Wybrzeże Atlantyku

Day 5

Wybrzeże Atlantyku

29/04/2014

Wciąż zachwycające wioski (Obidos), atlantyckie stosy i bogate miasta wokół stolicy.

Kategoria
29/04/2014 1 galleries 0 Maps

Obidos między murami a białymi domami

Obidos to jedno z tych miast, w których wydaje się, że czas zapomniał płynąć. Kolekcja wśród ściany, po których można chodzić w opłynięciu, które pozwala nam obserwować życie codzienne z uprzywilejowanego punktu obserwacyjnego, miejscowi są teraz przyzwyczajeni do tego naruszenia prywatności i żyją jak aktorzy w filmie. Białe domy zaczynają być zalewane przez słońce, niebieskie krawędzie stanowią tło dla kwiatów, nadając fasadom szczególną aurę. Aleje się przeplatają otwierane od czasu do czasu na kwadracie gdzie stoi jeden z wielu kościołów. Wszystko wprowadza poczucie harmonii, wiosna i jej kolory robią resztę.

Peniche, Sintrę i Cabo da Roca

Stamtąd na półwysep Peniche'a będzie około dwudziestu kilometrów. Krajobraz się zmienia: miękkie wzgórza ustępują miejsca Atlantykowi, jego niespokojnemu kołysaniu, zawsze próbującemu podbić i erodować zanurzające się w nim klify. Ale najpierw zobaczmy Fortalezę, w rzeczywistości fortecę, zbudowaną w celu obrony portugalskich wybrzeży, ale jednocześnie niefortunny ośrodek przetrzymywania przeciwników reżimu Salazara, którego upadek przypada obecnie na czterdziestą rocznicę swojego istnienia. The Cabo Carvoeiro przedstawia typową wspaniałą latarnię morską i fale oddzielające kontynent od archipelagu Berlengas. Pośrodku łodzie rybackie odsłaniają swój ładunek ścigany przez żarłoczne mewy. Ta kraina opowiada nam także o wrakach statków i wypadkach spowodowanych przez wzburzone morze, a smutny wspólny mianownik zaczyna się od północy Galicji. Pewne jest jednak, że spojrzenie w oczach turysty nie może nie budzić wizualnej przyjemności. Po opuszczeniu wybrzeża wracamy do zielonych obszarów uprawnych i wiosek rolniczych. Właśnie jedno z tych miejsc odgrywa szlachetną rolę ze względu na swoją przeszłość i architekturę: jesteśmy na Sintra, obecnie kilka kilometrów od Lizbony. Miejsce, w którym bujna roślinność i bogactwo mieszkańców stanowią dominującą kombinację. Wraz z nimi wspaniałe widoki na wzgórza, historię i sztukę. Tak naprawdę nieodzownym dodatkiem są także desery, a w szczególności travesseiros, czyli poduszka, nadziewana i podawana na ciepło. Wyzwaniem, które przegraliśmy na początku, jest zjedzenie tylko jednego. Wspinamy się stromą ścieżką prowadzącą do zamku, ale nie wchodzimy, szukamy jedynie panoramicznych widoków. Liczne odwiedziny powodują, że jest tu chaotycznie, ale to nie umniejsza jego uroku przesiąkniętego dziewiętnastowiecznym romantyzmem.

Ciekawostka
Travesseiro

W tym miejscu, zamiast zbiegać się do Lizbony, kierujemy się dalej na zachód, aby dotrzeć do najbardziej wysuniętego na zachód miejsca w Europie, miejsca, gdzie słońce zawsze witało stary kontynent, aby oświetlić Amerykę.

Skalisty klif wznosi się z morza pod błękitnym niebem.

Cascais i pierwszy wjazd do Lizbony

Cabo da Roca to jest dzikie, wielka latarnia morska stoi na klifach, które z wysokości ponad 140 metrów wpadają do Atlantyku. Wiatr nie zna wytchnienia, sukulenty wyłaniają się ciekawie z kwiatami tuż nad krawędzią przepaści prawie tak, jakbyś chciał podziwiać krajobraz. Spacer wzdłuż krawędzi daje dreszczyk emocji bycia na granicy, tak daleko, jak okiem sięgnąć, w dowolnym kierunku, w którym na nią patrzysz. Ponieważ na zachód można udać się tylko drogą wodną, ​​wystarczy, że zawrócisz swoje kroki na wschód. Krótki przystanek o godz Cascais, gdzie życie toczy się wolnym tempem, a bogaci wczasowicze przybywają z całej Europy, aby spędzić zimę lub się opalić. Naszą atrakcją, choć rozczarowującą, jest targ rybny, który odbywa się w miejscu niedaleko centrum. Zamiast oczekiwanych kolorowych przyjazdów i odpływów rybaków i handlarzy, stajemy przed kupnem i sprzedażą kilku skrzynek z rybami i po pięciu minutach negocjacje są już zakończone. Wyjaśnią nam, że ryb jest mało i negocjacje odbywają się według zwyczajowych ustaleń. Teraz pozostaje już tylko wjechać do naszego ostatniego celu podróży: Lizbony. Zaparkowawszy walizki w hotelu i kupiwszy bilety uprawniające do podróżowania wszystkimi środkami komunikacji miejskiej przez kolejne 24 godziny, wsiadamy do metra, by ponownie wyjść do przepychu Praca w handlu. To właśnie od historycznego i turystycznego serca stolicy rozpoczynamy naszą wycieczkę. Z jednej strony historyczne centrum położone na wzgórzach, z drugiej rzeka Tag. Aby działać jako link historyczny punkt dokowania która w pewnym sensie była świadkiem przejścia od Europy średniowiecznej do Europy otwartej na świat, do odkrywania i podboju nowych terytoriów. Przechodząc pod monumentem Łuk z Vitorii i spacerując wzdłuż Rua Augusta czuję się, jakbym chodził po salonie. Błyszczące, białe kostki porfiru wyróżniają się i tworzą klasyczny obraz, jakby zostały pokryte woskiem.

Santa Justa, Rossio i Lizbona nocą

Zobaczmy dalej winda Santa Justa, Stacja Rossio, Praca Rossio i Praca da Figueira. Dzień kończymy w restauracji, gdzie po raz kolejny złowione ze specjalnością bacalhau do biustonoszy. Tymczasem wraz z butelką białego wina zapada noc, a my korzystamy z okazji, aby przejechać się tramwajem, aby nocą zobaczyć Lizbonę, gubiąc się w labiryncie mauretańskich alejek prowadzących do Zamek Świętego Jerzego, w dzielnicy Alfama. W świetle ulicznych latarni chodnik wydaje się lśnić światłem własne, nadające stolicy niepowtarzalny charakter.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.