Port

Day 1

Port

25/04/2014

Porto: w dzień 40. rocznicy rewolucji portret tętniącego życiem i tętniącego życiem miasta.

Kategoria
25/04/2014 1 galleries 0 Maps

Pierwszy dzień w Porto

Porto: podróż po najbardziej wysuniętej na zachód części naszego kontynentu rozpoczyna się od miasta, które najbardziej utożsamia się z winem o tej samej nazwie. W rzeczywistości nie brakuje aspektów historycznych i monumentalnych, które zasługują na szczególną uwagę i my też je zobaczymy. Wysiadamy tego samego dnia, w którym 40. rocznica rewolucji goździków. Faktycznie 25 kwietnia 1974 r. zakończył się długi okres dyktatury Salazara i otworzył się na republikę parlamentarną, która w ciągu dekady umożliwiłaby krajowi wejście do Unii Europejskiej. Kiedy wyruszamy centralnymi ulicami, procesja właśnie się zakończyła, widzimy przechodzących starszych ludzi z goździkiem w dziurce od guzika, zaś na szerokiej Avenida dos Aliados koncertuje grupa podobna do Inti Illimani, w której bierze udział kilkaset pozostałych demonstrantów. Piosenki są hymnem na cześć sprawiedliwości, czerpiąc z przeszłości i projektując koncepcje w przyszłość. Na skraju placu na kilku straganach, ku obojętności przechodniów, widnieją symbole sierpu i młota, hasła antyeuro, antysystemowe i antywszystko. Młodzi słuchają przyjemnych rytmów koncertu, starsi słuchają muzyki, ale tworzą grupy ludzi: być może wspólnie przeżywają czasy, w których nadziei nie zniweczyła bezrobocie i upadek ideałów. Obraz dopełnia szary dzień, w którym od czasu do czasu pada deszcz.

Ze wspaniałego hotelu Castelo de Santa Catarina schodzimy w kierunku Mercado do Bolhao, obecnie zamkniętego, po minięciu Igreja das Almas. Tutaj od razu natrafiamy na to, co można uznać za artystyczną osobliwość tego kraju: azulejos, płytki ceramiczne zdobione i malowane niczym obrazy, którymi pokrywano całe ściany, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne.

Ciekawostka
Azulejos

Wchodzimy na Avenida dos Aliados i zatrzymujemy się na chwilę, aby zobaczyć imponujący budynek ratusz na górze i posłuchaj nut z bieżącego koncertu.

Wnętrze zabytkowego dworca kolejowego w Porto z niebiesko-białymi dekoracjami ściennymi.

Kościoły, azulejos i most na rzece Douro

Aby podążać za Igreja do Carmo, Igreja dos Clerigos z wieżą, Livraria Lello e Irmao, zamknięta z powodu wakacji, w której można podziwiać wspaniałe drewniane schody oraz Stacja Sao Bento, we wnętrzu którego podziwiać można wspaniałe sceny z życia ludowego oraz portrety historyczne malowane azulejos. Stacja położona jest u podnóża wzgórza, do tego stopnia, że ​​pociągi wjeżdżają do tunelu po przejechaniu kilku metrów.
Palacio da Bolsa, wewnątrz której znajduje się sala biblioteczna ze wspaniale zdobionym stropem kasetonowym i drewnianym globusem.
Tak, katedra położona w dominującej pozycji ze wspaniałym widokiem na dolną część i rzekę.
Most Domu Ludwika I, którą przekraczamy na górnym poziomie przeznaczonym dla ruchu pieszego i tramwajowego. Dolna natomiast przeznaczona jest dla pojazdów i wąskiego przejścia dla pieszych. Wykonany jest z żelaza i nawiązuje do francuskiego stylu, który od razu przywodzi na myśl Wieżę Eiffla.
Tym samym przenosimy się na przeciwległy brzeg rzeki Douro, tej tradycyjnie słynącej z piwnic i klubów poświęconych słynnemu winu. Raz ja Rabelos, charakterystyczne płaskodenne łodzie służące do transportu beczek, schodziły rzeką z terenów produkcyjnych, aby składować je w tej części miasta. Prowadzenie łodzi wzdłuż rzeki ze zmieniającymi się nastrojami było trudnym zadaniem, ale gdy już dotarła do celu, cenny płyn stał się źródłem bogactwa. Nawet dzisiaj można zobaczyć różne rabelos zacumowane wzdłuż brzegu, teraz tylko dla zdjęć turystycznych, podobnie jak restauracje, bary i piwnice, które można zwiedzać publicznie.

Nie trzeba dodawać, że jemy ryby i pijemy vinho verde, lekkie wino, odpowiednie do spożywanych ilości, przeznaczone do picia na świeżo, pochodzące z najbardziej wysuniętego na północ regionu Portugalii. Kiedy wychodzimy, uderza nas intensywna atlantycka mżawka, przekraczamy most i idziemy przez dolną dzielnicę wzdłuż rzeki, zwaną Ribeira, obecnie opuszczoną z powodu dokuczliwych opadów. Stąd bierzemy taksówkę i jedziemy szukać orzeźwienia w naszym hotelu, z jego małymi pokojami, ale mającymi 130 lat istnienia i meblami o szlachetnym charakterze.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.