Day 11
Erdene Zuu Karakorum
Historia, mity i legendy spotykają się w Erdene Zuu w Karakorum
Erdene Zuu Karakorum
Noc mija jak w hamaku, taka jest krzywizna materaca. O 6.30 uważamy, że to wystarczy i w niedzielę rano wyskakujemy na Tsetserleg. Wokół jest mało ludzi i budynków proletariackich nie mogą nas zadowolić bardziej niż dzień wcześniej. Wracamy o 8.00 i jemy śniadanie.
Na niektórych odcinkach znajdują się mosty, a nawet konstrukcje, które moglibyśmy nazwać wiaduktami, ale musimy podążać za konturami terenu, co jednak pozwala na większą prędkość. Ciekawostką jest to, że na głównej drodze często zalegają zwały piasku, które mają na celu poprawę nawierzchni. Prawdopodobnie stoją tam od lat i prace ustały. Rzeczy, które dzieją się także w naszej ojczyźnie. Kierujemy się na południowy wschód w stronę Karakorum/Kharkhorin, starożytnej stolicy imperium Czyngis-chana w 1220 roku. Pogodę pokrywają mleczne chmury i panuje wilgoć, później nadejdzie burza piaskowa. Zamelduj się w obozie ger i na koniec udaj się do klasztoru Erdene Zuu (sto Skarbów).

Tradycje i duchowość
Wchodzimy do świątyń, który wymagałby gruntownej renowacji. Pomimo obecnej niepewności i zniszczeń w przeszłości, można wyczuć wielki splendor, jaki musiało mieć to miejsce, w którym modliło się ponad dziesięć tysięcy lamów. Dreszcz przebiega po nas, gdy pomyślimy, ile historii przeszło tutaj, w stolicy największego imperium, jakie kiedykolwiek istniało w historii. Ale i najbardziej nękani przez zniszczenia, najpierw chińscy, a potem sowiecki. Chiny, bugaboo naszych czasów, nie tylko zostały podbite, ale wnuk Czyngis-chana, Kubilaj-chan, był założycielem dynastii Yuan i jako pierwszy założył stolicę w Khanbalik, czyli Pekinie. To była era Marco Polo. Przechodzimy obok Złota Stupa modlitwy i wchodzimy do wielkiego Biała świątynia w stylu tybetańskim, Lavrin Süm, gdzie odbywa się ceremonia religijna, w której uczestniczymy w ciszy. Wychodzimy od północnych drzwi klasztoru, aby zobaczyć Żółw karakorum, który wskazywał wejście do różnych budynków stolicy. Wszędzie można znaleźć stragany z lokalnym rękodziełem i rzekomo historyczno-archeologicznymi przedmiotami, które uchodzą za oryginały z XIII wieku. Gdyby były one kiedykolwiek prawdą, z pewnością byłyby problemy przy wyjeździe z Mongolii.
Na lunch wracamy do najlepszej restauracji w Kharkhorinie, być może nawet jedynej. Ale tutaj przeżywamy ekscytujące przeżycie, oglądając na żywo finał boksu olimpijskiego, podczas którego mongolski sportowiec znęca się nad swoim kubańskim przeciwnikiem wśród ogólnej radości. Wszyscy chwilowo porzucają swoje zajęcia, aby obejrzeć wydarzenie i wrócić z satysfakcją z nowego olimpijskiego złota. To magiczny moment, w którym ujawnia się duma narodu. Nie możemy się powstrzymać, aby się nie zaangażować i przez jeden dzień niebieski zajmuje drugie miejsce.
Delektujemy się pysznym khuushuur, czyli naleśnikami nadziewanymi baraniną i cebulą.
Obóz Ger położony jest nad brzegiem rzeki Rzeka Orchon. Pogoda się poprawia, burza piaskowa już minęła i wspinamy się na wzgórze przylegające do rzeki, aby podziwiać pomnik mozaik poświęcony trzem imperiom mongolskim (scytyjskiemu, huńskiemu i największemu, jakie kiedykolwiek istniało na ziemi, czyngis-chanowi). Schodzimy w stronę rzeki (drugiej co do wielkości w kraju, ale tutaj jeszcze niezbyt dużej) i robimy kilka zdjęć przy niebieskim świetle, wzdłuż prawego brzegu. Część dzieci, gardząc wiatrem i chłodnym klimatem, kąpie się w rzece. Wracamy do naszej kwatery i z ciekawością przyglądamy się demontażowi gera tuż przed naszym. Cała kultura, której się uczysz. Restauracja składa się z dwóch dużych pokoi, połączonych ze sobą trzecim pokojem, który pełni funkcję kuchni.

Lokalna fauna
Jemy kolację o 19:00, a potem oglądamy program Grupa Kharkhorin, złożony z dwóch muzyków morin khuur (skrzypce stepowe z końską głową), harfy klasycznej i harfy poziomej. Nie brakuje śpiewu gardłowego, khöömi i ich lekkomyślnych występów mała akrobatka. Wykrzywienie to klasyka w mongolskich przedstawieniach. Dziewczęta od najmłodszych lat są szkolone w rozwijaniu stawów, dzięki czemu mogą dokonywać ewolucji, które w innym przypadku byłyby niemożliwe.
Wieczór w Erdene Zuu Karakorum
Po kolacji rozmawiamy z innymi Włochami (wygląda na to, że tego wieczoru wszyscy byliśmy tu umówieni) i wymieniamy się dotychczasowymi doświadczeniami.







