po ledwo zauważalnych ścieżkach pomiędzy deszczem a śniegiem.
Poranek w Ongyin Khiid
O 6.30 budzi nas przeszywające szczekanie wymiotującego Mongoła, któremu kilka litrów wódki chyba rozbolało żołądek. Wczoraj wieczorem widzieliśmy, jak „zarządca” kempingu witał kilku przyjaciół po świętowaniu swojego nowego medalu olimpijskiego.
Słyszymy drobne krople deszczu odbijające się od dachu i jest to niemal przyjemne, do tego stopnia, że brzmi to jak muzyka. Mniej pięknie jest, gdy wychodzi się bez parasola, który silny wiatr i tak od razu pomyśli o przewróceniu. Usługi należą do najlepszych dotychczas, a dostawy ciepłej wody są stałe. W końcu Kahrkorin to jedno z najpopularniejszych miejsc turystycznych. Obfite śniadanie i ruszamy do oddalonej o kilkaset metrów wioski. Wysokie ceny paliwa sprawiły, że naszym towarzyszom skończyły się płyny, dlatego udajemy się na spotkanie z osobą, która przekaże naszemu przewodnikowi niezbędne pieniądze na dokończenie wycieczki.
Wizyta w klasztorze Shankh Khiid
W jesiennym deszczu opuszczamy dawną stolicę i kierujemy się dalej na południe w kierunku Klasztor Shankh Khiid, gdzie trzymano flagi Czyngis-chana. Silny wiatr nie pozostawia zbyt wiele miejsca na zdjęcia plenerowe. W międzyczasie przewodnik postanowił w pełni wykorzystać potencjał GPS,
jadąc prosto w kierunku kolejnego celu klasztoru Ongiin Khiid zamiast podążać główną drogą. Efekt to 80 km więcej i trzy godziny później niż pozostali, którzy pojechali główną trasą. To prawda, że widzieliśmy kilka bardzo odległych miejsc i odkryliśmy, że tam, gdzie nie ma dróg, jest ich naprawdę wiele. W rzeczywistości na stepie znajduje się sieć przecinających się ścieżek, prowadzących tę, która znajduje się najbliżej pożądanego celu. Wiąże się to jednak z zygzakami, które są kosztowne pod względem czasu i km. Przekraczamy płaskowyże, a pogoda pozostaje stabilna, a widoczność jest czasami słaba. Mimo że znajdujemy się na odludnej krainie, od czasu do czasu można zobaczyć stada w towarzystwie sporadycznych jeźdźców i jeźdźców, którzy niezakłóceni niesprzyjającą pogodą wędrują po preriach. Zaczynają być widoczne pierwsze grupy dzikich wielbłądów. Gdy pójdziesz w górę
spotykamy także śnieg. Obiad jemy w samochodzie, wysiadanie oznaczałoby, że wiatr rzuci nas na ziemię, a jeep wyraźnie się kołysze. Dalej natrafiamy na obszar całkowicie pokryty śniegiem, gdzie ślad szlaku jest ledwo widoczny. Zwierzęta z niedowierzaniem pozostają blisko siebie, aby ogrzać się przed kaprysami pogody, co o tej porze roku i w tych miejscach jest absolutnie niezwykłe. Jazdę dodatkowo spowalniają głębokie kałuże. Właśnie wtedy, gdy myśleliśmy, że koszmar stał się trwały, wchodzimy obszar pustynny gdzie zawsze jest piękna pogoda. Jesteśmy coraz bliżej jeden z nielicznych krajów poprosić o wyjaśnienie drogi, którą należy podążać. Niestety konsultujemy się z niewłaściwą osobą, pijakiem na motocyklu, który zatrzymując się katastrofalnie upada pod ciężarem swojego pojazdu. Wódka nie pomaga mu wstać, więc nasz zespół postanawia ponownie wyjść, podczas gdy biedak walczy, nie mogąc stanąć na nogi. Niebo było stabilne i ładna pogoda przez około sto kilometrów, jesteśmy teraz na pustyni Gobi. Jedziemy odwiedzić ruiny klasztoru Ongiin Khiid, położonego nad brzegiem idyllicznej rzeki Ongiin o tej samej nazwie, pośrodku pustyni. W rzeczywistości są dwa klasztory, ale ten na południe od rzeki to nic innego jak ułożone kamienie. Tutaj także wściekłość komunistyczna uderzyła w świątynie (zniszczone) i mnichów (wywiezione lub zabite). Tylko w 1937 r. zamordowano lub zaginęło ponad 27 000 osób, w tym 17 000 mnichów. Świątynia zlokalizowana od strony północnej, zakończyła remont w 2004 roku, a w miejscu, gdzie stały pozostałe świątynie, przeznaczono dwa grodziska na muzea. Znajdują się w nich relikty odnalezione w zniszczonych budynkach. Ciekawy, a zarazem makabryczny jest widok miski wykonanej z ludzkiej czaszki. Obecnie w okolicy mieszka dwóch lamów, którzy realizują projekt odbudowy rozpoczęty kilka lat temu przez grupę 13 mnichów. Smagający wiatr mówi nam, jak ciężkie jest życie w tym miejscu słońce wydłuża cienie i znika za górami, pozwalając prześwitywać magicznym światłom.
Polityka i społeczeństwo
To, co dzisiaj widzieliśmy z mrozem i śniegiem, należy uznać za klęskę żywiołową, ponieważ grozi to zmuszeniem pasterzy do nagłych migracji, a w każdym razie utratą zwierząt. Te same dzieci, krążące wokół bydła, ryzykują, że nie wrócą. Dowiemy się wówczas, że nad jeziorem Huvsgul, gdzie byliśmy zaledwie kilka dni temu, mocno spadł śnieg, a niektórzy mówią nam, że widzieli wzdłuż jeziora drzewa ugięte pod śniegiem.
Kolacja jest lekka, zupa i sałatka, ale to w porządku, bo cały dzień spędziliśmy w jeepie.





