Day 3
Costa da Morte i północ Portugalii
Otaczające wybrzeże galicyjskie aż do granicy z Portugalią z jej miastami sztuki. Aveiro: miniaturowa Wenecja na Atlantyku.
Od Finisterry po Costa da Morte
Ranek wydaje się pochmurny, wyruszamy w głąb lądu, aby przeprawić się przez jedno z ramion lądu wcinających się w morze, oddzielonych od siebie riasami, fiordami, w których gościnnie znajdują wszelkiego rodzaju mięczaki i hodowle małży. Krajobraz jest bardzo zielony, widać suszarnie zbożowe, tzw Horreo, i rośliny czasami nam nieznane. Przejdźmy do Finisterra, które Rzymianie nazywali tą nazwą, ponieważ w tamtym czasie reprezentowało koniec znanych krain. Na Cape Tourinan znajduje się nieunikniona latarnia morska i kilka małych pamiątek sygnalizujących fakt, że Camino przechodzi właśnie tam. Zgodnie z tradycją, która może wywołać dyskusję, niektórzy pielgrzymi zostawiają ubrania, buty lub cokolwiek innego przywiązane do słupa. Wiatr rozwiąże ubrania i będzie je ciągnął wszędzie, tworząc niebudujący obraz śmieci rozrzuconych w miejscu, które zamiast tego pachnie zaklęciem. But pomnikowy zamiast tego pozwala nam zrozumieć, ile ten punkt znaczył dla podróżników na przestrzeni wieków. Miasto jest przyjemne, ciche w wiosenny niedzielny poranek. Niektórzy starsi ludzie siedzą przy barze i z ożywieniem rozmawiają po galicyjsku, oficjalnym języku hiszpańskim, bardzo podobnym do portugalskiego. To nadal sprowadza się do Ezaro gdzie, nie bez pewnej atrakcyjności turystycznej w koncepcji, można znaleźć tę jedyną wodospad pochodzi z jeziora, które wrzuca swoje wody do morza. W rzeczywistości jest to tama do hydroelektrowni, piękny wodospad i kilkaset metrów dalej morze, które prawdopodobnie podnosi się podczas przypływu. Na pewno warto wspiąć się samochodem po stromych uliczkach prowadzących do punktu widokowego na zatokę. Muros słynie z mariscos, z pięknym portem z widokiem na centrum miasta. Na dole Ria de Muros e Noia znajduje się to ostatnie miasto. Większy i kiedy przechodzimy, bardzo zajęty ze względu na wydarzenie z sąsiednim rynkiem. Zatłoczone ulice radzą nam, abyśmy poszli gdzie indziej na przerwę na lunch. Co robimy w Pontecesures. W tawernie na Camino można cofnąć się w czasie: to przyjazd i odjazd mieszkańców i pielgrzymów, głównie na rowerach, którzy wymieniają się informacjami, dostają pieczątkę potwierdzającą przejazd i wyruszają bez względu na pogodę. Zamiast tego jedziemy autostradą w kierunku południowym, aby wrócić do Portugalii.

Powrót do Portugalii: Ponte de Lima, Braga i Aveiro
Pierwszy etap to Most w Limie na krótką wizytę w małym, ale zróżnicowanym centrum, a zwłaszcza na rzymskim moście z 31 łukami nad rzeką Lima. Niedaleko ciekawa seria sylwetek naśladuje rzymskie legiony zamierzające przekroczyć rzekę, zanim zbudowano most, według legendy żołnierze się wahali, ponieważ uważano, że jest to Lete, czyli rzeka zapomnienia, której przekroczenie sprawiłoby, że wszyscy o wszystkim zapomnieli. Autostrada przecina schludne winnice, w których produkuje się vinho verde, pachnący napój do picia na świeżo, odpowiedzialny za półkaca sprzed zaledwie dwóch dni w Porto i prawdziwy płyn, tak, zapomnienia. Braga, trzecie co do wielkości miasto w Portugalii, wita nas swoją katedrą i tak naprawdę niczym więcej. Jesteśmy zaskoczeni, jak w historycznym centrum znajdziemy jednocześnie okazałe i zniszczone domy. Wydaje się niewiarygodne, że żadna ręka, prywatna czy publiczna, nie odnowiła nieruchomości o wielkiej wartości. Cechą wspólną całej odwiedzanej Portugalii jest to, że nasiona są przenoszone przez wiatr na dachy i okapy, dzięki czemu chwasty rosną na każdej wysokości, podkreślając domy warte konserwacji. Aveiro to ostatni etap dnia: w tym przypadku ocean przechodzi w szeroką i płaską plażę. Morskie wzgórza Costa da Morte są teraz daleko, ale więź łącząca ludzi z morzem nie jest odległa. To miasteczko ma także bogatą przeszłość związaną z żeglugą, natomiast w jego centrum znajdują się m.in moliceiros, łodzie przypominające gondolę, używane niegdyś do zbioru wodorostów. Również tutaj ocena obiadu na bazie ryb osiąga wysoki poziom.
Spacer uliczkami centrum tworzy wspaniały obraz, oświetlony latarniami ulicznymi rzucającymi starożytne żółte światło i chodnikami z polerowanego marmuru porfiru, cichy jak przystało na niedzielny wieczór, by potem ożyć w pobliżu kanałów. Porównanie Wenecji w Portugalii jest równie fascynujące, jak i przesadzone, gdzie ceremonia uniwersytecka wybucha lokalnymi pieśniami i przemówieniami. Słuchamy czegoś, ale wtedy zwycięża chęć zasłużonego odpoczynku. Dzień dobrej pogody zachęcił nas do biczowania koni, w kolejnych dniach pogoda ma się ustabilizować, więc nie powinniśmy dać się wyprzedzić.







