Day 9
Bostonie
Boston: udany tygiel pomiędzy starożytnością i nowoczesnością. Początki narodu i jego rozwój
Miejskie oblicze Live Boston
Rozległe przedmieścia Bostonu wymagają ¾ godziny jazdy autostradą, aby dotrzeć do dzisiejszego pierwszego celu: Cambridge, czyli Harvardzie, gdzie pierwsza to nazwa miasta, w którym znajduje się słynny uniwersytet, przez przypadek i nieprzypadkowy. Tutaj też nie ma nic spektakularnego, życie na kampusach toczy się spokojnie, a młodzi ludzie z bogatych środowisk niemal wszędzie wędrują bez pośpiechu. W końcu czesne w wysokości 30 000 dolarów rocznie nie jest w zasięgu każdego. Wsiadamy ponownie do samochodu i jesteśmy już w Bostonie, parkujemy na stacji benzynowej niedaleko Kościół Trójcy który „oferuje” miejsca parkingowe za jedyne 20 dolarów dziennie, podczas gdy inne w okolicy sięgają nawet 40 dolarów. Stąd rozpoczynamy zwiedzanie metropolii od udania się do tzw wnętrze Trójcy. Największą ciekawostką jest widok neoromańskiego miejsca kultu otoczonego drapaczami chmur pokrytymi szklanymi fasadami, w których odbija się mały kościółek, w kontraście nie tylko między starożytnością a nowoczesnością, ale także przeciwstawiającym materię duchowości i poza nią. Jedziemy dalej Boylston Str. i zaczynając od Ogród publiczny rozpoczynamy 4-kilometrowy Szlak Wolności, od którego właściwie niemal natychmiast odrywamy się i podążamy kolejną pętlą, tzw. Szlak Czarnego Dziedzictwa (również względne zainteresowanie), co przenosi nas do dawnej czarnej dzielnicy z lat, gdy Boston reprezentował amerykańską awangardę przeciwko niewolnictwu. Wracając do pierwotnego toru Freedom, zaczynamy od Beacon Hill, gdzie wyróżnia się złota kopuła Izby Reprezentantów, którą w pierwszej chwili mylimy z meczetem. Miasto wydaje się niemal dostosowane do trasy wyznaczonej na ziemi czerwoną linią, która ma służyć turystom.
Następnie widzimy:
Stary Dom Stanowy
– Stary Dom Stanowy, też groźnie otoczony drapaczami chmur które otaczają ją nierealnym cieniem rozświetlonym odbiciem szkła;
– Miejsce masakry, dokonany przez żołnierzy angielskich w 1770 r. na ludności;
Sala Fanheuila
– Przechodzimy przez Rose Kennedy Greenway, duży pas zieleni utworzony w miejscu opuszczonym przez zakopany kilka lat temu odcinek miejskiej autostrady.
Małe Włochy
– Małe Włochy na północnym krańcu
Muzea i pamięć w Live Boston
– Pomnik w ogrodzie nieśmiertelnika ku pamięci poległych wojen w Afganistanie i Iraku, w pobliżu Kościoła Starego Północnego; do każdego z nich przywieszka z wygrawerowanym imieniem (podobnie jak u psów). Z dowolnej strony na to spojrzeć, faktem pozostaje, że życie wielu młodych ludzi zostało odebrane w krwawy i, można dodać, bezużyteczny sposób.
– Miejsce pochówku na wzgórzu Copp, zabytkowy cmentarz miejski
Przekraczamy zatokę, aby dotrzeć do:
Konstytucja fregaty USS
– Konstytucja fregaty USS, zbudowany w 1797 r., którego zbroja z drewna dębowego była w stanie odeprzeć nawet ogień armatni. Tutaj jesteśmy dokładnie sprawdzani, a plecak przechodzi przez wykrywacz metalu: starożytny statek jest własnością Marynarki Wojennej i należy zachować ostrożność.
Przyjazd do Live Boston
– Pomnik na Wzgórzu Bunkrowym, obelisk, wewnątrz którego znajdują się kręcone schody liczące 294 stopnie, umożliwiające obejrzenie całego miasta. Kolejka wewnątrz wąskiej klatki schodowej z pewnością nie jest najlepsza dla osób cierpiących na klaustrofobię
Zawsze powtarzaliśmy, że chcąc zobaczyć historyczne miasta, lepiej zostać w Europie lub wyjechać do Azji, ale Boston jest w stanie zmienić zdanie. Nie należy spodziewać się znalezisk sprzed tysiąca lat, jednak materiału do obserwacji nie brakuje.
Po zamknięciu Szlaku wychodzimy zobaczyć Nabrzeże w ludzkiej roju, typowej dla każdego sobotniego popołudnia w mieście. Nawet w Bostonie stare doki zostały przekształcone w luksusowe budynki mieszkalne i biurowce, dobrze zintegrowane, bez ekstrawagancji. Przekraczanie Dzielnica Finansowa docieramy Chinatown. Charakterystyczne jak chińskie sąsiedztwo innych miast, ale niczym nie porównywalne np. z San Francisco. Jest już późno, nasz wyścig dobiega końca, a zmęczenie tych, którzy zrobili wszystko, co możliwe, widać i pamięta co ukazało się przed nami Zaczyna to być odczuwalne: ostatnie chwile spędzamy w wietnamskiej restauracji, która przenosi nas kilka lat wstecz. Chodźmy po samochód, gdy będziemy jechać wzdłuż park miejski gdzie grupa kaczątek przekracza wodę stawu. Nawet jeśli lecimy i nie mamy własnych skrzydeł, my także wkrótce przepłyniemy staw zwany Oceanem Atlantyckim. Ale najpierw zrób kilka kroków, żeby zobaczyć Parku Fenway’a: nie park, jak go rozumiemy, ale stadion, na którym gra legendarna drużyna Red Sox. Strach stanąć przed takim pomnikiem, żeby zrozumieć coś o baseballu...

W tym momencie to już naprawdę koniec, z dobrym marginesem kierujemy się na lotnisko, gdzie przed odlotem składamy hołd Pomnik 11 września. Nie wolno nam zapominać, że dwa samoloty, które eksplodowały w bliźniaczych wieżach, wyleciały z bostońskiego lotniska Logan. Serce pęka na myśl, że jesteśmy na tych samych schodach, co ci, którzy przeżyli tę podróż 14 lat temu i pozostaną tak jeszcze przez chwilę. Żadne przebaczenie nie jest możliwe i nie jest należne, dla nich pamięć jest raczej obowiązkiem. Szkoda, że Pomnik jest dość ukryty i mało kto wie, gdzie się znajduje. Kiedy jesteśmy już kilka metrów od siebie i pytamy taksówkarza zaparkowanego przed Sheratonem o drogę, ten nawet nie wie, o jakim zabytku mówimy. Mamy nadzieję, że pewnego dnia nie wsiądzie do złego samolotu.
KOMENTARZE:
Polityka i społeczeństwo
Wspaniałe i cywilizowane bogactwo, które można zobaczyć w wielu domach, z dala od ostentacyjnego przepychu willi w Newport, tworzy kontrast z innymi typami budownictwa mieszkaniowego, które podupadają. Z tego punktu widzenia potwierdza się amerykański stereotyp, który widzi sytuacje odwrotne, w których klasa średnia w europejskim stylu stara się znaleźć miejsce. Dowodem na to są częste sklepy z używaną odzieżą. Oprócz przedmiotów vintage, które po czyszczeniu i malowaniu nadal można wykorzystać do celów dekoracyjnych, istnieje inny rodzaj towarów, bardziej odpowiedni dla klientów z niewielką ilością pieniędzy w kieszeni. W istocie są to handlarze używanymi rzeczami, którzy wystawiają na podwórku to, co kupili. Pracy w ogóle nie brakuje: wszędzie można znaleźć tabliczki z informacją, że potrzebna jest pomoc, zwłaszcza w lokalach handlowych, ale płace prawdopodobnie nie wystarczą, aby wygenerować minimalną ilość bogactwa, która umożliwiłaby utworzenie średniej warstwy społecznej. Nie brakuje jednak amerykańskich flag, praktycznie jedna przed każdym domem. Nawet na zielonych cmentarzach, gdzie wyróżnia się szarość nagrobków, w wielu przypadkach można zobaczyć flagi w gwiazdki i paski. Nie mamy możliwości sprawdzenia, czy byli to żołnierze, którzy zginęli w służbie, czy też ludzie o dobrym poczuciu patriotycznym. Faktem jest, że widzisz ich wiele.
Ogólnie rzecz biorąc, charakter amerykańskiego mężczyzny na ulicy jest bardzo odległy od stereotypu, jaki mamy na jego temat w Europie. Być może kinowa epopeja kowboja, a nie gangstera w połączeniu z polityką, która chce, aby USA odgrywały rolę aroganckiego policjanta świata, prowadzi nas do wypaczonej koncepcji zwykłego obywatela. Już przy okazji innych podróży zetknąłem się z systemem stosunków cywilnych, który wywarł na mnie pozytywne wrażenie, wyraźny szacunek wobec innych, podkreślony dbałością o to, aby nie powodować żadnych zakłóceń i irytacji. Co więcej, ludzie bardzo chętnie pomagają tym, którzy potrzebują choćby odrobiny informacji, bez pasji, ale z konkretem nastawionym na rozwiązanie problemu. W tym widać także rękę publiczną: na przykład uwaga poświęcona osobom niepełnosprawnym, z parkowaniem, usuwaniem barier architektonicznych i wszystkim innym, co może ułatwić im poruszanie się; zapobieganie wypadkom drogowym jest niemal obsesyjne. Można odnieść wrażenie, że wynika to z rygorystycznego wykształcenia otrzymanego w szkole i w rodzinie, tak aby postawy sprawiały wrażenie niemal profesjonalnych. Małe miasteczka Nowej Anglii są daleko od niektórych dzielnic metropolitalnych, ale w naszych dzielnicach (metropolitalnych lub innych) sposób nawiązywania kontaktów pozostaje bardzo różny.



















