Dolomity friulskie

Day 5

Dolomity friulskie

04/09/2020

Sauris pomiędzy jeziorem a architekturą wiejską, zegary Pesariis, legendarny rowerowy Zoncolan i odbudowana Venzone

Kategoria
04/09/2020 1 galleries 0 Maps

Szybka organizacja wycieczki pozostawiła ten obszar nieco odkryty pod względem trasy i obszarów do odwiedzenia: jest tam kilka interesujących miejsc, które trudno połączyć ze sobą. Odkrywamy, że droga prowadząca do Sauris nie jest taka zła, a nawet jest nawet charakterystyczna dzięki szeregowi tuneli wyłożonych porfirem, które pokonują nierówne tereny.

Jezioro Sauris i Passo Pura

Dotarł do Jezioro Sauris, którego wody mają kolor pomiędzy zielonym a błękitnym, postanawiamy ominąć tamę i udać się do Passo Pura. Droga, na której nie powinno się spotkać nikogo jadącego w przeciwnym kierunku. Jesteśmy teraz nad Ampezzo i wracamy do doliny Tagliamento, aby wrócić na górę, rysując w tym miejscu okrąg trasą przebytą zaledwie kilka godzin wcześniej. Absolutnie nic nudnego!

Sauris

W tym momencie jednak przejdźmy do Sauris, grupa wiosek położonych w autentycznym raju, z architektura drewniana marzenie i ludzie dbający o porządek i konserwację. Wokół domów tzw stosy drewna zaaranżowano je w oryginalny i artystyczny sposób, przy współudziale metalowych łuków i listew, na których umieszczono wspaniałe wazony z kwiatami. Wewnątrz nich wprawne ręce zbudowały także małe domki z patyków i pozwoliły działać swojej wyobraźni. Nad galeriami jest ich kilka poziome paski gdzie rośliny wieszano do wyschnięcia. Łatwo sobie wyobrazić, jak wyglądałoby życie w czasach, gdy podróżowanie było niewygodne, a ludzie mieli duże poczucie wspólnoty. W górnej części miasta wyróżnia się jedna z zabytkowych w okolicy fabryk szynki, którą można zwiedzać po rezerwacji. Wydaje się, że jest to idealne miejsce do życia, ale trzeba jechać jeszcze długo przyjemna jazda na głównych drogach

Pesaris

zabierze nas do Pesariis, il kraj zegarków, gdzie lokalna pomysłowość od co najmniej czterech stuleci doprowadziła do produkcji doskonałych dzieł, do tego stopnia, że centrum miasta przekształciło się w prawdziwe muzeum na świeżym powietrzu, w którym można znaleźć najbardziej pomysłowe zegarki (16 lub 17 sztuk). Z pewnością ciekawa wycieczka i czas (trzeba przyznać) zdecydowanie dobrze spędzony. Najpierw jednak idziemy i kupujemy w lokalnym sklepie drobno posiekaną speckę Sauris i lokalny ser górski dojrzewający przez 4 miesiące, posiłek, który jemy na schodach lokalnego boiska piłkarskiego. Jesteśmy tylko my i łatwo wygrywamy na lokalnych przysmakach. Tutaj również Vaia spowodowała zniszczenie i śmierć drzew, podczas burzy pozostawiając miasto bez prądu na 5 dni.

Rozległa panorama Alp Włoskich z zalesionymi zboczami i skalistymi szczytami.
Góra Zoncolan

Ale czas też szybko mija i mamy spotkanie z najbardziej wysuniętym na wschód celem naszej wycieczki: lo Zoncolan (1750 m) ze względu na jego stromość, nawet jeśli podjedziemy samochodem, a nie rowerem. Znajdujemy się w rejonie typowych górskich fabryk mebli rustykalnych, kierujemy się do Ravascletto i czeka nas wspinaczka z Sutrio na wysokość 575 m (z pięknymi drewnianymi rzeźbami przedstawiającymi między innymi postacie z szopki), najłagodniejsza trasa o długości 14 km, ta, która jest zwykle używana do zejścia z etapu Giro d'Italia. Będąc już na wzgórzu ruszamy w górę końcówka panoramiczna na górę Tamai przez stok narciarski. Poniżej nas, tam na południe Dolina Tagliamento, piękny skały dolomitowe po drugiej stronie, aż zobaczysz austriackie lodowce. Część rowerzystów dociera na przełęcz, wyczerpana i zadowolona z ekstremalnej wspinaczki Ovaro, ok. 1200 metrów do pokonania w zaledwie 10 km; nasza zazdrość i podziw są zrozumiałe, podczas gdy wspinaliśmy się przy pomocy zmechanizowanych środków. W tym momencie pozostaje już kwestia zejścia na dół, a operacja nie jest szczególnie prosta, na szczęście jest już późne popołudnie i na górę schodzi niewiele osób. Natychmiast ciasne i suche zakręty, to niezwykle sugestywne są trzy tunele, przez które ledwo przejedzie samochód: mają kilkaset metrów długości, ale jadąc prosto, widać z jednej strony na drugą, a ci, którzy są jeszcze na zewnątrz, czekają, aż drugi samochód wyjdzie. Jak w przypadku każdej szanującej się wspinaczki, każdy zakręt jest poświęcony słynnemu kolarzowi, którego wizerunek się wyróżnia, dzięki czemu wizyta jest jeszcze bardziej interesująca i być może odwraca uwagę rowerzystów od wysiłku! Jesteśmy już blisko równiny, kierujemy się w jej stronę Venzone, bardzo specyficzne miasto. Historia była dla niego łaskawa, obdarowując go pięknym murem miejskim, zabytkowym centrum z szarego kamienia i kościołem o pięknej architekturze. Wszystko to jednak uległo zniszczeniu pamiętnej nocy 6 maja 1976 r., kiedy trzęsienie ziemi zrównało całą okolicę z ziemią: zdjęcia pod ratuszem przedstawiają trzęsienie ziemi przed, bezpośrednio po trzęsieniu ziemi i późniejszą rekonstrukcję, przyprawiającą o dreszcze. Nawet jeśli technologie nie były jeszcze tak zaawansowane jak dzisiaj, fakt, że jest to miasto historyczne, a co za tym idzie bogata dokumentacja zabytków, umożliwił jego odtworzenie dzięki wcześniej wykonanym zdjęciom w każdym szczególe, dlatego odbudowano go kamień po kamieniu, przywracając miastu zasadniczo jego pierwotny kształt. Pozostają tylko kilka budynków (w tym kościół) zabezpieczono, ale pozostawiono tak, jak były na pamiątkę katastrofy. W każdym razie w odłożonych na miejsce blokach widać uderzenia i doznane cierpienia, świadczące o tym, że przeszłość minęła tylko do pewnego momentu. Niektórzy turyści przechadzają się po okolicy z zaciekawieniem, a miejscowi popijają Bianchetto w barach na świeżym powietrzu. Kontrasty w jednej z uważanych za najpiękniejsze wioski we Włoszech, wzbogacone z kolei o sklepy z dekoracjami z lawendą, typowy produkt tego obszaru. Jest już 18.30, nawigator prowadzi nas wąskimi, ale przyjemnymi uliczkami, które biegną wzdłuż ul Cięcie, podczas gdy słońce stopniowo znika z horyzontu; zatrzymajmy się na chwilę, żeby zobaczyć

Jezioro Cornino

Jezioro Cornino

Maniago

i w skrócie jesteśmy na Maniago, miasto noży, w którym na centralnym placu znajduje się nasz hotel. Nocleg z cukiernią i przylegającym barem, gdzie odkrywamy, że mają też serwis restauracyjny. I co za usługa! Szef Kuchni, prawdziwy inżynier gastronomii, pozwala nam docenić prawdziwie typową kuchnię. Degustujemy dzieła talerza mieszanych wędlin z Friuli i A salami z soppressy z zewnątrz i w środku smalec z polędwiczką wieprzową doprawioną ziołami, gotowaną na wolnym ogniu w winie. Całość dopełniają plastry gotowanego salami i strudla z lokalnej cukierni. Trapezowy spacer po gorącym centrum miasta, u nas bardziej wrażliwym na temperaturę po kilku dniach spędzonych w chłodnym, ale cichym jak na prowincjonalne miasteczko przystało.

Reactions

Share

Link copied.

Komentarze

Brak komentarzy.