Day 13
Bayanzag i Khongorin Els
Wreszcie ciepło na pustyni Gobi: formacje skalne w Bayanzag i wydmy w Khongorin Els.
Poranek w Bayanzag
Choć przewodnik wolałby odpocząć trochę dłużej, budzik nastawiony jest na 6.30. Zwykle dobre śniadanie i ruszamy w stronę POŁUDNIOWEJ PUSTYNI GOBI. Pierwszy odcinek drogi jest bardzo piękny i możemy utrzymać średnią prędkość około 80 km/h. potem jest coraz gorzej, gdy krajobraz staje się bardziej wzburzony. W pewnym momencie widzimy coś w rodzaju czerwonawego kanionu i uświadamiamy sobie, że dotarliśmy Bayanzag, zwane Płonącymi Klifami lub Płonącymi Klifami, gdzie odkryto wiele skamieniałości dinozaurów. Nic nie przypomina nam o obecności skamieniałości poza ulicznym jeżowcem, który oferuje nam pokazanie kości w zamian za drobne. Na samych straganach można kupić wszystko, łącznie z pamiątkami historycznymi i wystawionymi między innymi jajami dinozaurów. Jeśli kupimy, będziemy mieli zapewnione miejsce i wyżywienie w mongolskich więzieniach przez jakiś czas. Jednak bardzo interesujące jest podziwianie krajobrazu, który otwiera się ze szczytu tego wzgórza, z intensywnie czerwonymi formacjami skalnymi. Warstwy skał przeplatają się z innymi, podobnymi do stwardniałej ziemi. Te ostatnie ulegają erozji jako pierwsze i dają początek charakterystycznym formacjom. Przywodzi to na myśl, jak 70 milionów lat temu po wyschniętym morzu żyły potwory zwane dinozaurami.
Przejeżdżamy przez Bulgan i wchodzimy do Parku Przyrody Gobi Gurvan Saikhan, co oznacza „Trzy Piękności”, kierując się dalej na pustynię i zatrzymujemy się w punkcie położonym na odludziu na lunch. Nie mając nawet kamienia, siadamy na ziemi.
Dojazd do Bayanzag
Droga staje się zróżnicowana, gdy mija niskie pasmo górskie; możesz się rozglądać, ale nigdy nie rozpraszaj się: nagła dziura zadałaby cios naszemu i tak już zmęczonemu kręgosłupowi. Kiedy docieramy na miejsce, jest tuż przed 14:00 Khongorin Els (le Wydmy śpiewające z wiatrem) – aby zameldować się w obozie Julchin 2, po przeprawie stopień na wysokości 2350 m. przejazd przez las saxaul (kolczaste krzewy niewymagające dużych zasobów wody).
Zabieramy się pod wydmy tej szczególnej pustyni. Chociaż nazywa się ją Pustynią Gobi, tylko niewielka jej część jest pokryta piaskiem w saharyjskim znaczeniu tego słowa, czyli 3%. Jest to pas o długości 120 km i szerokości 12 km. Po przybyciu na miejsce widzisz pas piasku przed łańcuchem gór i za szarawym płaskowyżem. Wspinamy się na najwyższą wydmę który, jak mówią, wznosi się 300 metrów nad podstawą, stale zatapiając się w piasku. Ostatni odcinek jest stromy i z każdym krokiem cofamy się nie zostawiając śladu, który natychmiast zasypujemy opadający piasek, słysząc złowrogi chrzęst pod stopami. Przemierzamy grań wzdłuż i wszerz zachwyceni tak różnorodny charakter. Jest to jeden z najsłabiej zaludnionych regionów na Ziemi, z mniej niż 0,5 mieszkańca na kilometr kwadratowy
Po powrocie szukamy partnera do wynajmu wielbłądów w obozie ger, aby wybrać się na przejażdżkę na tych wspaniałych zwierzętach. Trwa półtorej godziny i jest fascynującym przeżyciem. Jazda na wielbłądach nie jest to łatwe, szczególnie jeśli nie mają uzdy i trzeba się trzymać siodła. Jest to wysokie zwierzę i naturalnym jest, że należy ściskać jego przedni garb, aby uniknąć upadku. Przejeżdżamy przez bród i wracamy w pobliże wydm, gdy słońce już zachodzi. Niektóre konie dzikie zwierzęta przechodzą przez odizolowane miejsce o zachodzie słońca. Zawsze wracamy do obozu ger deska wielbłąda. Są to zwierzęta powolne (poruszają się z prędkością ok. 5 km/h) i niezwykle fascynujące. Pani, która nam towarzyszy, mówi wyłącznie po mongolsku, więc rozmowy, które prowadzimy, to gesty lub rysunki na piasku, podczas gdy w połowie wycieczki robimy sobie przerwę. Tuż po wyjściu na twarz naciąga się chusteczkę, model Tuareg, pozostawiając wolne jedynie oczy, które z kolei zasłaniają okulary przeciwsłoneczne. Powiedzą nam, że należy unikać opalania twarzy i nadmiernego opalania. Nie jest to modne, ale przede wszystkim parzy skórę.
Pole charakteryzuje się doskonałą jakością wykonania ze światłem w „pokoju”. Po raz pierwszy śpimy, nie martwiąc się o zimno. Prawdę mówiąc, podobnie byłoby również poprzedniego wieczoru, gdyby nie silny wiatr.
Wieczór w Bayanzagu
Możemy jedynie milczeć przed wspaniałym spektaklem Zachód słońca w Gobi. Słońce chowa się za wydmami i zastanawiamy się, dlaczego tylko my doświadczamy tej chwili, podczas gdy inni jedzą w środku.











